Wpisy z tagiem: Jud Buechler

wtorek, 23 marca 2010

A jednocześnie spełniając dawno złożoną obietnicę. Spróbujemy zrównoważyć trochę smutne historie Antoine'a Walkera i Derricka Colemana. Bo okazuje się, że nie każdy koszykarz NBA po zakończeniu kariery trwoni majątek i zostaje bankrutem.

Gdzieś daleko, daleko, za siedmioma górami i siedmioma morzami, żyje sobie były koszykarz. Codziennie rano wstaje, myje zęby, je śniadanie, sprawdza prognozę pogody, po czym daje żonie buziaka, odwozi dzieci do szkoły i wbrew korkom i ludziom spieszącym do pracy, udaje się nad morze.

Parkuje tam, gdzie według porannej prognozy ma wiać najlepiej, siada na ławeczce i zastanawia się, która z trzech desek surfingowych (longboard, shortboard, fish - nie pływamy na desce, więc nie mamy pojęcia czym się to różni), które ma na tylnym siedzeniu, pasuje do dzisiejszych warunków najlepiej.

Jak już wybierze najbardziej odpowiednią deskę, to udaje się na poranną sesję.

Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy ten pan na zdjęciu powyżej to Jud Buechler, ale właśnie to zdjęcie ilustrowało tekst o Judzie, który 2 lata temu pojawił się w magazynie Surfshot.


Kiedy Jud wraz z Michaelem, Scottiem i Dennisem, sięgał po trzy tytuły mistrza NBA, sporadycznie pojawiając się na parkiecie, żeby zebrać albo przechwycić jedną, czy dwie piłki czy rzucić jakąś trójkę. Ale wtedy też myślał głównie o tym, kiedy wreszcie nadejdzie lato a on będzie mógł oddać się temu, co kocha najbardziej - i bynajmniej nie była to koszykówka. There’s no pressure in the water. I’m in love with everything about it: dolphins, friends, duck diving, sharing stories, making stories… I hope to start every single day like that." - mówi dzisiaj.

Kiedy równieśnicy Juda wydawali miliony dolarów na nowe rezydencje, samochody, garnitury, zegarki, sygnety i złote łańcuchy - on kupował sobie nową deskę - za kilkaset bucksów.

Jud spędził w NBA 12 lat. Okazuje się, że przez 12 lat można zarobić tyle, żeby móc surfować do woli do końca życia. “It was a hard fought time, but I never forgot how incredibly lucky I was to be where I was.” - wspomina Jud.

Judson Donald Buechler wie co mówi. Nazywany "The Judge" albo "Jud", niedoszły siatkarz, został wybrany w drafcie 1990 przez Seattle Supersonics, z nr 38. Ale w Sonics nie zagrał ani razu. Powędrował do New Jersey, gdzie przez rok grywał ogony, zdobywając średnio 3 pkt. i 2 zb. Na początku kolejnego sezonu został zwolniony. Przygarnęli go San Antonio Spurs. Zdobył tam 33 pkt. - niestety nie w jednym meczu, tylko w sumie, przez miesiąc. Złamał rękę i na tydzień przed Bożym Narodzeniem został zwolniony. Na 2 dni przed Gwiazdką nad kaleką ulitowali się Golden State Warriors - został tam na blisko 3 lata i to tam rozegrał najlepszy mecz w karierze - w 1993 przeciwko Dallas zdobył 19 pkt.

We wrześniu 1994 podpisał kontrakt z Chicago Bulls. Doświadczył comebacku Michaela Jordana, zdobył 3 tytuły mistrzowskie.

W glorii chwały podpisał w styczniu 1999 kontrakt z Detroit Pistons za 1,7 mln dolarów. Pod koniec kariery trafił jeszcze na chwilę do Phoenix i do Orlando. Karierę zakończył w 2002 roku, zagrał w ponad 700 meczach, zdobył ponad 2,3 tys. punktów.

W sumie Jud Buechler zarobił w ciągu całej kariery pewnie kilkanaście mln dolarów, dziesięć razy mniej niż Walker czy Coleman. Potrafił tego nie roztrwonić. Pływa na desce. Wciąż przyjaźni się z kolegą ze studiów i z Bulls, Stevem Kerrem. Ma wspaniałą żonę Lindsey i dwie cudowne córki Reily i Brynn. Nie przepracowuje się, w wolnych chwilach trenuje szkolną drużynę siatkówki, w której grają jego córki (druga od prawej w górnym rzędzie to Reily a w środku w dolnym rzędzie - Madelaine Kerr, córka Steve'a Kerra - ciekawe, prawda?).

I chyba jest szczęśliwym człowiekiem.

REKLAMA