Wpisy z tagiem: Justyna jest super

niedziela, 28 lutego 2010

Cztery lata temu na młodziutkim, dwutygodniowym blogasku Supergigant, po biegu na 30 km, napisaliśmy notkę "Brąz, który jest jak złoto", w której po raz pierwszy wyznaliśmy miłość Justynie Kowalczyk:

Kochamy Cię Justyno Kowalczyk, jesteś wielka, jesteś boska, przepraszamy za to, żeśmy bzdury pisali o Twoim niepowodzeniu na koronnym dystansie. Pies trącał tych wszystkich, którzy pisali, że nie umiałaś podbiec pod górę i którzy wbijali Ci szpilki. To nie ludzie, to wilki. Jesteś cudowna, jesteś wielka, jesteś boska.

A za 4 lata skopiesz tyłki tym wszystkim nojmanowym, czepałowym i smigunowym. Naprawdę w to wierzymy!

Wspominaliśmy tę notkę podczas tegorocznych igrzysk kilkakrotnie. Neumanova zakończyła karierę w 2007. Czepałową w ubiegłym roku zdyskwalifikowano za doping. Smigun wyszła za mąż za pana Vahla, urodziła dziecko, wróciła na igrzyska i nawet zdobyła srebro na 10 km łyżwą, ale to już nie była ta dwukrotnie złota Smigun z Turynu. I myśleliśmy sobie, że może szkoda, że tej nieświadomej klątwy nie rzuciliśmy wtedy jeszcze na dziewczynę z Norwegii, która w Turynie zajęła dwa czwarte miejsca, jedno osiemnaste, a jedyny medal - srebrny - zdobyła na 10 km klasykiem.

Miłość wyznaliśmy Justynie Kowalczyk również po ubiegłorocznych MŚ w Libercu:

Justynomanię czas zacząć. Vancouver już za rok.

15 lutego (poniedziałek) 10 km. 19 lutego (piątek) bieg łączony. Pewnie jakoś pod wieczór naszego czasu więc nie trzeba się będzie urywać z pracy. A na deser, 27 lutego (sobota) - maraton.

Justyno, kochamy Cię. Jesteś fantastyczna. Dziękujemy i prosimy o jeszcze.

Przy okazji Tour de Ski przerobiliśmy dla Justyny wiersz.

Pora wyznać po raz trzeci, na pewno nie ostatni.

JUSTYNO, KOCHAMY CIĘ!!!

Bardzo nam się nie podobało to, co się działo wokół Justyny podczas tych igrzysk.

Jak przeróżni mądrale mówili, że te igrzyska to porażka Kowalczyk, ża zawodzi, że nie zdobyła srebra i brązu, tylko przegrała dwa złota (a piąte miejsce na 10 km łyżwą to klęska), że popełniła z trenerem błędy w przygotowaniach, że trzeba było nie startować w Tour de Ski, albo w sztafecie, albo na 10 km łyżwą, że nie miała prawa krytykować whistlerskich tras, że łatwe, że wypowiedź, że zdrowa przegrała z chorymi na astmę, była niedpuszczalna.

Patrzyliśmy, jak szczere, prostolinijne i - OK - nie zawsze przemyślane wypowiedzi Justyny nagłaśniano i nadinterpretowywano na tysiące sposobów i opatrywano komentarzami pełnymi moralnego oburzenia.

Trafiła nam się sporsmenka wybitna, w dyscyplinie, w której tradycji nie mamy żadnych, a jednocześnie w dyscyplinie bardzo prestiżowej - i w dodatku ta wybitna sportsmenka jest kimś tak fajnym, tak normalnym, tak bezpretensjonalnym, tak szczerym, tak charakternym, tak pełnym radości życia.

