Wpisy z tagiem: Cleveland Cavaliers

piątek, 09 lipca 2010

A więc już wiemy. W specjalnym programie ESPN-u, LeBron James ogłosił, że od przyszłego roku grać będzie wspólnie z D-Wade'em i Chrisem Boshem, w Miami.

Szok, jednak.

Dlaczego?

1. "Winning is a huge thing for me" - powiedział LeBron tłumacząc swój wybór. A nic, zdaniem LeBrona, nie gwarantuje przyszłych mistrzostw tak, jak wspólna gra z D-Wade'em i Boshem. Dlaczego więc niemal nikt wcześniej nie obstawiał Miami w roli faworyta? Bo chyba nikt się nie spodziewał że LeBrona stać na to, aby dołączyć do cudzej drużyny. Aby zrezygnować z przywództwa i chęci zdobycia tytułów samodzielnie.

Wyobrażacie sobie Michaela Jordana, który - powiedzmy - przenosi się do Nowego Jorku, aby grać u boku Pata Ewinga?

Albo do Detroit, żeby zagrać wspólnie z Isiahem, by nikt z nich "nie miał tej presji, że co noc musi zdobywać 30 punktów"?

Wyobrażacie sobie Kobego, który spotyka się z Nashem czy Duncanem i w sekrecie aranżuje swój transfer do San Antonio czy Phoenix?

Niemożliwe.

Najwyraźniej LeBron takim wojownikiem nie jest.

2. Jest nim natomiast Pat Riley. Nie znoszę gościa, od kiedy zdradził Nowy Jork. Ale menedżerem jest wybitnym. To przecież już czwarty raz, kiedy w Miami dokonuje cudów:

- po raz pierwszy, gdy ściągnął tam Alonzo Mourninga z Charlotte.
- po raz drugi, gdy w drafcie wybrał D-Wade'a.
- po raz trzeci, gdy kupił skłóconego w Lakers Shaqa, co w efekcie dało Miami jedyne mistrzostwo
- no i teraz....

Podziwiać należy konsekwencję i zdolności matematyczne Rilesa. Bodaj siedem drużyn  stać było tego lata na zaoferowanie komuś maksymalnego kontraktu.  Cztery (Nowy Jork, New Jersey, Chicago i Miami) mogły teoretycznie zaproponować maxa lub "prawie maxa" dwóm zawodnikom.

Ale tylko Miami stać było na zatrudnienie aż trzech graczy po "prawie maxie".

Riley uczynił to, rygorystycznie pilnując - przez kilka lat! - aby żaden kontrakt nie wykraczał poza lato 2010. I konsekwentnie czyszcząc skład ze wszystkich nawisów płacowych.

Wczoraj Heat mieli na kontrakcie dwóch (słownie: dwóch) zawodników. Przy czym jednego z nich, Michaela Beasleya, zamierzają właśnie sprzedać do Minnesoty.

3. Faktem jest, że James, Wade i Bosh będą musieli pogodzić się z obniżką płac. Co za poświęcenie! Zamiast 16,5 mln dolarów rocznie, dostaną po ok. milion mniej.

W ostatecznym rachunku strata będzie mniejsza lub żadna, bo na Florydzie nie ma podatku dochodowego, niemniej... co za gest. LOL

4. Pat Riley nie tylko załatwił sobie SuperTrupę, ale też wystawił do wiatru swoich konkurentów. Jego triumf jest więc podwójny (poczwórny?).

Bo zobaczcie: od dwóch lat wszyscy oszczędzali, aby mieć pod salary cap miejsce na zatrudnienie gwiazd podczas Wielkiego Lata Transferowego 2010. Nowy Jork wręcz dopłacał tym, którzy chcieli brać jego graczy.

Można się było spodziewać, że drużyny podzielą się łupami i tak ułoży się nowy układ sił na Wschodzie.

A tymczasem łup numer 1, 2 i 3 zgarnęło Miami.

Chicago pocieszyło się Carlosem Boozerem, który - umówmy się - ani LeBronem, ani D-Wade'em nie jest. I nie rozwiązuję głównego problemu Bulls, polegającego na tym, iż tam nikt nie umie rzucać.

Nowy Jork ma Amare Stoudemire - za 100 mln dolarów, z chorymi kolanami i bez point guarda.

New Jersey? Właśnie zsatrudnili Travisa Outlawa. Kogo? No właśnie.

Cleveland ma figę z makiem.

Z tej perspektywy... szanse Bostonu na kolejny finał  NBA nie wyglądają wcale źle.

5. W Miami powstanie supertrupa, i może powstać dynastia. Ale nie od razu.

Na razie bowiem Heat mają trzech zawodników. Trzech. A w koszykówkę jednak nie gra się w trójkę.

Czwartym graczem Heat jest niejaki Mario Chalmers. Centra, rozgrywającego i ławki brak. Teraz oczywiście zacznie się polowanie na weteranów, którzy chcą się "poświęcić" grając u boku LeBrona. Ale za minimalną pensję porządnej ławki się nie wybuduje.

A przypomnijmy. Michael Jordan, wcale nie ułomek, w Chicago grał nie tylko z Pippenem i Rodmanem, ale też z Harperem, Kerrem, Buechlerem, Longleyem, Wenningtonem i Kukocem.

Shaq i Kobe w Lakersach - z Fisherem, Harperem, Shawem, Horrym.

Nawet bostońska "wielka trójka" nie przyszła na pustynię. Miała wsparcie Big Baby Davisa, Rajona Rondo, Perkinsa, Allena, Scalabrine'a...

6. Właściciel Cleveland, Dan Gilbert, wściekł się jak chyba żaden inny magnat w historii NBA. Opublikował pełen jadu list, w którym m.in. pisze, że LeBron jest narcyzem, że postąpił totalnie nielojalnie, ale ze prześladująca Cavs klątwa pójdzie za nim do Miami, a Cleveland zdobędzie mistrzostwo nim zrobi to "samozwańczy Król"

Kilka fragmentów:

This was announced with a several day, narcissistic, self-promotional build-up culminating with a national TV special of his "decision" unlike anything ever "witnessed" in the history of sports and probably the history of entertainment.

Clearly, this is bitterly disappointing to all of us.

The good news is that the ownership team and the rest of the hard-working, loyal, and driven staff over here at your hometown Cavaliers have not betrayed you nor NEVER will betray you.

"I PERSONALLY GUARANTEE THAT THE CLEVELAND CAVALIERS WILL WIN AN NBA CHAMPIONSHIP BEFORE THE SELF-TITLED FORMER 'KING' WINS ONE"

You can take it to the bank.

A w wywiadzie z AP, Dan Gilbert powiedział jeszcze że LeBron od końca sezonu ani razu nie odpowiedział na jego telefony czy SMS-y. I że do ostatnich chwil nie raczył poinformować Cavs o swojej decyzji.

No i jeszcze, że LeBron poddał się w trakcie serii z Bostonem:

"He quit," Gilbert said. "Not just in Game 5, but in Games 2, 4 and 6. Watch the tape. The Boston series was unlike anything in the history of sports for a superstar."

Biedne Cleveland. I biedny Gilbert, który przez siedem lat zabiegał o zaufanie i wzajemność swej supergwiazdy. Będzie tej tyrady żałować.

Cytat dnia (za Sports Illustrated):

"LeBron James does not have the heart of a champion. He does not have the competitive fire of Jordan, the bull-headed determination of Kobe Bryant, the quiet self-confidence of Tim Duncan, the willful defiance of Isiah or the winning-is-everything hunger of Magic Johnson.

He is an extremely gifted player who wants the easy way out."

REKLAMA