piątek, 20 listopada 2009

Wow, już dawno żadna dyskusja tak nie rozgrzała czytelników.

Bardzo zaciekawił nas jeden z komentarzy, nie chcemy żeby zginął w morzu, więc pozwolimy sobie go przekleić i rozwinąć w osobną notkę, ciekawe jakie komentarze on wywoła.

Trzeba być sportowcem, aby to zrozumieć. Takie sytuacje zdarzają się też w innych dyscyplinach, weźmy siatkówkę, którą uprawiam. Żadna z nas w ważnym meczu nie przyzna się, że np. przed chwilą ewidentnie dotknęła siatki, co widzieli WSZYSCY, naprawdę wszyscy, z wyjątkiem oczywiście sędziego. Wtedy pozostaje cicha ulga, wymowne wymiany spojrzeń i ukradkowych uśmiechów ze współzawodniczkami oraz dziękowanie Bogu, że przy stanie 25:24 dla przeciwniczek sędzia na 0,5 sekundy stracił wzrok ;) I nie mówię tu o 1 lidze seniorek, nie. Ja narazie gram w lidze młodzieżowej. Lecz takie sytuacje, podkreślę raz jeszcze, zdażają się w każdym sporcie, i rzeczywiście NIKT nie przyzna się w takim momencie do błędu. Bo nie należy być uległym, dobrodusznym samarytaninem. Takie okazje się wykorzystuje. A faktycznie, aby temu zapobiec, trzeba by nie dopuścić do takich okazji, właśnie np. przez wprowadzenie powtórek. Ale póki są, trzeba je wykorzystywać, taki jest sport.

I myślimy sobie, że rzeczywiście coś w tym jest. Przykład siatkówki jest wszystkim pewnie dobrze znany. Dziesiątki sytuacji w każdym meczu - piłka idzie na aut - po bloku, czy nie po bloku? Obie drużyny żeby wywrzeć nacisk na sędziego (jedni zawsze próbują oszukać) NATYCHMIAST przybijają piątki, cieszą się z udanej akcji. Sędzia orzeka, że bloku nie było. Na powtórkach widać ewidentnie, że poszło po palcach. I czy kiedykolwiek widzieliśmy, żeby ktoś się przyznał, że musnął? A przecież wie, poczuł dotknięcie piłki. Albo poczuł, że dotknął siatki. I potem, próbując swoją reakcją wpłynąć na sędziego, celowo, z premedytacją, próbował go oszukać. Zachowywał się nieuczciwie. Każdy siatkarz / siatkarka ma na swoim koncie takie zagrania. Kurek, Zagumny, Wlazły, Gruszka, Swiderski. Glinka, Świeniewicz, Jagieło, Gajgał, Skowrońska. Itd. Każdy.

Może w tym leży klucz. Że to są emocje, jakich my kibice jednak nie jesteśmy w stanie pojąć, ogarnąć, że adrenalina, że stres, że zespół, że prosta racjonalizacja - że błędy sędziów są wpisane w istotę sportu, że to się wszystko jakoś wyrównuje i że teraz sędzia pomylił się na naszą korzyść, potem sie pomyli na Waszą.

Nie wiem. Ale punkt widzenia sportowca (jeśli jacyś jeszcze nas czytają, zapraszamy do wypowiadania się) wydaje się jeszcze bardziej interesujący niż punkt widzenia kibica.

Przecież Michael Jordan w TEJ AKCJI odepchnął Bryona Russella.

Przecież John Stockton zawsze kiedy sędzia nie patrzył, sprzedawał rywalom łokcie.

I nie kamieniujmy sportowców za takie opinie, bo może rzeczywiście trzeba być sportowcem, żeby to zrozumieć.

Mundial 2010 na bwin.com! Zarejestruj się i zgarnij bonus!

czwartek, 19 listopada 2009

Trochę się zdublujemy z Michałem Polem, który nas ubiegł i napisał:

Kto z Was zna piłkarza, który w takiej chwili (...) po zagraniu ręką przyznał się, że to zrobił? Ręka w górę i nazwiska poproszę!

Zabawne jest to wszechobecne na wszystkich portalach święte oburzenie. Szok! Skandal! Bezczelność! Cynik! Ordynus! Oszust! Złodziej! Cham! Głupio się tłumaczy! Obrzydlistwo! Wyrachowanie!

Wszyscy zachowujemy się jakby co najmniej Thierry Henry zgwałcił nastolatkę.

Zczuba dramatyzuje najbardziej:

Najwyraźniej lepiej nie zostawiać u niego w domu portfela. Kierując się identycznym rozumowaniem - mógłby go ukraść kiedy tylko odwrócilibyście wzrok. Ta wypowiedź to prawdopodobnie najbardziej bezczelne tłumaczenie przyłapanego na oszustwie sportowca od czasów Reki Boga. Tyle, że wypowiedź Maradony była przynajmniej oryginalna i błyskotliwa, a wypowiedź Henry'ego jest tylko chamska.

Sami widzicie, cytując Bareję: To złodziej! I Pijak! Bo każdy pijak to złodziej!

Zdrowy rozsądek, zmieszany z rozczarowaniem romantyka zachowuje Rafał:

Henry tak bardzo chciał wygrać jeszcze raz, że oszukał. Na oczach, jak szacuję, dziesiątek milionów widzów. Nie on pierwszy, nie on ostatni. Oszukał odruchowo? Na wpół świadomie? W malignie działał? (...) Ilu młodszych kolegów z szatni nauczyłoby się czegoś ważnego od wielkiego sportowca? Czy Henry dzięki szlachetnemu zachowaniu nie zyskałby więcej niż dzięki golowi Gallasa?

Owszem - Henry oszukał. Naszym zdaniem raczej odruchowo niż świadomie (to jest ułamek sekundy na podjęcie decyzji, to jest odruch nie kalkulacja) - ale oszukał. Nie przyznał się sędziemu już na pewno całkowicie świadomie. Owszem - fajnie by było, gdyby się przyznał. Byłoby to z pewnością bardziej wychowawcze i uczciwe. Podzielamy zdanie Rafała.

Ale prawda jest taka, że będąc na jego miejscu nie przyznałby się nikt. NIKT. Zaryzykujemy również taką tezę, że większość spośród święcie oburzonych, kamieniujących Henry'ego, też by się nie przyznała.'

Bo taka jest natura piłki nożnej.

Ile pamiętacie niesłusznie przyznanych karnych? Dziesiątki? Setki? Tysiące? A ile znacie sytuacji, w których faulowany rzekomo zawodnik pędzi do sędziego, mówiąc "panie sędzio, nie było faulu, sam się przewróciłem"?

Ile widzieliście bramek strzelonych ręką albo takich, przy których napastnik pomógł sobie ręką albo bramek ze spalonego? A ile razy widzieliście napastnika, który podbiega do sędziego, przeprasza go i prosi o anulowanie bramki?

Pamiętacie mecz Polska - Austria na Euro? I bramkę Rogera? Dlaczego Roger nie pobiegł wtedy do sędziego, żeby powiedzieć "strzeliłem ze spalonego"?

A karnego dla Austrii (sytuacja już nie tak ewidentna)? Dlaczego Austriacy przy faulu Lewandowskiego nie podbiegli do sędziego, tłumacząc "panie sędzio, bez przesady, proszę się nie wygłupiać, to była zwykła przepychanka w polu karnym, obok nasz tak samo przytrzymywał Bąka".

Pamiętacie półfinał Ligi Mistrzów i fuckin disgrace? Dlaczego piłkarze Barcelony nie pobiegli w ostatniej minucie do sędziego, krzycząc "była ręka na naszym polu karnym, proszę poodyktować karnego"?

Dlaczego Maradona przez ponad 20 lat ściemniał, bełkocząc coś o ręce Boga (BTW - dużo bardziej żenujące tłumaczenie i próba zakłamywania rzeczywistości, niż proste przyznanie się do winy Henry'ego)?

Dlaczego Jan Furtok po meczu z San Marino (1-0) odpowiadał dziennikarzom: "ręką, nogą, czym to jest nieważne, grunt że piłka jest w siatce"?

Albo Scholes, który kiedyś ręką strzelił bramkę Polsce?

Itd. itp.

Dlaczego? Bo to jest piłka nożna.

Otóż drodzy strasznie-oburzeni-bezczelną-i-chamską-postawą-złodzieja-Henrego: Piłka nożna to jest właśnie taki sport, w którym - czy nam się to podoba, czy nie - oszustwo popłaca a okazja czyni złodzieja. I być może dlatego tak tę piłkę nożną kochamy.

Bo piłka nożna jest bodaj jedyną dyscypliną sportu, w której jedna przypadkowa akcja (jeden spalony, jedno dotknięcie ręką, jeden nurek, jeden faul, itp.) może zmienić wszystko - zaprzepaścić efekt dziesiątek meczów. Albo wręcz przeciwnie.

Żeby było jasne - nie zamierzamy Henry'ego bronić, usprawiedliwiać. Zrobił, co zrobił. Zachował się jak się zachował. Musi teraz zjeść tę żabę.

Ale nikt z nas, piszących o tej sytuacji i komentujących, nigdy nie był w takiej sytuacji. Najważniejszy mecz od dwóch lat, koniec pierwszej połowy dogrywki, czas ucieka, awans wymyka się z rąk, piłka ucieka na aut, odruchowo zatrzymuję ją ręką, podaję na środek, strzał, gol...

Jeśli ktoś daje sobie rękę uciąć, że w takiej sytuacji pobiegłby do sędziego i poprosił o anulowanie gola, niech dalej rzuca kamieniami.

My się nie podejmujemy.

PS. Kilka rzeczy dopisujemy tytułem wyjaśnienia:

1. Jesteśmy zdecydowanie za wprowadzeniem powtórek. Również po to, żeby wyeliminować takie sytuacje jak wczorajsza i setki innych (nurki, bramki ze spalonego, faule, nurki, przekroczenie linii bramkowej przez piłkę, itp.). Nie kupujemy argumentów, że zabiłoby to płynność gry. Niechby nawet każdy trener miał prawo do 3 challengów w połowie - jak w tenisie.

2. Nie jest tak, że kochamy piłkę, bo oszustwo w niej popłaca. Kochamy piłkę, (m.in.) ponieważ you never know. Ponieważ jedna przypadkowa akcja może zadecydować o wszystkim. Raz jest to jedna głupia kontra, kiedy indziej strzał rozpaczy w ostatnich sekundach, czasem nawet bramkarz, który pobiegnie na pole karne rywala. A czasem (niestety) gol ze spalonego, gol z nurkowanego karnego, gol po zagraniu ręką. Błędy sędziów są solą widowiska piłkarskiego. Henry z błędu sędziego skorzystał. Żeby błędy wyeliminować, choćby częściowo - patrz pkt. 1

3. Świadomie cz nie świadomie. Odruch czy wyrachowanie. To wie tylko Henry ale nawet z amatorskich meczów koszykówki pamiętam takie sytuacje, w których zagrało się nieczysto. Owszem - wydaje mi się, że jakby co, to się przyznawałem (graliśmy zazwyczaj bez sędziego a to zwiększa samoodpowiedzialność, nie można - jak Henry - powiedzieć: "pytajcie się sędziego"). Ale też muszę przyznać, że w dogrywce meczu decydującego o awansie na Mundial nie grałem. Jeszcze.

4. Czcionka się zmieniła sama, jak przeklejaliśmy cytaty od Michała, Rafała i zczuba :-)

5. Chariots of Fire to film o lekkiej atletyce a nie piłce nożnej (BTW - jeden z naszych ukochanych). I dzieje się w latach 20-tych. Dziś takich lekkoatletów też już nie ma.

6. To nie jest tak, że próbujemy być oryginalni i na siłę na przekór. Z Michałem akurat się zgodziliśmy, z Rafałem w zasadzie też. Rafał nie napisał tego w duchu: oszust, złodziej, bandyta, dlaczegoś to zrobił? Rafał napisał to w duchu: szkoda, że to zrobił. Z takim podejściem się zgadzamy w 100%. Też byśmy woleli, żeby Henry zachował się jak DeRossi w meczu ligowym. Ale po pierwsze - to był JEDYNY przykład. Po drugie - DeRossi też nie zawsze zachowuje się super. Pamiętacie MŚ i mecz z Amerykanami, brutalny faul na McBride'zie?

7. Na litość boską: to nie jest tak, że pochwalamy zachowanie Henry'ego. Wręcz przeciwnie. Ubolewamy. Uważamy, że byłoby tysiąc razy fajniej, gdyby się przyznał. Ale rzeczywistość jest taka, że nie przyznałby się nikt.

8. Ciekawe swoją drogą, czy Henry teraz żałuje. Wyobraźcie sobie, jakim byłby bohaterem, gdyby podszedł do sędziego i powiedział, co się wydarzyło.

Mundial 2010 na bwin.com! Zarejestruj się i zgarnij bonus!

wtorek, 17 listopada 2009

Artest kontra Ariza. Może i zachowanie Artesta nieładne ale przynajmniej było wesoło.

Ale ponieważ chamstwo nie popłaca - Lakers mecz przegrali.

A jak już jesteśmy przy wesołych klimatach, oto Greg Oden:

Koszykówka NBA na bwin.com! Zarejestruj się i zgarnij bonus!

poniedziałek, 16 listopada 2009

Domagał się Stephen Jackson transferu, domagał aż w końcu dopiął swego.

Tyle, że chciał trafić do contendera a idzie do Bobków.

Zaryzykować postanowił Larry Brown, który do trudnych zawodników ma dobrą rękę.

W zamian za Jacksona (plus Acie Law) do Golden State powedrują Raja Bell i Vladimir Radmanović.

I tak Charlotte zyskało najlepszego zawodnika transferu (“We are excited to add a player of Stephen’s caliber to our franchise. He is coming off arguably the best season of his career and we believe he will help our team on both ends of the floor.”) a Warriors pozbyli się wreszcie bólu głowy, zyskując jednocześnie obrońcę, który pewnie zadba, żeby już żaden debiutant nie wrzucił im 55 punktów.

niedziela, 15 listopada 2009

A więc dunk D-Wade'a nad Andersonem Varejao wyglądał tak:

Power.

Ale choć takie loty są symbolem NBA, to nie wszyscy to potrafią. W New York Timesie znaleźliśmy zabawny tekst o przyziemności. O koszykarzach, którym fruwać nie kazano.

Na przykład Jason Kapono. Jeden z najlepszych strzelców NBA, 203 cm wzrostu, siódmy sezon w lidze, ponad 1100 zdobytych koszy. I ani jeden nie był slam dunkiem.

Kapono nie dunkuje, bo w ogóle rzadko bywa w poblkiżu kosza. Wyspecjalizował się w "trójkach" i większość czasu spędza wokół linii rzutów za trzy punkty. Nie jest na tyle silny i skoczny, by przedrzeć się przez obronę. Mógłby mu się przytrafić jakiś dunk w kontrataku. Ale jakoś przez sześć lat się nie przydarzył.

Raz udało mu się zadunkować na treningu. Koledzy oniemieli.

“I see the game from the floor up instead of guys who see it from the floor down,” Kapono said. “My skill set is more fundamentals, shooting, footwork game. I don’t really understand or can’t fathom or feel the explosion, athleticism or speed of the game.”

Kapono nie jest jedyny. Jak podaje NYT, Danny Ferry (niegdyś skrzydłowy, dziś GM Cavs) nie zadunkował ani razu w ciągu ostatnich 6 seznów w NBA. Charles Oakley - to nas zadziwiło - nie miał ani jednego wsadu przez trzy lata. W zeszłym roku ani jednego slam dunku nie zaliczyły takie wielkoludy jakL Steve Nowak z Clipers (209 cm), Fabricio Oberto z SA (209 cm) i Kurt Thomas (też San Antonio, 206 cm).

Liderem wśród dunkerów był Dwight Howard - 201 wsadów w sezonie. Ale jego kumpel z drużyny, malutki rozgrywający Jameer Nelson, w NBA zaliczył tylko jeden wsad- cztery lata temu z New Jersey.

A Howard nawet i w to nie wierzy:

“He has dunked, I think that was on NBA Live 2005,” Howard said, referring to the video game. “In a game? I heard he dunked in college, but we don’t have any proof of that, so I don’t think he can dunk anymore. I’ve seen him get up and grab the rim, but that’s a little bit different.”

*

Na deser, dunk Woody'ego Harrelsona z "White men can't jump". Podobno, żeby Woody doskoczył, trzeba było obniżyć kosz o stopę. Żal.

Brandon Jennings z Milwaukee.

Pierwszy, który jako 18-latek, zamiast na studia (nie czekając na wyniki egzaminów wstępnych), pojechał do Europy grać w koszykówkę.

Nie przyszedł na draft, bo bał się, że nie zostanie wybrany w pierwszej rundzie. Ale jak już został wybrany przez Bucks z nr 10, pognał szybko do hali i wpadł na scenę kilka numerów później, ściskając zaskoczonego Davida Sterna.

Uważa się za najlepszego rozgrywającego tegorocznego draftu.

Prowadzi osobistą vendettę przeciwko New York Knicks, którzy wybierali z nr 8 i wybrali niejakiego Jordana Hilla.

W debiucie przeciwko 76ers zaliczył 17 pkt., 9 zb. i 9 as.

Dziś w nocy, przeciwko Golden State, rzucił 55 pkt., z czego 29 pkt. w trzeciej kwarcie.

Tylko Wilt Chamberlain rzucił więcej (58 pkt.) w pierwszym sezonie gry w NBA.

Koszykówka NBA na bwin.com! Zarejestruj się i zgarnij bonus!

sobota, 14 listopada 2009

Pan Mohamed Aboutreika.

Człowiek, który kiedyś wygrał dla Egiptu Puchar Afryki a przed chwilą, w 95. minucie, przedłużył szanse na awans do MŚ. Egipt musiał wygrać z Algierią 3-0, żeby awansować, 2-0 żeby doprowadzić do dodatkowego meczu w Sudanie.

Już w 2. minucie strzelili pierwszą bramkę a potem przez 90 minut męczyli się niemiłosiernie. Aż do ostatniej akcji...

Ciekawe, co teraz dzieje się w Egipcie.

PS. Okazuje się, że się w emocjach livescore pomylił. Bramkę strzelił pan Emad Moteab. Ale tytułu notki nie zmieniamy, jakoś dziwnie jesteśmy spokojni, że on też jest solidarny z Gazą.

Bramkę możecie zobaczyć tutaj. Ja nie mogę, jutuba tak jak pisałem wczoraj - brak.

Nie nad Varejao, ale też fajny.

Jedną z największych niespodzianek pierwszych tygodni w NBA - i to niespodzianką nadzwyczaj przyjemną - jest to co dzieje się w Phoenix.

Z bilansem 8-2 Suns zajmują pierwsze miejsce na Zachodzie i (wspólnie z Bostonem) pierwsze w całym NBA. Przegrali dwukrotnie na wyjazdach -  z finalistami 2009, Lakers i Orlando - wygrali m.in. z Miami, Bostonem i Nowym Orleanem.

Oczywiście, to początek sezonu, zwykle pełen zdarzeń dziwnych i niereprezentatywnych. Paliwo może się skończyć bardzo szybko. Ale i tak wyniki Suns są zadziwiające.

Przecież nieudany eksperyment z Shaqiem miał stanowić ostateczny dowód, że lata prosperity Suns się kończą. Po sezonie oddano O'Neala za dwóch czereśniaków, których natychmiast zwolniono. Pełno było spekulacji nt możliwej sprzedaży Amare Stoudemire, ale po operacji oka akcje skrzydłowego Phoenix mocno podupadły i nikt nie złożył naprawdę dobrej oferty. Eksperci dziwili się, czemu Steve Nash chce spędzić ostatnie lata swej kariery w takim grajdole. Wróżono Suns szybką wędrówkę na dno Konferencji Zachodniej.

Tymczasem Nash gra znów jak młody Bóg - ze średnią asyst 11,8 na mecz jest numerem jeden w lidze. Amare Stoudemire nie narzeka, że ma za mało pola do popisu i wspólnie ćwiczą pick'n'rolle, a Grant Hill dyktuje ton w obronie.

"Never did I think Nash would play at an MVP level, Jason Richardson would play like he did in Golden State, Grant Hill would rebound like it was the ’90s, Amare would care about defense and rebounding, Channing Frye would drill threes like they’re free throws and the bench would be this rock solid." - pisze blogger z Valley of the Suns.

W wywiadach Suns mówią że bardzo odpowiada im to, że nikt na nich nie stawia. Bo ciężko być faworytem, a fajnie underdogiem. Podkreślają, że atmosfera w drużynie jest świetna, nowe hasło "Culture of We" pasuje jak ulał, i w ogóle sezon zapowiada się nadzwyczajnie.

Więc co się stało? Ano chyba: addition by subtraction (dodawanie poprzez odejmowanie). Pomogło najpierw przerwanie eksperymentu pt Terry Porter, z trenerem który chciał zrobić z Suns powolnych mistrzów defensywy. A następnie rozstanie z O'Nealem.

Z Shaqiem nie tylko nie udało się ułożyć stylu gry, ale też układu sił w drużynie. "Wielki kaktus" jest zabawnym gościem, ale tak naprawdę nie nauczył się dotąd, jak zejść na drugi plan. Na bardziej smakowite historyjki musimy jeszcze poczekać, ale już wiadomo że między O'Nealem i Nashem nie było różowo.

Oczywiście w play offach Suns nie mają dużych szans. Bo wtedy jednak przydają się ludzie wysocy i ktoś, kto blokuje i zbiera. Ale zważywszy na to, że w zeszłym roku (z Shaqiem) do play offów nie weszli w ogóle, nie jest to chyba powód do zmartwień.

PS. A tu Steve Nash i jego Straszna Mina

LeBron James zadeklarował, że przestanie grać z nr 23 i zaproponował zastrzeżenie numeru 23 wszędzie - w całej NBA.

“It’s time. He’s the best basketball player we’ve ever seen. Mike does it on the court and off the court. If you see 23, you think about Michael Jordan. You see guys flying through the air, you think about Michael Jordan. You see game-winning shots, you think about Michael Jordan. You see fly kicks, you think about Michael Jordan. He did so much, it has to be recognized, and not just by putting him in the Hall of Fame. (...) There would be no LeBron James, no Kobe Bryant, no Dwyane Wade if there wasn't Michael Jordan first. He can't get the logo, and if he can't, something has to be done.


I nawet jeśli to tylko trick marketingowy (bo przecież wszyscy ci, którzy wcześniej nabyli koszulkę LeBrona z numerem 23, będa teraz musieli kupić takie same z szóstką - z takim numerem zamierza w przyszłym sezonie grać LeBron), to pomysł nam się podoba.

Koszulka z numerem 23 wisi oczywiście pod kopułą hali Chicago Bulls, ale wisi też w hali w Miami Heat. Trudno zrozumieć, dlaczego nie wisi w Madison Square Garden, dlaczego nie w Cleveland, czy w Utah.

Oprócz LeBrona z nr 23 grają Devin Brown, Marcus Camby, Toney Douglas (w Nowym Jorku!), Stephen Graham, Kevin Martin, Wes Matthews junior (w Utah!), Jodie Meeks, Jason Richardson, C.J. Watson , Martell Webster and Louis Williams. Ciekawe, prawda?

Nie wiem jak Wy ale my mniej więcej połowy tych panów w ogóle nie kojarzymy.

Koszykówka NBA na bwin.com! Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 284
REKLAMA