Mamy nadzieję, że nieprzyjemne doświadczenia z mediami (Justyna podkreśla, że pozasportowo te igrzyska będzie wspominać z niesmakiem), nie zabiją w niej tej szczerości i bezpośredniości - i że wywiady Justyny pozostaną pełne wdzięku i otwartości - jak ten dzisiejszy wywiad Roberta Błońskiego i Jakuba Ciastonia (kawałek o Irenie Szewińskiej i autografie - genialny) albo ta wypowiedź dla TVP (ja wygrałam Tour de Ski, a Marit nie).

Ale ta otoczka sprawiła, że jeszcze bardziej nam wczoraj zależało, żeby Justynie się udało. Żeby tę Norweżkę, przegonić, żeby wyrwać jej to zwycięstwo z gardła, wyszarpać, wbrew tym trasom, wbrew krytykom, wbrew tej genialnej Marit Bjoergen, która była na tych igrzyskach w formie Simona Ammanna.

Różne były momenty w tym biegu. Scenariusz niesamowity. Spokojne 20 kilka km. Kilkunastoosobowa grupa, nawet z Kornelią Marek. Potem ten atak Bjoergen. Tracąca trochę dystansu Justyna. Przyznajemy - wtedy zwątpiliśmy po raz pierwszy. Kiedy widzieliśmy, jak Bjoergen łatwo odjeżdża rywalkom, Justyna niby jest jedyną, która dotrzymuje jej kroku, ale jednak traci - 3 sekundy, 4, 5, 6... Potem była euforia, jak widzieliśmy, że ten dystans się zmniejsza. W myślach liczyliśmy sobie te sekundy, które Justyna traci i było ewidentne, że jest ich coraz mniej. Pięć sekund. Cztery sekundy. Trzy sekundy. Zrzuciła gogle. Dwie sekundy. Sekunda. Już jadą razem... Znowu uwierzyliśmy. Wyprzedza. Wychodzi na prowadzenie. Oglądaliśmy w kilkanaście osób, wszyscy na stojąco, wszyscy wrzeszcząc. Ostatni podbieg. Ostatni zjazd. Stadion. I wtedy był moment, kiedy - przyznajemy - zwątpiliśmy po raz drugi. Kiedy tuż przed ostatnią prostą Bjoergen z każdym odepchnięciem kijków, zaczęła się do Justyny zbliżać. Ostatnia prosta, Bjoergen prawie najeżdża Justynie na narty, zmienia tor, zrównuje się z nią, chyba ją wyprzedza...

Nie wyprzedza, wcale nie wyprzedza. Nie wczoraj, nie na 30 km, nie Justynę. :-)

Justyna, kochamy Cię!, Justyna, dzięki!

Za jeden z najbardziej emocjonujących sportowych wieczorów w naszym życiu.

Za pierwszego zimowego olimpijskiego Mazurka Dąbrowskiego w naszym życiu.

Za ten szczery, najpiękniejszy uśmiech w polskim sporcie i rząd białych zębów na podium.

I za to, że jesteś zawsze sobą.

W wykonaniu pierwszego barda biało czerwonych w Vancouver, Tomasza Zimocha

A oto zapis. Kawałki, naszym zdaniem, na poziomie Turka.

***

Ależ emocje, ależ walka, ależ fantastyczny jest to wyścig
Królowe, królowe nart
Damy, już nie mają tak ciasno na parkiecie jak kiedy rozpoczynała się taneczna rywalizacja
Już tylko dwie najwytrwalsze zostały, ale tak to jest często na zabawach, na wielkich balach, gdy do rana tempo wodzireja wytrzymują tylko najwytrwalsi

Gdzieś narty zaplątały się kiedy był zakręt, ale szybko ładnie włożyła je w te śnieżne ratrakowe tory i podąża za Marit Bjoergen


Justyna Kowalczyk na podbiegu, mija Marit Bjoergen
Justyna, Justyna na stadionie
Biało czerwone flagi
Pięć metrów przewagi
Marit Bjoergen się broni

