Wpisy z tagiem: Alonso

poniedziałek, 08 listopada 2010

Najfajniejszy w niedzielnym wyścigu o Grand Prix Brazylii nie był sam wyścig, ale to co przed - i co po.

Przed były kwalifikacje. A przed kwalifikacjami był trening wygrany przez Kubicę (ale na szczęście nie było kiedy się w nim podjarać). A w kwalifikacjach sensacyjny nr 1 dla Nico Hulkenberga, który najlepiej trafił z oponami na szybko schnącym po deszczu torze, pierwsze pole position dla teamu Williamsa od pięciu lat.

Hulkenberg promieniał, a kierowcy Red Bulla przyglądali się mu jak śniadanku, które zamierzają następnego dnia schrupać.

No i schrupali. Mieliśmy nadzieję, że Hulkenberg nie da się tak łatwo, ale nie znamy się. Początek wyścigu przypominał starcie małej sarenki ze stadem wilków. I to głodnych wilków.

Już na pierwszym zakręcie pożarł Hulka-sarenkę Vettel, chwilę później Webber w drugim Red Bullu, po kilkunastu próbach przedarł się Alonso, a potem i Hamilton.

Dopiero gdy za plecami Hulkenberga znalazł się Kubica, Niemiec mógł trochę odpocząć :) Kubica jechał za nim przez kilkadziesiąt okrążeń, ale ani razu nawet nie spróbował ataku. Aż w końcu obaj dali się zdublować.

Z przodu też nie działo się wiele ciekawego, za wyjątkiem nieznaczącego ale zabawnego przypadku Nico Rosberga, którego mechanikom pomyliły się wszystkie kółka na pit stopie. Vettel uciekł Webberowi, Alonso nie nadążył za Red Bullami, a Hamilton za Alonso.

I tak dojechali.

W klasyfikacji kierowców:

Fernando Alonso ma 246 punktów
Mark Webber 238 pkt.
Sebastian Vettel - 231 pkt.
Lewis Hamilton - 222 pkt.

Po wyścigu wszyscy sięgnęli po kalkulatory i zaczęli rozważać, co zdarzyć się musi za tydzień.

Dla Alonso sprawa jest prosta. W ostatnim Grand Prix usi dojechać na 1. lub 2. pozycji, i tytuł jest jego, niezależnie od tego jak spiszą Red Bulle.

Z kolei czwarty w klasyfikacji Hamilton może sięgnąć po tytuł tylko wskutek jakiegoś niebywałego zbiegu okoliczności (np. karambolu, w którym wylecieliby z trasy Alonso i Webber, a Vettel doturlałby się do mety na odległej pozycji).

W przypadku Red Bulli sprawa jest bardziej skomplikowana.

Webberowi do mistrzostwa świata wystarczy zwycięstwo - i jednoczesne powstrzymanie Alonso przed zajęciem drugiego miejsca. Niech sobie Alonso dojedzie na 3 czy 4 pozycji. Aby tylko nie był drugi...

Vettel ma większą stratę i musi mieć więcej szczęścia. Jeśli zwycięży, na pewno wyprzedzi Webbera. Ale jeśli Alonso dojedzie 3 czy 4 - mistrzem świata jest Hiszpan...

I tak dochodzimy do największego paradoksu Abu Zabi: jeśli na pustyni powtórzyłby się wynik z Brazylii, a więc 1. miejsce dla Vettela, 2. dla Webbera, 3. dla Alonso, to... mimo dominacji Red Bulli mistrzem świata zostałby kierowca Ferrari.

A taki układ jest całkiem prawdopodobny. Tor w Emiratach sprzyja Red Bullom, rok temu wygrał tam Vettel przed Webberem. Dziś niby kolejność może się odwrócić, ale w ostatnich wyścigach Webber jest od swego kolegi wyraźnie wolniejszy. Z kolei Alonso ma najszybszy (oprócz Red Bulli) samochód w stawce, i trzecie - czwarte miejsce powinien dowieźć bez większych problemów.

Losy tytułu mogą więc zależeć od tego, czy młody Vettel, poróżniony ze swym o dekadę starszym kolegą, zjedzie na bok i pozwoli Markowi Webberowi pognać po jego pierwszy tytuł mistrza świata.

Jeszcze kilka dni temu Webber skarżył się, że jest w teamie szykanowany, a Vettel szydził: "Jeśli Mark potrzebuje pomocy, to niech wezwie ambulans".

Czy teraz to się zmieniło?

"Jadę do Abu Zabi, postaram się wypaść jak najlepiej i zobaczymy" - mówił Vettel na konferencji prasowej po zwycięstwie. - "Co chcecie usłyszeć? Mogę tylko powiedzieć, że w scenariuszu, który wspominacie, to jest coś o czym będę myśleć. To chyba jasne."

Jasne - niejasne. Czy przepuści Webbera, jeśli trzeba będzie?

"Gdy byłem mały, nie lubiłem, gdy moi rodzice drażnili się ze mną i nie odpowiadali na pytania. A teraz ja mogę się podrażnić z Wami" - odparł Niemiec.

REKLAMA