Wpisy z tagiem: Uwielbiamy Justynę Kowalczyk

czwartek, 18 lutego 2010

Ale fajna ta Justyna.

Jeszcze nie jesteśmy nawet w połowie igrzysk a już są to dla nas najlepsze zimowe igrzyska ever.

Lata 80-te i 90-te pamiętamy jako cień nadziei i potem ewentualnie radość z miejsca punktowanego. Gwiazdami polskich sportów zimowych bywali Erwina Ryś - Ferens, Grzegorz Filipowski, Piotr Fijas, siostry Tlałki, Anna Rechnio, Stanisław Bafia, Jaromir Radke i Małgorzata Ruchała. Aha - był jeszcze niejaki Jarosław Morawiecki i barszczyk z krokietem i testosteronem.

Na początku nowego wieku eksplodował Adam Małysz. Kiedy jechaliśmy do Salt Lake City - był on i Sikora. I Małysz nie zawiódł - przywiózł 2 medale, srebrny i brązowy.

Cztery lata później było podobnie. Do Małysza i Sikory doszusowała Justyna i po fatalnych 12 dniach igrzysk, nastąpił piekny koniec. Znowu 2 medale, tym razem Kowalczyk i Sikora, znowu srebro i brąz.

Teraz mamy już dwa srebra. And counting. Jesteśmy dziwnie spokojni, że to jeszcze nie koniec.

Jedynego złota w historii igrzysk zimowych nie pamiętamy. Ten drugi, co ze mną bloguje, miał 2 i pół miesiąca, mnie nie było na świecie, kiedy w Sapporo na Okurayamie stanął Wojciech Fortuna.

Może...

Czy dziś była szansa na złoto? Chyba nie. Owszem - Justyna popełniła błąd na ostatnim wirażu. Ale na ostatniej prostej Bjoergen i tak jej odjechała. Była mocniejsza.

Co nie zmienia faktu, że to wyczyn niebywały - Justyna, jak sama słusznie zauważyła, w ciągu roku stała się ze specjalistki od maratonów - specjalistką od sprintów.

Gdyby rok temu ktoś nam powiedział, że będzie medal w sprincie, to chyba byśmy nie uwierzyli.

I nawet jeśli byli jacyś, którzy się zżymali, że srebro jest gorsze od złota, to po obejrzeniu wywiadu z Justyną, na pewno zżymać się przestali. Bo jak tu się zżymać, jak królowej nart tak się gęba śmieje, tak się oczy cieszą, i jak mówi, że musi się jeszcze trochę nauczyć biegać na nartach.

Justynko, dziękujemy i prosimy o jeszcze.

PS. I prawie na równi ze srebrem Justyny ucieszył nas brąz Petry Majdić. Straszny pech, fatalnie wyglądał ten upadek w przepaść, fatalnie wyglądała po eliminacjach, jeszcze gorzej po ćwierćfinale, tragicznie po półfinale, kiedy Justyna narzuciła zbyt ostre tempo, Petra przybiegła czwarta i była przekonana, że odpadła. Awansowała z czasem i zdobyła medal. Wyglądała po finale koszmarnie ale jak jutro rano się obudzi, będzie przeszczęśliwa. To są jej ostatnie igrzyska, to była jej jedyna szansa na medal. I wbrew losowi tę szansę wykorzystała, bohaterka. Z całego serca życzymy tego samego w sobotę Janne Ahonenowi.

REKLAMA