Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

Mundial 2010

Powstań Lordzie Wayne!

mrpw

Wszyscy wiedzą, jak nazywa się klucz do zwycięstwa w dzisiejszym meczu Anglia - Niemcy. Angielskie tabloidy też wiedzą.

To nie jest, póki co, Mundial Wayne'a Rooneya. Ale przecież dzień, w którym Wayne się przełamie, musi w końcu nadejść. Dlaczego nie dziś?

Przy okazji finałów NBA śmialiśmy się z amerykańskich statystyków. Zobaczcie, co przygotowali statystycy angielscy.

Widzieliśmy wiele niesamowitych meczów Anglia - Niemcy. Podczas finału 1966 nie było nas na świecie, ale dwa półfinały - Mundialu 1990 i Euro'96 (w Anglii) pamiętamy. W 1990 Lineker wyrównał w 80. minucie, ale Anglicy przegrali w karnych z Niemcami grającymi w zielonych koszulkach. Pearce trafił w Bodo Illgnera, Chris Waddle spudłowal, Niemcy nie pomylili się ani razu a Peter Shilton rzucał się, kiedy piłka była już w bramce.

6 lat później w Anglii też było 1-1, Anglicy byli już do karnych lepiej przygotowani, trafili wszystkie 5. Pomylił się dopiero Gareth Southgate. A Niemcy znowu nie pomylili się ani razu.

Potem górą byli już Anglicy - na Euro 2000 wygrali dzięki bramce Shearera, a rok później w eliminacjach do Mundialu w Korei i Japonii, zmasakrowali Niemców w Monachium aż 5-1.

Fabio Capello: I have told them history means nothing. To go forward you have to be able to beat all the teams. Germany is just one more team, nothing more.

We still believe, we still believe!

Three Lions on the shirt,
Jules Rimet still gleaming,
Fourty years of hurt,
Never stopped me dreaming...

Come on, England!!!

Już wiecie, że my dzisiaj jesteśmy Anglikami. A Wy?

300 milionów Wam dziś kibicuje!

mrpw

Wszyscy pamiętają końcówkę ostatniego meczu Amerykanów...

Stali czytelnicy tego blogaska wiedzą, że uwielbiamy takie klimaty, że kochamy hollywoodzkie zakończenia, dlatego dzisiaj, przed rozpoczęciem batalii o ćwierćfinał, dedykujemy Amerykanom ten fragment jednego z naszych ukochanych filmów:

Great moments are born from great opportunity. (...)

Tonight, we stay with 'em, and we shut them down because we can!!!

We're USA and we're going all the way!

Wiecie już, kim jesteśmy dzisiaj wieczorem. A Wy?

Azja zasługuje na więcej

mrpw

Najwyższy czas, żeby Sepp Blatter i spółka na nowo przemyśleli kwestię liczby miejsc przyznawanych na Mundialu poszczególnym kontynentom. Azja rządzi.


Korea Płd. i Japonia bez specjalnych problemów wyszły ze swoich grup, eliminując solidarnie ex-mistrzów Europy - Grecję i Danię. Duńczycy byli w dzisiejszym meczu bezradni a trzecia bramka dla Japonii przypominała fragmenty meczu Polaków z Hiszpanami. Trzecia drużyna, która wywalczyła awans ze strefy azjatyckiej, Australia, pewnie też by z grupy wyszła, gdyby nie niesłuszna czerwona kartka w meczu z Ghaną. Ale Australijczycy (jak Korea od Grecji, a Japonia od Danii) też okazali się lepsi od faworyzowanej drużyny z Europy - Serbii.

Nie wiemy, czy Azja powinna się wzbogacić kosztem Europy, czy totalnie skompromitowanej na tym Mundialu Afryki (RPA, Algieria, Kamerun, Nigeria i Wybrzeże Kości Słoniowej out, jedna Ghana się prześlizgnęła). Może kosztem jednych i drugich, bo Azji należy się chyba nie jedno, ale nawet dwa dodatkowe miejsca.

I można się śmiać z ostatniej drużyny z Azji na tym Mundialu, Korei Płn., bo przegrali z Portugalią 0-7, ale już z Brazylią przez blisko godzinę walczyli jak równy z równym. No i nie biegli zaraz po meczu do Cristiano Ronaldo, żeby się z nim na koszulki zamienić.

Gdyby w Mundialu miało grać 6 drużyn z Azji - doszłyby Bahrajn i Arabia Saudyjska. Dalej w kolejce są jeszcze Iran, Katar i Uzbekistan. Coś więcej o futbolu azjatyckim będzie można powiedzieć po pojedynkach Korei z Urugwajem i Japonii z Paragwajem - Azjaci wcale nie stoją w tych pojedynkach na straconej pozycji, choć Ameryka Południowa póki co na tym Mundialu też rządzi (też powinna dostać dodatkowe, szóste miejsce na Mundialu - może po prostu dwa odebrać Afryce i jedno Europie?).

A dla pasjonatów informacja - w styczniu w Katarze piłkarskie Mistrzostwa Azji. Można się wybrać.

PS. Wpadliśmy dziś do domu na otatnie 3 minuty meczu Włochy - Słowacja, już przy stanie 3-2 i zobaczyliśmy typową końcówkę meczu z udziałem Italii. Tyle, że w roli Włochów wystąpili Słowacy. Zwlekanie z wybijaniem piłki, pokładanie się na murawie po każdym starciu (łojezu, ale mnie boli, chyba doznałem straszliwej kontuzji). Oblężenie się nie powiodło, w ostatnich sekundach koncertowo spartolił wyborną okazję pan Pepe. Swoją drogą - mamy wrażenie, że gdyby grał Buffon, to ten mecz wyglądałby zupełnie inaczej.

Włosi odpadają w stylu katastrofalnym, Francuzi niby też nie wyszli z grupy - ale to jednak była grupa z gospodarzem MŚ, zawsze groźnym Meksykiem, no i Urugwajem z Diego Forlanem na czele. Włosi grali w najsłabszej grupie Mundialu i zajęli ostatnie miejsce. Okazali się gorsi nie tylko od solidnego i nic więcej Paragwaju, nie tylko od słabiutkiej Słowacji (widzieliśmy mecz Słowaków z Paragwajem, grali tragicznie - Holendrzy w 1/8 powinni ich powieźć bez problemów), ale nawet od Nowej Zelandii, która w eliminacjach przegrywała chyba nawet z Fidżi, a awans (po 28 latach) wywalczyła po ciężkich bojach z Bahrajnem. Wstyd.

Ćwiartka śmierci

mrpw

Nasze przewidywania / obawy o przeslizgnięciu się Niemców nie spełniły się. Wielkiego widowiska może nie było, za to emocji co niemiara, Niemcy wygrali i koniec końców dopełnili prawdziwą ćwiartkę śmierci.

W najbliższą niedzielę 27 czerwca i potem w kolejną sobotę 3 lipca trzy szlagiery absolutne. Najpierw w 1/8 finału spotkają się Argentyna z Meksykiem a Anglicy z Niemcami, potem zwycięzcy obu meczów zagrają ze sobą w sobotnim ćwierćfinale.

Potęgi mogą narzekać, że druga, potencjalnie gospodarska ćwiartka wygląda na teoretycznie znacznie słabszą. Ale potęgi (Anglia? Francja?) są same sobie winne. Urugwaj zagra z Koreą Płd. a USA z Ghaną. I jedna z tych drużyn na pewno wystąpi w półfinale.

Pierwszy od 80 lat półfinał dla USA. A może pierwszy od 40 lat półfinał dla Urugwaju. A może pierwszy w historii półfinał dla Afryki.

Rywalizacja w połowie grup zakończona. Gromadnie odpadają drużyny z Europy. Kolejno Francja, Grecja, Słowenia i Serbia. Jutro pewnie spłynie Słowacja a Dania żeby awansować - musi wygrać z Japonią. Te ekipy z Europy, które awansowały - Anglia i Niemcy - też rozczarowały. Ghana uratowała w końcu honor Afryki. No i Amerykanie ustrzelili zasłużony awans w ostatnich sekundach.

Zasłużony, bo wcześniej dwukrotnie na tych mistrzostwach (ze Słowenią i Algierią) sędziowie okradali ich z prawidłowo zdobytych bramek.

Mundial się rozkręca, dziś w obu grupach emocje do ostatnich sekund, sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, no i fajnie, że był happy end dla USA i Ghany.

Niech nam się taka tendencja utrzymuje.

A Niemcy wszystkich wykiwają

mrpw

Jesteśmy w przerwie meczu Niemcy - Ghana. Obie drużyny w stresie, sporo sytuacji z obu stron, Niemcy atakują, Ghańczycy kontratakują, ale jest remis 0-0. Jeśli mecz skończy się takim wynikiem, to z grupy wychodzi Ghana. A Niemcy muszą się modlić, żeby Serbowie nie wygrali z Australią.

Póki co Serbowie z Australią nie wygrywają. Tam też jest 0-0. Serbowie grają podobno znacznie lepiej, ale marnują sytuację za sytuacją.

Jeżeli tak się to skończy, to Niemcy z grupy wyjdą. Dzięki lepszemu od Serbów bilansowi bramkowemu, na drugim miejscu. I trafią do ćwiartki, z której trudno sobie wyobrazić, że nie przebiliby się do strefy medalowej. Bo w 1/8 zagraliby z Amerykanami, a w ćwierćfinale - ze zwycięzcą meczu Urugwaj - Korea Płd.

Oczywiście Niemcy tak kalkulować nie mogą, bo Serbowie mogą nawet w doliczonym czasie gry odesłać ich do domu (jak Amerykanie Słoweńców).

Ale ponieważ nie takie mundialowe cuda widzieliśmy w wykonaniu Niemców, to...

Przypadki Raymonda Domenecha

mrpw

Kim właściwie jest Raymond Domenech? W sumie to niebywałe, że jedną z najbardziej utytułowanych reprezentacji na świecie, od 6 lat prowadzi Mr. Nobody.

Domenech był piłkarzem solidnym, w latach siedemdziesiątych rozegrał 8 meczów w reprezentacji Francji, z Lyonem zdobył Puchar Francji a ze Strasbourgiem i Bordeux był nawet mistrzem Francji. Wyglądał wtedy tak:

Po zakończeniu kariery został trenerem. Zaczynał jako grający trener FC Mullhouse (obecnie 4. liga francuska). W 1989 przeniósł się do klubu, w którym karierę rozpoczynał - Olympique Lyon. Spędził tam 4 lata, wprowadził do Ligue 1, raz awansował do Pucharu UEFA, gdzie w drugiej rundzie dwukrotnie przegrał z Trabzonsporem.

W 1993 roku został trenerem francuskiej młodzieżówki. I pozostał nim przez 11 lat, w 2002 zdobył wicemistrzostwo Europy, aż w lipcu 2004 niespodziewanie powierzono mu misję prowadzenia pierwszej reprezentacji Francji, po porażce reprezentacji prowadzonej przez Jacquesa Santiniego w ćwierćfinale Euro'2004 z Grecją. Władze francuskiej piłki uznały, że lepiej się nadaje niż m.in. Laurent Blanc i Jean Tigana.

Ostatnie 6 lat to (poza jednym wyjątkiem) dla piłkarskiej Francji pasmo klęsk i upokorzeń.


Najpierw męczarnie w eliminacjach do Mundialu'2006, cztery remisy - dwukrotnie z Izraelem i u siebie Irlandią i Szwajcarią, w końcu błagalne wezwanie na ratunek trójki emerytów - Zidane'a, Makelele i Thurama i wymęczony awans.

Awantury wokół powołań na sam Mundial (Giuly, Coupet, Mexes), oskarżenia o przesądy (niechęć do powołań dla zawodników urodzonych pod znakiem Skorpiona, konstruowanie formacji obronnych z zawodników urodzonych pod znakiem Lwa), fatalna postawa drużyny podczas meczów grupowych (remisy ze Szwajcarią i Koreą, awans z drugiego miejsca w grupie), ale rehabilitacja w postaci awansu do wielkiego finału, dzięki czemu Domenech pracę zachował.

Dlaczego zachował również po Euro'2008 zrozumieć już trudniej. Najpierw medialna wojna z Jose Mourinho i próby zmuszenia emeryta Makelele, jednego ze zbawców teamu'2006 do gry w reprezentacji ("I have the whip in my hand!"), potem dwie porażki w grupie ze Szkocją i wreszcie klęska podczas samego Euro (remis z Francją i dwie porażki - z Holandią i Włochami) i wreszcie publiczne "czy mogę cię prosić o rękę" do narzeczonej Estelle, dziennikarki telewizyjnej, podczas wywiadu przeprowadzonego bezpośrednio po odpadnięciu z mistrzostw.

Ale dno absolutne osiągnął Domenech przy okazji Mundialu w RPA. W eliminacjach - gorsi od Serbii, w barażach - skandal z zagraniem ręką przez Henry'ego, przed samym Mundialem - gorsi w sparingu od Chińczyków, wreszcie na samym Mundialu najgorsi w grupie. Do tego wymiana bluzgów z podopiecznymi, dyskwalifikacje, bijatyki na treningach, groźba buntu, znowu zabobony, arogancja w kontaktach z dziennikarzami.

Dziennikarze wygrzebali nawet historię sprzed 16 lat, kiedy to podczas Mundialu w USA, wtedy jeszcze jako działacz francuskiego związku piłki nożnej, Domenech został zatrzymany przez bostońską policję, kiedy handlował biletami na mecz Boliwia - Korea. Wyobraźcie sobie, jakbyśmy się czuli, gdyby w takiej roli przyłapano np. Zdzisława Kręcinę.

I wreszcie pożegnanie z Mundialem i posadą reprezentacji Francji w taki oto sposób:

Domenech miał pretensję do Parreiry o rzekomą grudniową wypowiedź, że Francja w związku z ręką Henry'ego nie zasłużyła na awans do Mundialu. Tyle, że Parreira twierdzi, że nic takiego nie powiedział.

Raymond Domenech, prawdziwy człowiek z klasą. Nie będziemy za nim tęsknić.

Anglicy i Niemcy: prawie jak Game 7

mrpw

A my za 2 godziny jesteśmy Anglikami.

Też lubimy niespodzianki, też zazwyczaj sprzyjamy Dawidom, a nie Goliatom, też lubimy jak ktoś utrze nosa faworytowi. Ale wydaje nam się, że ten Mundial bez Anglii, bez Gerrarda, Terrego, Lamparda, no i przede wszystkim bez Rooneya, za to z Milvoje Novakoviciem i Zlatko Dediciem byłby mniej barwny. No i kibiców angielskich trochę żal.

Co ciekawe - jeśli Anglia wygra ze Słowenią wyżej niż Amerykanie z Algierią a co za tym idzie, zajmie pierwsze miejsce w grupie, to droga do półfinału wiedzie przez (o ile Niemcy wygrają z Ghaną wyżej niż Serbia z Australią) Serbię (2. miejsce w grupie D) i Urugwaj / Koreę Płd.

Steven Gerrard: "It's a do-or-die situation. It would be an absolute disaster for this group of players to go home after the group stages - The key is to try and live without fear. There is pressure and fear. But the fear of not winning drives you on. We've come here to stay in this tournament to the end."

Bardzo trudną drogę do półfinału będzie miała chyba tradycyjnie Argentyna. Meksyk w niedzielę a w ćwierćfinale powtórka sprzed 4 lat, czyli Niemcy.

Darum hat Ghana keine Chance! Nie znamy niemieckiego, ale to zrozumieliśmy "Dlatego Ghana nie ma szans!". W związku z czym dziś wieczorem będziemy Ghańczykami. A Wy?

1/8 finału marzeń

mrpw

Stare NBA'owskie przysłowie powiada, że prawdziwa rywalizacja w playoffs zaczyna się wtedy, kiedy drużyna przegrywa u siebie. Z Mundialem jest tak, że prawdziwy Mundial zaczyna się wtedy, kiedy mamy do czynienia z megasensacją.

Niemrawe były te pierwsze mundialowe dni, oj niemrawe. Wszystko kończyło się 1-0 albo 1-1. Nuda, faworyci (poza Niemcami i może Holandią) - zawodzą. Brazylia ledwo wygrywa (tracąc gola) z Koreą Północną. Anglia remisuje z Amerykanami. Włochy - z Paragwajem. Słabiutka Francja, nudna Portugalia, niepoukładana Argentyna.

Mamy nadzieję, że ostatni mecz pierwszej serii fazy grupowej wszystko odmieni. Oglądaliśmy tylko ostatnie 20 minut, od słupka Szwajcarów - ale emocji było co niemiara.

W poniedziałek Szwajcaria gra z Chile. W piątek - z Hondurasem. Wystarczy im zwycięstwo i remis, żeby wygrać grupę H. A wtedy - zakładając, że Brazylia w meczach z Portugalią i Wybrzeżem Kości będzie chciała zatrzeć złe wrażenia z wczoraj, no i że Hiszpanie się przebudzą, przedwczesny, wymarzony przez większość komentatorów i ekspertów przed turniejem finał Brazylia (1G) - Hiszpania (2H) będziemy mieli już w 1/8.

PS. Zwróciliście może uwagę, czy Hiszpanie po meczu poprosili Szwajcarów o wymianę koszulek?

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci