Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

Michael Jordan raz jeszcze

mrpw

Nowa wiadomość z cyklu "przetłumaczyłem kolejną koszykarską książkę". Chociaż tym razem można powiedzieć, że poprawiłem stare tłumaczenie i dopisałem trochę nowego. Po wydanej w 2014 roku biografii Michaela "Życie", Wydawnictwo SQN wznawia legendarną książkę Davida Halberstama "Playing for Keeps", czyli „Grać i wygrać. Michael Jordan i świat NBA”. Wydana zaraz po zdobyciu szóstego tytułu w 1998 roku i zakończeniu kariery, ukazała się w Polsce bodaj w 1999 roku, szybko zyskała status kultowej, ale jej nakład szybko się wyczerpał. Potem bywała dostępna na Allegro za duże pieniądze, krążyła wśród fanów odbijana na ksero, albo w wersji pdf. Teraz można ją normalnie kupić.

jordan_okladka_DRUK

Bywało wokół niej w Polsce sporo kontrowersji, wydawcy zarzucano wówczas fatalne tłumaczenie. I coś w tym jest - kwarty były w oryginalnym tłumaczeniu nazywane ćwiartkami, buty koszykarskie - trampkami, a kontrakty reklamowe - gratyfikacjami. Przykłady baboli można mnożyć, good news jest taki, że w nowym wydaniu już ich nie znajdziecie, chyba że jakiś przegapiłem, za co z góry przepraszam.

Drugi good news jest taki, że poprzedni wydawca z sobie tylko znanych powodów wyszedł z założenia, że niektóre fragmenty książki (np. dzieciństwo Jordana, biografia Phila Jacksona, kompleksy Jerry'ego Krause, sztuczki Jerry'ego Reinsdorfa, dojrzewanie Davida Sterna do objęcia posady komisarza NBA, kulisy negocjacji kontraktu z Horacem Grantem, szczegóły konfliktu władz klubu ze Scottiem Pippenem, anegdoty poświęcone Larry'emu Birdowi czy Magicowi Johnsonowi i wiele, wiele innych anegdot) będą dla polskiego czytelnika kompletnie nieinteresujące, w związku z czym niewiele się zastanawiając, po prostu je z pierwszego wydania usunął. Przy okazji nowego wydania książki poproszono mnie o ich przetłumaczenie, więc można powiedzieć, że po raz pierwszy można się cieszyć pełnią książki Halberstama. 

Zapytacie na pewno, czy warto kupować książkę, jeśli już ktoś kupił "Życie" George'a Lazenby. Odpowiedź brzmi: oczywiście, że warto, wszak był, jest i będzie tylko jeden Michael (sorry, Stephen). Halberstam - legenda dziennikarstwa, korespondent wojenny z Wietnamu i laureat Nagrody Pulitzera - jest, a właściwie był (zginął w 2007 roku w wypadku samochodowym, pisząc kolejną książkę sportową, o 50-leciu finału NFL w 1958 roku) dziennikarzem starej daty. W jego czasach dziennikarstwo wyglądało zupełnie inaczej niż dzisiaj, inaczej wyglądała koszykówka i inaczej wyglądały relacje dziennikarzy ze sportowcami i ludźmi związanymi ze sportem. 

Jak napisał sam Halberstam w postscriptum, którego poprzedni wydawca nie uznał za wystarczająco interesujące, więc je usunął: "Chociaż możliwość codziennego oglądania Michaela Jordana w akcji na tak wysokim poziomie była dla mnie ogromną przyjemnością, to najbardziej ceniłem sobie właściwie możliwość spędzania czasu z gośćmi, którzy tak jak ja, poświęcili koszykówce całe swoje życie. Chodzenie z nimi na kolacje i gadanie o koszykówce do późnej nocy – to właśnie kochałem najbardziej." Tę wielką miłość wyczuwa się na każdej stronie tej książki. Jeśli też kochacie koszykówkę, to naprawdę warto. 


1024x1024

Tradycyjnie jest specjalna oferta dla dawnych czytelników Supergiganta - możecie zamówić książkę ze zniżką i wziąć udział w konkursie na www.graciwygrac.pl (trwa do 15 marca). Specjalny kod rabatowy GIGANTGRAC dla czytelników Supergiganta do wykorzystania na www.labotiga.pl/grac-i-wygrac daje możliwość skorzystania z rabatu 25% - cena po obniżce wynosi 29,93 zł.

Książka już jest, więc przy szczęśliwych wiatrach być może dostaniecie ją jeszcze w tym tygodniu.

Książka będzie dostępna wyłącznie na labotiga.pl! Nie znajdziecie jej w innych księgarniach.

Premierze książki towarzyszy konkurs, w którym do wygrania są gadżety związane z Michaelem: buty Nike Jordan, bluza i koszulki Chicago Bulls, plakat Jordan Wings (polecam, identyczny kupiłem kiedyś za duże pieniądze i wisi w pokoju mojego syna) oraz inne nagrody.

Szczegóły na www.graciwygrac.pl.

PS. Zabieram się za biografię Iversona. 

PS2. A potem wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na nową książkę George'a Lazenby'ego...

51m1SxWw4TL._SX321_BO1,204,203,200_

 

Larry i Magic. Magic i Larry

mrpw

Przetłumaczyłem kolejną książkę.

ce9e92a7c657d30e32a294d6e2d7b250

Tłumaczyło się fajnie. Taki trochę powrót do czasów dzieciństwa i młodości. Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych zakochiwałem się w NBA, Larry i Magic już koszykówką nie rządzili. To była już era Michaela. Tym niemniej książka Jackie MacMullan pozwala zrozumieć, że Michael mógłby wtedy odezwać się do Larry'ego i Magica cytatem z nowych Gwiezdnych Wojen: "I will finish what you've started" (idę na film jutro!).

To od nich zaczęła się na nowo wielka NBA. Choć na pierwszy rzut oka wszystko ich różni (i wcale nie chodzi mi tylko o kolor skóry), to po lekturze wiem też, jak wiele ich łączy. Jak bardzo są podobni. A tłumacząc kolejne rozdziały i widząc jak rok po roku, sezon po sezonie ich wielka rywalizacja powoli przeradza się w wielką przyjaźń, nawet się kilka razy wzruszyłem. 

Opisują, o co chodziło z tym zdjęciem

Larry-Bird-and-Magic-Johnso

Kulisy powstawania tej kampanii

83c4a079ce5591f6d0839453b4ee7816

Młodość

magic-johnson-larry-bird-young-sports-thesuiteworld

Studia

2df158098c2e86f43ecf5c6e4f030c4a

Wspólne finały NBA

nba_g_lbird_mjohnson_600

Igrzyska

1992-Magic-Bird-BTOA-670x377

No i jak ich relacja wygląda teraz

20090407_dn_g1bird07s

Notka jest trochę spóźniona, książka mogłaby być pewnie fajnym prezentem gwiazdkowym. Ale jak szybko zamówicie, to chyba jeszcze zdąży dojść przed Gwiazdką. Za to cena jest dość atrakcyjna i to tym razem bez konieczności wpisywania kodów rabatowych:

http://www.labotiga.pl/larry-vs-magic

Zazwyczaj staram się nie spoilerować, a trudno chyba o poważniejszy spoiler niż zacytowanie ostatnich akapitów książki, ale w tym przypadku chyba żadnej wielkiej tajemnicy nie zdradzam, więc zrobię wyjątek:

"Lata mijają a związek obu panów trwa nieprzerwanie. Kiedy rządzili koszykówką, łączyła ich bezwzględna i zaciekła rywalizacja. Teraz, gdy ich dziedzictwo i legenda są niezagrożone - a ich historie połączone ze sobą na zawsze - po wszystkich dawnych animozjach nie ma ani śladu.

Jedyne, co pozostało, to szacunek."

Miłej lektury!

Drogi Kobe

mrpw
Napisałem wiersz. Biały wiersz. Po raz pierwszy w życiu. 
Inspiracją był oczywiście wiersz Kobe Bryanta "Kochana koszykówko"
 
kobe-dear-basketball
 
Drogi Kobe,
 
2 grudnia 2015
 
Michał Rutkowski
Warszawa, Polska
 
Drogi Kobe,
 
Zainspirowałeś mnie
Nigdy w życiu nie napisałem wiersza
Ale zawsze musi być ten pierwszy raz
A Ty na to zasługujesz
Jak nikt inny
 
Często pisaliśmy o Tobie 
Fruwając pod koszem
W MVP
Na Supergigancie
Od roku Supergigant jest martwy
Dziś na chwilę zmartwychwstaje
Bo przecież nikt na to nie zasługuje
Tak jak Ty
 
To jest biały wiersz
Żaden tam wielki wiersz
Trochę obciachowy
Mocno grafomański
Ale ty też nie jesteś poetą
A przecież też napisałeś wiersz
Napisałeś
Jak bardzo kochasz koszykówkę
 
Nie, nie napiszę 
Że zawsze cię kochałem
Bo to bullshit
Mówiąc szczerze
Przez większość kariery
Szczerze Cię nie znosiłem
 
Śmiałem się z airballi w meczach z Utah
Wolałem Shaqa od Ciebie
Uważałem, że jesteś krnąbrny
Arogancki i samolubny
Że naśladujesz Michaela
Że nieudolnie
I nie cierpiałem Lakersów
 
Napisaliśmy kiedyś o Tobie felieton
Zły. Czarna Mamba. Lord Vader.
Pisaliśmy, że przeszedłeś 
Na Ciemną Stronę Mocy
Jak Anakin Skywalker.
 
Chciałeś być jak Michael
Masz pięć tytułów
On ma sześć
Był tylko jeden Michael
Ale też był, jest i będzie 
Tylko jeden Kobe
 
Siedem razy byłeś w Wielkim Finale
A ja nigdy Ci nie kibicowałem
Ani z Indianą
Ani z Philadelphią
Ani z New Jersey
Ani z Detroit
Ani z Bostonem
Ani znów z Bostonem
Ani z Orlando
 
Pięć pierścieni
Zawsze wolałem Shaqa
Ale to Ty okazałeś się większy
Wygrałeś pięć do czterech
I to Ty możesz dziś zaśpiewać
"Hej Shaq, jak smakuje mój tyłek?"
 
W sumie trochę żal
Że nigdy tego nie przeczytasz
Ale przeczyta kilku twoich fanów
Polskich fanów
I może choć trochę im się spodoba
A niektórzy może nawet
Się trochę wzruszą
 
Bo byłeś wielki
I zawsze będziesz wielki
81 punktów z Toronto
62 z Dallas w ciągu trzech kwart
9 razy z rzędu 40+
Dziesiątki buzzer beaterów
I game winnerów
 
Jak to zwykle bywa
Polubiłem cię i doceniłem
Pod koniec kariery
Tak samo było z Michaelem
Kiedy staruszek czas
Zaczął wygrywać wyścig 
Najpierw z nim, teraz z Tobą
 
Pamiętam jak dwa i pół roku temu
Zerwałeś Achillesa
To był kwiecień
Tuż przed playoffami
 
Zdążyłeś jeszcze
Wprowadzić Lakers do playoffów
Z ósmego miejsca
Wygrałeś 7 z 9 meczów
36, 31, 30, 19, 23, 24, 25, 30, 47, 34 punkty
Całkiem nieźle 
Jak na trzydziestopięciolatka
 
Schodziłeś powoli z parkietu
Owacja na stojąco
A najgłośniej klaskał 
Oczywiście Jack Nicholson
 
Napisałeś wtedy
Wybitny list
"Kiedy widzisz 
Że walczę z niedźwiedziem
Pomódl się za niedźwiedzia.
(...) Mentalność mamby
Nie poddajemy się
Nie kulimy się
Nie uciekamy
Trwamy i zwyciężamy"
 
Chciałem żebyś wrócił
Nie chciałem
Żebyś kończył karierę w taki sposób
Schodząc powoli z parkietu
Kulejąc
Krzywiąc się z bólu
Chciałem
Żebyś powalczył o szósty tytuł
Chciałem
Żebyś skończył jak Michael
 
Nie udało się
Ale przynajmniej
Odchodzisz na własnych warunkach
O własnych siłach
Zostało nam kilka miesięcy
I jeszcze jeden Mecz Gwiazd
Będziemy mogli
Godnie Cię pożegnać
 
I jednego jestem pewien
Że jeszcze nas czeka taki mecz
 
Pięć sekund do końca
Piłka w twoich rękach
5...4...3...2...1
 
Nigdy cię nie zapomnę
Michał
 
 

Michael Jordan. Życie.

mrpw

Jedna ósma sezonu za nami. I tak jak mozna sie było spodziewać - jest dziwnie. Przed rozpoczęciem sezońu wspominalismy, ze kandydatów do tytułu jest pewnie z kilkunastu. Ze najlepsi w latach poprzednich sie posypią.. Ze łatwiej powiedzieć, dlaczego ktos miałby nie zdobyć tytułu, niz dlaczego miałby go zdobyć. Spurs - bo moze w końcu okażą sie za starzy. Heat - bo stracili LeBrona. Thunder - przez kontuzje. Pacers - bo stracili Stephensona i Paula George'a. Cave - bo nawet LeBron mówi, ze jeszcże za wcześnie. Btw - niedługo minie pierwszy miesiąc, ale jak ktos jeszcze tego nie zauważył, to Przegląd Sportowy wydał po wielu latach Skarb Kibica NBA. MVP tez sie postaralo - a myśmy napisali artykuł o Powrocie Króla.

No i jak sie patrzy na tabele, to widac, ze nikt sie nie pali do zdobycia tytułu. Na czele poszczególnych konferencji... Raptors i Grizzlies. Na końcu... Thunder, Lakers i Knicks. O Sixers nie wspominamy, bo Sixers zdecydowali zeby w tym sezonie zrobić przerwę.

Ale ta notka, pisana gdzieś na końcu swiata (stad literówki, za co przepraszam), miala byc o czym innym. Miała byc o życiu. Jak juz wspominałem, przez ostatnie miesiące dzielnie tłumaczyłem biografie Michaela Jordana. Tłumaczyło sie fantastycznie, ze wszystkich dotychczasowych książek, w których tłumaczeniu brałem udział - Shaq, Rodman, Dream Team, Phil Jackson - zdecydowanie najfajniejsza.

Plan był taki, zeby zdążyć przed Gwiazdka, udało sie szybciej. Na Mikołajki. Albo nawet na Święto Dziekczynienia. W księgarniach bedzie juz za tydzien.

Jesli wiec chcecie dowiedzieć sie:

- dlaczego Pat Ewing nie zagrał z Michaelem na jednej uczelni

- dlaczego ojciec Michaela, James Jordan wcale nie był takim fajnym gościem, jak myśleliśmy

- dlaczego Michael tak nienawidził Jerry'ego Krause

- co najbardziej motywowalo Michaela przez cała kariere

- dlaczego po przeczytaniu ksiazki znacznie mniej lubimy Phila Jacksona

- co zrobił Horace Grant, kiedy Scottiemu Pippenowi zdechł kot i jak zareagowali na to trenerzy Bulls

- dlaczego Michael był takim samotnikiem

- i dlaczego był takim mobbujacym kolegów tyranem

- kto wygrał pojedynek 1 na 1 Worthy - Jordan

- co zaszkodziło Michaelowi przed flu game

- dlaczego nie lubili sie z Billem Cartwrightem

- dlaczego dokuczał Kukocowi

- ile pieniędzy potrafił przegrać w golfa

- co zakonczylo karierę Muggsy Boguesa

- dlaczego poza dwoma ostatnimi sezonami Jordan zarabiał tak malo

- jak to sie stało, ze poza parkietem zarobił tak duzo

- jak wyglądał jego mecz z żołnierzami armii amerykańskiej stacjonującymi w Niemczech

- kim był Sonny Vaccaro i co mu zawdzięcza Michael

- kim by, Richard Esquinas i dlaczego lepiej by było, zeby go Michael nie spotkal

- jak koncertowo dał sie Michael wydymac w Waszyngtonie najbardziej poczciwemu właścicielowi w nba

- jak wiele mu wszyscy zawdzięczają - nba, właściciele klubów, zawodnicy, kibice, reklamodawcy, stacje tv

- dlaczego będę bardzo Michaelowi kibicować, zeby w Charlotte tez kiedyś sięgnął po tytul

- i dlaczego przy ostatnich akapitach siem wzruszyłem do łez...

to sięgnijcie po te książkę. Na pewno po jej przeczytaniu mozna lepiej zrozumieć fenomen Michaela Jordana. I to, ze drugiego takiego jak on, juz nigdy nie bedzie.

jordan-tw-front-1000px

I tradycyjnie - jest oferta dla czytelńikow Supergiganta. Pierwsze egzemplarze juz sa, jeszcze ciepłe. Wystarczy wejść tutaj:

http://www.labotiga.pl/jordan

Wystarczy wpisać kod SG_JORDAN. I mozna bedzie dostać książkę zanim dotrze na polki, no i o 25% taniej. 

Polecam z czystym sumieniem, nie będziecie żałować.

 

Hornets are back. MJ is back.

mrpw

Przetłumaczyłem biografię Michaela Jordana "Life". Cztery miesiące pracy wieczorami, weekendami i podczas wakacji. Ale było warto, czyta się fantastycznie, książka daje na pewno nową perspektywę i nowe spojrzenie na MJ'a. Geniusza, chorobliwie ambitnego, sadystę, pracoholika, samotnika. Więcej wrażeń opiszę przed samą premierą, pewnie jakoś w listopadzie.

Jedno co mi się porobiło po przeczytaniu książki, a zwłaszcza jej zakończenia, podczas tłumaczenia którego miałem łzy w oczach, to że chyba zacznę kibicować Bobcats, aka Hornets. Byłoby naprawdę fajnie, gdyby Jordan raz jeszcze udowodnił niedowiarkom, że "yes I can". Na razie przejął profile socialmediowe Szerszeni i wygląda na to, że dobrze się bawił.

mj.szersze

A'propos Hornets. Najciekawszym meczem dzisiejszej nocy był o dziwo pojedynek pomiędzy Charlotte (znów Hornets, wyglądali w tych strojach prawie jak za czasów Zo, Larry'ego Johnsona i Muggsy Boguesa) i Milwaukee Bucks. Były emocje, był największy comeback Bobcats / Hornets ever, były popisy Lance'a Stephensona, był godny MJ'a show Kemby Walkera na koniec, no i był wiwatujący Michael na trybunach.

A poza tym to będzie bardzo dziwny sezon. Po tytuł może sięgnąć prawie każdy. Spurs, Thunder, Clippers, Bulls, Mavs, może Cavs, może Rockets, może nawet Wizards. Hornets pewnie jeszcze nie. No i Sixers - na pewno nie.

Trafiła kosa na Kłosa

mrpw

Na początek anegdota: wracam sobie dzisiaj z pracy, godzina 19.30, już ciemno. Jadę tą samą drogą, co codziennie, mijając te same ulice i te same domy. Ale widzę coś dziwnego - ulicą maszerują sobie jacyś ludzie z transparentami, coś śpiewają, z drugiej strony nadchodzą następni, wszędzie wiszą flagi. Napisy na transparentach zauważyłem dwa: "Trafiła kosa na Kłosa" i "Witamy mistrza świata 2014". Szybki wpis w google, trafiam na parafia-powsin.pl, tam na "Wiadomości Powsińskie" i wywiad sprzed dwóch lat zatytułowany "Siatkarz rodem z Powsina".

635467568830813092

Wszystko się zgadza, okazuje się, że mamy całkiem zacnego sąsiada, mistrza świata. Zgarniam synów z domu i jedziemy witać mistrza. Pod domem Karola Kłosa kilkadziesiąt osób. Mniej niż 3 lata temu, kiedy na lotnisku witaliśmy ze starszym synem siatkarzy wracających po zajęciu drugiego miejsca w Pucharze Świata. Były śpiewy, było skandowanie, było podziwianie i dotykanie złotego medalu, był szampan, były fajerwerki. Było 100 lat dla rodziców pana Karola, było "dziękujemy dziękujemy", było "Karol Kłos Karol Kłos".

karol.kos1

Strasznie miły i skromny młody człowiek, kiedy powiedziałem: "Przepraszamy Panie Karolu, że Pana tak męczymy, ale proszę zrozumieć, tyle radości nam Pan dostarczył", odpowiedział: "Jaki tam Pan, Karol jestem". Trochę narzekał, że tyle się od dwóch dni uśmiecha, że aż go twarz od tego boli. I że przyjechał do domu tylko na 2 dni, a potem musi wracać do roboty.

Stali czytelnicy naszego blogaska, wiedzą, że kochamy siatkówkę. Supergigant powstał w 2006 roku, kiedy trwały siatkarskie Mistrzostwa Świata w Japonii, podobnie jak Wlazły, Zagumny i Winiarski byliśmy o 8 lat młodsi, mieliśmy więcej czasu. Notki pisałem (MR) prawie po każdym meczu, bo ten drugi, co ze mną bloguje aż tak się siatkówką nie jarał. To był zupełnie inny Mundial, ale wtedy też zaczęliśmy go wygrywając wszystkie mecze do zera. Też był mecz o wszystko z Rosją, też wygrany 3:2. I wtedy też był finał z Brazylią, tyle że przegraliśmy go do zera.

z3772039Q,Final-MS-2006--Polska---Brazylia-

W niedzielę wydarzyło się coś niebywałego, historycznego, porównywalnego pewnie tylko do kilku wydarzeń sportowych w całym naszym życiu. Zdobyliśmy złoty medal mistrzostw świata. W olimpijskiej dyscyplinie sportowej. W dyscyplinie nieniszowej, popularnej na całym świecie, nie tylko w Skandynawii, w Niemczech, czy Austrii. W dyscyplinie widowiskowej. W dyscyplinie, w której Polacy zakochali się dawno, dawno temu, kiedy jeszcze nie mieliśmy takiej fantastycznej drużyny (rację ma airborell, śmiejąc się z komentarzy, że teraz dopiero się zacznie siatkomania, ona trwa od kilkunastu lat). W dyscyplinie, w której stanowimy czołówkę światową od wielu lat.

 634323310188540000

To były niesamowite mistrzostwa. Złe miłego początki. Niedoświadczony trener zagadka, porozbijana drużyna, konflikt z największą gwiazdą, zakodowanie transmisji. Mecz z Serbią na Narodowym, przeżywany podczas długiego powrotu z wakacji w ostatnią sobotnią noc sierpnia. Z początku postanowiłem sobie, że nie zapłacę za odkodowanie. Złamałem się po udanej pierwszej rundzie. Potem w drugiej od razu przyszła porażka z USA, przegrany pierwszy set z Włochami i myśl, że będzie jak zawsze. Potem dreszczowiec z Iranem. Strach o Winiarskiego. Trochę towarzyski niedzielny mecz z Francją i losowanie około północy, po którym najpierw byłem załamany, a po chwili wpadłem w euforię, kiedy prezes Przedpełski powiedział w wywiadzie dla Polsatu, że do końca nie było wiadomo, gdzie i z kim i kiedy zagrają Polacy, więc bilety jeszcze są. Szybkie wejście na ticketpro i rzeczywiście - są na czwartek do Łodzi, tylko nie napisane, na jaki mecz. No ale mówili, że Polacy grają we wtorek i w czwartek i że zostają w Łodzi. No to kupujemy. Najpierw dla mojej rodziny. Potem jeszcze w drugiej transzy dla ojca. I ta chwila przerażenia, kiedy na Wikipedii pojawił się komunikat, że w czwartek odbędzie się mecz... Brazylia - Rosja. Potem to na szczęście zmienili. Dreszczowiec z Brazylią, jeden z najbardziej niesamowitych meczów siatkarskich jaki widziałem w życiu. Sędzia z Iranu i jego straszne oczy.

635469306789101133

SMSy na żywo prawie po każdej piłce tiebreaka do 70-kilkuletniej cioci, która uwielbia siatkówkę, ale transmisji w Polsacie nie wykupiła. Wyjazd do Łodzi. Niesamowita atmosfera w Atlas Arenie. Szalona radość i napięcie, które z nas zeszło, tak jak z siatkarzy, po tym wygranym drugim secie. Znowu transmisja SMSowa live dla tej samej cioci. Kapitalny piąty set. Wlazły bawiący z dzieckiem po meczu. Nerwowy półfinał z Niemcami, kapitalny comeback w pierwszym secie, cwaniactwo w drugim i czwartym.

635468924075995424

I wreszcie ta ostatnia niedziela. Brak wiary podczas pierwszego seta. Potem niedowierzanie. Potem rosnąca z każdą piłką drugiego i trzeciego seta nadzieja i wiara. I set czwarty. Radość po meczu, telefony i smsy do i od przyjaciół, do i od rodziny. Wrzaski i padanie sobie w ramiona. Z teściową, z ojcem. Łzy szczęścia. Myślę, że bardzo duża część Polski płakała w tę niedzielę, około 22.30 ze szczęścia.

635469855872006273

Tak, to był jeden z najpiękniejszych dni w historii polskiego sportu za mojego życia (zwłaszcza, że tego samego dnia mój starszy syn zdobył z kolegami koszykarski Białołęka Cup i został wybrany do pierwszej piątki turnieju!)

10448522_764124853626015_9199895534094369523_o

Przeczytałem dziś katastroficzny tekst Rafała Steca "Mistrzów już nie ma" - o tym, jakoby zmiany w kadrze, odejścia Wlazłego, Zagumnego, Ignaczaka, Winiarskiego, miały sprawić, że drużyny już nie ma, marzeń już nie ma, rozegrania już nie ma, ataku już nie ma, skrzydeł już nie ma, szans już nie ma, nawet Miki już nie ma (bo to przecież Zagumny go wylansował), niczego już nie ma (cytując pewnego białostockiego klasyka).

Złota drużyna polskich siatkarzy rozpadła się dzień po zwycięskim finale z Brazylią. Reprezentację trzeba budować właściwie od zera.

Cytując innego klasyka: ch..., dupa i kamieni kupa.

Terefere.

Po pierwsze - wielkie dzięki dla świeżo upieczonych emerytów i wielki szacunek. "Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym" - powiedział Winiarski. I rzeczywiście - ilu sportowców miało takie zakończenie kariery, jak Michael Jordan w 1998 roku? Decydujący przechwyt, decydujący rzut, mistrzostwo NBA.

635469432420465008

Wlazły? Powrót po tylu latach konfliktu ze związkiem, bezdyskusyjne przywództwo w drużynie, mistrzostwo świata i tytuł MVP.

Winiarski? 8 lat temu pisaliśmy: "Winiarski był jedynym, który wychodził po medal trochę markotny. Jemu marzyło się złoto. Kto wie - może następnym razem...?" Za drugim razem (2010) nie wyszło, ale do trzech razy sztuka.

Zagumny? Czy można sobie wyobrazić lepsze zakończenie tak pięknej kariery? Cały turniej, w którym pierwsze skrzypce grał młodszy Drzyzga i fenomenalna zmiana w finale, który okazał się jeszcze ponad siły młodszego, w którym sprawy w swoje ręce musiał wziąć znowu stary wilk przewodnik, co życie dobrze zna.

Zagrał tylko z Kamerunem ale na pewno był najlepszym duchem tej drużyny, emanował pozytywną energią, no i wszystko ładnie nagrywał smartfonem, dzięki czemu możemy się poczuć prawie, jakbyśmy tam byli :)

To nie jest tak, że mistrzów już nie ma. Mistrzowie są. Jest Kłos, Możdżonek i Nowakowski. Jest Mika, Buszek i Kubiak. Jest Drzyzga. Jest Konarski. Jest Zatorski. I jest Wrona.

0003J0SGRFRLPRP9-C209

Kilkanaście lat temu nie wyobrażaliśmy sobie pewnie tej kadry bez Dawida Murka. Bez Papkego. Bez Prusa. Bez Stelmacha. Wtedy i jeszcze długo potem bez Świderskiego. Albo bez Gruszki. A potem bez Kadziewicza. Bez Plińskiego. Albo bez Bąkiewicza. Kadry bez Wlazłego nie musieliśmy sobie wyobrażać, bo go w niej po prostu nie było kiedy zdobywaliśmy m.in. dwa medale Mistrzostw Europy, kiedy wygrywaliśmy Ligę Światową, kiedy zajmowaliśmy drugie miejsce w Pucharze Świata, albo kiedy byliśmy o jedną piłkę od półfinału w Pekinie. Kadra bez Ignaczaka sięgnęła po srebro MŚ w 2006 (tam był Gacek) i de facto po złoto w 2014 (tu był Zatorski). Czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić kadrę bez Winiarskiego? Jesteśmy - taka kadra wygrała w 2009 roku Mistrzostwa Europy (MVP był wtedy Piotr Gruszka). A kadra bez Zagumnego, który uczestniczył we wszystkich wielkich sukcesach kilkunastu lat? Ano uczestniczył, ale przy sukcesie największym, sukcesie ostatnich trzech tygodni, odgrywał jednak przez większość turnieju (nie licząc finału) rolę drugoplanową. Czy dwa lata temu ktoś wyobrażał sobie kadrę bez Bartmana? Czy miesiąc temu ktoś wyobrażał sobie kadrę bez Kurka? Ano właśnie.

635439042317860022

Nie tragizujmy więc, tylko się cieszmy. Jesteśmy mistrzami świata. Mistrzowie są i będą już mistrzami zawsze. Jedni odchodzą, przyjdą następni. Może przyszły sezon będzie trochę gorszy, może nie uda się odbudować drużyny na igrzyska w Rio. Ale reprezentacja Polski w siatkówce ma tę dziwną umiejętność odradzania się, niczym feniks z popiołów. Do mistrzów ze Spodka dołączą inni - Boćki, Wiśniewscy, Ferensowie, Hainowie i Wojtaszkowie. Może powrócą Kurki, Bartmany, Ruciaki i Jarosze. Może Winiarski albo Wlazły - jak Jordan - poczują w 2016 roku raz jeszcze charakterystyczne swędzenie. Na pewno dojdą nowi, których nazwisk jeszcze nie znamy, jak jeszcze nie tak dawno pewnie nie znaliśmy Mateusza Miki.

Najfajniejsza. Reprezentacja. Ever.

635469783625321058

Phil Jackson w Polsce

mrpw

Na razie tylko biografia, ale kto wie, co przyniesie jutro.

11pierscieni_1000px

Od dwóch lat dzielnie tłumaczymy książki związane z NBA. Najpierw biografię Shaqa, potem Rodmana, Dream Team. Czwarta w kolejności była biografia Phila Jacksona, "11 pierścieni". Książki NBA sprzedają się chyba jako tako, skoro wydawnictwo SQN kontynuuje serię i ma coraz ambitniejsze plany. Nie mogę chyba zdradzić, co tłumaczę teraz, ale jestem dziwnie pewien, że będzie to największy z dotychczasowych hitów i że pewnie i tak jesteście się w stanie domyślić, choć ja nie potwierdzę, ani nie zaprzeczę.

Kilka refleksji po przeczytaniu i tłumaczeniu. To była póki co najtrudniejsza książka do przełożenia na polski. Najłatwiejsza była oczywiście autobiografia Rodmana, pełna przekleństw, seksu, alkoholu i napisana dosyć prostym językiem. Cóż, Rodman intelektualistą z pewnością nie jest. Nie to, co Phil Jackson.

jax.rodman

Dawno, dawno temu, w czerwcu 2001, napisaliśmy felieton poświęcony Jacksonowi. Nosił tytuł "Władca pierścieni". Kończył się tak: 

Dobry duch. Oczywiste jest, że w każdym zespole potrzebny jest dobry duch. U Jacksona zawsze był ktoś taki. Czy to Jud Buechler albo Bill Wennington z Bulls, czy  Ron Harper lub Brian Shaw z Lakers. Ale równie ważne jak obecność dobrego ducha, a może nawet ważniejsze, jest pozbycie się duchów złych, o czym Jackson też pamięta. Dlatego Phil przed meczami pojawia się często w szatni, potrząsając kadzidełkiem i mamrocząc pod nosem tajemne zaklęcia. Dym spowija przerażonych zawodników, ale to nie tylko terapia zapachowa. Jax tłumaczy im: - Chodzi o to, by unicestwić wszystkie złe duchy, które się tu znajdują. Zawodnicy szanują metody trenera. Mówi Horace Grant: - Byłem pewien, że się czymś naszprycował.

 

(...)

Phil Jackson - wielki trener, wybitny strateg, wspaniały motywator. Skromny, wyważony, spokojny i cierpliwy. A przede wszystkim skuteczny. Nieprzychylni Jacksonowi komentatorzy mówią: - Ciekawe, jak wyglądałby cały ten zen w Vancouver. My nie mamy już wątpliwości - takimi metodami Jackson z Grizzlies też uczyniłby mistrzów.

Tłumaczenie było naprawdę nie lada wyzwaniem. 

Próbowaliście kiedyś tłumaczyć buddyzm z angielskiego na polski? A cytaty z wybitnych teoretyków teorii przywództwa i zarządzania? A poezję Edwina Markhama albo Walta Whitmana? A pieśni religijne zielonoświątkowców? A piosenki Grateful Dead? A mądrości mistrzów sufizmu? A instrukcje Shunryu Suzukiego co do idealnej medytacji? A tajniki technik psychologiczno - medytacyjnych mindfulness? A teorię hierarchii potrzeb Maslowa? A cytaty z chińskiego filozofa Laozi, twórcy taoizmu? 

Lao_Tzu

Jeśli więc ktoś nie lubi Phila Jacksona, to może po tę książkę sięgnąć, choćby po to, żeby zobaczyć efekty naszych męczarni (tłumaczyłem z tym drugim, co ze mną kiedyś blogował) i się nad nami potem poznęcać.

Ale żeby było jasne - to jest książka koszykarska. Może nawet bardziej, niż jakakolwiek inna. Bo pokazuje jak wszystko to co powyżej - Grateful Jazz, Tom Waits i Charlie Parker, Shunryu Suzuki i Laozi, buddyzm, zen, sufizm i taoizm, medytacje i religia, teoria organizacji i zarządzania, przywództwa i hierarchii potrzeb, historia Indian Oglala, Walt Whitman, Roald Dahl i Rudyard Kipling, anegdota o Napoleonie wybierającym nowych generałów, albo przysłowie o tym, jak brak gwoździa w podkowie spowodował upadek królestwa - przekłada się na karierę największego trenera w historii. 

To nie jest książka lekka, łatwa i przyjemna. Ale "11 pierścieni" powinien przeczytać każdy, kto chciałby zrozumieć najwybitniejszego filozofa i psychologa wśród trenerów NBA. I najwybitniejszego trenera koszykówki wśród wszystkich filozofów i psychologów. Każdy, kto chciałby zrozumieć, jak to wszystko, co spisałem powyżej ma się do koszykówki, do Bulls i do Lakers. ja przekłada się na Jordana, Pippena, Rodmana, na Kobego, Shaqa, Gasola i Artesta. Jak będzie się może przekładać na Knicks i Carmelo Anthony'ego. Dlaczego Jackson próbował zatrudnić najpierw Steve'a Kerra i dlaczego ostatecznie zatrudnił Dereka Fishera.

jax.fish

Książkę powinien przeczytać każdy, kto kibicował w latach 90-tych Bulls, albo w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku - Lakers. Każdy, kto dziś kibicuje Knicks.

Każdy, kto kocha koszykówkę. Bo przecież, jak pisze autor:

Koszykówka nie jest sportem jednoosobowym, choć dziennikarze często próbują ją prezentować właśnie w ten sposób. Ale nie jest też sportem pięcioosobowym. Jest skomplikowanym tańcem, w którym wszystko dzieje się w tej samej chwili – piłka odbijająca się od obręczy, szmer tłumu kibiców, błysk wściekłości w oczach przeciwnika i głosy dochodzące z twojego własnego umysłu.

jax.jordan

jax.kobe1

Ale do rzeczy. Jeśli chcecie zamówić książkę przedpremierowo, to można to zrobić tutaj:

http://www.labotiga.pl/phil_jackson 

A jeśli chcecie dostać 25% zniżki, to wpiszcie kod SUPERGIGANT. Pierwsze, jeszcze ciepłe egzemplarze książki, już przyszły z drukarni, więc wysyłka będzie od ręki.

Miłej lektury.

Bułgarom zawsze wiatr w oczy

mrpw

19 sierpnia 2010. Węgierski Debrecen gra u siebie w ostatniej rundzie eliminacji do Ligi Europy z bułgarskim Litexem Lovech. Wygrywa bez większych problemów 2-0.

26 sierpnia 2010. W rewanżu w Bułgarii do przerwy wynik jest bezbramkowy. Sędziuje Polak, Robert Małek. W drugiej połowie Węgrzy przypieczętowują awans, w 81 min. bramkę na 2-1 dla Debrecenu strzela niejaki Czvitkovics. Ale w końcówce meczu na boisku pojawia się nieuprawniony zawodnik z Debrecenu, Peter Mate.

Walkower? Nie. UEFA karze Debrecen karą 15 tysięcy Euro, Debrecen awansuje do fazy grupowej Ligi Mistrzów, gdzie przegrywa 5 z 6 meczów.

Uzasadnienie UEFA brzmi tak: "Debrecen had no interest in fielding this player for the three last minutes of additional time, when the score was so clearly in its favour".

Sierpień 2014. Historię znamy. Walkower dla Celtiku. Ale wbrew pozorom stratna na tym jest nie tylko Legia. Dzięki decyzji UEFA, Celtic będzie losowany jako drużyna rozstawiona. Legia by rozstawiona nie była. Czyje miejsce zajął Celtic? Ludogoretsu Razgrad, czyli mistrza Bułgarii...

Losowanie wkrótce, ale Bułgarzy już wiedzą, że nie zagrają nie tylko z Legią, ale i nie ze słoweńskim Mariborem, nie ze szwedzkim Malmoe, nie ze słowackim Slovanem, nie z duńskim Aalborgiem. Zagrają z Red Bulls Salzburg, ze Steauą, z Apoelem, z BATE Borisov, albo z Celtikiem.

To tak dla pocieszenia, że decyzja UEFA zmartwiła nie tylko Polaków.

Ale czytając tamto uzasadnienie UEFA, czekam, czy tym razem argumenty będą brzmiały analogicznie: "Legia had huge interest in fielding this player for the four last minutes of the game, as the score was not clearly in its favour".

I'm Coming Home!

mrpw

Siem wzruszyliśmy!!!

Niesamowite. Cztery lata temu odchodził w niesławie, kibice gwizdali, buczeli, palili jego koszulki, właściciel bluzgał i wyzywał go od zdrajców, hejterzy (w tym niżej podpisany) odsądzali od czci i wiary - że quitter, że poszedł na łatwiznę, że nigdy nie zdobędzie tytułu bez Wade'a i Bosha, że nigdy nie będzie Michaelem.

Jak fantastycznie historia zatoczyła dziś koło...

Jak dojrzał, jak wyciągnął wnioski z błędów PR-owych, które wtedy popełnił. Tym razem LeBron wykonał PR-owy majstersztyk. W Miami już i tak jest Bogiem - 4 razy wprowadził ich do finałów, dał 2 tytuły mistrzowskie. 

W Cleveland już mu wszystko wybaczono, będą go kochać jeszcze bardziej. Za to, że wrócił. Za to, że wrócił, pomimo tych wszystkich krzywd, które go po odejściu spotkały. Za to, że potrafił wznieść się ponad to. Tu też jest Bogiem. Znowu.

Tak, życzymy LeBronowi w Cleveland jak najlepiej. Tak - będziemy mu kibicować. Na Wschodzie na pewno :) Bo przecież jego Decyzja 2.0 uruchomi teraz kolejne domina - Carmelo (podobno Knicks ale coś zwleka), Bosh (odejdzie do Houston), itd. Tylko Pat Riley biedny ale coś za coś. Przynajmniej ma Danny'ego Grangera...

Dla legendy LeBrona, dla dziedzictwa, dla tworzenia się historii - to decyzja najlepsza z możliwych. Chyba po raz pierwszy w historii NBA mamy 4 numery 1 z draftu (LeBron, Irving, Bennett, Wiggins) w jednej drużynie. 

Respect, LeBron! List jest kapitalny.

Before anyone ever cared where I would play basketball, I was a kid from Northeast Ohio. It’s where I walked. It’s where I ran. It’s where I cried. It’s where I bled. It holds a special place in my heart. People there have seen me grow up. I sometimes feel like I’m their son. Their passion can be overwhelming. But it drives me. I want to give them hope when I can. I want to inspire them when I can. My relationship with Northeast Ohio is bigger than basketball. I didn’t realize that four years ago. I do now.

(...)

I’m doing this essay because I want an opportunity to explain myself uninterrupted. I don’t want anyone thinking: He and Erik Spoelstra didn’t get along. … He and Riles didn’t get along. … The Heat couldn’t put the right team together. That’s absolutely not true.

I’m not having a press conference or a party. After this, it’s time to get to work.

(...)

I always believed that I’d return to Cleveland and finish my career there. I just didn’t know when. After the season, free agency wasn’t even a thought. But I have two boys and my wife, Savannah, is pregnant with a girl. I started thinking about what it would be like to raise my family in my hometown. I looked at other teams, but I wasn’t going to leave Miami for anywhere except Cleveland. The more time passed, the more it felt right. This is what makes me happy.

To make the move I needed the support of my wife and my mom, who can be very tough. The letter from Dan Gilbert, the booing of the Cleveland fans, the jerseys being burned -- seeing all that was hard for them. My emotions were more mixed. It was easy to say, “OK, I don’t want to deal with these people ever again.” But then you think about the other side. What if I were a kid who looked up to an athlete, and that athlete made me want to do better in my own life, and then he left? How would I react? I’ve met with Dan, face-to-face, man-to-man. We’ve talked it out. Everybody makes mistakes. I’ve made mistakes as well. Who am I to hold a grudge? 

(...)

In Northeast Ohio, nothing is given. Everything is earned. You work for what you have.

I’m ready to accept the challenge. I’m coming home.

Marcin Gortat nie przenosi talentów do South Beach

mrpw

Zostaje w domu.

5 lat, 60 milionów dolarów. Wow.

Poprzedni pięcioletni kontrakt opiewał na 34 miliony, czyli jest prawie dwa razy lepiej.

Brawo, wielkie gratulacje, wielki szacunek. Aż się Supergigant przebudził ze snu zimowego i chyba nawet udało nam się podać tę informację jako pierwszym, 10 minut po tweecie Marcina, w środku polskiej nocy - jak za starych czasów.

Były plotki nawet o zainteresowaniu Miami ale Marcin wybrał opcję pewną i bezpieczną. W Waszyngtonie czuje się dobrze, tu go lubią, tu go szanują, tu jest pewniakiem. Dobry wybór.

Chyba trzeba to będzie uczcić relacją z ubiegłotygodniowego Marcin Gortat Camp. Dawną obiecywaną...

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci