Wpisy z tagiem: Pat Riley
piątek, 16 lipca 2010
Nowy ochotnik do gry z wielką trójką: Penny Hardaway. Już szron na głowie, już nie to zdrowie, lecz w sercu ciągle maj! 39-letni Penny mówi tak: "Mentally I was retired and physically I was retired. I was playing recreational ball. But when the decision happened with Chris Bosh and LeBron James, I felt like I could really be good in that system." "I can understand where Michael Jordan was coming from coming out of retirement a couple times. When you still have something in the tank it's really hard to let it go." Penny ostatnio grał dla Miami w 2007 roku. Zdobywał 3,5 pkt na mecz. Kto następny? Tim Hardaway?
czwartek, 15 lipca 2010
Nie tylko LeBron James, nie tylko D-Wade, CB4 i Amare, ale kilkudziesięciu innych graczy NBA zdążyło już podpisać nowe kontrakty ze swoimi klubami, znaleźć nowych pracodawców, lub zmienić firmę w ramach jakiejś wymiany. A Shaquille O'Neal wciąż czeka. Przez ostatnie trzy sezony nie wiodło mu się. Z Miami odeszedł w fatalnej atmosferze, nie znalazł wspólnego języka z pędziwiatrami w Phoenix, a w Cleveland z LeBronem też skończyło sie tylko na szumnych deklaracjach ("win a ring for the King") Shaq ma już 38 lat i sam wie, że nie jest już Supermanem z przeszłości. Ale chciałby jeszcze trochę pograć. Problem w tym, że nikt fajny go nie chce. No bo zobaczmy: LA Lakers? To byłoby wymarzone zakończenie kariery. Shaq posikałby się z radości na wieść o powrocie do Los Angeles. Już dawno wybaczył Kobemu dawne scysje, a od roku zaczął się nawet do niego miziać. Kobe... no cóż, powiedzmy, że Kobe patrzy na to inaczej. Po tegorocznym triumfie powiedział dziennikarzom: "mam teraz jeden tytuł więcej niż Shaq. wiecie co to dla mnie znaczy. ja nic nie zapominam". Choć Shaq mógłby Lakersom pomóc (kontuzje Andrew Bynuma), zakłóciłby hierarchię w stadzie. A na to obecny samiec alfa z pewnością nie pozwoli. Nie pozwoli też właściciel Lakers, Jerry Buss, którego juz po transferze Shaq wielokrotnie obśmiewał i obrażał (zresztą... kogo on tam mnie obraził... nawet wielkiego Phila Jacksona nazwał zdrajcą, gdy ten powiedział światu że Shaq był leniem który nie lubił się przemęczać). Więc na powrót do LA zero szans. Miami Heat? To druga wymarzona destynacja Shaqa. Grał tu wcale nie tak dawno, i gdyby wiedział jak potoczą się losy Miami, zapewne nigdy nie przystałby na transfer zimą 2008 do Phoenix. Lecz choć gra u boku LeBrona i D-Wade'a (którego nazywał swym najzdolniejszym uczniem) byłaby fenomenalnym zwieńczeniem kariery, to fakty są takie że chyba nikt w Miami Shaqa nie lubi. Ani LeBron, który - szukając centra - zadzwonił do... Zydrunasa Ilgauskasa, ani Pat Riley, a już najmniej właściciel Miami Micky Arison. Wróbelki ćwierkają, że pobyt O'Neala w Miami nie był wcale sielanką. Na początku Shaq wziął się w garść i schudł, ale nawet podczas play offów imprezował na maksa. A gdy wskutek kontuzji D-Wade'a drużyna zaczęła przegrywać, Shaq stał się znów nieznośną primadonną, narzekającą na reżim treningowy i generalnie na wszystko. Sprzedano go bez żalu. Już po odejściu z klubu O'Neal, swoim zwyczajem, nagadał trochę głupot o dawnych pracodawcach. O tym, że miał w Miami złych lekarzy i kiepskich kolegów. Mosty zostały spalone. Jeśli Pat Riley uzna, że gra jest warta świeczki, to jakieś szanse na powrót O'Neala są. Ale nie jego jednego trzeba byłoby przekonać. Bo co powiedział O'Neal o Chrisie Boshu? Że ten jest "RuPaulem wielkich ludzi". RuPaul to drag queen. Idźmy dalej. Numer 3 na liście marzeń Shaqa to Dallas Mavericks. Z właścicielem Mavs, Markiem Cubanem, Shaq zaprzyjaźniłby się w okamgnieniu. Ale Mavs podpisali nowy kontrakt z centrem Brendanem Haywoodem, a z Charlotte kupili drugiego centra/PF Tysona Chandlera. Trzeciego centra im raczej nie trzeba. Kto jeszcze? Orlando Magic? Mają Dwighta Howarda, i całkiem przyzwoitego zmiennika o przydomku "The Polish Hammer". I mają też własne porachunki z Shaqiem - który Howarda nazwał fałszywym Supermanem, a trenera Stana Van Gundy'ego mięczakiem i panikarzem. Cleveland Cavaliers? Cavs pod wodzą Byrona Scotta będą biegać. Shaq przemieszcza się dostojnie. New York Knicks? Też biegają. Boston Celtics? Przez chwilę huczało nawet w mediach, ze zatrudnią O'Neala. I zatrudnili: Jermaine'a. San Antonio Spurs? Shaq rozgłosił przed początrkiem sezonu transferowego, że to jego "pierwszy wybór". I cisza. Najwyraźniej, jak napisał ESPN, w San Antonio nie lubią eksperymentów z chemii. Utah Jazz? Dajmy spokój. Phoenix? LOL. Na dziś wygląda na to, ze faworytem w wyścigu o Shaqa jest Atlanta. Być może dlatego, że jest w tym wyścigu jedyna. Shaq miałby pójśc do Atlanty w sign'n'trade za Marvina Williamsa. Ale może przegrać rywalizację z Bradem Millerem. Tak, wiemy że to brzmi żałośnie. *** Fakty są takie, że niejednemu z mocarzy NBA Shaq zalazł za skórę swoimi złośliwościami i powiedzonkami. Dziś nie mają ochoty na ponowne spotkanie z dowcipnisiem z przerośniętym ego. A będą i tacy, którzy z satysfakcją pokażą O'Nealowi środkowy palec. Oczywiście, Shaqowi w sile wieku wszystkie przewiny wybaczono by w ćwierć sekundy. Przecież już kiedyś mówił że Pat Riley jest złym człowiekiem, dla którego on, O'Neal, nigdy grać nie będzie. I panowie pogodzili się, i Shaq zagrał. Ale 38-letnim centrom nie wybacza się tak łatwo. *** Jak sądzicie - gdzie wyląduje Shaq? W Miami? W Atlancie? W jakiejś dziurze typu Memphis? A może uniesie się honorem i przejdzie na emeryturę?
wtorek, 13 lipca 2010
Wciąż nie doceniamy Pata Rileya. Wydawałoby się to niemożliwe, zważywszy że Riley - ściągając do Miami LBJ i Bosha - dokonał największego skoku w historii NBA. A jednak. Okazuje się iż Pat Riley nie tylko namółwił Wielką Trójkę do wspólnej gry, ale też skłonił do calkikem sporych obniżek płac. LeBron, Bosh i D-Wade zarobią w ciągu najbliższych 6 lat po ok. 110 mln dolarów, ale każdy z nich zostawił na stole ok. 15 mln dolarów, które miałby podpisując deal za maksymalną gażę. "Tu chodzi o poświęcenie" - powiedział D-Wade i trudno nie przyznac mu racji, niezależnie od dochodów 15 mln dolarów to jednak jest trochę kasy. W pierwszym sezonie każdy z wielkiej trójki (Muszkieterów? a może - jak chcieliby złośliwcy - Nazguli?) dostanie po poinad 14 mln dolarów, to jest ok. 2 mln dolarów mniej od maxa. I te oszczędności, w powiązaniu ze sprzedażą do Minnesoty drugoroczniaka Michaela Beasleya, pozwoliły Rilesowi znaleźć kasę nie tylko na LBJ i Bosha, ale i na dodatkowe wzmocnienia. Pamiętacie argumenty, ze w trójkę meczów się nie wygrywa, a Miami stać będzie tylko na leśnych dziadków za płacę minimalną? Dzięki tym obniżkom pensji gwiazdorów Riley dostał 8-9 mln dolarów do wydania i wydał je znakomicie. Po pierwsze - w Heat zostaje Udonis Haslem, chyba najbardziej niedoceniany czlonek mistrzowskiej ekipy z 2006, skrzydłowy, specjalista od czarnej roboty. Też zostawił na stole 15 mln dolarów. Ale w jego przypadku oznacza to niemal połowę pensji! W Heat przez cztery lata zarobi 20 mln dolarów, w Denver i Dallas dostałby niemal 35 mln. "Odmówiłem. Do zobaczenia w przyszłym sezonie" - napisał do dziennikarzy w Miami.
Drugim nabytkiem Heat jest Mike Miller, jeden z najlepszych strzelców w NBA. Ten przyjdzie w ramach 5-letniego kontraktu za ok. 30 mln dolarów. Też mniej, niż mógłby zarobić gdzie indziej. Za to fuchę będzie miec przednią. W żadnym innym klubie nie znajdzie tylu okazji do rzutów z czystej pozycji, co tutaj, przy podwajanych LeBronie i D-Wade. A rzucać Miller potrafi, oj potrafi (w zeszłym sezonie 48% celnych trójek). Wade-James-Miller-Haslem-Bosh, to piątka dość dziwaczna (bez normalnego centra i rozgrywającego), ale piątka - nie trójka. Możliwości taktycznych jest tu zresztą mnóstwo, wszak i LBJ i D-Wade mogą grać na "jedynce", Bosh może udawać centra itd. Inna sprawa, że Pat Riley zapolował też na rozgrywającego. I próbował skusić Dereka Fishera. Tym razem czar nie podziałał, Fish który nie mógł dojść do ładu z Lakersami, zdecydował że jednak zostanie w LA. Dlaczego? Ano, przez Kobego :) "I have decided to continue with Kobe, continue with our teammates and the fans of Los Angeles," napisał Fisher. "While this may not be the most lucrative contract I've been offered this offseason, it is the most valuable. I am confident I will continue to lead this team on and off the court. Let the hunt for six begin." "At the end of the day, there's one person I could not turn away from. Kobe Bryant asked me to stay but supported whatever decision I made. He and I have played together for 11 seasons, came into the league together as kids, and has been loyal to me even when others had doubts. We have won five championships together." Tej rybki nie udało się więc Rilesowi upolować. Nie wątpimy już jednak, że gdy w listopadzie ruszy NBA, James, Wade i Bosh będą mieli wsparcie sześciu-siedmiu pełnoprawnych graczy tej ligi. Nie wiemy gdzie Riley ich znajdzie - czy w Europie, czy wśród emerytów, czy w lidze letniej, czy w innych klubach. Nie wiemy, jak ich oczaruje. Wiemy tylko, że będą grać w Miami. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi NBA
Produkty regionalne
Soccer means football
The very best of Fruwając...
Z archiwów Supergiganta
Zachowania nie-sportowe
Tagi
|