czwartek, 04 lutego 2010
Po poprzedniej notce... To będzie kawałek, w którym każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Kupiliśmy najnowszą płytę Maleńczuka. Niektórzy będą pewni psioczyć, że to już nie jest ten homotwistowy Maleńczuk. My nowego Maleńczuka kupujemy w 100%. I polecamy. Pure entertainment. Enjoy:
Zestaw disco tak od sasa, do lasa, że aż idealny. Bez komentarza bo w zasadzie jesteśmy tak zawstydzeni, że nie wiemy, co napisać...
I jeszcze jeden - wygrzebany na blogasku o supermarketach
wtorek, 02 lutego 2010
Stephon Marbury zadebiutował w lidze chińskiej.
Zaliczył 15 pkt, 8 as, 4 zb i 4 przechwyty ale nie był zbyt zadowolony. Spudłował wszystkie 6 trójek a w decydującej akcji oddał piłkę Mo Taylorowi (też grał kiedyś w NBA, też w Knicks i też marnie skończył), który spudłował jumperka. I drużyna Marburego, Shanxi, przegrała jednym punktem. Marbury narzekał przede wszystkim na jet lag: "The time difference is a big problem. I wake up early, in the middle of the night, and stay up most of the day. It stinks. I have not played since the last game against the Magic [in the second round of the playoffs last May]. So I was tired. I played 28 minutes, all of the fourth quarter. Talk about being tired. Wow. It was fun being out there though." Nie omieszkał zwrócić uwagi na marny bilans New York Knicks - gdyby on grał w Nowym Jorku, byłoby inaczej: "If Mike would have given me a chance, he wouldn't have been in the spot he is in now. I still love the Knicks no matter what." PS. We wczorajszej notce wspomniałem, że Chris Andersen, zwany Ptaśkiem, rozbawił swoim wyglądem mojego dwuletniego syna. Okazuje się, że Ptasiek bawi również ludzi dorosłych. Np. Ahmada Rashada, ex-gwiazdę futbolową, przyjaciela Michaela Jordana i komentatora koszykówki NBA. Ahmad pojawił się na jednym z meczów Denver w takim stroju:
Podwajany Kobe podawał w ostatnich sekundach do Rona Artesta, który spudłował trójkę i Lakers przegrali z Memphis.
Zakończyli sesję wyjazdową z bilansem 5-3. Phil Jackson zapowiadał przed serią, że wynik 6-2 będzie dobry. 5-3: taki sobie. So-so. Kobe: "It was so-so. We got a couple big wins, we found a lot out about ourselves in Boston [Sunday]. We wished we could have played a lot better in some of those games. The Toronto game we let get away. [Monday] we felt like we had it as well." Wszyscy ci, którzy twierdzili, że Lakers w pierwszej połówce sezonu mieli łatwiejszy schedule - zacierają ręce. Phil Jackson rozpisał na tablicy 5 meczów Lakers przed Weekendem Gwiazd. Charlotte i Denver u siebie, wyjazd do Portland, San Antonio u siebie i wyjazd do Utah. "Then we breathe." - dodał Jax. Kobe rzucił 44 pkt. i pobił rekord Jerry'ego Westa - jest najskuteczniejszym Lakerem w historii. Wskoczył na 14. miejsce, za 2-3 mecze wyprzedzi jeszcze Reggie Millera (brakuje 71 pkt.). Czy wyprzedzi Kareema Abdul Jabbara?
"If I play that long, probably. We'll see how my body feels. I don't think about it too much. Too far down the road for me."
poniedziałek, 01 lutego 2010
To będzie notka fotograficzna. C+ powtarzał dziś mecz Denver z San Antonio. Mój młodszy syn zobaczył dziś po raz pierwszy w życiu zjawisko zwane Ptaśkiem.
I przez jakiś kwadrans się śmiał. Nie mam pojęcia, co tak rozśmieszyło dwulatka. Ale jeśli ktoś ma podobne poczucie humoru, to załączamy jeszcze kilka zdjęć Ptaśka.
I najlepsze wcielenie - Ptasiek w roli Świętego Mikołaja.
Ptasiek ma też bardzo fajne auto. Chris Andersen, zwany Ptaśkiem, trafił do NBA 9 lat temu. Na początku kariery miał grzeczniejszy wizerunek.
Trochę się zmienił. Kolejny odcinek cyklu "Gdzie są i co porabiają chłopcy z tamtych lat?". Ku przestrodze - że nie ma takich pieniędzy, których by się nie dało wydać. Dzisiaj w roli głównej Randy Brown, pseudonim Rambo.
Trzykrotny mistrz NBA, w barwach Chicago, u boku Michaela Jordana. W sezonie 1998/99, po odejściu Michaela, grał nawet w pierwszej piątce Bulls. To, co widzicie na zdjęciu poniżej, to trzy mistrzowskie pierścienie Randy'ego.
Poprawka - to były trzy mistrzowskie pierścienie Randy'ego. W maju ubiegłego roku, po serii nieudanych decyzji finansowych (zainwestował w gastronomię i nieruchomości i stał się jedną z ofiar kryzysu) i zwolnieniu z posady asystenta trenera Sacramento Kings, Randy Brown zbankrutował. Z 15 milionów, które zarobił w NBA nie zostało nic. Za to namnożyło się sporo długów. Swoją drogą - to niebywałe, jak szybko potrafią niektórzy koszykarze NBA roztrwonić swój wielomilionowy majątek. Złota kaczka byłaby pod wrażeniem. Brown nie jest przecież jedynym koszykarskim ex-milionerem, który dzięki pomocy tzw. "doradców" wkrótce po zakończeniu kariery zbankrutował.
"It was humbling. When I retired from basketball, I became my own business person with all these people I thought were my friends. What set me back was when I signed my name to a bunch of stuff that I shouldn't have. At the time, I thought it was a great opportunity for me and didn't even think about it. Then everything started going downhill and I looked around and all those guys were gone." - opowiada rozżalony Brown. Randy musiał wystawić na licytację cały majatek - swój dom i dwa samochody Dodge Charger. No i najcenniejszą pamiątkę - mistrzowskie pierścienie z czasów gry w Chicago Bulls.
Pierścienie poszły za 53 tysiace dolarów, historię bankruta przeczytał Jerry Reinsdorf, zlitował się i latem ubiegłego roku zatrudnił go w roli dyrektora ds. rozwoju zawodników. Randy jest szczęśliwy, bo ma fajną robotę - spędza dużo czasu z młodymi koszykarzami Bulls i im mentoruje - dzieli się doświadczeniami, opowiada stare historyjki i anegdoty, tłumaczy gdzie mogą zajść jeśli będą ciężko pracować. "I don't even know how many times I've thanked Mr. (Jerry) Reinsdorf. I told Derrick Rose and James Johnson, "You'll never hear me tell Michael Jordan stories unless you want to hear them." But everything I share I lived and are my own experiences from my years in the NBA. I've been on a team that won 72 games and on a team that lost a bunch." - mówi Brown.
Ale jego historia ma być też dla młodych Bulls przestrogą - jak łatwo spaść ze szczytu na dno: "I can share with my players that if you go into business ventures, get attorneys to read stuff over and don't always sign your name because at the end of the day, people come after you." Randy ropoczął nowy rozdział w życiu. Co miesiąc odkłada pieniądze, żeby móc zamówić replikę mistrzowskich pierścieni. I ma nadzieję, że będzie pracował dla Bulls aż do emerytury: "I never take this opportunity for granted. I'm truly blessed. And I'm telling you: I won't let them down." Dzisiaj w roli głównej Randy Brown, pseudonim Rambo.
Kobe Bryant nie rozgrywał w Bostonie wielkich zawodów. Przed decydującą akcją trafił tylko 7 z 19 rzutów. Celtics długo prowadzili, na 9 min. przed końcem różnicą 11 punktów. Jeszcze na minutę przed końcem było 89-86, ale wtedy sprawy wziął w swoje ręce Ron Artest - zdobył punkty po wejściu pod kosz, po czym złapał Paula Pierce'a na faul w ataku. Lakers wzięli czas na 26 sekund przed końcem. Kobe Time? Mr. Hot for One Shot? Phil Jackson: “He had a couple of looks before that that were good looks, and he didn’t put them in. We were mystified by that. He told me the next one was going to go in, so we went with him.” Kobe twierdzi, że był trochę bardziej stanowczy: “I didn’t say give me one more chance. I said give me the damn ball. I never really give him much of a choice.” Kobe piłkę dostał i zrobił z nią to, czego należało się spodziewać.
Ray Allen zrobił wszystko co mógł. Ale Kobe jest nie do powstrzymania: "Ray's athletic, but my elevator goes to the 12th floor and his stays at the seventh." Do złamanego palca i bólu pleców doszła skręcona kostka. Co nie przeszkodzi Kobemu w jednym z dwóch najbliższych meczów stać się najskutecznieszym LA Lakerem w historii. Do Jerry Westa brakuje mu już tylko 28 punktów. PS. Tymczasem Shaq z Clippersami zaliczył szóste i najbardziej okazałe double double. 16 pkt., 12 zb. (rekord sezonu). Cavaliers wygrywają regularnie nawet bez Mo Williamsa i Delonte Westa a O'Neal z każdym meczem gra coraz lepiej.
niedziela, 31 stycznia 2010
Szkoda...
Szkoda tej katastrofalnej pierwszej połowy. Szkoda tych dwóch słupków z rzędu. Szkoda tych sytuacji sam na sam Jurasika, Lijewskiego i Jaszki. Szkoda tych kroków Jureckiego. Szkoda tej płki wybitej Tłuczyńskiemu. Szkoda tego odbitego rzutu Gunnarssona, który przeturlał się powolutku pod Szmalem.
Szkoda bodaj najlepszego na tych ME meczu Szmala. Szkoda tego prawie comebacku - gdyby się dokonał, idealnie by pasował do legendy ekipy Wenty. Szkoda, że nie musimy odszczekiwać tego, co napisaliśmy w przerwie. Szkoda, szkoda, szkoda. Co nie zmienia faktu, że Wenta Team to najfajniejsza polska drużyna. Pierwszy raz w historii są w czwórce ME. Zagrali jeden wielki (Hiszpania) i dwa bardzo dobre (Niemcy, Szwecja) mecze. Zafundowali nam dwa piękne horrory z happy endem (Słowenia, Czechy). Zagrali dobrą drugą połówkę z Francją. Zagrali dobrą pierwszą połówkę z Chorwacją. Zagrali świetną drugą połówkę z Islandią.
Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało? Stało się. Przegraliśmy dwa mecze o medal, wracamy do domu z ananasem. Co nie zmienia faktu, że i tak ich kochamy. Głowy do góry. Do zobaczenia za rok, w Szwecji. I za 2 i pół roku w Londynie. Może tam będzie lepiej, może nie zabraknie szczęścia. PS. A Islandczycy mogli sobie ten ostatni rzut bez obrony Polaków w ostatniej sekundzie darować. W NBA za takie zagranie dostaliby łomot. "I'm just glad we won" Tyle miał do powiedzenia Andre Miller na temat swojego występu przeciwko Dallas Mavericks, w którym ustanowił rekord kariery 52 pkt., zaliczając jednocześnie drugi najlepszy indywidualny występ zawodnika Portland w historii (rekordzistą jest Damon Stoudamire, 54 pkt.) i drugi najlepszy wynik sezonu (Brandon Jennings miał 55 pkt.).
Kiedy 11 lat temu Miller przychodził do NBA, niektórzy zapowiadali, że będzie nowym wcieleniem Johna Stocktona - cichym, nudnym i mało widowiskowym profesjonalistą, z mentalnością pass first, który wyrośnie na jednego z najlepszych rozgrywających w lidze. Nie do końca się udało. Trail Blazers są piątym kolejnym klubem w karierze Millera, nigdzie nie pograł dłużej niż 3 lata i choć wszędzie doceniano jego profesjonalizm i umiejętności, choć raz był nawet liderem NBA w klasyfikacji najlepiej podających, to gwiazdą NBA nie został. Nigdy nie zagrał w Meczu Gwiazd, nigdy nie został wybrany do All NBA Team, nigdy nie wyszedł poza pierwszą rundę playoffs, ba - zawsze przegrywał łatwo, nawet nie miał okazji zaznać smaku meczu nr 7. Drugim Stocktonem nie został ale rekord liczby zdobytych przez Stocktona punktów wynosi 34. Millera od dziś - 52. Ciekawostki: 1. Poprzedni rekord kariery Millera to 37 pkt. Udało mu się to dwukrotnie, ostatnio w 2002 roku. 2. W poprzednich trzech meczach Miller zdobył 15 pkt. W sumie 15 pkt. 3. W tych trzech meczach Miller oddał w sumie 25 rzutów. Trafił 4. Miał też 9 strat. 4. W poprzedzającym mecz z Dallas pojedynku z Houston Miller zdobył 2 pkt. Trafił 1 z 6 rzutów. 5. W dzisiejszym meczu Miller oddał 31 rzutów. Trafił 22. 6. To był pierwszy mecz w sezonie, w którym Miller przekroczył 30 pkt. 7. Pod koniec czwartej kwarty i w dogrywce Miller zdobył 20 z 22 pkt. Blazers. 8. Decydujący o zwycięstwie Blazers 114-112 rzut oddał Juwan Howard. Z podania Millera. 9. Andre rzadko udziela wywiadów. A jak już udziela, to zazwyczaj mówi: "Everything has been said already about me." 10. Miller skończył dwa fakultety - socjologię i kryminologię. Ciekawe, prawda? Miller nie był specjalnie wylewny a'propos dzisiejszego meczu, na szczęście jego koledzy z drużyny mieli więcej do powiedzenia.
Martell Webster: “That is one dude who does not care ... anything it takes to win, that’s all he cares about. He came in here like nothing happened.’’ LaMarcus Aldridge: “He’s in here acting like he had 10 points. I’m like, ‘Andre, how about some emotion? How about some excitement?’ He said ‘We won.’’’ Trener Nate McMillan: “We put him down in the post. Right off the bat, he established himself as a go-to guy.” Miller słynie z tego, że ogląda i dokładnie studiuje każdy swój mecz na video, żeby zidentyfikować błędy i wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość. Dzisiejszego meczu z Dallas chyba oglądać nie musi.
sobota, 30 stycznia 2010
Kolejny bardzo udany mecz Shaqa. Z Indianą zdobył 22 pkt. w 24 minuty. Do tego 8 zb. i 2 bl.
Coraz bardziej pasuje mu gra w jednej drużynie z LeBronem Jamesem. Przyzwyczaja się drugoplanowej do roli pomocnika, mentora, starszego brata i coraz bardziej mu się to podoba. Wielkiego Dominatora zastępuje Wielki Nauczyciel. "It's our job to make him a great player. I was taught that by the great John Wooden a long time ago. He said the true definition of a great player is how you make your teammates around you. I'm always having little secret conversations with LeBron. I told him a couple of weeks ago, 'You know what? I heard somebody say Kobe [Bryant] would never let his team lose. He has that will. I know you've got that. Now it's time for you to show that you have that. I'm like the big brother who's been there. He knows I've been there [to the NBA Finals] six times, so everything I say to him is golden. I pick and choose what I say to him. Because he's already a great player, I don't want to be in his ear all the time. So I think about what I say to him, and when I say it to him, it makes a lot of sense to him." |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Blogi NBA
Produkty regionalne
Soccer means football
The very best of Fruwając...
Z archiwów Supergiganta
Zachowania nie-sportowe
|