Wpisy z tagiem: Iverson
wtorek, 09 marca 2010
Gdyby Fruwając pod koszem istniało, w tym tygodniu pożegnalibyśmy w nim Allena Iversona. Smutno byśmy go pożegnali... Jak oni upadają Kiedy w grudniu Allen Iverson ze łzami w oczach na nowo debiutował w Philadelphii, wzruszaliśmy się razem z nim i obiecywaliśmy, że będziemy trzymać kciuki. Niestety, nic to nie dało. Wydawało się, że to win-win situation - Iverson pogra do końca sezonu, zakończy karierę w mieście, które kocha, w mieście, w którym go kochają, nie w takich żenujących okolicznościach, jak w Memphis. A Sixers i tak już przegrali sezon, więc sprzedadzą trochę biletów i koszulek, do playoffów oczywiście nie awansują, ale trochę szumu wokół nich się pojawi. Comeback Iversona do Philadelphii trwał trochę ponad 2 miesiące. Kibice pojawili się tłumnie na pierwszym meczu z jego udziałem, potem trybuny znowu świeciły pustkami. Allen powrócił do pierwszej piątki, rozegrał kilka przyzwoitych meczów, poprowadził drużynę do kilku zwycięstw, kilka razy nawet rzucił po 20 punktów, prawie jak za dawnych czasów. Bilans Sixers z Iversonem: 10-15, był ciut lepszy niż bez Iversona: 12-24. Ale od początku było jasne, że to nie to samo. Szybko zaczęły się przerwy w grze. Najpierw tłumaczono je bólem lewego kolana. Potem - tajemniczą chorobą czteroletniej córki, Messiah. Żeby być z chorą córeczką - Iverson zrezygnował nawet z występu w Meczu Gwiazd. Opuścił wyjazdową serię meczów. Brał dni wolne na żądanie. Iverson był kiedyś najbardziej niezniszczalnym koszykarzem NBA. Poobijany, posiniaczony, połamany - nie sposób było zmusić go do opuszczenia parkietu. Grywał ze skręconą kostką, ze złamaną ręką, z powybijanymi palcami, ze zwichniętymi stawami, z wodą w kolanie. Nie było lekarza, który byłby w stanie zakazać mu gry. Not anymore. Dziennikarz Philadelphia Inquirer, Stephen A. Smith, pisał ze smutkiem: To już nie jest ten Iverson, którego kiedyś znaliśmy. Sixers to wiedzą, ale mają wystarczająco dużo klasy, żeby tego głośno nie mówić. Wiedzą to jego koledzy z drużyny i trenerze, ale za bardzo im na nim zależy, żeby to głośno powiedzieć. Kibice też nie są ślepi, ale za bardzo go kochają. I ja, mówiąc szczerze, piszę ten felieton z ciężkim sercem. Trudno znaleźć przyjemność w wystukiwaniu na klawiaturze takich słów, pisząc o zawodniku, który zasługuje na naszą nieograniczną wdzięczność za wszystkie cudowne chwile, które dał temu miastu. W końcu obie strony uznały, że lepiej będzie się rozstać. Sytuacja delikatna - wszyscy wypowiadali się politycznie poprawnie, choroba, dziecko, wszak Allen powinien być w tych trudnych chwilach razem z rodziną. Ale tego samego dnia, kiedy oficjalnie pożegnał się z 76ers, jego żona złożyła wniosek o rozwód. I puszka Pandory się otworzyła. Okazało się, że kiedy rzekomo miał spędzać 24 godziny na dobę przy łożeczku Messiah, ktoś widział go na imprezie w Charlotte. Że podczas kilku miesięcy, które spędził w Detroit, tamtejsze kasyna zakazały ochroniarzom wpuszczać go do środka. Że jest nałogowym hazardzistą. I alkoholikiem. "Drinking and the casinos: Allen was always doing one thing, or was at the other. No one who knows him can deny it." - przyznaje anonimowo jeden z menedżerów NBA. Papiery rozwodowe mówią o trwałym rozpadzie małżeństwa, Tawanna, z którą byli razem na dobre i na złe od czasów liceum, wyprowadziła się i zatrudniła jednego z najlepszych adwokatów w okolicy, żąda alimentów i prawa do opieki nad piątką dzieci (najstarsze ma 15 lat, najmłodsze - 17 miesięcy). Powracają złe wspomnienia - jak kiedyś wpadł do cudzego apartamentu z bronią, szukając żony, jak wyrzucił ją nagą z mieszkania na ulicę, jak jego ochroniarz dotkliwie pobił dwóch mężczyzn w restautracji, bo nie chcieli zrobić Iversonowi miejsca w sekcji dla VIPów, jak kumple Iversona brali udział w ulicznych strzelaninach. Jeśli Tawanna Iverson chce zapewnić swoim dzieciom przyszłość, musi się spieszyć. Homies Iversona i sam Allen na pewno szybko zadbają o roztrwonienie majątku (w sumie zarobił w karierze ponad 200 milionów dolarów), jeśli już tego nie zrobili. W ubiegłym roku siedziałem w Katowicach blisko Iversona i mogłem mu się poprzyglądać. Nie znam się na biżuterii i dobrach luksusowych, ale złoto naprawdę kapało. Zegarek, sygnety, kolczyki, łańcuchy - to wszystko wyglądało na warte setki tysięcy dolarów, może więcej (mówiłem, że się nie znam). Przypomniała mi się też historia sprzed lat, jak Allen, czy któryś z jego kumpli nie mogli sobie po imprezie przypomnieć, gdzie zaparkowali samochód. Więc udali się do salonu i kupili nowy. Tak będzie wydawał pieniądze Allen Iverson, dopóki będzie je miał. Resztę przegra w kasynach, zbankrutuje i może zaczepi się - jak ostatnio Antoine Walker - w lidze portorykańskiej za kilka, może kilkanaście tysięcy dolarów. Albo jak Stephon Marbury - wyjedzie do Chin. A windykatorzy zlicytują i jego zegarek, i te kolczyki, i łańcuchy, i sygnety, dom i wszystkie samochody - jak jacht Latrella Sprewella albo mistrzowskie pierścienie Randy Browna. Mnóstwo byłych koszykarzy kompletnie nie potrafi sobie poradzić z życiem po NBA. Przyjaciel i doradca Iversona, Gary Moore, mówi: "Just pray for us. Please pray for us. We need all the prayers we can get." Modlitwa to dla Iversona jedyna nadzieja. Kronika towarzyska Ron Artest postanowił rozwiązać swoje problemy z defensywą, upodabniając się do Dennisa Rodmana. Ufarbował włosy na żółto, wymalował na nich tajemnicze inskrypcje, które podobno miały oznaczać DEFENSE w trzech językach - japońskim, hebrajskim i hindi. Przemiana nic nie dała, Artest z Orlando zagrał słabo, nie był w stanie powstrzymać Vince'a Cartera, więc dzień później ogolił się na łyso. Czekamy na efekty. Kibice Cleveland Cavaliers ustanowili rekord Guinnessa w największym zgromadzeniu ludzi ubranych w kocopłaszcze (płaszczokoce?). Ponad 20 tys. kibiców (i zawodników - swoją dostał nawet Shaq) znalazło na swoich siedzeniach tzw. Snuggie (kocyk z ramionkami, żeby były wygodniej), w kolorach Cavs, wszyscy wdziali kocyki, po czym przez kilka minut wiwatowali, żeby przedstawiciel Księgi Rekordów Guinnessa mógł oficjalnie uznać rekord. Będziemy mieli szansę na pobicie rekordu podczas meczu otwarcia Euro 2012.
Nie mamy pojecia, kim jest ten gamoń w garniturze na zdjęciu po lewej, który psuje cały efekt. Shaq objął kuratelą wystawę sztuki we Flag Gallery w Nowym Jorku. Wystawa nosi tytuł "Rozmiar ma znaczenie", a większość eksponatów jest bardzo duża albo bardzo mała. Często są to zdjęcia Shaqa, lub innych koszykarzy. Albo gołe baby. Dziennikarze pytali Shaqa, jakim kluczem kierował się przy doborze dzieł sztuki. “If it gave me a twinkle to my eye, I picked it. But I mainly based my decision on stuff with a lot of size to it.” - odpowiedział.
A to zdjęcie powyżej? "To nie ja wybierałem." - odpowiedział Shaq. Na nas największe wrażenie zrobił ten eksponat:
To rzeźba Rona Muecka, zatytułowana "The Big Man". Na Shaqu też zrobiła wrażenie: "The Big Man… Big Man. When something is so big, it’s beautiful and people must take a second look. I’m art – people recognize my face. I also love post cards of the Statue of Liberty. I can look at them and then look across the water at it and it’s art.” Ciekawostki Pierwszą drużyną w NBA, która osiągnęła w tym sezonie 50 zwycięstw (przy 15 porażkach), są Cleveland Cavaliers. W poprzednich dwóch sezonach, drużyny, które jako pierwsze dorobiły się 50 zwycięstw, dokonały tego przy 12 porażkach. Byli to Boston Celtics i Los Angeles Lakers. Obie drużyny sięgnęły potem po tytuł mistrzów NBA. Ciekawe, prawda? Tako ćwierka Shaq Ostatnio Shaq nie gra, leczy kciuk, ma więcej czasu na refleksję, więc ćwierka filozoficznie: Life delivers weird twists and turns, but never anything you can not handle. With you, it is now more about what you really choose to do The secret to happiness is to nourish our love everyday. Dnt allow succes or craving of money and power to replace your love Respect is like a seed, it needs 2 b nurtured wit integrity,love and faith in god. Złota myśl "I'd die for her. . . . I'd die without her." - Allen Iverson o swoje żonie Tawannie. Kiedyś. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi NBA
Produkty regionalne
Soccer means football
The very best of Fruwając...
Z archiwów Supergiganta
Zachowania nie-sportowe
Tagi
|