Wpisy z tagiem: Robert Kubica

wtorek, 16 listopada 2010

Najfajniejsi na blogasku sa jego czytelnicy :)

Mieliśmy napisać co dalej z Kubicą - nie było kiedy. A dziś Sport.pl donosi, że na skutek rozlicznych intryg Robert może zamienić się z Massą i wylądować w Ferrari.

Oczywiście plotek będzie jeszcze mnóstwo. Jakie są opcje dla Kubicy i czemu nasz rodak jest tak w F1 ceniony? Wszystko o tym, poniżej - według Killy'ego - którego komentarze do notki o Vettelu re-postujemy z małymi skrótami.

A skoro już przy Kubicy - jakie macie typy wobec niego na przyszłość?

Moim zdaniem jeśli zmieni się układ właścicielski teamu/nazwa i będzie mógł Roberto szukać sobie nowego klubu - should go for it, przecież umożliwia mu to kontrakt. Bo Renault dzisiaj wygląda mało perspektywicznie na przyszły rok, a wszystkie te zakulisowe ruchy Renault, zawirowania własnościowe oznaczają brak stabilności w zimie, a to oznacza brak spokojnych przygotowań, a to oznacza rzeźbienie w gumnie na chybcika w styczniu. Czyli lipa straszna:/ no i mimo wszystko brak partnera w czołówce nie pomaga, strasznie nie pomaga:/ pod tym względem Ferrari i Mclaren mają układ idealny.

Bo jak nie Renault to co?

Ferrari wsadźmy na razie między bajki. Banco di Santander i cały tłum hiszpańskich sponsorów dba z całych sil, żeby było dobrze, do czego drugi latynoski kierowca (w dodatku południowoamerykański) pasuje bardziej niż idealnie. Ofc, będzie Massa giermkiem i tak ma być. Myślę, że ten wypadek = trwale spadła mu lekko forma. ale to "lekko" oznacza, że Brazylijczyk nie będzie już chyba nigdy kandydatem na mistrza. Może za to być wspaniałym, idealnym giermkiem. Tylko w takiej roli mógł zostać w Ferrari z taką formą, jaką ma. On już to wie. Zgodził się już dawno. Bieżący sezon pokazał to nie raz.

Mclaren - dwóch Brytoli, cud-miód dla brytyjskiej firmy, która znów ruszyła w road cars i szykuje tu MEGA ofensywę (3 modele w 2-3 lata czy jakoś tak?). Button swoje zdobył. Myślę, ze jemu już się nawet nie chce ziemie poruszać by urwać tytuł. On już swój ma. Po latach w BARze i tak ugrał z tej dyscypliny więcej niż chyba sam kiedykolwiek się spodziewał. Wygląda zresztą na dość rozrywkowego człowieka i taki tryb życia chyba mu odpowiada. Dobrze (!) opłacona "spokojna emerytura" to wszystko, co może z niego być. Heh, no ba, oczywiście, ze mrugamy tu okiem i dodajemy: "spokojna emerytura" na rzecz Hamilton Team. A jak się przy okazji uda ugrać 1 czy 2 kolejne zwycięstwa w GP czy pudla - tez cool. Kolesiowi, co przez pierwsze 8 lat kariery wywalczył 1 przypadkowa wygrana, 3 pola, 15 podiów i sezon przed mistrzostwem skończył na 18. miejscu (!) to dziś lotto. Mistrzowskiej roli i tak nikt mu nigdzie nie da.

I co z tym Robertem? Red Bull po Webberze. Czuwać, czyhać, negocjować i dorwać za wszelką cenę. Nie wiem, co na to red bull (Kubica nie śmiga po paddocku na skrzydłach z 3 mulatkami u boku; to jeszcze większy mruk niż Webber; marketingowo dla red bulla - katastrofa), co na to Vettel, czy Kubicy daliby w ogóle wyściubić czubek nosa przed Vettela w trakcie wyścigu (bo że Robert to lepszy kierowca, to chyba się zgadzamy?). Ale innej opcji Kubica nie ma. Jeździć tam za pół darmo, bo dynastie w Ferrari i McLarenie potrwają lata (3? 4? 5?), Kubica jest za mądry, żeby się łudzić, że z doskoku trafi tam wcześniej.

Generalnie strasznie, strasznie wk***iające, że o tytuł biją się Webbery, Hamiltony, Vettele i Alonsa, a Kubica podpiera ściany.

Bo moim zdaniem Robert w Ferrari/McLarenie/Red Bullu wygrałby sezon(y?) w cuglach...

Nie o chodzi o opinie determinowane przez patriotyczne uniesienia. Dla mnie mógł się urodzić pod jakąkolwiek szerokością geograficzną, a i tak kibicowałbym mu z całego serca od jego może nie pierwszego, ale powiedzmy 50. dnia w Formule 1.



Bo ja pamiętam reakcje w auto świecie z jego gokartowych wojaży do Włoch, pokątnego mieszkania tam w ciągu całego sezonu, bo tylko tam mógł ścigać się z elitą. To chłopak, który doszedł ciężką pracą do tego co dziś ma. Taki Webber bis, tylko trochę bardziej utalentowany.

I ten charakter w pewien sposób kształtował od małego jego najwspanialsze cechy jako (dziś) kierowcy F1.

1) mechanik - w czasach gokartowych i nierzadko późniejszych Kubica z powodu ograniczonych możliwości finansowych (łykał Hamiltona w Makao, gdy ten Hamilton od niemal przedszkola był sponsorowany przez McLarena - to dlatego Hamilton do dziś szanuje Kubicę jak rzadko kogo w paddocku) musiał sam sobie być sterem, żeglarzem i okrętem. To dlatego jego wiedza techniczna jest kolosalna i była chwalona od zawsze, zachwycał się nią licznie publicznie nawet Theissen, w styczniu w superlatywach tonął Boullier i zespół mechaników Renault. To dlatego Kubica nawet teoretycznie słabszy samochód potrafi wyciagnąć swoimi uwagami co do ustawień na 2. miejsce w kwalifikacjach, na podium, ba, na podia, w wyścigu. Wyniki jego kumpli z teamów - to jest prawdziwa jakość jego aut, i BMW, i Renault. Wszystko ponad - jest zasługą ustawień bolidu i jego umiejętności. Ale nie tylko umiejętności.

2) pracowitość - drugiego takiego tytana pracy chyba w paddocku dziś nie ma.

3) bezbłędność - on nie miał prawa w tamtym BMW tak długo prowadzić w mistrzostwach świata. NIE MIAŁ PRAWA. A prowadził chyba delikatnie ponad pół sezonu. Bo ma niesamowicie bezbłędny styl jazdy. Pamiętam tylko 1 jego wyścig przez całe te 3 lata, który zawalił sam - tegoroczne Chiny (chyba?). Tylko to nie był to błąd, że wturlal się z impetem w bandę, co jest standardowym błędem dla Hamiltona (!), Webbera, Vettela (!), Alonso, Raikkonena, Schumachera (i kiedyś, i dziś). Był to błąd mimo wszystko dość subtelny, kosztujący stratę 1 pozycji. Kubica miał tylko jeden poważny wypadek - ofc Kanada, gdy wyfrunął po tym, jak Trulli delikatnie wypchnął go toyotą na tarkę (nie zobaczysz tego na powtórkach, tylko opisane w relacjach z wyścigu)
Temperamentu w wyścigu Kubica ma zero. Wsiada i jedzie. Posłuchaj jego wywiadów - to nie jest tylko jazda, to jest wszystko. drugiego tak racjonalnie, spokojnie, z dystansem myślącego kierowcy f1 nie ma od dawna. Dlatego Roberto za kierownicą jest jak Ghost Dog z filmu Jarmuscha - cichy morderca, skoncentrowany wyłącznie na swoim celu. Podobnie bezbłędnego pamiętam tylko Hakkinena. Dzis równie bezbłędny jak Kubica jest tylko Button.

Ale wystarczy prześledzić same jego wyniki z kwalifikacji w tym sezonie z uwzględnieniem klasy jego auta, by było jasne, że Button jest po prostu słabszym kierowcą niż Kubica. I zdarzało się nie raz, że Button co prawda nie szarżował, bo prawie nigdy tego nie robi, ale nie potrafił obronić swojej pozycji, nie mógł kogoś wyprzedzić etc.

4) talent/umiejętności. Kubica musi mieć mnóstwo "talentu", bo inaczej nie wygrywałby od małego z dzieciakami mającymi większe możliwości finansowe, lepiej znającymi dany tor (włoscy czy niemieccy kartingowcy znali je od urodzenia, a kubica przyjeżdżał i z nimi wygrywał, jak nie za pierwszym to za drugim razem), pochodzącymi z krajów o lepszej kulturze motorsportu (baza treningowa, dieta, fachowcy itp) i mającymi nierzadko wsparcie techniczne największych tego sportu (rzeczony Hamilton). Inna sprawa, w jakim stopniu ten "talent" jest pokłosiem czegoś wrodzonego, a w jakim - wypracowanych w pocie czoła do perfekcji... umiejętności. Tego nie potrafię zupełnie rozstrzygnąć.

Każdy ten czynnik czyni Kubicę kierowcą wyjątkowym. Czy najlepszym dziś w stawce? Moim zdaniem nie jest to wykluczone, zresztą takie opinie pojawiają się na blogach/w artach różnych fachowców. Myślę, że z Hamiltonem są gdzieś w pobliżu pod względem potencjału; nie mam za to wątpliwości, że Kubica jest lepszy od Alonso, Buttona, Webbera, Massy i Rosberga. Jedyną konkurencją przy konkurencyjnym aucie mógłby być tylko Hamilton.

Killy

A skoro juz przy Kubicy - jakie macie typy wobec niego na przyszlosc? moim zdaniem jesli zmieni sie uklad wlascicielski teamu/nazwa i bedzie mogl roberto szukac sobie nowego klubu - should go for it, przeciez umozliwia mu to kontrakt. bo renault dzisiaj wyglada malo perspektywicznie na przyszly rok (imho), a wszystkie te zakulisowe ruchy Renault, zawirowania wlasnosciowe oznaczaja brak stabilnosci w zimie, a to oznacza brak spokojnych przygotowan, a to oznacza rzezbienie w gumnie na chybcika w styczniu. czyli lipa straszna:/ no i mimo wszystko brak partnera w czolowce nie pomaga, strasznie nie pomaga:/ pod tym wzgledem ferrari i mclaren maja uklad idealny.
bo jak nie renault to co?

ferrari wsadzmy na razie miedzy bajki. banco di santander i caly tlum hiszpanskich sponsorow dba z calych sil, zeby bylo dobrze, do czego drugi latynoski kierowca (w dodatku poludniowoamerykanski) pasuje bardziej niz idealnie. ofc, bedzie massa giermkiem i tak ma byc. mysle, ze ten wypadek = trwale spadla mu lekko forma. ale to "lekko" oznacza, ze Brazylijczyk nie bedzie juz chyba nigdy kandydatem na mistrza. moze za to byc wspanialym, idealnym giermkiem. tylko w takiej roli mogl zostac w ferrari z taka forma, jaka ma. on juz to wie. zgodzil sie juz dawno. biezacy sezon pokazal to nie raz.

mclaren - dwoch brytoli, cud-miod dla brytyjskiej firmy, ktora znow ruszyla w road cars i szykuje tu MEGA ofensywe (3 modele w 2-3 lata czy jakos tak?). button swoje zdobyl. mysle, ze jemu juz sie nawet nie chce ziemie poruszac by urwac tytul. on juz swoj ma. po latach w BARze i tak ugral z tej dyscypliny wiecej niz chyba sam kiedykolwiek sie spodziewal. wyglada zreszta na dosc rozrywkowego czlowieka i taki tryb zycia chyba mu odpowiada. dobrze (!) oplacona "spokojna emerytura" to wszystko, co moze z niego byc. heh, no ba, oczywiscie, ze mrugamy tu okiem i dodajemy: "spokojna emerytura" na rzecz Hamilton Team. A jak sie przy okazji uda ugrac 1 czy 2 kolejne zwyciestwa w GP czy pudla - tez cool. Kolesiowi, co przez pierwsze 8 lat kariery wywalczyl 1 przypadkowa wygrana, 3 pola, 15 podiow i sezon przed mistrzostwem skonczyl na 18. miejscu (!) to dzis lotto. mistrzowskiej roli i tak nikt mu nigdzie nie da.

I co z tym Robertem? Red bull po Webberze. czuwac, czyhac, negocjowac i dorwac za wszelka cene. nie wiem, co na to red bull (Kubica nie smiga po paddocku na skrzydlach z 3 mulatkami u boku; to jeszcze wiekszy mruk niz webber; marketingowo dla red bulla - katastrofa), co na to vettel, czy kubicy daliby w ogole wysciubic czubek nosa przed vettela w trakcie wyscigu (bo ze to lepszy kierowca robert, to chyba sie zgadzamy?). ale innej opcji kubica nie ma. jezdzic tam za poldarmo. bo dynastie w ferrari i mclarenie potrwaja lata (3? 4? 5?), kubica jest za madry, zeby sie ludzic, ze z doskoku trafi tam wczesniej. generalnie strasznie, strasznie wk***iajace, ze o tytul bija sie webbery, hamiltony, vettele i alonsa, a kubica podpiera sciany. strasznie przykro sie na to pa3. bo moim zdaniem robert w ferrari/mclarenie/red bullu wygralby sezon(y?) w cuglach...
poniedziałek, 08 listopada 2010

Najfajniejszy w niedzielnym wyścigu o Grand Prix Brazylii nie był sam wyścig, ale to co przed - i co po.

Przed były kwalifikacje. A przed kwalifikacjami był trening wygrany przez Kubicę (ale na szczęście nie było kiedy się w nim podjarać). A w kwalifikacjach sensacyjny nr 1 dla Nico Hulkenberga, który najlepiej trafił z oponami na szybko schnącym po deszczu torze, pierwsze pole position dla teamu Williamsa od pięciu lat.

Hulkenberg promieniał, a kierowcy Red Bulla przyglądali się mu jak śniadanku, które zamierzają następnego dnia schrupać.

No i schrupali. Mieliśmy nadzieję, że Hulkenberg nie da się tak łatwo, ale nie znamy się. Początek wyścigu przypominał starcie małej sarenki ze stadem wilków. I to głodnych wilków.

Już na pierwszym zakręcie pożarł Hulka-sarenkę Vettel, chwilę później Webber w drugim Red Bullu, po kilkunastu próbach przedarł się Alonso, a potem i Hamilton.

Dopiero gdy za plecami Hulkenberga znalazł się Kubica, Niemiec mógł trochę odpocząć :) Kubica jechał za nim przez kilkadziesiąt okrążeń, ale ani razu nawet nie spróbował ataku. Aż w końcu obaj dali się zdublować.

Z przodu też nie działo się wiele ciekawego, za wyjątkiem nieznaczącego ale zabawnego przypadku Nico Rosberga, którego mechanikom pomyliły się wszystkie kółka na pit stopie. Vettel uciekł Webberowi, Alonso nie nadążył za Red Bullami, a Hamilton za Alonso.

I tak dojechali.

W klasyfikacji kierowców:

Fernando Alonso ma 246 punktów
Mark Webber 238 pkt.
Sebastian Vettel - 231 pkt.
Lewis Hamilton - 222 pkt.

Po wyścigu wszyscy sięgnęli po kalkulatory i zaczęli rozważać, co zdarzyć się musi za tydzień.

Dla Alonso sprawa jest prosta. W ostatnim Grand Prix usi dojechać na 1. lub 2. pozycji, i tytuł jest jego, niezależnie od tego jak spiszą Red Bulle.

Z kolei czwarty w klasyfikacji Hamilton może sięgnąć po tytuł tylko wskutek jakiegoś niebywałego zbiegu okoliczności (np. karambolu, w którym wylecieliby z trasy Alonso i Webber, a Vettel doturlałby się do mety na odległej pozycji).

W przypadku Red Bulli sprawa jest bardziej skomplikowana.

Webberowi do mistrzostwa świata wystarczy zwycięstwo - i jednoczesne powstrzymanie Alonso przed zajęciem drugiego miejsca. Niech sobie Alonso dojedzie na 3 czy 4 pozycji. Aby tylko nie był drugi...

Vettel ma większą stratę i musi mieć więcej szczęścia. Jeśli zwycięży, na pewno wyprzedzi Webbera. Ale jeśli Alonso dojedzie 3 czy 4 - mistrzem świata jest Hiszpan...

I tak dochodzimy do największego paradoksu Abu Zabi: jeśli na pustyni powtórzyłby się wynik z Brazylii, a więc 1. miejsce dla Vettela, 2. dla Webbera, 3. dla Alonso, to... mimo dominacji Red Bulli mistrzem świata zostałby kierowca Ferrari.

A taki układ jest całkiem prawdopodobny. Tor w Emiratach sprzyja Red Bullom, rok temu wygrał tam Vettel przed Webberem. Dziś niby kolejność może się odwrócić, ale w ostatnich wyścigach Webber jest od swego kolegi wyraźnie wolniejszy. Z kolei Alonso ma najszybszy (oprócz Red Bulli) samochód w stawce, i trzecie - czwarte miejsce powinien dowieźć bez większych problemów.

Losy tytułu mogą więc zależeć od tego, czy młody Vettel, poróżniony ze swym o dekadę starszym kolegą, zjedzie na bok i pozwoli Markowi Webberowi pognać po jego pierwszy tytuł mistrza świata.

Jeszcze kilka dni temu Webber skarżył się, że jest w teamie szykanowany, a Vettel szydził: "Jeśli Mark potrzebuje pomocy, to niech wezwie ambulans".

Czy teraz to się zmieniło?

"Jadę do Abu Zabi, postaram się wypaść jak najlepiej i zobaczymy" - mówił Vettel na konferencji prasowej po zwycięstwie. - "Co chcecie usłyszeć? Mogę tylko powiedzieć, że w scenariuszu, który wspominacie, to jest coś o czym będę myśleć. To chyba jasne."

Jasne - niejasne. Czy przepuści Webbera, jeśli trzeba będzie?

"Gdy byłem mały, nie lubiłem, gdy moi rodzice drażnili się ze mną i nie odpowiadali na pytania. A teraz ja mogę się podrażnić z Wami" - odparł Niemiec.

niedziela, 24 października 2010

Formuła 1 nawet w najlepszym sezonie Kubicy gościła na Supergigancie rzadko, a kiedyś popełniliśmy nawet manifest "A my nie lubimy Formuły 1".

No i niespodziewanie się nam zmieniło. A przynajmniej jednemu z nas.

Oglądam grzecznie wszystkie wyścigi i kwalifikacje. Odróżniam sliki od intermediatów, Vettela od Webbera i Nicole Scherzinger od Jessicy Michibaty. Ciągle jeszcze mam problem z dyfuzorami, tego podwójnego nie poznałbym nawet, gdyby ktoś mi go wmontował do mojej Oktawii.

Ale osiągnąłem już poziom, który pozwala w miarę swobodnie powymądrzać się na blogu.

Grand Prix Korei zaczęło się od ulewy. Wyścigi w deszczu są fajne, bo wiadomo że będzie dużo kraks, bączków i niespodziewanych zwrotów akcji. Warto więc było wytrzymać długaśną przerwę po pierwszym starcie oraz nudną procesję - 17 kółek za samochodem bezpieczeństwa.

Bo zaraz po tym, gdy safety car zjechał z toru, wyleciał z niego również aktualny lider klasyfikacji, Mark Webber.

I nie powiem, żeby mnie to zmartwiło. Wszyscy piszą, że Webber to miły i równy gość, ale czy wielki kierowca? Nikt chyba nie zaprzeczy, że na pierwsze miejsce w tabeli nie wyniosły go genialne manewry, ale najszybszy w stawce samochód Red Bulla.

No i rzemieślnicza rzetelność. Webber tylko raz (podczas GP Europy) nie ukończył wyścigu i nie punktował. Alonso nie zdobył punktów trzykrotnie, Hamilton i Vettel cztery razy.

Ciułanie szło Webberowi całkiem całkiem - w ostatnich wyścigach był drugi, szósty, trzeci i drugi, teraz znów jechał na drugim miejcu - ale wystarczył jeden bączek po zbyt szeroko wziętym zakręcie, i strategię szlag trafił.

"Totalnie moja wina" - przyznał Webber dziennikarzom. A potem na Twitterze napisał: "Mmm tough little day at the office,getting ready now for solid rebound in brazil!!".

Ale nie sposób odnieść wrażenia, że w ostatnich sekundach swego pobytu na koreańskim torze Webber albo całkiem stracił głowę, albo podświadomie szukał jeszcze sposobu, aby zatrzymać, choćby własnym ciałem, jadącego tuż za nim Fernando Alonso. Bo jak inaczej wyjaśnić dziwny powrót bolidu na tor?

����

Alonso się wywinął, ofiarą Webbera padł natomiast Nico Rosberg, który do tej pory nie pojmuje czemu Australijczyk nie hamował.

Sucks!Don't understand why webber didn't hit the brakes.Was crazy(evidently)2 roll back over the track.

Po Webberze było jeszcze mnóstwo atrakcji, Alonso zgubił śrubkę na pit stopie i dął się wyprzedzić Hamiltonowi, Hamilton wyjechał na trawę i dał się wyprzedzić Alonso, Adrian Sutil prawie zdemolował Jensona Buttona, któremu od tego momentu odechciało się ścigać.

Mega pechowcem okazał się Sebastian Vettel, który - choć naciskany przez Alonso - gnał wciąż na pierwszym miejscu, gdy na niespełna 10 okrążeń przed metą jego Red Bull stanął w płomieniach.

Przy okazji przekonaliśmy się, że młody Niemiec bardzo sprawnie posługuje się gaśnicą.

Z awarii Red Bulla skorzystał Fernando Alonso, który objął prowadzenie i utrzymał je aż do zmroku :) No i został nowym liderem Grand Prix. Nim jednak obwołamy dziarskiego Fernando najlepszym kierowcą sezonu, przypomnijmy, że z pięciu zwycięstw, dwa zawdzięcza awariom samochodu Vettela: to dzisiejsze, oraz podczas inauguracyjnego wyścigu w Bahrajnie. A jeszcze jedno zwycięstwo Alonso, na torze w Niemczech, to konsekwencja słynnego team order wydanego Felipe Massie.

Robert Kubica miał weekend zupełnie inny, niż przed dwoma tygodniami w Japonii. Tam czarował, ale skończył na trzech kołach i z zerowym dorobkiem punktów. Tutaj (za wyjątkiem piątkowych treningów) szło mu kiepsko. W kwalifikacjach ósmy, dziś na mokrym torze dał się wyprzedzić Schumacherowi, a potem Hulkenbergowi. W pit stopie niemal wpadł na samochód Force India. Ani razu nie zaatakował, zdawał się jechać ospale i bez werwy.

A jednak dojechał na świetnym, piątym miejscu. I oczywiście zawdzięcza to serii katastrof (Webber, Rosberg, Vettel) oraz oponowym problemom rywali (Button, Barichello) - ale może jedne i drugie przewidział, i dlatego prowadził się tak ostrożnie?

Kto tam go wie, faktem jest że w taki sposób łatwiej zdobyć punkty niż miejsca na podium.

To zdjęcie zrobiono przed Grand Prix Korei piątce kandydatów do mistrzowskiego tytułu. Z pięciorga murzyniątek, dwa z prawej właściwie odpadły - Jenson Button musiałby wygrać oba końcowe wyścigi oraz liczyć na prawdziwą hekatombę wsród swych rywali. Szanse Vettela są niewiele większe - jest czwarty w klasyfikacji i traci do Alonso 25 pkt.

Za dwa tygodnie Grand Prix Brazylii. Chcielibyśmy, żeby wygrał Massa, który zasługuje na zwycięstwo za sam fakt brawurowego powrotu do F1. Dla rywalizacji najlepszy byłby tryumf trzeciego w tabeli Hamiltona. A kto wygra? Na dziś typujemy, że Vettel.

REKLAMA