Wpisy z tagiem: Wenta
niedziela, 31 stycznia 2010
Szkoda...
Szkoda tej katastrofalnej pierwszej połowy. Szkoda tych dwóch słupków z rzędu. Szkoda tych sytuacji sam na sam Jurasika, Lijewskiego i Jaszki. Szkoda tych kroków Jureckiego. Szkoda tej płki wybitej Tłuczyńskiemu. Szkoda tego odbitego rzutu Gunnarssona, który przeturlał się powolutku pod Szmalem.
Szkoda bodaj najlepszego na tych ME meczu Szmala. Szkoda tego prawie comebacku - gdyby się dokonał, idealnie by pasował do legendy ekipy Wenty. Szkoda, że nie musimy odszczekiwać tego, co napisaliśmy w przerwie. Szkoda, szkoda, szkoda. Co nie zmienia faktu, że Wenta Team to najfajniejsza polska drużyna. Pierwszy raz w historii są w czwórce ME. Zagrali jeden wielki (Hiszpania) i dwa bardzo dobre (Niemcy, Szwecja) mecze. Zafundowali nam dwa piękne horrory z happy endem (Słowenia, Czechy). Zagrali dobrą drugą połówkę z Francją. Zagrali dobrą pierwszą połówkę z Chorwacją. Zagrali świetną drugą połówkę z Islandią.
Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało? Stało się. Przegraliśmy dwa mecze o medal, wracamy do domu z ananasem. Co nie zmienia faktu, że i tak ich kochamy. Głowy do góry. Do zobaczenia za rok, w Szwecji. I za 2 i pół roku w Londynie. Może tam będzie lepiej, może nie zabraknie szczęścia. PS. A Islandczycy mogli sobie ten ostatni rzut bez obrony Polaków w ostatniej sekundzie darować. W NBA za takie zagranie dostaliby łomot.
czwartek, 28 stycznia 2010
Przeżyjmy to jeszcze raz.
Mecz z Czechami był w naszym wykonaniu najgorszy na tych mistrzostwach. Żelazna twarda polska obrona nie potrafiła powstrzymać czeskiego ataku. Szmal w pierwszej połowie był tak rozkojarzony, że Wenta musiał go zastąpić Wyszomirskim. Nabuzowany Bielecki genialne rzuty mieszał z katastrofalnymi stratami, po których traciliśmy bramki z kontrataków i trwoniliśmy przewagę. Jaszka czasem bez sensu próbował się przepchać przez środek, zamiast rozciągać grę. Polacy ewidentnie lepiej grają w piłkę ręczną ale byli niewiarygodnie spięci stawką. Trzy bramki przewagi, szansa na czwartą, dwie głupie straty i robi się bramka przewagi. Niewiarygodne było jak łatwo traciliśmy mozolnie wypracowywaną przewagę. Nawet ta ostatnia akcja Polaków została rozegrana źle - bo przecież Wenta kazał im "wyp... piłkę w trybuny" na 3-4 sekundy przed końcem, a oni rzucili i za wcześnie (nie jest do końca jasne, czy sędzia już sygnalizował pasywność Polaków) i nie w trybuny, tylko w bramkę. Przyczyna była oczywista - bo tak jak powiedział Wenta po meczu: myśmy musieli, Czesi chcieli. Fajnie, że ostatecznie udało się wygrać pomimo tej ogromnej ciążącej na Polakach presji. Wielką drużynę poznaje się po tym, że potrafi wygrać nawet wtedy, kiedy nie idzie. Polacy sobie to zwycięstwo wyrwali, wyszarpali.
Dziś będzie odwrotnie. Francuzi muszą, my chcemy. I nie kupujemy bullshitów, że bardziej się opłaca Francuzom podłożyć, bo to nam gwarantuje awans do Mistrzostw Świata (z automatu awansują trzy najlepsze drużyny ME, a jeśli Francuzi będą w czwórce - to cztery, bo Francuzi mają awans w kieszeni jako obrońcy tytułu). Polacy nie będą kalkulować. Nie ta dyscyplina, nie ta ekipa, nie ten trener. Może Wenta da odpocząć kilku bardziej poobijanym i nadmiernie dotychczas eksploatowanym zawodnikom (Szmal, Jurecki, Jurasik, Siódmiak). Ale to jest równa ekipa i zastępcy dadzą radę. Pamiętacie jak siatkarki Holandii zagrały dla nas na kobiecych ME? Dzisiaj wieczorem zagrajmy dla Hiszpanii. PS. Trzy lata temu próbowaliśmy się nauczylić ich nazwisk. Dziś wiemy już kto to Kasa, Józek, Dzidziuś, Siudym, Żółty, Jacha, Młody. Strasznie fajna ekipa.
niedziela, 24 stycznia 2010
Wreszcie kapitalny mecz Polaków w ataku, momentami graliśmy koncertowo i wychodziło nam prawie wszystko. Najpiękniejszy widok dzisiejszego dnia: szczęśliwe podbite oczy Dzidziusia, Michała Jureckiego.
A że po drugiej stronie rządził Szmal, to od początku meczu stopniowo nasza przewaga się powiększała. Aż pod koniec pierwszej połowy jeden z Hiszpanów w sytuacji sam na sam ze skrzydła rzucił z prędkością 100 km/h Szmala w łeb. I tu pytanie do tych, którzy przepisy gry w piłkę ręczną znają lepiej niż my. Albo po prostu znają jakkolwiek. Czy tak wolno? Bo byliśmy przekonani, że nie wolno. I że za takie zagranie w ataku jest kara, utrata piłki, wykluczenie. A we wzmiankowanej sytuacji sędziowie tylko na chwilę przerwali grę, zapytali ogłuszonego Szmala, któremu aż oczy zaszły łzami, czy wszystko OK, po czym piłkę z boku wybijali Hiszpanie. Podobna sytuacja miała miejsce w meczu ze Słowenią i też piłka pozostała przy Słoweńcach. Tyle, że wtedy przynajmniej Słoweńcowi było ewidentnie głupio, kajał się i przepraszał Szmala. Tak czy siak po rzeczonej akcji Szmal ewidentnie nie był sobą, przy kilku początkowych akcjach Hiszpańow na początku drugiej połowy nawet się nie ruszył.
Wenta próbował się ratować wstawiając między słupki Wyszomirskiego, ten również nie bronił dobrze, na szczęście tym razem zabijaliśmy rywala atakiem, no i bramkarz hiszpański też nie miał najlepszego dnia. Szmalowi podobno na każdym turnieju prztrafia się jeden trochę słabszy mecz. Mamy nadzieję, że to był właśnie ten mecz dzisiejszy. Bo dziś Szmal nie bronił wybitnie, tylko po prostu bardzo dobrze. PS. Bogdana Wentę kochamy za wiele rzeczy. Nie tylko za to, że na 14 sekund przed końcem twierdzi, że mamy dużo czasu. Również za to, że przy 6-bramkowym prowadzeniu na 3 minuty przed końcem bierze czas, sprowadza zawodników na ziemię i wrzeszczy: "Zapier...amy do końca, każda bramka jest ważna.". Dzięki temu mając w perspektywie mecz z Czechami mamy bilans bramkowy +8. Francuzi przed meczem ze Słowenią mają bilans +3. Ponieważ z Czechami gramy we wtorek wieczorem, będziemy kontrolować sytuację. Choć przecież w piłce ręcznej nigdy nic nie wiadomo, czego dowodzi trwający mecz Czechy - Słowenia. Czesi prowadzą 16-7. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi NBA
Produkty regionalne
Soccer means football
The very best of Fruwając...
Z archiwów Supergiganta
Zachowania nie-sportowe
Tagi
|