Wpisy z tagiem: Dwight Howard

piątek, 29 kwietnia 2011

"Nikt nigdy nie daje nam żadnych szans" - mówił przed serią z Orlando skrzydłowy Atlanta Hawks, Josh Smith. - "Media nigdy nie mówią o Hawks. Mówią o Orlando, Chicago, Bostonie, Miami. My jesteśmy poza zasięgiem radaru".

Po niespodziewanym zwycięstwie w I rundzie play offów, jednak ktoś coś o Jastrzębiach powie. Ale Josh Smith ma rację: nawet w momencie ich triumfu, głownym tematem dla mediów nie była dziarska postawa chłopaków z Atlanty, lecz to, co stanie się z przegranymi z Orlando. A w szczególności - czy ich Superman Dwight Howard pozostanie Supermanem lokalnym, czy też zacznie się rozglądać za bardziej obiecującą planetą, którą mógłby zbawiać.

Na pozór wszystko gra, Howard (który ma jeszcze roczny kontrakt z Orlando, z możliwością przedłużenia go o kolejny rok) obfukał reportera pytającego o plany na przyszłość.

"To teraz nie ma nic do rzeczy. Nie będę odpowiadać teraz na to pytanie. Nie rozmawiajmy o tym. Nie warto przywoływać tego wątku. Teraz muszę się zastanowić, jak mam się poprawić w przyszłym roku, a nie dla jakiej drużyny będę grać. Możecie przerwać wszystkie spekulacje. Nie warto o tym mówić".


No ale jeśli coś jest pewne, to to ze spekulacjom nie będzie końca. Dwight Howard grał w serii przeciw Hawks wybitnie - średnia 27,4 pkt. 15,6 zbiórki, skuteczność 64% z gry i 67% z wolnych; był absolutnie nie do zatrzymania. A mimo to Orlando przegrało serię z drużyną, którą rok temu rozgniotło w drobny mak, wygrywając 4-0, i z 20-punktową przewagą w każdym spotkaniu.

I co gorsza, trudno to spisać na karb "nauki", "rozwoju" i "zdobywania doświadczeń na przyszłość".

Orlando było wszak w finale NBA już w 2009 roku. Rok temu w finale Wschodu. To jest zespół, który powinien był wygrywac teraz. I wymiany dokonane przez management Magic miały służyć temu, aby to "okienko szans" (window of opportunity) wykorzystać do maksimum... nim Miami stanie sie prawdziwą drużyną, a Chicago okrzepnie w playoffowych bojach.

I klops. Nie pomogło powtórne ściągnięcie na Florydę Hedo Turkoglu, nie zapisał się niczym wybitnym Jason Richardson (najniższa średnia punktowa w karierze), Gilbert Arenas potwierdził zaś starą maksymę, że same nazwiska nie grają.

Finansowo Magic są utopieni po uszy (89 mln dolarów na pensje w tym roku, 74 mln w przyszłym) więc szans na wzmocnienia nie ma prawie żadnych.

Howard podkreśla, że Orlando to jego dom: "Będzie lepiej, trzeba w to wierzyć. Zrobię wszystko co mogę, aby przewodzić mojemu miastu. Kocham Orlando. Moi fani zasługują na mistrzostwo, będę walczyć o nie dalej. Tylko tyle mogę zrobić. Walczyć".

Pięknie to brzmi, ale...

Superman poprzedniej generacji czmychnął z Orlando do LA, zawiedziony brakiem postępów i uwiedziony przez wielkiego Jerry Westa. LeBron - Ten Który Obiecywał Mistrzostwo Swojemu Cleveland - zabrał swe talenty sami wiecie gdzie.

Nawet Kevin Garnett, najwierniejszy z wiernych, nie wytrwał w Minnesocie do końca kariery.

Prędzej czy później każdemu Supermanowi nudzi się walka w samotności. Magic mają może  rok, aby swojego Supermana uratować.

czwartek, 18 marca 2010

Świetny występ Marcina dziś w nocy. Spędził na parkiecie prawie tyle samo czasu co Dwight Howard.

Howard 24 min. 9 pkt., 7 zb., 2 as., 1 bl. (+14)

Gortat 22 min. 7 pkt., 10 zb., 1 as., 1 bl. (+16)

Ale najważniejsze było to, co zrobili z samym Timem Duncanem. Duncan rozegrał dziś jeden z najgorszych meczów w całej karierze. Zdobył 5 pkt., trafiając tylko 1 z 10 rzutów z gry (najgorszy procent w karierze) - w pierwszej akcji Spurs, kiedy Marcina na parkiecie jeszcze nie było.

Gortat: “It’s a very good feeling. He’s a great player. If you stop a guy like that, you’re confidence is going up, and you feel good about it. It’s Tim Duncan. Everybody will have a bad game. He’s still a great player. We just played better.”


Duncan: “Just a bad night. Mainly myself. It kind of starts with me.”

Magic materiałem na Mistrza NBA?

Gregg Poppovich jest na TAK: “I think they are built for championships. They have everything that it takes. . . .They have all the elements there. It’s a matter of being consistent and focused. I think they have the ability to get it done.”

Ale Charles Barkley - wciąż na NIE: "The Magic are going to be this generation's New York Knicks. The Knicks would have won some championships without Michael Jordan [in the league]. Because of LeBron in Cleveland and getting Jamison, [the Magic] can't beat the Cavs."

A Wy jak myślicie?

poniedziałek, 15 lutego 2010

Na początek uczciwie przyznajemy - Meczu Gwiazd jeszcze nie oglądaliśmy. Obejrzeliśmy wstęp (imponujący) i pierwsze kilka akcji. Potem sen okazał się silniejszy. Ale w zgodnej opinii komentatorów, tegoroczny Mecz Gwiazd rządzi.

PDcavsinsider: Experience at Cowboy Stadium was incredible, healed all my wounds from Vegas that sent me into two-year boycott.

Steinline: D-Wade got the ESPN.com vote and wins All-Star MVP. The passes. The dunks. The numbers. Standout player on the floor tonight

Hoopshype: That was a very nice game. Almost made me forget about Gerald Wallace's dunk contest.

insidehoops (przed decydującym, niecelnym rzutem Carmelo Anthony'ego): Kobe's going to leap onto the court, steal ball from the East, hit halfcourt shot to win it at the buzzer, and leave

MVP został Dwyane Wade (28 pkt., 11 as., 6 zb., 5 przechwytów) ale komentatorzy (i sam D-Wade) zgodnie przyznają, że tak naprawdę co-MVP powinni zostać wybrani organizatorzy Mark Cuban (właściciel Dallas Mavericks) i Jerry Jones (właściciel Dallas Cowboys) oraz gigantyczna hala Cowboys Stadium.

108 713 ludzi na meczu koszykówki. Oczywiście, że tyle osób przyszło, bo hala na to pozwoliła - jak zauważył jeden z komentujących, gdyby mecz zorganizowano na krakowskich Błoniach, być może przyszłoby jeszcze więcej ludzi.

Co nie zmienia faktu, że Markowi Cubanowi znowu się udało: “It’s meant to be a party. We say we’re going to throw the biggest party like you’ve never seen before and that’s exactly what it turned out to be.”

Nawet David Stern nie miał wyjścia i musiał przybić żółwika z Cubanem, z którym kontaktował się do tej pory głównie przy okazji grzywny za komentarze pod adresem pracy sędziów:

Marzenie Cubana się spelniło, 100 tysięcy pękło, monstrualną halę udało się wypełnić. I wszyscy uczestnicy potwierdzają, że było to absolutnie niesamowite, fantastyczne przeżycie.

Dwight Howard: “When you first got here, it was like no way this is going to fill up. Go to the locker room (after pregame warmups) and come back out, there’s no more seats. It’s amazing.

Steve Nash: “This is a beautiful building, but it’s so big that in some respects you couldn’t even see many of the 108,000 people. It was surreal in that way. I felt like I was in a spaceship.

Dwyane Wade: It’s an historical event. It’s going to be in our minds and our hearts and thoughts for a long time. Dallas and the MVP. Jerry Jones and Mark Cuban really put on a fabulous event. It felt like you were on stage. We went out to warm up and you should've seen our faces. It was amazing and wild, like kids, very giddy.

LeBron: “To be in front of 108,000 fans, that was actually what it was, that was not a false number. You could look up in the stands, and there was not a seat open. To be part of history is something that you always wish and dream for.

Carmelo: It was unbelievable for us to be a part of a moment like this. I don’t think we will ever be part of another game or situation like this, for both teams.”

Dirk Nowitzki: “It was unbelievable. Usually in All-Star games, not everybody is going out to shoot and warm up, but if you looked an hour before the game, I think both teams, all players were almost out there shooting, because it’s so different in a huge dome with the background.”

Wschód wygrał 141-139, o zwycięstwie zdecydowały wolne Chrisa Bosha, trójka Carmelo Anthony'ego odbiła się od obręczy - trochę szkoda, że nie było Kobego, trochę szkoda, że George Karl nie rozpisał ostatniej akcji pod Dirka Nowitzkiego.

No i trochę szkoda, że w tej gigantycznej hali zabrakło Shaqa.

sobota, 13 lutego 2010

Nie spodobały mu się zaczepki Shaqa. W ogóle się nie spodobały.

“Do I find it humorous? No I don’t."


Nieśmieszne, w ogóle nieśmieszne. O ja biedny, o ja nieszczęśliwy.

"Coming from somebody like him, I just wouldn’t expect something like that or for somebody to do that."

A od kogo się tego spodziewać? Od Zydrunasa Ilgauskasa? Przecież tego typu zaczepki wysyła w NBA tylko jeden człowiek. Największy fircyk w NBA.

"There is nothing I can do about it. He said what he had to say. It didn’t sit too well with me.”

Cały czas pełna powaga. Nic nie mogę z tym zrobić. Jest mi przykro i w ogóle. Biedny miś.

“I just felt like Shaq being who he is with what he’s done for the NBA, me being a young player trying to get where he is at, I just felt like it would be better for him to try to get me there instead of trying to bring me down, especially in front of you [media] guys.”

I jeszcze przy dziennikarzach się ze mnie nabijał. No jak on mógł. Ze mnie - młodego, ledwie 25-letniego małego żuczka.

"I never proclaimed myself to be a Superman. It's just something that I did in the dunk contest, wearing the shirt and the cape for fun."

Te, Superman, to jest NBA, tutaj twardym trzeba być a nie miętkim. Wyluzuj trochę. Żeby wejść na szczyt, trzeba umieć sobie radzić z zaczepkami - i na parkiecie, i poza nim. Zażartować, podrażnić drugiego Supermana. Albo - jak Tim Duncan - nic nie mówić. Dunk z naklejką i akcja z pelerynką Supermana była fajna - myśleliśmy, że masz trochę więcej luzu. A tu zamiast Supermana mamy Supersmutasa?

PS. Latem podczas Marcin Gortat Camp padło pytanie, kto jest ulubionym koszykarzem Marcina. Nie musimy przypominać, co odpowiedział. Sorry Dwight.

PS2. Starsi koledzy też nie pomogą. Kobe pytany o to, kto jest prawdziwym Supermanem, odpowiedział: “Shaq. C’mon now. Dwight will get there, but he doesn’t have Shaq’s history. Dwight’s coming."

REKLAMA