Justyna Kowalczyk - teraz być może ona decyduje się na atak
Ona wie że musi być pierwsza na zjeździe na stadion
Ona wie że ten zakręt śmierci musi pierwsza się gdzieś tam złożyć całym swoim ciałem
Ona wie, że wtedy musi być na prowadzeniu

Marit Bjoergen gdzieś dziesięć metrów za Polką
Justyna zdecydowanie przyspiesza. Płasko i teraz pracuje mocno rękami
Kijki wbija w tę śnieżną biel, tysiące razy, miliony razy, to jest wszystko wyćwiczone

Odbicie mocne, silne ma także Marit Bjoergen i już jest tuż za Polką.
Ostatni podbieg na tej trasie
Osiemset metrów do mety
Justyna Kowalczyk a za nią Marit Bjoergen

Per ardua ad astra - przez cierpienie do gwiazd
Dla dwóch zawodniczek, Justyny Kowalczyk i Marit Bjoergen, niezwykłe emocje
Wszyscy są jakby w transie, Justyna Kowalczyk na prowadzeniu
To ostatnia prosta przed stadionem
To już teraz trzeba będzie decydować się na ten być może ostatni atak
Marit Bjoergen zniwelowała niezbyt wielką jednak przewagę naszej zawodniczki


Podbieg...
Norwegowie jak sprinterzy obok Marit Bjoergen, ale także i mnóstwo Polaków obok Justyny Kowalczyk


Trzy, cztery metry przewagi

Podbieg i Justyna Kowalczyk pięknie pracuje, sunie tymi nartami.

Teraz jakby prawa narta gdzieś zginęła w tych rowkach, jakby się pośliznęła, ale to tylko złudzenie

Bjoergen chytra, Bjoergen przyczajona, Bjoergen niższa zostaje nieco w tyle ale może to tylko złudzenie
Nie! Widzę wyraźnie - wyraźnie widzę jak Bjoergen coraz trudniej łapie oddech, jak Bjoergen już nie jest tak lekka, tak zwinna, tak fantastyczna...
... choć być może znów przełamie swój kryzys

Musisz odkryć swój skarb!
Czytałaś to wielokrotnie w "Alchemiku" ale do tego skarbu musisz znaleźć ten klucz
Może właśnie teraz, w tym momencie?!

Pięć metrów przewagi - i teraz kto silniejszy?
Czyje ręce będą mocniej pracowały?
Sześć metrów przewagi i to teraz na zjeździe
Justyna Kowalczyk za chwilę będzie na stadionie
Twarz rozpromieniona, czerwona, rozgrzana,
Jakby łyk pigwówki - jaki to łyk pigwówki?
To łyk wielkiego bólu, łyk cierpienia!

Zakręt śmierci!
Zamknijcie państwo oczy!
Wytrzymała!

I teraz jest przedostatnia prosta!
Już na stadionie, już kończy zjazd
I teraz ile sił w rękach

Marit Bjoergen likwiduje przewagę
Marit Bjoergen tuż za Polką
Marit Bjoergen za chwilę przejdzie na inny tor
Justyna Kowalczyk i Marit Bjoergen
Finisz będzie pasjonujący!
Jak to wszystko wytrzymać???
Doping polskich kibiców, ale doping i Norwegów
Za chwilę ostatni wiraż
Justyna Kowalczyk a za nią tuż tuż Marit Bjoergen
Gdzie te pięć-sześć metrów przewagi?
Gdzie to było?
To było przed chwilą, a teraz niemal równo!


Justyna! Królewicz to dzisiaj medal ale nie jak w bajce królewicz po Ciebie
tylko Ty musisz po tego królewicza biec
Ty musisz się ścigać

Marit Bjoergen równo
Teraz obok rywalizacja
Bark w bark
Narta w nartę
Ślizg Justyny Kowalczyk chyba lepszy!

Justyna wytrzymaj to!!!
Jeszcze 30 metrów!
Wyskakuje z ?, wiązań, z butów
JUSTYNA KOWALCZYK!!!!!
JeEEEST!!!!!!
JESTEŚ WIELKA, JESTEŚ FANTASTYCZNA!
UCAŁOWAŁAŚ ŚNIEG BO TO TAKŻE TWÓJ KRÓLEWICZ Z BAJKI!

...choć wydaje mi się że chyba poczekajmy na ostateczne rozstrzygnięcie, bo chyba o wszystkim będzie decydował fotofinisz... ależ cudowna walka!

Uporem, zaciętością wygrałaby z armią Napoleona
Teraz czy wygra z filmem? Czy wygra z fotokomórką?
Justyna Kowalczyk mistrzynią olimpijską!!!
To już pewne! To więcej niż pewne! Szczypmy się w policzki!
Wojciech Fortuna już nie jest sam!

Justyna Kowalczyk! Królewna! Dzisiaj dobiegła po królewicza, po złoty medal, i jak go ucałuje, odmieni się!

Ale to nie bajka, to rzeczywistość! Cudowna, wspaniała!

Pomarańczowe Polsporty sprzed lat, gdzieś w jej rodzinnej Kasinie, to był jej pierwszy sprzęt narciarski, a teraz cudowne narty, nartki... Jesteś mistrzynią!!!

Królowo! Masz Ty charakter, ale masz charakter przede wszystkim do sportu!
Siebie nazywasz kaktusem, bo potrafisz ukłuć, ale kaktus potrafi i pięknie kwitnąć!

Studiowałem godzinami o rodzinie kaktusów i echinocactus cinnabarinus kwitnie tak pięknie jak ty dzisiaj pięknie wyglądasz na trasie!


***

PS. A dla tych, którym wciąż malo - blisko pół godziny Zimocha w montażu MacDaca.

Justyna Kowalczyk i Tomasz Zimoch from macdac on Vimeo.

sobota, 20 lutego 2010

Ależ to był niesamowity bieg. Najpierw smutek, że odjechała Bjoergen a wraz z nią złoto. Potem szok, że kiedy realizatorzy pokazywali na stadionie triumfującą Bjoergen, nagle znikąd (jak to się stało? kiedy?), zza pleców, wyłoniła się Haag i zabrała nam srebro. I załamanie, kiedy Justynę wyprzedziła też Steira - i wydawało się, że zabrała nam nawet brąz.

Dygresja: mój 8-letni syn brał wczoraj udział w szkolnych zawodach narciarskich. Zajął czwarte miejsce (na 21 startujących). Podium przegrał o 0,26 sekundy. Długo był załamany, a ja długo tłumaczyłem mu, że to wspaniały wynik, że sukces, itp. Wieczorem cieszyliśmy się z piątego miejsca Weroniki Nowakowskiej. Rano obudził się i powiedział, że przemyślał sprawę i że jednak jest z czwartego miejsca zadowolony, bo przecież Weronika była piąta i szczęśliwa (przy okazji - wielkie dzięki dla pani Weroniki). Kiedy dziś, na ostatnich metrach emocjonowaliśmy się niesamowitym finiszem i zrezygnowani mruczeliśmy pod nosem "nic z tego nie będzie, tylko czwarte miejsce", syn powiedział przytomnie: "nic nie szkodzi, ja też wczoraj byłem czwarty, to dobry wynik."

Po czym nastąpił ten genialny finisz. Justysi prawa stopa była ciut większa niż Steiry malutka lewa stópka.

Gdyby to był bieg lekkoatletyczny, Justyna by medal przegrała. Steira finiszowała piersią, Justyna finiszowała butem. W właściwie czubkiem buta. Czubeczkiem. To był wykop genialny, wykop rozpaczy, wykop zwycięski. Wyrzuciła nogę hen do przodu i wygrała. Bjoergen jest lepsza, to ona już jest królową tych igrzysk - ma 2 złote medale i brąz. Justyna - widać, że jej te trasy nie leżą, widać, że się straszliwie męczy, widać, że jest jej ciężko. W przedolimpijskiej asekuracji nie było w ogóle kokieterii. I tym bardziej - Justyno, jesteś wielka.

To był jeden z najpiękniejszych brązowych medali w naszym życiu. Justyna go wyszarpała - wbrew tej okropnej trasie, wbrew temu jak się ten bieg nie układał, wbrew tym podobno nienajlepiej dobranym (nie znamy się - powtarzamy po ekspertach, choć czasem mamy wrażenie, że i oni się nie znają) smarom.

Po meczu Justyna się popłakała - i chyba pierwszy raz widzieliśmy pomieszanie płaczu szczęścia z wyszarpanego medalu z płaczem złości, że tutaj naprawdę nie jest w stanie osiągnąć więcej. Potem dowiedzieliśmy się, że w tych łzach bylo jeszcze trochę wściekłości na widomo niesprawiedliwej dyskwalifikacji (Jury zauważyło, jak podczas biegu klasykiem użyłam kroku łyżwowego. Wszystkie zawodniczki tak robią, ale ja nie umiem tego za bardzo ukryć). Czyż ona nie jest urocza?

Justyna Kowalczyk ma na tych igrzyskach dwa medale - srebrny i brązowy. Za tydzień pora na trzeci. Mamy nadzieję, że będzie to medal, który dopełni kolekcję.

Justynie się to naprawdę należy.

PS. Ktoś może nam wyjaśnić klucz dobierania celebrytów do relacji olimpijskich w TVP? Dlaczego np. dziś był Karol Strasbourger, który raczył nas takimi światłymi uwagami jak: "Ależ ona sobie poradziła na tak trudnej trasie" (Justyna wielokrotnie podkreślała, że jak na warunki olimpijskie - ta trasa jest zdecydowanie za łatwa, przygotowana dla turystów, a nie dla zawodników). Albo: "Mam nadzieję, że to smarowanie będzie dobre" (to przed biegiem na 30 km)?

Albo dlaczego przez studio olimpijskie przewinęli się akurat tacy wybitni specjaliści od sportów zimowych, jak Magda Schejbal, Pawel Pochwała, Krzysztof Hołowczyc, Jacek Wszoła, Tomasz Majewski, Szymon Kołecki, czy (sic!) Cezary Żak. Rozumiemy, że chodzi o to, że musi być celebryt. I że zaproszenie go bynajmniej nie oznacza, że musi mieć coś ciekawego do powiedzenia na temat komentowanej dyscypliny. Dlaczego zatem nie zaproszą np. Dody? Albo Jana Rokity? Maryli Rodowicz? Łukasza Fabiańskiego? Zbyszka Bońka? Seweryna Krajewskiego? Janusza Gajosa? Jerzego Urbana? Andrzeja Wajdy?

PS2. Trzy medale na igrzyskach, i to przed półmetkiem? Nie przyzwyczajajacie się - takiej Olimpiady zimowej chyba jeszcze nie było. Za naszego życia - na pewno nie.

czwartek, 18 lutego 2010

Ale fajna ta Justyna.

Jeszcze nie jesteśmy nawet w połowie igrzysk a już są to dla nas najlepsze zimowe igrzyska ever.

Lata 80-te i 90-te pamiętamy jako cień nadziei i potem ewentualnie radość z miejsca punktowanego. Gwiazdami polskich sportów zimowych bywali Erwina Ryś - Ferens, Grzegorz Filipowski, Piotr Fijas, siostry Tlałki, Anna Rechnio, Stanisław Bafia, Jaromir Radke i Małgorzata Ruchała. Aha - był jeszcze niejaki Jarosław Morawiecki i barszczyk z krokietem i testosteronem.

Na początku nowego wieku eksplodował Adam Małysz. Kiedy jechaliśmy do Salt Lake City - był on i Sikora. I Małysz nie zawiódł - przywiózł 2 medale, srebrny i brązowy.

Cztery lata później było podobnie. Do Małysza i Sikory doszusowała Justyna i po fatalnych 12 dniach igrzysk, nastąpił piekny koniec. Znowu 2 medale, tym razem Kowalczyk i Sikora, znowu srebro i brąz.

Teraz mamy już dwa srebra. And counting. Jesteśmy dziwnie spokojni, że to jeszcze nie koniec.

Jedynego złota w historii igrzysk zimowych nie pamiętamy. Ten drugi, co ze mną bloguje, miał 2 i pół miesiąca, mnie nie było na świecie, kiedy w Sapporo na Okurayamie stanął Wojciech Fortuna.

Może...

Czy dziś była szansa na złoto? Chyba nie. Owszem - Justyna popełniła błąd na ostatnim wirażu. Ale na ostatniej prostej Bjoergen i tak jej odjechała. Była mocniejsza.

Co nie zmienia faktu, że to wyczyn niebywały - Justyna, jak sama słusznie zauważyła, w ciągu roku stała się ze specjalistki od maratonów - specjalistką od sprintów.

Gdyby rok temu ktoś nam powiedział, że będzie medal w sprincie, to chyba byśmy nie uwierzyli.

I nawet jeśli byli jacyś, którzy się zżymali, że srebro jest gorsze od złota, to po obejrzeniu wywiadu z Justyną, na pewno zżymać się przestali. Bo jak tu się zżymać, jak królowej nart tak się gęba śmieje, tak się oczy cieszą, i jak mówi, że musi się jeszcze trochę nauczyć biegać na nartach.

Justynko, dziękujemy i prosimy o jeszcze.

PS. I prawie na równi ze srebrem Justyny ucieszył nas brąz Petry Majdić. Straszny pech, fatalnie wyglądał ten upadek w przepaść, fatalnie wyglądała po eliminacjach, jeszcze gorzej po ćwierćfinale, tragicznie po półfinale, kiedy Justyna narzuciła zbyt ostre tempo, Petra przybiegła czwarta i była przekonana, że odpadła. Awansowała z czasem i zdobyła medal. Wyglądała po finale koszmarnie ale jak jutro rano się obudzi, będzie przeszczęśliwa. To są jej ostatnie igrzyska, to była jej jedyna szansa na medal. I wbrew losowi tę szansę wykorzystała, bohaterka. Z całego serca życzymy tego samego w sobotę Janne Ahonenowi.

środa, 17 lutego 2010

Najpierw było medialne pompowanie balona.

Po złoto biegnie, na pewno po złoto. Cztery zlote medale na igrzyskach mamy jak w banku. Że sama Justyna studzi nastroje? Że niby trasa jej nie odpowiada? Że się marnie na tym dystansie czuje?

Phi - to na pewno zasłona dymna. Przecież jest tak mocna, że wygraną ma w kieszeni. Pytanie tylko, z jaką przewagą i ile tych medali zdobędzie.

Kiedy balon pękł i przyszło piąte miejsce, najpierw zaczęło się darcie szat:

Porażka. Klęska. Tylko piąte miejsce. Przegrany medal. Kryzys. Wcześniej nokautowała, a teraz dopiero piąta. Z pewnością nie trafiła z formą. Może jak Majdić - powinna była odpuścić ten dystans. Popełniono błędy i wypaczenia w przygotowaniach.


Teraz następuje gdybanie i krucjata, coby znaleźć i ukamieniować winnych.

Radek Leniarski zadaje w Gazecie fundamentalne pytania:

Czy forma Justyny Kowalczyk przyszła za szybko, a jeśli tak to dlaczego? Przed igrzyskami nokautowała przeciwniczki, a w poniedziałek w Whistler była piąta. Czy w ogóle powinna wystartować na 10 km? Czy nie wyczerpała swoich sił w biegu, w którym praktycznie nie miała szansy na sukces medalowy. Czy była przed startem na 10 km w optymalnej formie, co jest warunkiem triumfów nad Kallą, Majdić, Saarinen w kolejnych występach? Czy ekipa Kowalczyk podjęła słuszną decyzję w sprawie startu na 10 km i w sprawie udziału w Tour de Ski?

Gdyby sryby.

Sprawdziliśmy, jak to było z tym nokautowaniem rywalek przed igrzyskami. Przejrzeliśmy wszystkie biegi na 10 km stylem dowolnym w ciągu ostatnich dwóch sezonów, kiedy Justyna była najlepsza w Pucharze Świata (mamy nadzieję, że nic nie pokręciliśmy, z oficjalnej strony FIS-Ski.com wybieraliśmy biegi oznaczone L jak Ladies, 10 km F jak Free - w przeciwieństwie do C jak Classic).

I tak:

Listopad 2008, Gaellivare: 1. Charlotte Kalla, 2. Marit Bjoergen, 3. Kaisa Sarinen, 7. Kowalczyk, 15. Anna Haag

Styczeń 2009, Rybińsk: 1. Marianna Longa, 2. Arianna Follis, 3. Stefanie Boehler, 12. Kowalczyk (Kalla i Bjoergen nie startowały)

Marzec 2009, Lahti: 1. Kowalczyk, 2. Kalla, 3. Marthe Kristofferson (Bjoergen i Haag nie startowały)

Marzec 2009, Fallun: 1. Kristin Steira, 2. Therese Johaug, 3. Kristofferson, 4. Kalla, 12. Kowalczyk

Listopad 2009, Beitostoelen: 1. Bjoergen, 2. Kalla, 3. Haag, 12. Kowalczyk

Grudzień 2009, Davos: 1. Khazova, 2. Kalla, 3. Smigun (w in. biegach nie startowała), 4. Bjoergen, 9. Kowalczyk, 10. Haag

Luty 2010, Canmore: 1. Kalla, 2. Kowalczyk, 3. Khazova, 4. Haag, Smigun i Bjoergen nie startowały

I co? Otóż w ostatnich siedmiu biegach tylko dwukrotnie Justyna zajmowała miejsce wyższe niż wczoraj. Czyli był to trzeci najlepszy wynik Justyny na tym dystansie w ciągu ostatnich dwóch lat. Że w obecnym sezonie stanęła na podium tylko w decydującej próbie przedolimpijskiej w Canmore, przegrywając z Kallą, ale pozostałe dwie medalistki z wczoraj (Smigun i Bjoergen) tam nie biegały (Smigun to złota medalistka na 10 km klasykiem i biegu łączonego na 15 km sprzed 4 lat, która ostatnio miała przerwę, bo urodziła dziecko, ale jak już wystartowała (w Davos), to była od Justyny szybsza). Że z Kallą i Bjoergen przegrywała na tym dystansie dosyć regularnie.

Czyli gadanie o pewnym medalu, ba - prawie pewnym złocie - to totalne pierdolety. Justyna naprawdę nie była wczoraj faworytką do złota. Była nią Kalla, która w 5 z 6 wyścigów, w których startowała, stawała na podium. Oczywiście, że szkoda szansy na medal, ale to była tylko szansa a nie pewny medal.

W zeszłorocznych MŚ bieg na 10 km, które Justyna tak niepodzielnie zdominowała, odbywał się techniką klasyczną. Polka też nie wygrała, była trzecia.

Ale spekulowanie o możliwości odpuszczenia wczorajszego biegu to też bzdury - bo przecież medal naprawdę był na wyciągnięcie ręki.

A zatem - tradycyjnie prafrazując klasyka - odpieprzcie się od Justyny.

Zresztą mamy nadzieję, że wbrew temu, jaką przypadkową dyscypliną jest sprint, sama jutro zamknie gdybaczom usta. Bo akurat w sprincie techniką klasyczną stawała ostatnio na podium dosyć regularnie.

REKLAMA