Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

f1

Po co jeździł w rajdach? Bo istnieją

mrpw

Ten drugi, co ze mną bloguje zakończył wczorajszą notkę poświęconą wypadkowi Roberta stwierdzeniem dosyć kategorycznym:

"Miejmy nadzieję, że nie będzie już startować w rajdach."


Jednym z trademarków naszego blogaska jest to, że piszemy we dwóch, w związku z czym siłą rzeczy - choć notkę pisze jeden - to piszemy w pierwszej osobie liczby mnogiej. Zazwyczaj się zgadzamy, więc kłótni nie ma. Rzadko zdarza się, że któryś złoży votum separatum. Tym razem padło na mnie (MR).

Bo równie dobrze moglibyśmy napisać o himalaiście:

"Miejmy nadzieję, że nie będzie już zdobywał ośmiotysięczników."

Albo o nurku technicznym:

"Miejmy nadzieję, że już nigdy nie zejdzie na 100 m."

Kiedy dziennikarze pytali Jerzego Kukuczkę (info dla młodszych czytelników - to drugi facet, który zdobył Koronę Ziemi, jeden z najwybitniejszych himalaistów wszech czasów), po co się wspina, po co zdobywa kolejne szczyty, odpowiadał niezmiennie - bo istnieją.

Kukuczka zginął w górach, ale nikt nie oskarżał go o brawurę, głupotę, brak profesjonalizmu. Tymczasem w stosunku do Kubicy takie komentarze w mediach i Internecie się pojawiają. I to one irytują mnie najbardziej. Tu już nie piję oczywiście do tego drugiego, co ze mną bloguje, ale np. do wybitnego specjalisty od sportów samochodowych, Jarosława Gugały z Polsatu (dziś w Poranku TOK FM):

"Jak można było postąpić tak nieprofesjonalnie?"

"Jak stajnia Lotus Renault mogła zgodzić się na to, żeby Kubica bawił się w taki niebezpieczny sport?"

"Nie rozumiem, czemu miałoby to służyć, niepotrzebne ryzyko."

"Ludzie, którzy zainwestowali kilkadziesiąt mln dolarów mogą uważać, że to są pieniądze umoczone."

"Strasznie to wieje typowo polską amatorszczyzną."

"Bardzo nieprofesjonalne zachowanie, które się skończyło tak powinno albo jak było bardzo prawdopodobne, że się skończy."

Dużo bliżej jest mi do komentarza Bartosza Raja. Kilka cytatów:

Dla Kubicy, wydaje mi się przynajmniej, a zwłaszcza ostatnimi czasy, F1 była jak kochanka, która dawała prestiż, pieniądze i obiecywała satysfakcję po osiągnięciu celu. Rajdy zaś były miłością życia, do której zawsze się będzie tęsknić, nawet jak na pięć minut znika z oczu. Nie można Kubicy odmówić prawa do jeżdżenia rajdów, choć dziś łatwo oceniać: po co ci to było?! Nie przesadzajmy, to nie jest tak, że w każdym rajdzie ginie lub obnosi obrażenia kilku kierowców. To sport.


Wybór Kubicy - jazda w rajdach, najpewniej gwarantowana kontraktem, to było jak marzenie. Najpewniej Polak po zakończeniu kariery w F1 zechce osiągnąć cel w rajdach. Życzę mu tego i jestem ostatnim, który oceniać będzie - "gdybyś nie jechał, to byś nie leżał teraz w szpitalu". Podoba mi się zdanie jednego z Was, który opisuje jakby piękną sportową historią było, gdyby za rok Kubica wygrał Ronde di Andora. I w 2012 walczył o tytuł w F1.


Nie znam się na F1 (ten drugi, co ze mną bloguje na pewno zna się lepiej), nie znam się na rajdach. Cieszę się, bo wiem, że wypadek Roberta mógł się skończyć znacznie gorzej. Ale ponieważ jestem pewien, że w życiu warto robić rzeczy, które się kocha, mam nadzieję, że Robert jeszcze w rajdach będzie startował.

"Kierowcy są bardzo niezwykłymi pacjentami"

mrpw

Nie napisaliśmy nic o Kubicy, bo co można było napisać?

Jak pewnie wielu z Was, wyklikaliśmy tysiące odsłon na wszelkich znanych nam polskich, włoskich i angielskich portalach, szukając wszelkich strzępków informacji o stanie zdrowia Kubicy i przebiegu operacji (tutaj wywiad wideo z szefem operującego Roberta zespołu chirurgów).

Niepokój, lęk, nerwowe wyczekiwanie na wiadomości ze szpitalnej sali - to nie są emocje, które chciałoby się jakkolwiek kojarzyć z kibicowaniem.

Teraz, gdy wydaje się że najgorsze wieści za nami, a uwaga mediów i fanów płynnie przenosi się z makabrycznych spekulacji na temat możliwej amputacji dłoni Kubicy, w kierunku spekulacji na temat rehabilitacji tejże dłoni i powrotu Polaka na tor - możemy odetchnąć;

Ale i pożegnać sezon F1 2011.

Te wszystkie komentarze, że Robert to jakiś superman, który w ciągu 2-3 miesięcy poskłada się do kupy, stanie na nogi i pokaże światu... to głupoty. Trzeba być durniem, aby ten wypadek Kubicy porównywać ze złamaniem ręki z 2003 roku, po którym - w ciągu półtora miesiąca - wrócił na tor i zwyciężał. Teraz Kubica, oprócz zmiażdżonej częściowo dłoni, ma liczne złamania nogi i ręki, Bóg wie ile wewnętrznych urazów. Szczęście, że to przeżył. Dopiero za kilka dni będzie wiadomo, czy pozszywana ręka "działa". Powrót na tor? Może za rok, może za dwa lata. Może nigdy.

W tym wywiadzie doktor Rossello mówi (inaczej niż w doniesieniach polskich mediów) że Kubicę czeka CO NAJMNIEJ rok rehabilitacji ("Best case scenario"). Ale też, że kierowcy nie są normalnymi pacjentami, i goją się "najszybciej jak się da".

Miejmy nadzieję, że ten pierwszy tydzień nie przyniesie żadnych komplikacji.

Miejmy nadzieję, że Kubica wróci do F1. Wszystko jedno kiedy.

Miejmy nadzieję, że nie będzie już startować w rajdach.

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci