Wpisy z tagiem: Boston Celtics

niedziela, 01 maja 2011

Niedźwiadki z Memhis zaczęły 2. rundę play offów równie żwawo, jak zakończyły pierwszą serię. Ale dla nas półfinały zaczynają się na dobre dopiero teraz, pierwszym meczem Heat i Celtics.

Nie będziemy tu udawać, że jesteśmy choć ciut ciutek obiektywni. Podziwiamy Pata Rileya za zeszłoroczne zakupy, a LeBrona za kultowe już powiedzonko "take my talents to south beach", ale nic nie ucieszyłoby nas bardziej niż kolejny sweep Bostonu.

W tym sensie: jesteśmy dziś clevelandczykami.

Sweepu oczywiście nie będzie, Miami jest na to zbyt mocne. Seria zresztą zapowiada się spektakularnie, ktoś w ESPN dokopał się do informacji, że to najbardziej "rozgwieżdżony" pojdeynek od 1983 roku. W obu teamach łącznie jest bowiem aż siedmiu tegorocznych All Starów.

Równie wiele, jak gwiazd, będzie i podtekstów.

Najbardziej fascynujące "story" dotyczy chyba LeBrona. LeBrona, który rok temu bezskutecznie starał się powstrzymać zmartwychwstałych Celtów, który w końcu wewnętrznie poddał się i chyba potraktował przegraną z ulgą. Jako pretekst, by opuścić Cleveland - strony rodzinne, ale strony które nigdy nie dały mu takiego wsparcia, jakiego oczekiwał.

Wybrał LeBron chudszy portfel i infamię, by móc grać z kolegami. I teraz wraz z kolegami ponownie spotka zielonych prześladowców. 

Jeśli wygra - dowiedzie że miał wtedy rację. Jeśli przegra, tkwić będzie w tym samym miejscu co rok temu. Jak pisze najwybitniejszy amerykański lebronolog, Brian Windhorst:

Either lead his team to being more clutch than Ray Allen, more rugged than Kevin Garnett, more crafty than Paul Pierce and more fearless than Rajon Rondo, or endure another burning summer of discontent. Only this time, the mockery will be more about basketball and not public relations. 

Kibice Bostonu liczą oczywiście na to że żadnego odkupienia win nie będzie. Ale i oni nie mogą liczyć na powtórkę zeszłorocznej demolki. Kibice Bostonu (czyli na ten przykład my...) zgryzot i stresów mają co niemiara.

Których Celtics zobaczymy przeciw Miami? Weteranów, którzy w pierwszej połowie sezonu stanowili najlepszy i najstraszniejszy team na Wschodzie? Czy podstarzałych panów, którym piłki wypadały z rąk - i którzy przegrywali tak seryjnie, że półfinał zaczynamy w Miami?

Doświadczonych: Allena, Pierce'a i Garnetta - którzy jednak pewnie poradzili sobie z młodszymi i zdolnymi Knicks - czy zasapanych staruszków niezdolnych do upilnowania prawdziwej Wielkiej Trójki?

Genialnego Rajona Rondo - czy zagubionego Rajona Rondo?

Czy Shaq, który rzekomo jest "bardzo blisko" - faktycznie się pojawi i czy uczyni jakąkolwiek różnicę?

Jak bardzo tęsknić będziemy za Kendrickiem Perkinsem, nie tylko za jego "duchem", ale i jego zwalistością? 

Serce mówi: Boston w 6. Rozum że Miami.

Ale my nigdy nie mieliśmy za wiele rozumu.

REKLAMA