Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

Michael Jordan. Życie.

mrpw

Jedna ósma sezonu za nami. I tak jak mozna sie było spodziewać - jest dziwnie. Przed rozpoczęciem sezońu wspominalismy, ze kandydatów do tytułu jest pewnie z kilkunastu. Ze najlepsi w latach poprzednich sie posypią.. Ze łatwiej powiedzieć, dlaczego ktos miałby nie zdobyć tytułu, niz dlaczego miałby go zdobyć. Spurs - bo moze w końcu okażą sie za starzy. Heat - bo stracili LeBrona. Thunder - przez kontuzje. Pacers - bo stracili Stephensona i Paula George'a. Cave - bo nawet LeBron mówi, ze jeszcże za wcześnie. Btw - niedługo minie pierwszy miesiąc, ale jak ktos jeszcze tego nie zauważył, to Przegląd Sportowy wydał po wielu latach Skarb Kibica NBA. MVP tez sie postaralo - a myśmy napisali artykuł o Powrocie Króla.

No i jak sie patrzy na tabele, to widac, ze nikt sie nie pali do zdobycia tytułu. Na czele poszczególnych konferencji... Raptors i Grizzlies. Na końcu... Thunder, Lakers i Knicks. O Sixers nie wspominamy, bo Sixers zdecydowali zeby w tym sezonie zrobić przerwę.

Ale ta notka, pisana gdzieś na końcu swiata (stad literówki, za co przepraszam), miala byc o czym innym. Miała byc o życiu. Jak juz wspominałem, przez ostatnie miesiące dzielnie tłumaczyłem biografie Michaela Jordana. Tłumaczyło sie fantastycznie, ze wszystkich dotychczasowych książek, w których tłumaczeniu brałem udział - Shaq, Rodman, Dream Team, Phil Jackson - zdecydowanie najfajniejsza.

Plan był taki, zeby zdążyć przed Gwiazdka, udało sie szybciej. Na Mikołajki. Albo nawet na Święto Dziekczynienia. W księgarniach bedzie juz za tydzien.

Jesli wiec chcecie dowiedzieć sie:

- dlaczego Pat Ewing nie zagrał z Michaelem na jednej uczelni

- dlaczego ojciec Michaela, James Jordan wcale nie był takim fajnym gościem, jak myśleliśmy

- dlaczego Michael tak nienawidził Jerry'ego Krause

- co najbardziej motywowalo Michaela przez cała kariere

- dlaczego po przeczytaniu ksiazki znacznie mniej lubimy Phila Jacksona

- co zrobił Horace Grant, kiedy Scottiemu Pippenowi zdechł kot i jak zareagowali na to trenerzy Bulls

- dlaczego Michael był takim samotnikiem

- i dlaczego był takim mobbujacym kolegów tyranem

- kto wygrał pojedynek 1 na 1 Worthy - Jordan

- co zaszkodziło Michaelowi przed flu game

- dlaczego nie lubili sie z Billem Cartwrightem

- dlaczego dokuczał Kukocowi

- ile pieniędzy potrafił przegrać w golfa

- co zakonczylo karierę Muggsy Boguesa

- dlaczego poza dwoma ostatnimi sezonami Jordan zarabiał tak malo

- jak to sie stało, ze poza parkietem zarobił tak duzo

- jak wyglądał jego mecz z żołnierzami armii amerykańskiej stacjonującymi w Niemczech

- kim był Sonny Vaccaro i co mu zawdzięcza Michael

- kim by, Richard Esquinas i dlaczego lepiej by było, zeby go Michael nie spotkal

- jak koncertowo dał sie Michael wydymac w Waszyngtonie najbardziej poczciwemu właścicielowi w nba

- jak wiele mu wszyscy zawdzięczają - nba, właściciele klubów, zawodnicy, kibice, reklamodawcy, stacje tv

- dlaczego będę bardzo Michaelowi kibicować, zeby w Charlotte tez kiedyś sięgnął po tytul

- i dlaczego przy ostatnich akapitach siem wzruszyłem do łez...

to sięgnijcie po te książkę. Na pewno po jej przeczytaniu mozna lepiej zrozumieć fenomen Michaela Jordana. I to, ze drugiego takiego jak on, juz nigdy nie bedzie.

jordan-tw-front-1000px

I tradycyjnie - jest oferta dla czytelńikow Supergiganta. Pierwsze egzemplarze juz sa, jeszcze ciepłe. Wystarczy wejść tutaj:

http://www.labotiga.pl/jordan

Wystarczy wpisać kod SG_JORDAN. I mozna bedzie dostać książkę zanim dotrze na polki, no i o 25% taniej. 

Polecam z czystym sumieniem, nie będziecie żałować.

 

Hornets are back. MJ is back.

mrpw

Przetłumaczyłem biografię Michaela Jordana "Life". Cztery miesiące pracy wieczorami, weekendami i podczas wakacji. Ale było warto, czyta się fantastycznie, książka daje na pewno nową perspektywę i nowe spojrzenie na MJ'a. Geniusza, chorobliwie ambitnego, sadystę, pracoholika, samotnika. Więcej wrażeń opiszę przed samą premierą, pewnie jakoś w listopadzie.

Jedno co mi się porobiło po przeczytaniu książki, a zwłaszcza jej zakończenia, podczas tłumaczenia którego miałem łzy w oczach, to że chyba zacznę kibicować Bobcats, aka Hornets. Byłoby naprawdę fajnie, gdyby Jordan raz jeszcze udowodnił niedowiarkom, że "yes I can". Na razie przejął profile socialmediowe Szerszeni i wygląda na to, że dobrze się bawił.

mj.szersze

A'propos Hornets. Najciekawszym meczem dzisiejszej nocy był o dziwo pojedynek pomiędzy Charlotte (znów Hornets, wyglądali w tych strojach prawie jak za czasów Zo, Larry'ego Johnsona i Muggsy Boguesa) i Milwaukee Bucks. Były emocje, był największy comeback Bobcats / Hornets ever, były popisy Lance'a Stephensona, był godny MJ'a show Kemby Walkera na koniec, no i był wiwatujący Michael na trybunach.

A poza tym to będzie bardzo dziwny sezon. Po tytuł może sięgnąć prawie każdy. Spurs, Thunder, Clippers, Bulls, Mavs, może Cavs, może Rockets, może nawet Wizards. Hornets pewnie jeszcze nie. No i Sixers - na pewno nie.

Trafiła kosa na Kłosa

mrpw

Na początek anegdota: wracam sobie dzisiaj z pracy, godzina 19.30, już ciemno. Jadę tą samą drogą, co codziennie, mijając te same ulice i te same domy. Ale widzę coś dziwnego - ulicą maszerują sobie jacyś ludzie z transparentami, coś śpiewają, z drugiej strony nadchodzą następni, wszędzie wiszą flagi. Napisy na transparentach zauważyłem dwa: "Trafiła kosa na Kłosa" i "Witamy mistrza świata 2014". Szybki wpis w google, trafiam na parafia-powsin.pl, tam na "Wiadomości Powsińskie" i wywiad sprzed dwóch lat zatytułowany "Siatkarz rodem z Powsina".

635467568830813092

Wszystko się zgadza, okazuje się, że mamy całkiem zacnego sąsiada, mistrza świata. Zgarniam synów z domu i jedziemy witać mistrza. Pod domem Karola Kłosa kilkadziesiąt osób. Mniej niż 3 lata temu, kiedy na lotnisku witaliśmy ze starszym synem siatkarzy wracających po zajęciu drugiego miejsca w Pucharze Świata. Były śpiewy, było skandowanie, było podziwianie i dotykanie złotego medalu, był szampan, były fajerwerki. Było 100 lat dla rodziców pana Karola, było "dziękujemy dziękujemy", było "Karol Kłos Karol Kłos".

karol.kos1

Strasznie miły i skromny młody człowiek, kiedy powiedziałem: "Przepraszamy Panie Karolu, że Pana tak męczymy, ale proszę zrozumieć, tyle radości nam Pan dostarczył", odpowiedział: "Jaki tam Pan, Karol jestem". Trochę narzekał, że tyle się od dwóch dni uśmiecha, że aż go twarz od tego boli. I że przyjechał do domu tylko na 2 dni, a potem musi wracać do roboty.

Stali czytelnicy naszego blogaska, wiedzą, że kochamy siatkówkę. Supergigant powstał w 2006 roku, kiedy trwały siatkarskie Mistrzostwa Świata w Japonii, podobnie jak Wlazły, Zagumny i Winiarski byliśmy o 8 lat młodsi, mieliśmy więcej czasu. Notki pisałem (MR) prawie po każdym meczu, bo ten drugi, co ze mną bloguje aż tak się siatkówką nie jarał. To był zupełnie inny Mundial, ale wtedy też zaczęliśmy go wygrywając wszystkie mecze do zera. Też był mecz o wszystko z Rosją, też wygrany 3:2. I wtedy też był finał z Brazylią, tyle że przegraliśmy go do zera.

z3772039Q,Final-MS-2006--Polska---Brazylia-

W niedzielę wydarzyło się coś niebywałego, historycznego, porównywalnego pewnie tylko do kilku wydarzeń sportowych w całym naszym życiu. Zdobyliśmy złoty medal mistrzostw świata. W olimpijskiej dyscyplinie sportowej. W dyscyplinie nieniszowej, popularnej na całym świecie, nie tylko w Skandynawii, w Niemczech, czy Austrii. W dyscyplinie widowiskowej. W dyscyplinie, w której Polacy zakochali się dawno, dawno temu, kiedy jeszcze nie mieliśmy takiej fantastycznej drużyny (rację ma airborell, śmiejąc się z komentarzy, że teraz dopiero się zacznie siatkomania, ona trwa od kilkunastu lat). W dyscyplinie, w której stanowimy czołówkę światową od wielu lat.

 634323310188540000

To były niesamowite mistrzostwa. Złe miłego początki. Niedoświadczony trener zagadka, porozbijana drużyna, konflikt z największą gwiazdą, zakodowanie transmisji. Mecz z Serbią na Narodowym, przeżywany podczas długiego powrotu z wakacji w ostatnią sobotnią noc sierpnia. Z początku postanowiłem sobie, że nie zapłacę za odkodowanie. Złamałem się po udanej pierwszej rundzie. Potem w drugiej od razu przyszła porażka z USA, przegrany pierwszy set z Włochami i myśl, że będzie jak zawsze. Potem dreszczowiec z Iranem. Strach o Winiarskiego. Trochę towarzyski niedzielny mecz z Francją i losowanie około północy, po którym najpierw byłem załamany, a po chwili wpadłem w euforię, kiedy prezes Przedpełski powiedział w wywiadzie dla Polsatu, że do końca nie było wiadomo, gdzie i z kim i kiedy zagrają Polacy, więc bilety jeszcze są. Szybkie wejście na ticketpro i rzeczywiście - są na czwartek do Łodzi, tylko nie napisane, na jaki mecz. No ale mówili, że Polacy grają we wtorek i w czwartek i że zostają w Łodzi. No to kupujemy. Najpierw dla mojej rodziny. Potem jeszcze w drugiej transzy dla ojca. I ta chwila przerażenia, kiedy na Wikipedii pojawił się komunikat, że w czwartek odbędzie się mecz... Brazylia - Rosja. Potem to na szczęście zmienili. Dreszczowiec z Brazylią, jeden z najbardziej niesamowitych meczów siatkarskich jaki widziałem w życiu. Sędzia z Iranu i jego straszne oczy.

635469306789101133

SMSy na żywo prawie po każdej piłce tiebreaka do 70-kilkuletniej cioci, która uwielbia siatkówkę, ale transmisji w Polsacie nie wykupiła. Wyjazd do Łodzi. Niesamowita atmosfera w Atlas Arenie. Szalona radość i napięcie, które z nas zeszło, tak jak z siatkarzy, po tym wygranym drugim secie. Znowu transmisja SMSowa live dla tej samej cioci. Kapitalny piąty set. Wlazły bawiący z dzieckiem po meczu. Nerwowy półfinał z Niemcami, kapitalny comeback w pierwszym secie, cwaniactwo w drugim i czwartym.

635468924075995424

I wreszcie ta ostatnia niedziela. Brak wiary podczas pierwszego seta. Potem niedowierzanie. Potem rosnąca z każdą piłką drugiego i trzeciego seta nadzieja i wiara. I set czwarty. Radość po meczu, telefony i smsy do i od przyjaciół, do i od rodziny. Wrzaski i padanie sobie w ramiona. Z teściową, z ojcem. Łzy szczęścia. Myślę, że bardzo duża część Polski płakała w tę niedzielę, około 22.30 ze szczęścia.

635469855872006273

Tak, to był jeden z najpiękniejszych dni w historii polskiego sportu za mojego życia (zwłaszcza, że tego samego dnia mój starszy syn zdobył z kolegami koszykarski Białołęka Cup i został wybrany do pierwszej piątki turnieju!)

10448522_764124853626015_9199895534094369523_o

Przeczytałem dziś katastroficzny tekst Rafała Steca "Mistrzów już nie ma" - o tym, jakoby zmiany w kadrze, odejścia Wlazłego, Zagumnego, Ignaczaka, Winiarskiego, miały sprawić, że drużyny już nie ma, marzeń już nie ma, rozegrania już nie ma, ataku już nie ma, skrzydeł już nie ma, szans już nie ma, nawet Miki już nie ma (bo to przecież Zagumny go wylansował), niczego już nie ma (cytując pewnego białostockiego klasyka).

Złota drużyna polskich siatkarzy rozpadła się dzień po zwycięskim finale z Brazylią. Reprezentację trzeba budować właściwie od zera.

Cytując innego klasyka: ch..., dupa i kamieni kupa.

Terefere.

Po pierwsze - wielkie dzięki dla świeżo upieczonych emerytów i wielki szacunek. "Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym" - powiedział Winiarski. I rzeczywiście - ilu sportowców miało takie zakończenie kariery, jak Michael Jordan w 1998 roku? Decydujący przechwyt, decydujący rzut, mistrzostwo NBA.

635469432420465008

Wlazły? Powrót po tylu latach konfliktu ze związkiem, bezdyskusyjne przywództwo w drużynie, mistrzostwo świata i tytuł MVP.

Winiarski? 8 lat temu pisaliśmy: "Winiarski był jedynym, który wychodził po medal trochę markotny. Jemu marzyło się złoto. Kto wie - może następnym razem...?" Za drugim razem (2010) nie wyszło, ale do trzech razy sztuka.

Zagumny? Czy można sobie wyobrazić lepsze zakończenie tak pięknej kariery? Cały turniej, w którym pierwsze skrzypce grał młodszy Drzyzga i fenomenalna zmiana w finale, który okazał się jeszcze ponad siły młodszego, w którym sprawy w swoje ręce musiał wziąć znowu stary wilk przewodnik, co życie dobrze zna.

Zagrał tylko z Kamerunem ale na pewno był najlepszym duchem tej drużyny, emanował pozytywną energią, no i wszystko ładnie nagrywał smartfonem, dzięki czemu możemy się poczuć prawie, jakbyśmy tam byli :)

To nie jest tak, że mistrzów już nie ma. Mistrzowie są. Jest Kłos, Możdżonek i Nowakowski. Jest Mika, Buszek i Kubiak. Jest Drzyzga. Jest Konarski. Jest Zatorski. I jest Wrona.

0003J0SGRFRLPRP9-C209

Kilkanaście lat temu nie wyobrażaliśmy sobie pewnie tej kadry bez Dawida Murka. Bez Papkego. Bez Prusa. Bez Stelmacha. Wtedy i jeszcze długo potem bez Świderskiego. Albo bez Gruszki. A potem bez Kadziewicza. Bez Plińskiego. Albo bez Bąkiewicza. Kadry bez Wlazłego nie musieliśmy sobie wyobrażać, bo go w niej po prostu nie było kiedy zdobywaliśmy m.in. dwa medale Mistrzostw Europy, kiedy wygrywaliśmy Ligę Światową, kiedy zajmowaliśmy drugie miejsce w Pucharze Świata, albo kiedy byliśmy o jedną piłkę od półfinału w Pekinie. Kadra bez Ignaczaka sięgnęła po srebro MŚ w 2006 (tam był Gacek) i de facto po złoto w 2014 (tu był Zatorski). Czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić kadrę bez Winiarskiego? Jesteśmy - taka kadra wygrała w 2009 roku Mistrzostwa Europy (MVP był wtedy Piotr Gruszka). A kadra bez Zagumnego, który uczestniczył we wszystkich wielkich sukcesach kilkunastu lat? Ano uczestniczył, ale przy sukcesie największym, sukcesie ostatnich trzech tygodni, odgrywał jednak przez większość turnieju (nie licząc finału) rolę drugoplanową. Czy dwa lata temu ktoś wyobrażał sobie kadrę bez Bartmana? Czy miesiąc temu ktoś wyobrażał sobie kadrę bez Kurka? Ano właśnie.

635439042317860022

Nie tragizujmy więc, tylko się cieszmy. Jesteśmy mistrzami świata. Mistrzowie są i będą już mistrzami zawsze. Jedni odchodzą, przyjdą następni. Może przyszły sezon będzie trochę gorszy, może nie uda się odbudować drużyny na igrzyska w Rio. Ale reprezentacja Polski w siatkówce ma tę dziwną umiejętność odradzania się, niczym feniks z popiołów. Do mistrzów ze Spodka dołączą inni - Boćki, Wiśniewscy, Ferensowie, Hainowie i Wojtaszkowie. Może powrócą Kurki, Bartmany, Ruciaki i Jarosze. Może Winiarski albo Wlazły - jak Jordan - poczują w 2016 roku raz jeszcze charakterystyczne swędzenie. Na pewno dojdą nowi, których nazwisk jeszcze nie znamy, jak jeszcze nie tak dawno pewnie nie znaliśmy Mateusza Miki.

Najfajniejsza. Reprezentacja. Ever.

635469783625321058

Phil Jackson w Polsce

mrpw

Na razie tylko biografia, ale kto wie, co przyniesie jutro.

11pierscieni_1000px

Od dwóch lat dzielnie tłumaczymy książki związane z NBA. Najpierw biografię Shaqa, potem Rodmana, Dream Team. Czwarta w kolejności była biografia Phila Jacksona, "11 pierścieni". Książki NBA sprzedają się chyba jako tako, skoro wydawnictwo SQN kontynuuje serię i ma coraz ambitniejsze plany. Nie mogę chyba zdradzić, co tłumaczę teraz, ale jestem dziwnie pewien, że będzie to największy z dotychczasowych hitów i że pewnie i tak jesteście się w stanie domyślić, choć ja nie potwierdzę, ani nie zaprzeczę.

Kilka refleksji po przeczytaniu i tłumaczeniu. To była póki co najtrudniejsza książka do przełożenia na polski. Najłatwiejsza była oczywiście autobiografia Rodmana, pełna przekleństw, seksu, alkoholu i napisana dosyć prostym językiem. Cóż, Rodman intelektualistą z pewnością nie jest. Nie to, co Phil Jackson.

jax.rodman

Dawno, dawno temu, w czerwcu 2001, napisaliśmy felieton poświęcony Jacksonowi. Nosił tytuł "Władca pierścieni". Kończył się tak: 

Dobry duch. Oczywiste jest, że w każdym zespole potrzebny jest dobry duch. U Jacksona zawsze był ktoś taki. Czy to Jud Buechler albo Bill Wennington z Bulls, czy  Ron Harper lub Brian Shaw z Lakers. Ale równie ważne jak obecność dobrego ducha, a może nawet ważniejsze, jest pozbycie się duchów złych, o czym Jackson też pamięta. Dlatego Phil przed meczami pojawia się często w szatni, potrząsając kadzidełkiem i mamrocząc pod nosem tajemne zaklęcia. Dym spowija przerażonych zawodników, ale to nie tylko terapia zapachowa. Jax tłumaczy im: - Chodzi o to, by unicestwić wszystkie złe duchy, które się tu znajdują. Zawodnicy szanują metody trenera. Mówi Horace Grant: - Byłem pewien, że się czymś naszprycował.

 

(...)

Phil Jackson - wielki trener, wybitny strateg, wspaniały motywator. Skromny, wyważony, spokojny i cierpliwy. A przede wszystkim skuteczny. Nieprzychylni Jacksonowi komentatorzy mówią: - Ciekawe, jak wyglądałby cały ten zen w Vancouver. My nie mamy już wątpliwości - takimi metodami Jackson z Grizzlies też uczyniłby mistrzów.

Tłumaczenie było naprawdę nie lada wyzwaniem. 

Próbowaliście kiedyś tłumaczyć buddyzm z angielskiego na polski? A cytaty z wybitnych teoretyków teorii przywództwa i zarządzania? A poezję Edwina Markhama albo Walta Whitmana? A pieśni religijne zielonoświątkowców? A piosenki Grateful Dead? A mądrości mistrzów sufizmu? A instrukcje Shunryu Suzukiego co do idealnej medytacji? A tajniki technik psychologiczno - medytacyjnych mindfulness? A teorię hierarchii potrzeb Maslowa? A cytaty z chińskiego filozofa Laozi, twórcy taoizmu? 

Lao_Tzu

Jeśli więc ktoś nie lubi Phila Jacksona, to może po tę książkę sięgnąć, choćby po to, żeby zobaczyć efekty naszych męczarni (tłumaczyłem z tym drugim, co ze mną kiedyś blogował) i się nad nami potem poznęcać.

Ale żeby było jasne - to jest książka koszykarska. Może nawet bardziej, niż jakakolwiek inna. Bo pokazuje jak wszystko to co powyżej - Grateful Jazz, Tom Waits i Charlie Parker, Shunryu Suzuki i Laozi, buddyzm, zen, sufizm i taoizm, medytacje i religia, teoria organizacji i zarządzania, przywództwa i hierarchii potrzeb, historia Indian Oglala, Walt Whitman, Roald Dahl i Rudyard Kipling, anegdota o Napoleonie wybierającym nowych generałów, albo przysłowie o tym, jak brak gwoździa w podkowie spowodował upadek królestwa - przekłada się na karierę największego trenera w historii. 

To nie jest książka lekka, łatwa i przyjemna. Ale "11 pierścieni" powinien przeczytać każdy, kto chciałby zrozumieć najwybitniejszego filozofa i psychologa wśród trenerów NBA. I najwybitniejszego trenera koszykówki wśród wszystkich filozofów i psychologów. Każdy, kto chciałby zrozumieć, jak to wszystko, co spisałem powyżej ma się do koszykówki, do Bulls i do Lakers. ja przekłada się na Jordana, Pippena, Rodmana, na Kobego, Shaqa, Gasola i Artesta. Jak będzie się może przekładać na Knicks i Carmelo Anthony'ego. Dlaczego Jackson próbował zatrudnić najpierw Steve'a Kerra i dlaczego ostatecznie zatrudnił Dereka Fishera.

jax.fish

Książkę powinien przeczytać każdy, kto kibicował w latach 90-tych Bulls, albo w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku - Lakers. Każdy, kto dziś kibicuje Knicks.

Każdy, kto kocha koszykówkę. Bo przecież, jak pisze autor:

Koszykówka nie jest sportem jednoosobowym, choć dziennikarze często próbują ją prezentować właśnie w ten sposób. Ale nie jest też sportem pięcioosobowym. Jest skomplikowanym tańcem, w którym wszystko dzieje się w tej samej chwili – piłka odbijająca się od obręczy, szmer tłumu kibiców, błysk wściekłości w oczach przeciwnika i głosy dochodzące z twojego własnego umysłu.

jax.jordan

jax.kobe1

Ale do rzeczy. Jeśli chcecie zamówić książkę przedpremierowo, to można to zrobić tutaj:

http://www.labotiga.pl/phil_jackson 

A jeśli chcecie dostać 25% zniżki, to wpiszcie kod SUPERGIGANT. Pierwsze, jeszcze ciepłe egzemplarze książki, już przyszły z drukarni, więc wysyłka będzie od ręki.

Miłej lektury.

Bułgarom zawsze wiatr w oczy

mrpw

19 sierpnia 2010. Węgierski Debrecen gra u siebie w ostatniej rundzie eliminacji do Ligi Europy z bułgarskim Litexem Lovech. Wygrywa bez większych problemów 2-0.

26 sierpnia 2010. W rewanżu w Bułgarii do przerwy wynik jest bezbramkowy. Sędziuje Polak, Robert Małek. W drugiej połowie Węgrzy przypieczętowują awans, w 81 min. bramkę na 2-1 dla Debrecenu strzela niejaki Czvitkovics. Ale w końcówce meczu na boisku pojawia się nieuprawniony zawodnik z Debrecenu, Peter Mate.

Walkower? Nie. UEFA karze Debrecen karą 15 tysięcy Euro, Debrecen awansuje do fazy grupowej Ligi Mistrzów, gdzie przegrywa 5 z 6 meczów.

Uzasadnienie UEFA brzmi tak: "Debrecen had no interest in fielding this player for the three last minutes of additional time, when the score was so clearly in its favour".

Sierpień 2014. Historię znamy. Walkower dla Celtiku. Ale wbrew pozorom stratna na tym jest nie tylko Legia. Dzięki decyzji UEFA, Celtic będzie losowany jako drużyna rozstawiona. Legia by rozstawiona nie była. Czyje miejsce zajął Celtic? Ludogoretsu Razgrad, czyli mistrza Bułgarii...

Losowanie wkrótce, ale Bułgarzy już wiedzą, że nie zagrają nie tylko z Legią, ale i nie ze słoweńskim Mariborem, nie ze szwedzkim Malmoe, nie ze słowackim Slovanem, nie z duńskim Aalborgiem. Zagrają z Red Bulls Salzburg, ze Steauą, z Apoelem, z BATE Borisov, albo z Celtikiem.

To tak dla pocieszenia, że decyzja UEFA zmartwiła nie tylko Polaków.

Ale czytając tamto uzasadnienie UEFA, czekam, czy tym razem argumenty będą brzmiały analogicznie: "Legia had huge interest in fielding this player for the four last minutes of the game, as the score was not clearly in its favour".

I'm Coming Home!

mrpw

Siem wzruszyliśmy!!!

Niesamowite. Cztery lata temu odchodził w niesławie, kibice gwizdali, buczeli, palili jego koszulki, właściciel bluzgał i wyzywał go od zdrajców, hejterzy (w tym niżej podpisany) odsądzali od czci i wiary - że quitter, że poszedł na łatwiznę, że nigdy nie zdobędzie tytułu bez Wade'a i Bosha, że nigdy nie będzie Michaelem.

Jak fantastycznie historia zatoczyła dziś koło...

Jak dojrzał, jak wyciągnął wnioski z błędów PR-owych, które wtedy popełnił. Tym razem LeBron wykonał PR-owy majstersztyk. W Miami już i tak jest Bogiem - 4 razy wprowadził ich do finałów, dał 2 tytuły mistrzowskie. 

W Cleveland już mu wszystko wybaczono, będą go kochać jeszcze bardziej. Za to, że wrócił. Za to, że wrócił, pomimo tych wszystkich krzywd, które go po odejściu spotkały. Za to, że potrafił wznieść się ponad to. Tu też jest Bogiem. Znowu.

Tak, życzymy LeBronowi w Cleveland jak najlepiej. Tak - będziemy mu kibicować. Na Wschodzie na pewno :) Bo przecież jego Decyzja 2.0 uruchomi teraz kolejne domina - Carmelo (podobno Knicks ale coś zwleka), Bosh (odejdzie do Houston), itd. Tylko Pat Riley biedny ale coś za coś. Przynajmniej ma Danny'ego Grangera...

Dla legendy LeBrona, dla dziedzictwa, dla tworzenia się historii - to decyzja najlepsza z możliwych. Chyba po raz pierwszy w historii NBA mamy 4 numery 1 z draftu (LeBron, Irving, Bennett, Wiggins) w jednej drużynie. 

Respect, LeBron! List jest kapitalny.

Before anyone ever cared where I would play basketball, I was a kid from Northeast Ohio. It’s where I walked. It’s where I ran. It’s where I cried. It’s where I bled. It holds a special place in my heart. People there have seen me grow up. I sometimes feel like I’m their son. Their passion can be overwhelming. But it drives me. I want to give them hope when I can. I want to inspire them when I can. My relationship with Northeast Ohio is bigger than basketball. I didn’t realize that four years ago. I do now.

(...)

I’m doing this essay because I want an opportunity to explain myself uninterrupted. I don’t want anyone thinking: He and Erik Spoelstra didn’t get along. … He and Riles didn’t get along. … The Heat couldn’t put the right team together. That’s absolutely not true.

I’m not having a press conference or a party. After this, it’s time to get to work.

(...)

I always believed that I’d return to Cleveland and finish my career there. I just didn’t know when. After the season, free agency wasn’t even a thought. But I have two boys and my wife, Savannah, is pregnant with a girl. I started thinking about what it would be like to raise my family in my hometown. I looked at other teams, but I wasn’t going to leave Miami for anywhere except Cleveland. The more time passed, the more it felt right. This is what makes me happy.

To make the move I needed the support of my wife and my mom, who can be very tough. The letter from Dan Gilbert, the booing of the Cleveland fans, the jerseys being burned -- seeing all that was hard for them. My emotions were more mixed. It was easy to say, “OK, I don’t want to deal with these people ever again.” But then you think about the other side. What if I were a kid who looked up to an athlete, and that athlete made me want to do better in my own life, and then he left? How would I react? I’ve met with Dan, face-to-face, man-to-man. We’ve talked it out. Everybody makes mistakes. I’ve made mistakes as well. Who am I to hold a grudge? 

(...)

In Northeast Ohio, nothing is given. Everything is earned. You work for what you have.

I’m ready to accept the challenge. I’m coming home.

Marcin Gortat nie przenosi talentów do South Beach

mrpw

Zostaje w domu.

5 lat, 60 milionów dolarów. Wow.

Poprzedni pięcioletni kontrakt opiewał na 34 miliony, czyli jest prawie dwa razy lepiej.

Brawo, wielkie gratulacje, wielki szacunek. Aż się Supergigant przebudził ze snu zimowego i chyba nawet udało nam się podać tę informację jako pierwszym, 10 minut po tweecie Marcina, w środku polskiej nocy - jak za starych czasów.

Były plotki nawet o zainteresowaniu Miami ale Marcin wybrał opcję pewną i bezpieczną. W Waszyngtonie czuje się dobrze, tu go lubią, tu go szanują, tu jest pewniakiem. Dobry wybór.

Chyba trzeba to będzie uczcić relacją z ubiegłotygodniowego Marcin Gortat Camp. Dawną obiecywaną...

#NotOnlyPierogi

mrpw

Wszyscy już widzieli barbecue #pierogi alert. Wszyscy widzieli jak dzień później Shaq rzeczone #pierogi zajadał. I nawet powiedział po polsku #dziekuje. A gdybyśmy tak pokazali Shaqowi, że Polska to nie tylko #pierogi? Ba, że w Polsce są nawet fajniejsze rzeczy, niż #kielbasa i #okbeer?

 Zainspirowała nas akcja, którą zrobili Brazylijczycy po tym, jak Ibrahimović odpadł w barażach i powiedział, że skoro jego tam nie będzie, to nie warto oglądać Mundialu.

Potem już poszło i w końcu Ibrahimović nie miał wyjścia i zmienił plany wakacyjne:

 

 

Może uda się zrobić coś podobnego? #NotOnlyPierogi. Pokażmy Shaqowi, Barkleyowi i całemu TNT tysiąc powodów, dla których Polska jest super. Zalejmy jego Twittera i Facebooka tekstami, filmikami, zdjęciami, memami.

Instrukcja obsługi jest następująca – jeśli piszemy na twitterze, to zawsze z adresatem @Shaq i z hashtagiem #NotOnlyPierogi. Można też pisać na facebooku, bezpośrednio na ścianie oficjalnego profilu Shaqa https://www.facebook.com/shaqverified. Może Shaqa rozśmieszymy. Może go zaintrygujemy. A może namówimy, żeby przyjechał do Polski?

Myśmy już kilka wpisów zamieścili:

Hello @Shaq, googleimage this: "girls in Poland" http://bit.ly/GirlsInPoland #NotOnlyPierogi

Hey @Shaq, you enjoyed #pierogi? Poland has lots more to offer - great food, vodka, fantastic clean lakes, beatiful women! #NotOnlyPierogi

Hey Shaq, our man Gortat is out of the playoffs, but Poland has lots of other champions – candidates for Shaq vs. http://bit.ly/KamilStoch #skijumping #NotOnlyPierogi

Dear @Shaq, have you ever been in a castle? Come to Poland #NotOnlyPierogi

@SHAQ You must try traditional Polish soup borsch bit.ly/Barszcz #NotOnlyPierogi

Inne znajdziecie na twitterze pod hashtagiem #NotOnlyPierogi.

Teraz Wasza kolej! :) 

Shaq studiuje polską kuchnię

mrpw

Barbecue pierogi alert revisited. W TNT dziś w nocy miał miejsce ciąg dalszy:

OK Beer? Just OK? Okocim robi coś takiego na rynek amerykański?

UPDATE: Wsłuchaliśmy się raz jeszcze, w 1.38 Shaq pyta pana Asha: do you speak Polish? Pan Ash nie mówi po polsku więc Shaq tylko nieśmiało odpowiada: I'm gonna say DZIĘKUJĘ.

Barbecue pierogi alert!

mrpw

Barbecued pierogi alert! Barbecue #pierogi alert! W studiu TNT było wesoło jak zawsze a może nawet bardziej. Dziś w NBA była polska noc. Musicie zobaczyć tę epicką dyskusję o różnicach pomiędzy pierogami i kiełbasą.

31 punktów (trafił 13 z 15 rzutów!), 16 zbiórek, mecz życia Marcina, Pacers rozbici we własnej hali, it isn't over yet. Przyjemnie jest dziś rzucić okiem na czołówkę kolumny sportowej na Washington Post.

Wizards zebrali 62 piłki. Pacers 23. 62-23. Sześćdziesiąt dwa - dwadzieścia trzy. Nie wiem, czy kiedykolwiek w historii NBA mieliśmy do czynienia z taką różnicą w zbiórkach. W pewnym momencie w drugiej połowie sam Gortat miał więcej zbiórek niż cała drużyna Pacers. W ogóle statystyki Gortata do przerwy były jeszcze bardziej imponujące - 17 punktów, 11 zbiórek. Po pierwszej kwarcie - 11 punktów i 6 zbiórek. Ostatnim zawodnikiem Wizards, który zaliczył 30/15 w meczu playoffów był Moses Malone w 1987. A przecież grali tam w międzyczasie i Chris Webber, i Juwan Howard, i Antawn Jamison.

Łukasz Cegliński stawia osiągnięcie Gortata na równi z 4 golami Lewandowskiego przeciwko Realowi, na równi z wygraną Kubicy w GP Kanady i na równi z finałem Wimbledonu Agnieszki Radwańskiej. Łukasz się trochę zagalopował - ani Wizards nie są jeszcze w finale (Radwańska), ani Marcin nie zdemolował rywala z takimi tradycjami (Lewandowski).

Ale nie zmienia to faktu, że Marcin zrobił dziś w nocy coś niesamowitego. I podobało mu się:

“At some point in the middle of the game, it was fun to be in the game. Everything works, you feel immortal.”

Dialog o pierogach był po meczu kontynuowany. Marcin definitywnie rozstrzygnął spór Shaqa i Barkleya. Wytłumaczył też tajemnicę swojej brody.

Washington Post ma stałą pomeczową rubrykę Best and Worst. W części Best Marcin był dziś odmieniany przez wszystkie przypadki:

Marcin był dziś liderem na boisku i poza nim. Przed rozpoczęciem meczu podszedł do krytykowanego za straty w kluczowych momentach poprzednich meczów Johna Walla:

“Right after the starting lineup, he came to me. Most guys seen me locked in all day. They really wasn’t trying to say much to me. March pounded me on my chest twice, and I’m like, ‘I really don’t want to say nothing to you right now.’ He was like, ‘I’m with you, no matter what. Through everything we’ve been through this season, and through this last game, I want you to go out fighting like you have for us all season.’ I pounded him on the chest.”

Co na to sam Marcin?

“He’s whatever, 23, 24 years old, whatever how old. We can’t put pressure on him like that. And we can’t just blame the kid every time the team lose, we blame him. I understand he’s the leader, he’s the head of the snake. . . . End of the day, I’m with him. End of the day, I’m going to jump in the fire behind this guy. He plays good or bad, I’m going to have his back and that’s what I told him before the game. We can’t put pressure on the guy who play for the first time in his life in the playoffs. (...) When he scores 30 and 15, the team is winning, everybody is going to be excited, everybody is going to tap his shoulder, but when team loses, he’s going to be blamed for everything. We can’t do this kid like that. He wants to win. He’s a fighter. . . . End of the day, it’s not his fault. Today, he came out, he played his game and he played his game with me, which is pretty cool.”

Jak starszy brat, prawda?

Tydzień temu, kiedy władze NBA ogłosiły terminarz drugiej rundy playoffów,  management hali Verizon Center podjął decyzję o przeniesieniu koncertu Lady Gagi z najbliższego czwartku na poniedziałek, żeby uniknąć potencjalnego konfliktu terminów z meczem numer 6. Jak widać - słusznie.

Pacers wciąż są w lepszej sytuacji, wciąż mają przewagę własnego parkietu. Ale teraz to oni są na musiku.

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci