Supergigant - Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe ...
Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

Bułgarom zawsze wiatr w oczy

mrpw

19 sierpnia 2010. Węgierski Debrecen gra u siebie w ostatniej rundzie eliminacji do Ligi Europy z bułgarskim Litexem Lovech. Wygrywa bez większych problemów 2-0.

26 sierpnia 2010. W rewanżu w Bułgarii do przerwy wynik jest bezbramkowy. Sędziuje Polak, Robert Małek. W drugiej połowie Węgrzy przypieczętowują awans, w 81 min. bramkę na 2-1 dla Debrecenu strzela niejaki Czvitkovics. Ale w końcówce meczu na boisku pojawia się nieuprawniony zawodnik z Debrecenu, Peter Mate.

Walkower? Nie. UEFA karze Debrecen karą 15 tysięcy Euro, Debrecen awansuje do fazy grupowej Ligi Mistrzów, gdzie przegrywa 5 z 6 meczów.

Uzasadnienie UEFA brzmi tak: "Debrecen had no interest in fielding this player for the three last minutes of additional time, when the score was so clearly in its favour".

Sierpień 2014. Historię znamy. Walkower dla Celtiku. Ale wbrew pozorom stratna na tym jest nie tylko Legia. Dzięki decyzji UEFA, Celtic będzie losowany jako drużyna rozstawiona. Legia by rozstawiona nie była. Czyje miejsce zajął Celtic? Ludogoretsu Razgrad, czyli mistrza Bułgarii...

Losowanie wkrótce, ale Bułgarzy już wiedzą, że nie zagrają nie tylko z Legią, ale i nie ze słoweńskim Mariborem, nie ze szwedzkim Malmoe, nie ze słowackim Slovanem, nie z duńskim Aalborgiem. Zagrają z Red Bulls Salzburg, ze Steauą, z Apoelem, z BATE Borisov, albo z Celtikiem.

To tak dla pocieszenia, że decyzja UEFA zmartwiła nie tylko Polaków.

Ale czytając tamto uzasadnienie UEFA, czekam, czy tym razem argumenty będą brzmiały analogicznie: "Legia had huge interest in fielding this player for the four last minutes of the game, as the score was not clearly in its favour".

I'm Coming Home!

mrpw

Siem wzruszyliśmy!!!

Niesamowite. Cztery lata temu odchodził w niesławie, kibice gwizdali, buczeli, palili jego koszulki, właściciel bluzgał i wyzywał go od zdrajców, hejterzy (w tym niżej podpisany) odsądzali od czci i wiary - że quitter, że poszedł na łatwiznę, że nigdy nie zdobędzie tytułu bez Wade'a i Bosha, że nigdy nie będzie Michaelem.

Jak fantastycznie historia zatoczyła dziś koło...

Jak dojrzał, jak wyciągnął wnioski z błędów PR-owych, które wtedy popełnił. Tym razem LeBron wykonał PR-owy majstersztyk. W Miami już i tak jest Bogiem - 4 razy wprowadził ich do finałów, dał 2 tytuły mistrzowskie. 

W Cleveland już mu wszystko wybaczono, będą go kochać jeszcze bardziej. Za to, że wrócił. Za to, że wrócił, pomimo tych wszystkich krzywd, które go po odejściu spotkały. Za to, że potrafił wznieść się ponad to. Tu też jest Bogiem. Znowu.

Tak, życzymy LeBronowi w Cleveland jak najlepiej. Tak - będziemy mu kibicować. Na Wschodzie na pewno :) Bo przecież jego Decyzja 2.0 uruchomi teraz kolejne domina - Carmelo (podobno Knicks ale coś zwleka), Bosh (odejdzie do Houston), itd. Tylko Pat Riley biedny ale coś za coś. Przynajmniej ma Danny'ego Grangera...

Dla legendy LeBrona, dla dziedzictwa, dla tworzenia się historii - to decyzja najlepsza z możliwych. Chyba po raz pierwszy w historii NBA mamy 4 numery 1 z draftu (LeBron, Irving, Bennett, Wiggins) w jednej drużynie. 

Respect, LeBron! List jest kapitalny.

Before anyone ever cared where I would play basketball, I was a kid from Northeast Ohio. It’s where I walked. It’s where I ran. It’s where I cried. It’s where I bled. It holds a special place in my heart. People there have seen me grow up. I sometimes feel like I’m their son. Their passion can be overwhelming. But it drives me. I want to give them hope when I can. I want to inspire them when I can. My relationship with Northeast Ohio is bigger than basketball. I didn’t realize that four years ago. I do now.

(...)

I’m doing this essay because I want an opportunity to explain myself uninterrupted. I don’t want anyone thinking: He and Erik Spoelstra didn’t get along. … He and Riles didn’t get along. … The Heat couldn’t put the right team together. That’s absolutely not true.

I’m not having a press conference or a party. After this, it’s time to get to work.

(...)

I always believed that I’d return to Cleveland and finish my career there. I just didn’t know when. After the season, free agency wasn’t even a thought. But I have two boys and my wife, Savannah, is pregnant with a girl. I started thinking about what it would be like to raise my family in my hometown. I looked at other teams, but I wasn’t going to leave Miami for anywhere except Cleveland. The more time passed, the more it felt right. This is what makes me happy.

To make the move I needed the support of my wife and my mom, who can be very tough. The letter from Dan Gilbert, the booing of the Cleveland fans, the jerseys being burned -- seeing all that was hard for them. My emotions were more mixed. It was easy to say, “OK, I don’t want to deal with these people ever again.” But then you think about the other side. What if I were a kid who looked up to an athlete, and that athlete made me want to do better in my own life, and then he left? How would I react? I’ve met with Dan, face-to-face, man-to-man. We’ve talked it out. Everybody makes mistakes. I’ve made mistakes as well. Who am I to hold a grudge? 

(...)

In Northeast Ohio, nothing is given. Everything is earned. You work for what you have.

I’m ready to accept the challenge. I’m coming home.

Marcin Gortat nie przenosi talentów do South Beach

mrpw

Zostaje w domu.

5 lat, 60 milionów dolarów. Wow.

Poprzedni pięcioletni kontrakt opiewał na 34 miliony, czyli jest prawie dwa razy lepiej.

Brawo, wielkie gratulacje, wielki szacunek. Aż się Supergigant przebudził ze snu zimowego i chyba nawet udało nam się podać tę informację jako pierwszym, 10 minut po tweecie Marcina, w środku polskiej nocy - jak za starych czasów.

Były plotki nawet o zainteresowaniu Miami ale Marcin wybrał opcję pewną i bezpieczną. W Waszyngtonie czuje się dobrze, tu go lubią, tu go szanują, tu jest pewniakiem. Dobry wybór.

Chyba trzeba to będzie uczcić relacją z ubiegłotygodniowego Marcin Gortat Camp. Dawną obiecywaną...

#NotOnlyPierogi

mrpw

Wszyscy już widzieli barbecue #pierogi alert. Wszyscy widzieli jak dzień później Shaq rzeczone #pierogi zajadał. I nawet powiedział po polsku #dziekuje. A gdybyśmy tak pokazali Shaqowi, że Polska to nie tylko #pierogi? Ba, że w Polsce są nawet fajniejsze rzeczy, niż #kielbasa i #okbeer?

 Zainspirowała nas akcja, którą zrobili Brazylijczycy po tym, jak Ibrahimović odpadł w barażach i powiedział, że skoro jego tam nie będzie, to nie warto oglądać Mundialu.

Potem już poszło i w końcu Ibrahimović nie miał wyjścia i zmienił plany wakacyjne:

 

 

Może uda się zrobić coś podobnego? #NotOnlyPierogi. Pokażmy Shaqowi, Barkleyowi i całemu TNT tysiąc powodów, dla których Polska jest super. Zalejmy jego Twittera i Facebooka tekstami, filmikami, zdjęciami, memami.

Instrukcja obsługi jest następująca – jeśli piszemy na twitterze, to zawsze z adresatem @Shaq i z hashtagiem #NotOnlyPierogi. Można też pisać na facebooku, bezpośrednio na ścianie oficjalnego profilu Shaqa https://www.facebook.com/shaqverified. Może Shaqa rozśmieszymy. Może go zaintrygujemy. A może namówimy, żeby przyjechał do Polski?

Myśmy już kilka wpisów zamieścili:

Hello @Shaq, googleimage this: "girls in Poland" http://bit.ly/GirlsInPoland #NotOnlyPierogi

Hey @Shaq, you enjoyed #pierogi? Poland has lots more to offer - great food, vodka, fantastic clean lakes, beatiful women! #NotOnlyPierogi

Hey Shaq, our man Gortat is out of the playoffs, but Poland has lots of other champions – candidates for Shaq vs. http://bit.ly/KamilStoch #skijumping #NotOnlyPierogi

Dear @Shaq, have you ever been in a castle? Come to Poland #NotOnlyPierogi

@SHAQ You must try traditional Polish soup borsch bit.ly/Barszcz #NotOnlyPierogi

Inne znajdziecie na twitterze pod hashtagiem #NotOnlyPierogi.

Teraz Wasza kolej! :) 

Shaq studiuje polską kuchnię

mrpw

Barbecue pierogi alert revisited. W TNT dziś w nocy miał miejsce ciąg dalszy:

OK Beer? Just OK? Okocim robi coś takiego na rynek amerykański?

UPDATE: Wsłuchaliśmy się raz jeszcze, w 1.38 Shaq pyta pana Asha: do you speak Polish? Pan Ash nie mówi po polsku więc Shaq tylko nieśmiało odpowiada: I'm gonna say DZIĘKUJĘ.

Barbecue pierogi alert!

mrpw

Barbecued pierogi alert! Barbecue #pierogi alert! W studiu TNT było wesoło jak zawsze a może nawet bardziej. Dziś w NBA była polska noc. Musicie zobaczyć tę epicką dyskusję o różnicach pomiędzy pierogami i kiełbasą.

31 punktów (trafił 13 z 15 rzutów!), 16 zbiórek, mecz życia Marcina, Pacers rozbici we własnej hali, it isn't over yet. Przyjemnie jest dziś rzucić okiem na czołówkę kolumny sportowej na Washington Post.

Wizards zebrali 62 piłki. Pacers 23. 62-23. Sześćdziesiąt dwa - dwadzieścia trzy. Nie wiem, czy kiedykolwiek w historii NBA mieliśmy do czynienia z taką różnicą w zbiórkach. W pewnym momencie w drugiej połowie sam Gortat miał więcej zbiórek niż cała drużyna Pacers. W ogóle statystyki Gortata do przerwy były jeszcze bardziej imponujące - 17 punktów, 11 zbiórek. Po pierwszej kwarcie - 11 punktów i 6 zbiórek. Ostatnim zawodnikiem Wizards, który zaliczył 30/15 w meczu playoffów był Moses Malone w 1987. A przecież grali tam w międzyczasie i Chris Webber, i Juwan Howard, i Antawn Jamison.

Łukasz Cegliński stawia osiągnięcie Gortata na równi z 4 golami Lewandowskiego przeciwko Realowi, na równi z wygraną Kubicy w GP Kanady i na równi z finałem Wimbledonu Agnieszki Radwańskiej. Łukasz się trochę zagalopował - ani Wizards nie są jeszcze w finale (Radwańska), ani Marcin nie zdemolował rywala z takimi tradycjami (Lewandowski).

Ale nie zmienia to faktu, że Marcin zrobił dziś w nocy coś niesamowitego. I podobało mu się:

“At some point in the middle of the game, it was fun to be in the game. Everything works, you feel immortal.”

Dialog o pierogach był po meczu kontynuowany. Marcin definitywnie rozstrzygnął spór Shaqa i Barkleya. Wytłumaczył też tajemnicę swojej brody.

Washington Post ma stałą pomeczową rubrykę Best and Worst. W części Best Marcin był dziś odmieniany przez wszystkie przypadki:

Marcin był dziś liderem na boisku i poza nim. Przed rozpoczęciem meczu podszedł do krytykowanego za straty w kluczowych momentach poprzednich meczów Johna Walla:

“Right after the starting lineup, he came to me. Most guys seen me locked in all day. They really wasn’t trying to say much to me. March pounded me on my chest twice, and I’m like, ‘I really don’t want to say nothing to you right now.’ He was like, ‘I’m with you, no matter what. Through everything we’ve been through this season, and through this last game, I want you to go out fighting like you have for us all season.’ I pounded him on the chest.”

Co na to sam Marcin?

“He’s whatever, 23, 24 years old, whatever how old. We can’t put pressure on him like that. And we can’t just blame the kid every time the team lose, we blame him. I understand he’s the leader, he’s the head of the snake. . . . End of the day, I’m with him. End of the day, I’m going to jump in the fire behind this guy. He plays good or bad, I’m going to have his back and that’s what I told him before the game. We can’t put pressure on the guy who play for the first time in his life in the playoffs. (...) When he scores 30 and 15, the team is winning, everybody is going to be excited, everybody is going to tap his shoulder, but when team loses, he’s going to be blamed for everything. We can’t do this kid like that. He wants to win. He’s a fighter. . . . End of the day, it’s not his fault. Today, he came out, he played his game and he played his game with me, which is pretty cool.”

Jak starszy brat, prawda?

Tydzień temu, kiedy władze NBA ogłosiły terminarz drugiej rundy playoffów,  management hali Verizon Center podjął decyzję o przeniesieniu koncertu Lady Gagi z najbliższego czwartku na poniedziałek, żeby uniknąć potencjalnego konfliktu terminów z meczem numer 6. Jak widać - słusznie.

Pacers wciąż są w lepszej sytuacji, wciąż mają przewagę własnego parkietu. Ale teraz to oni są na musiku.

Co tam słychać u Sterlingów?

mrpw

Bohater tegorocznych playoffów postanowił dziś w nocy udzielić nowego wywiadu CNN. Chodziło chyba o to, żeby się pokajać, żeby wyjaśnić, że nie miał na myśli tego, co powiedział, że został sprowokowany i źle zrozumiany, że jego wypowiedzi wyrwano z kontekstu.

Wyszło jak zwykle.

O Magicu Johnsonie:

"He's a good person. I mean, what am I going to say? Has he done everything he can do to help minorities? I don't think so. But I'll say it, he's great. But I don't think he's a good example for the children of Los Angeles. I don’t think he’s a good example for the children of Los Angeles. What kind of guy goes to every city, has sex with every girl, then catches HIV. I think he should be ashamed of himself.”

O różnicach pomiędzy Żydami i Afroamerykanami:

"Jews, when they get successful, they will help their people. And some of the African Americans — maybe I will get in trouble again — they don't want to help anybody. What does he (Magic) do for the black people? He doesn't do anything. Can you tell me, big Magic Johnson, what has he done?""

O pani Stiviano:

“I don’t know why the girl had me say those things, I thought she liked me and really cared for me. I guess being 51 years older than her, I was deluding myself.”

Wypowiedziała się również żona Sterlinga, Shelly:

"These are the ravings of a sick, delusional man. For the last 20 years, I’ve been seeing attorneys for a divorce.”

Fajne towarzystwo. Kolejny odcinek opery mydlanej The Sterlings dziś w nocy - Shelly Sterling wystąpi w NBC Today Show. Stay tuned.

 

You're the real MVP

mrpw

Wiem, wszyscy już widzieli. Ale pewnie nie wszyscy w całości. Bo długie, trwa 25 minut. Ale bardzo warto.

Best. Speech. Ever.

Jeśli ktoś nie przepadał wcześniej za Durantem, to po tym przemówieniu musiał zmienić zdanie. Pewnie niektórzy się będą czepiać, że było cukierkowo i poprawnie politycznie ale ci sami czepialscy w innej sytuacji marudziliby, że było niepotrzebnie złośliwie. Tak jak się czepiali przy poprzednim wybitnym speechu, kiedy Michael było przyjmowany do Hall of Fame.

Tym razem kontrowersji nie było. Kevin podziękował wszystkim tym, którym powinien. Słowa "appreciate", "thank you", "love you" pojawiły się chyba setki razy. Łzy też były i Durant ich się w ogóle nie wstydził. I ja siem też zryczałem jak bóbr.

Najbardziej rzecz jasna na końcu.

We weren't supposed to be here...
You made us believe...
You kept us off the street....
Put clothes on our backs, food on the table...
When you didn't eat, you made sure we ate...
You went to sleep hungry...
You sacrified for us...

You're the real MVP.

 

Żeby druga runda była tylko ciut gorsza

mrpw

Pora na drugą rundę. Oby była tylko ciut gorsza i mniej emocjonująca niż pierwsza. Nigdy wcześniej w historii NBA nie było trzech meczów numer 7 jednego dnia. Do soboty. A przecież gdyby nie Damian Lillard, to w niedzielę też byłyby 3 mecze numer 7.

Ostatecznie faworyci się pozbierali. Thunder, Pacers i Spurs zmietli rywali w siódmych meczach. Ale trochę strachu się najedli - zwłaszcza Pacers.

Nie wiem, czy ktoś to podliczył ale tylu dogrywek w pierwszej rundzie też chyba nie było. Jedna w rywalizacji Bulls z Wizards, cztery w serii Thunder - Grizzlies (i to w 4 meczach z rzędu - czy był taki przypadek w historii playoffów? chyba nie), kolejne trzy w meczach Rockets - Blazers.

A widzieliście wczoraj jeden z najbardziej niesamowitych i widowiskowych przechwytów w historii NBA?

Przechwyt Rossa mógł dopełnić jeden z najbardziej niesamowitych comebacków ever. Nie dopełnił, bo Lowry chyba niepotrzebnie próbował się przepchać za wszelką cenę aż w końcu na drodze wyrosła Prawda.

Po rozpoczęciu playoffów, kiedy jeszcze nie nikt nie spodziewał się aż takich emocji, mimo że kilkoro najlepszych zaliczyło swoje poślizgi, napisaliśmy tak:

Jeśli chodzi o playoffy, to: Oklahoma, Houston, Clippers i Pacers wrócą, odzyskają przewagę własnego parkietu i wygrają swoje serie. Miami i San Antonio wygrają łatwo. Ale Brooklyn i Wizards z Gortatem naprawdę mogą sprawić niespodziankę. Jak myślicie?

Pomyliliśmy się raz, no dobra, półtora: z Rockets i ze Spurs (że łatwo).

Próbujemy dalej. W drugiej rundzie już takich emocji nie będzie. Heat, Thunder i Spurs wygrają swoje serie łatwo. Do zera, do jednego, może do dwóch. Emocji doczekamy się tylko w rywalizacji Pacers - Wizards. Ale tu też nie będzie polskiego happy endu. Pacers wygrają w siedmiu meczach.

I obyśmy tym razem typowali mniej celnie.

PS. Za to Liverpoolu bardzo żal.

Najlepsza. Pierwsza. Runda. Ever.

mrpw

Pierwsza runda playoffów ma zazwyczaj to do siebie, że poza skrajnymi przypadkami (zazwyczaj w pojedynkach pomiędzy drużynami rozstawionymi z czwórką i piątką), emocji wielkich nie ma.

Z przeszłości kilka takich rywalizacji pamiętamy.

Suns kontra Lakers w 1993 roku, dwa pierwsze mecze przegrane przez Phoenix u siebie (grało się wtedy do 3 zwycięstw), potem deklaracja Paula Westphala, że pojadą na mecze wyjazdowe do Los Angeles, odniosą dwa zwycięstwa, po czym wygrają decydujący mecz u siebie. Jak powiedzieli, tak zrobili.

Sonics kontra Nuggets w 1994, dogrywki w meczah nr 4 i 5 i pierwsza w historii porażka drużyny rozstawionej z numerem 1 z drużyną rozstawioną z ósemką i przeszczęśliwy Dikembe Mutombo obejmujący piłkę.

Utah kontra Houston w 1995 i początek marszu rozstawionych z szóstką Rockets po obronę tytułu mistrzowskiego.

Heat kontra Knicks w 1999, kolejna porażka drużyny rozstawionej z jedynką, po niesamowitym farfoclu Alana Houstona w ostatniej sekundzie piątego meczu.

Detroit kontra Orlando w 2003, szalejący Tracy McGrady, prowadzenie Magic 3-1 i fantastyczny comeback Pistons.

Phoenix kontra Lakers w 2006, 50 punktów Kobego w szóstym meczu, zwycięstwo Suns w decydującym meczu nr 7.

Dallas kontra Golden State w 2007, broda Barona Davisa, fantastyczna publika w Oracle Arena i trzecie w historii zwycięstwo drużyny rozstawionej z nr 8 nad jedynką (Dirk Nowitzki odbierał wtedy nagrodę MVP będąc już na wakacjach).

Boston Chicago w 2009, fenomenalny debiutant Derrick Rose, dogrywka prawie w każdym meczu (w sumie 7 dogrywek, z tego aż trzy w meczu nr 6), zwycięstwo Celtics.

San Antonio kontra Memphis w 2011 i czwarte zwycięstwo nr 8 nad nr 1.

Chicago kontra Philadelphia w 2012, zerwane więzadło Derricka Rose'a i kolejne, piąte odpadnięcie drużyny rozstawionej z jedynką.

W tym roku dzieje się właściwie w każdej serii. Dogrywki, niesamowite buzzer beatery, sensacyjne rozstrzygnięcia, pojedynki strzelców, kontrowersyjne decyzje sędziów, nieoczekiwani bohaterowie. Nawet w tej rozgrywanej póki co najbardziej do jednej bramki serii Miami - Charlotte miało wczoraj miejsce coś fajnego.

Heat jako jedyni utrzymali przewagę własnego parkietu, wygrywając pierwsze dwa mecze u siebie, jutro zapewne dokończą dzieła sweepu.

Straszliwie męczą się najlepsi na Wschodzie w sezonie zasadniczym Indiana Pacers. Przegrali pierwszy mecz  z Atlantą, wczoraj cudem w końcówce wygrali mecz nr 4 wyrównując stan rywalizacji na 2-2. Roy Hibbert gra tragicznie, w żadnym z pierwszych czterech meczów nie zdobył 10 punktów, w żadnym nie zebrał 10 piłek, trafia tylko co trzeci rzut. Na Hawks może to jeszcze wystarczyć, na Wizards już niekoniecznie.

Wizards ze świetnym Gortatem objęli przed chwilą prowadzenie 3-1. Ale po dwóch zwycięstwach w Chicago oni też trochę strachu się najedli - przegrali mecz nr 3 a w meczu nr 4 stracili Nene, zdyskwalifikowanego na jeden mecz za awanturę z Jimmym Butlerem. Poza meczem nr 2 (7 pkt. i 5 zb.) Gortat gra świetnie (15/13, 13/11, 17/6).

Nets już w pierwszym meczu odebrali Toronto przewagę własnego parkietu. Joe Johnson wspierany przez doświadczonych Pierce'a i Garnetta powinni dowieźć przewagę.

Na Zachodzie jest jeszcze ciekawiej. Najlepsi po sezonie zasadniczym San Antonio Spurs przegrywają z Dallas Mavericks, którzy do playoffów awansowali w ostatniej chwili. Wczoraj Mavs wygrali po fenomenalnej końcówce i trójce Vince'a Cartera równo z końcową syreną. 

Dwie dogrywki w pierwszych trzech meczach serii Houston - Portland. I póki co gospodarze nie wygrali ani razu. Niewiarygodny LaMarcus Aldridge. I zwycięska trójka Troya Danielsa, o którym wcześniej nikt nie słyszał. Rockets jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa, zobaczycie.

Clippers w pierwszym meczu z Warriors stracili przewagę własnego parkietu. W meczu nr 3 ją odzyskali, w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Faul Chrisa Paula przy rzucie Stepha Curry był ewidentny.

Od wczoraj Clippers mają nowe powody do zmartwienia. Nagrania rasistowskich taśm właściciela klubu, Donalda Sterlinga, który domagał się od jednej ze swoich utrzymanek, żeby nie obnosiła się swoimi znajomościami z czarnymi i nie prowadzała się z nimi na mecze (szczególnie zdenerwowało go to, że... wrzuciła na swojego Instagrama zdjęcie z Magikiem Johnsonem). Clippers (cóż, nie ma wśród nich zbyt wielu białych) rozważali nawet bojkot dzisiejszego meczu numer 4 ale ostatecznie podczas rozgrzewki wystąpili w strojach założonych na lewą stronę, bez widocznego logo, w czarnych opaskach. Głos w tej sprawie zabrali już wszyscy, począwszy od LeBrona Jamesa i Kobe Bryanta, przez Magic i Michaela Jordana, na prezydencie Obamie skończywszy. Na koncentrację Clippers rasistowska afera chyba nie wpłynęła zbyt dobrze, przegrywają do przerwy różnicą 18 punktów.

Last but not least: Oklahoma kontra Memhis. Dogrywki w 3 z 4 meczów. Durant i najbardziej niesamowite 4 point play w historii NBA w meczu nr 2.

Russell Westbrook i kolejne niesamowite 4 point play w meczu nr 3.

I wreszcie kolejny unlikely hero - rezerwowy Oklahomy, Reggie Jackson (32 punkty w meczu nr 4).

W tej rywalizacji jest 2-2. Thunder dowiozą zwycięstwo ale przed rywalizacją z Clippers (a może jednak z Warriors?) solidnie się wykrwawią.

Jesteśmy mniej więcej w połowie rywalizacji w pierwszej rundzie. Jeszcze się na pewno będzie działo.

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci