Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

Siatkówka

Polski weekend

mrpw

Niesamowity mecz Agnieszki w finale Wimbledonu. Przełom drugiego i trzeciego seta, kiedy Radwańska wzniosła się na absolutne wyżyny. A teraz siatkarze. Wygrali w wielkim stylu. 3-0 z Kubą, 3-0 z Bułgarią, 3-0 z USA. Czekamy na igrzyska.

Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało

mrpw

Z zażenowaniem przeczytaliśmy część komentarzy pod poprzednią notką:

"Miękkie wafle i minimaliści, po wygraniu 2 setów można było stawiać duży pieniądz, że nie wygrają już w tym meczu seta."

"ZENADA juz nie wspominajac serii W 13 13-2 KUR... w zyci oni medalu nie przywioza"

"Jesteśmy miękkimi frajerami i tyle." 

"sorry, ale nie mam szacunku dla chłopaków za oddanie tego meczu"

"mam glebokim w powazaniu takich pseudograjkow ,bo oni reprezentuje POLSKE ,a przegrana w 3 secie to jest wstyd i zenada"

Czytamy i nie możemy się oprzeć wrażeniu, że znowu wyłazi z co poniektórych typowo polskie wieczne malkontenctwo i marudowatość. Nie sposób Was zadowolić.

Polscy siatkarze wyszli dzisiaj na parkiet niebywale skoncentrowani i zdeterminowani. Chwała Anastasiemu po raz kolejny. Stanęli naprzeciwko mistrzów świata, z którymi nie wygrali meczu o punkty od prawie 10 lat bez żadnych kompleksów. I od pierwszej piłki było widać, że są od nich po prostu lepsi. Lepsi w każdym elemencie gry. Lepsi w ataku, lepsi na bloku, lepsi w przyjęciu, lepsi nawet na zagrywce. W obu setach przegrywali tylko na samym początku 2-4. Potem im bliżej końca seta, tym bardziej kontrowali wynik. Byli na tym turnieju od Brazylii lepsi. Marudy mogą to kwestionować ale o tym, kto na tym turnieju był lepszy decyduje miejsce w tabeli. A tu Polacy niezależnie od dzisiejszej porażki Brazylijczyków wyprzedzą.

Po zakończeniu drugiego seta nastąpił wybuch radości i euforia. Cel został osiągnięty.

Niestety, mecz trzeba było jeszcze dograć do końca. Zeszło całe napięcie i adrenalina, a razem z nim pewnie i trochę koncentracja, i determinacja. Siłą rozpędu fantastycznie rozpoczęliśmy jeszcze trzeciego seta (13-8), potem z każdą kolejną piłką było gorzej. Udało się jeszcze dojść na 12-12 w tie-breaku, ale Polacy chyba po prostu myślami byli już w Londynie.

I w ogóle, ale to w ogóle nie mamy do nich o to pretensji. Co więcej, jesteśmy przekonani, że każdy z nas na ich miejscu zachowałby się identycznie. Po takim turnieju, takiej mordędze, takim stresie, takiej koncentracji, takich emocjach, nikt normalny nie byłby w stanie wykrzesać z siebie motywacji na kolejne trzy sety.

Puchar Świata jest najtrudniejszym, najbardziej morderczym turniejem siatkarskim. Dwanaście najlepszych drużyn na świecie. Dwa tygodnie gry bez przerwy, prawie codziennie, na pełnych obrotach. W sumie około 40 setów do rozegrania - około 20 godzin na parkiecie. Każdy mecz jest istotny, nic nie można sobie odpuścić, nie można sobie pozwolić na gorszy dzień, na chwilę słabości i bezradności.

Cel jest jeden - awans olimpijski. Jasne, są i cele poboczne - zdobywa się tu punkty do klasyfikacji Grand Prix (potrzebne głównie do rozstawienia przy kwalifikacjach olimpijskich), jutro zostaną rozdane medale i pewnie nagrody indywidualne. Ale dla wszystkich jest jasne, że tak naprawdę liczą się tylko igrzyska.

Tu wszyscy kalkulują - Argentyńczycy wystawili rezerwy na Brazylię, bo jeśli Brazylia wywalczy tu awans olimpijski, to Argentyńczycy pewnie wywalczą kwalifikację południowoamerykańską. Serbowie fatalnie zaczęli, potem już też głównie grali rezerwami tylko po to, żeby maksymalnie zmobilizowaną ekipę wystawić na Brazylię. Wygrali i uprawdopodobnili kwalifikację trzech drużyn europejskich, tym samym zwiększając swoją szansę na awans z kwalifikacji europejskich.

Wszystkim ekipom zdarzały się na tym turnieju (tak jak zdarzają się zawsze, co 4 lata, bo po prostu nie sposób przez 2 tygodnie grać na pełnych obrotach) słabsze dni i wpadki. Serbowie marnie weszli w turniej i potem było już za późno żeby gonić. Kubańczycy zaczęli od kleski z Polską, potem przez 2 tygodnie gonili, ale nie dali rady. Rewelacja pierwszej połówki turnieju, Irańczycy, nie wytrzymali turnieju kondycyjnie i teraz już przegrywają ze wszystkimi, nawet z Chińczykami, do zera. Włosi polegli z Rosją i Kubą. Nawet Rosjanie zostali zmiażdżeni 3-0 przez Brazylię. A Brazylijczykom poza porażką z Serbią i Włochami przytrafił się tie-break w meczu ze słabiutkimi Chińczykami, no i pierwsze dwa sety dzisiaj.

My tymczasem szybko objęliśmy prowadzenie w tabeli i kroczyliśmy od zwycięstwa do zwycięstwa. Pełna koncentracja i determinacja każdego dnia. Do czego może doprowadzić jej brak - pokazał nam mecz z Iranem. Tym większy respect dla Polaków, że choć często zdarzało im się rozpoczynać od przegranego seta (Serbia, Argentyna, Japonia, Chiny), to potem wygrywali trzy kolejne, nie tracąc punktów. Że wyszli maksymalnie skoncentrowani na mecze z innymi potencjalnymi rywalami do awansu - Kubą (wicemistrzowie świata) i USA (mistrzowie olimpijscy) i odprawili ich gładko do zera. Że potrafili się podnieść po tej nieszczęsnej porażce z Iranem. Że wczoraj nie załamali się porażką w pierwszych dwóch setach i dokonali jednego z piękniejszych comebacków w historii polskiej siatkówki.

Że wreszcie dzisiejszy mecz zaczęli tak jak zaczęli i że już po godzinie, około ósmej rano, pobudziliśmy wszystkich współmieszkańców, bo było po zawodach, cytując Szaranowicza "państwo przed telewizorami - krzycząc, skacząc!"

Wbrew biadoleniu, wbrew marudom i niedowiarkom, te kolejne trzy sety się nie wydarzyły, po prostu ich nie było. Ich wynik był z punktu widzenia nie tylko głównego celu (awans do igrzysk), ale i celu pobocznego (zwycięstwo w Pucharze Świata) kompletnie nieistotny.

Polska dziś z Brazylią wygrała.

To my, a nie oni zapewniliśmy sobie awans olimpijski. To my, a nie oni zagramy jutro na luzie. To my zakończymy Puchar Świata na wyższym miejscu. Tak, szanowni malkontenci - jesteśmy dzisiaj lepsi od Brazylii.

I dlatego to my, a nie oni - zagramy jutro z Rosją o zwycięstwo w Pucharze Świata.

PS. A z Brazylią jeszcze wygrać zdążymy. Na pewno zwycięski półfinał albo jeszcze lepiej - finał w sierpniu przyszłego roku w Londynie, będzie smakował jeszcze lepiej.

Jeszcze na koniec se posondujemy, bo aż nie chce nam się wierzyć, że jesteśmy w mniejszości.

Jedziemy do Londynu!

mrpw

Drugi mecz z serii w wykonaniu naszego zespołu tradycyjnie fantastyczny.

W pierwszej serii - mecz z Serbią. W drugiej - z Japonią. W trzeciej rozbiliśmy Amerykanów.

Dzisiaj rozbiliśmy w pierwszych dwóch setach wielką Brazylię.

To była bodaj największa radość po wygraniu drugiego seta w historii siatkówki.

Trzeba grać dalej, dla Włochów. Po szybko uzyskanej w trzecim przewadze, roztrwoniliśmy wszystko i z 13-8 zrobiło się 13-13.

Fajnie by było ograć tę wielką Brazylię.

Most Impressive Ruciak

mrpw

Było tak, jak 5 lat temu na Mistrzostwach Świata, w meczu z Rosją.

Wtedy też fantastycznie zaczęliśmy turniej. Też wyszliśmy zdekoncentrowani i bez walki oddaliśmy dwa sety. Też byliśmy rozbici i wydawało się, że skończy się masakrą.

Też mało kto wierzył w comeback. Też źle grał lider drużyny (wtedy Wlazły, dziś Kurek). Też trener go zdjął i zastąpił facetem, który wcześniej na parkiecie pojawiał się sporadycznie (wtedy Szymański, dziś Ruciak).

I tak samo jak wtedy, zmiennik przerósł mistrza.

Różnica polega na tym, że wtedy jeszcze mój syn nie chodził do szkoły i mogłem ten fenomenalny pięciosetowy comeback obejrzeć do końca.

Dziś wyszedłem po trzecim, wygranym 25-23 secie. Wciąż jeszcze obawiałem się, że wyrok tylko udało się odwlec w czasie.

Seta nr 4 i nr 5 niestety śledziłem stojąc w korku na smartfonowej aplikacji FIVB (btw, bardzo polecam, najszybciej aktualizowana - sorry zczuba). Wieczorem obejrzę powtórkę, póki co opowiedzcie w komentkach jak to się stało :-)

Tradycyjnie nagrodę Most Impressive Player dostał ktoś, kto jej wcześniej nie dostawał. Jutro pora na Kurka, pojutrze na Zagumnego. Albo odwrotnie.

Nie wiem, czy w Pucharze Świata przyznawana jest nagroda dla najlepszego zawodnika turnieju. Ale jeśli tak, to współczuję jury, które będzie musiało kogoś z Polaków wybrać. MVP jest cały zespół.

Nie będzie żadnych problemów z wyborem najlepszego trenera turnieju. Nikt tak genialnie nie czuje zmian i tego, kto akurat dziś będzie miał dzień konia.

Przy okazji chciałem serdecznie przeprosić. Po dwóch przegranych, a potem dwóch wygranych przez Polaków setach przeszło mi przez myśl, że może państwo rzeczywiście się trójstronnie dogadali. Dzisiejsza przegrana Polski 2-3 połączona z późniejszym zwycięstwem nad Rosją eliminowała Brazylię z turnieju.

Cały czas możemy tę wielką Brazylię wyeliminować. Wystarczy jutro wygrać.

Powtarzamy się, ale: jeśli nie teraz - to kiedy? Jeśli nie tu - to gdzie?

W siatkówce nie ma już słabeuszy?

mrpw

W Pucharze Świata coraz ciekawiej. Najpierw w nocy Rosjanie stracili seta z drugą najsłabszą drużyną turnieju, Egiptem. Iran znowu wygrał, tym razem z Argentyną. A potem wielka Brazylia straciła dwa sety, a co za tym idzie - jeden punkt, z najsłabszymi dotychczas Chińczykami (przegrali nawet ze wspomnianym Egiptem a punkt zdobyty z Brazylią to ich pierwszy punkt w turnieju, w poprzednich meczach nie ugrali nawet seta).

Trzeba po prostu wygrać teraz z Japonią, mecz się właśnie rozpoczyna, jesteśmy w pracy więc nie oglądamy. Ale powtarza się szansa z wczoraj - jeśli wygramy za 3 pkt., zostaniemy samodzielnym liderem.

Jaka piękna katastrofa

mrpw

Jak szybko podliczyli statystycy Polsatu, byliśmy dziś lepsi od Iranu w każdym elemencie gry - na zagrywce, w bloku, w przyjęciu, w ataku. W każdym.

 

Tyle, że siatkówka to nie koszykówka / piłka ręczna. Nie liczą się małe punkty. Nie liczy się 25-8 w trzecim secie. Te 17 piłek przewagi w trzecim secie było warte dokładnie dwa razy mniej niż w cztery piłki przewagi w zsumowanym secie drugim i czwartym, obu przegranych przez Polaków na przewagi.

To w końcówkach tych dwóch setów przegraliśmy dzisiejszy mecz. O tyle szkoda, że w dotychczasowych meczach Polacy właśnie końcówki rozgrywali świetnie. Była wymiana punktów do stanu 22-22 lub 23-23 i potem Polacy czy to świetnie zaserwowali, czy perfekcyjnie postawili blok, czy wybronili atak rywali i zakończyli skuteczną kontrą.

Dziś powinno było być podobnie. W secie drugim Kurek miał przy setbolu piłkę w górze, nie udało się. Powtórzyło się stare siatkarskie przysłowie, że jak się nie chce wygrać 3-0, to się przegrywa 2-3. Bo Polacy powinni dziś byli wygrać 3-0.

Sytuacja bardzo się skomplikowała. Po porażce Rosji z Brazylią mogliśmy dziś wyjść na samodzielne prowadzenie. W turnieju nie ma już drużyny bez porażki, tyle że Brazylia, Rosja i Włochy wykrwawiły się w pojedynkach między sobą. Oni z Iranem raczej nie przegrają. Czyli będziemy musieli liczyć na siebie.

Łatwo jest gdybać po meczu. Co by było gdyby Zagumny grał od początku? Gdyby wcześniej pojawił się na parkiecie Kubiak? Gdyby Anastasi nie postanowił w drugim secie dać szansy rezerwowym (Ruciak, Jarosz)? Gdyby dokonywał innych zmian (Bartman)? Gdybyśmy nie próbowali prawie każdej zagrywki walić na siłę albo w linię (bardzo dużo zepsutych zagrywek w kluczowych momentach - Bartman, Możdżonek, Kurek, Ruciak) tylko przebijali spokojnie i pozwalali rywalom się pomylić albo dali wykazać się dobrze funkcjonującemu polskiemu blokowi?

Ale łatwo jest gdybać po meczu. Szkoda straconej szansy na 9 pkt. w meczach z teoretycznie słabszymi rywalami. Trzeba teraz mieć nadzieję na 7 pkt. I potem jeszcze 6 z Amerykanami i Egiptem. W tym turnieju jeszcze sporo się na pewno jeszcze wydarzy ale na kolejne słabsze dni nie ma już niestety miejsca.

Cały czas los jest w naszych rękach ale awans na igrzyska bardzo się dzisiaj oddalił.

Dziewięć punktów

mrpw

Było ciężko, momentami szło jak krew z nosa, ale znów wygraliśmy.

Fantastyczna zmiana Żygadły. Wczoraj napisaliśmy, że Zagumny wciąż jest najlepszym rozgrywającym na świecie, dziś mu nie szło ale Żygadło wystawiał jak profesor.

Kurek is officially back! Momentami to już był ten Kurek, na którego czekaliśmy. Kapitalne punkty Bartmana w kluczowych momentach, znów świetny Nowakowski, pewny Winiarski.

A na ławce człowiek, który sprawia wrażenie, że wie, co robi.

Bardzo ciekawe rozstrzygnięcia w innych meczach. Serbia chyba jednak kompletnie bez formy - poległa 2-3 z Iranem. Brazylia po tie-breaku przegrała z Włochami. A Rosja zaraz gra ciężki mecz z Amerykanami.

Może się okazać, że na koniec dnia będziemy jedyną drużyną z 9 punktami na koncie. A przecież w perspektywie mamy trzy teoretycznie prostsze mecze - z Iranem, Japonią i Chinami.

Siatkówka jest super

mrpw

Dziś rano obejrzałem pierwsze trzy sety, czwarty śledziłem na aplikacji Eurosportu a końcówkę już w ramach relacji telefonicznej, więc nie widziałem akcji meczu. Akcja choć przegrana, to chyba dość dobrze pokazuje, jak bardzo się Polakom chce chcieć. Zresztą sami zobaczcie, jeśli jeszcze nie widzieliście, bo naprawdę bardzo warto.

Miłe miłego początki? Oby!

mrpw

Kapitalnie rozpoczęli polscy siatkarze Puchar Świata, znany bardziej jako kwalifikacje olimpijskie. Dwa pewne zwycięstwa na początek - najpierw nad wicemistrzami świata, potem nad mistrzami Europy, 6 pkt. i w efekcie współprowadzenie w tabeli całych rozgrywek.

Harmonogram całych zawodów został ułożony tak, że teoretycznie najtrudniejsze mecze zagraliśmy właśnie wczoraj i dziś a potem jeszcze seria na koniec całych zawodów, za półtora tygodnia - czwartek, piątek, sobota - po kolei Włochy, Brazylia i Rosja. Ale żeby tamte 3 mecze nie były meczami o honor, ale o stawkę - musieliśmy dobrze turniej rozpocząć.


I zaczęło się idealnie - 6 pkt. w rywalizacji z drużynami, które na pewno jeszcze niejednemu z faworytów krwi napsują stawia nas na pewno w uprzywilejowanej sytuacji. Do miejsca w trójce PŚ i w efekcie awansu droga jest jeszcze bardzo daleka ale teraz pora na mecze przynajmniej teoretycznie nieco łatwiejsze - jeśli jutro wygramy z nieobliczalną Argentyną (zmasakrowała wczoraj Serbów, ale przecież już z nią w tym sezonie wygrywaliśmy), powinno być naprawdę prościej. W środę dzień przerwy, potem przeprowadzka do Osaki na 3 mecze z Azjatami - kolejno Iran, Japonia i Chiny. 6 zwycięstw i 18 punktów w pierwszych 6 meczach wydaje się być naprawdę realne. A gdyby spełnił się taki scenariusz, to rywalom może być potem już naprawdę trudno nas przegonić.

Zagumny po raz kolejny potwierdza, że jest najlepszym rozgrywającym na świecie. Możdżonek w kluczowych momentach rządzi na bloku. Fajnie wrócił do drużyny Winiarski. Znakomity turniej grają na razie Kubiak, Bartman i Nowakowski. No Wlazły, no problem. A przecież w odwodzie pozostaje gwiazda zespołu, leczący kontuzję Kurek.

Póki co impreza - może poza marnym startem Serbów (dwie porażki) - przebiega bez większych niespodzianek. W ciekawszych meczach Włosi ulegli Rosji 1-3 a Amerykanie - Brazylii też 1-3. Słabsi niż zwykle są chyba Japończycy, którzy polegli wczoraj z Iranem.

Oprócz Polaków dwa zwycięstwa ma na koncie Brazylia, po południu dołączą do nich pewnie Rosja i Argentyna (grają z Chinami i Japonią).

Brąz, który smakował jak złoto

mrpw

Przyznajemy szczerze: nie wierzyliśmy w ten medal. Nie wierzyliśmy w niego przed rozpoczęciem ME, nie wierzyliśmy po sprytnych zwycięstwach i porażkach, dzięki którym trafiliśmy do łatwiejszej drabinki. Nie wierzyliśmy w sobotę przed meczem z Włochami i tym bardziej w niedzielę - przed meczem z wielką Rosją.

Cieszyliśmy się z miejsca w czwórce, myśląc sobie, że w takich okolicznościach, bez Zagumnego, Wlazłego, Winiarskiego, Plińskiego, Świderskiego, Bąkiewicza i Bartmana - trzeba się bardzo cieszyć ze zwycięstw nad Niemcami, Czechami i Słowakami i awansu do półfinału.

Przed wczorajszym meczem mieliśmy tylko jedno życzenie: żeby nie było kompromitacji. Żeby nas ci Rosjanie nie zmasakrowali. Żeby nie trzeba było - trochę na siłę - dorabiać ideologii, że czwarte miejsce jest sukcesem.

Przez cały turniej wokół Polaków krążyło widmo Rosji. Przegraliśmy ze Słowacją, żeby nie trafić na Rosję. Złośliwi śmiali się po sobotniej klęsce z Włochami - że znowu daliśmy się ograć, żeby nie trafić na Rosję.

Tyle, że Rosjanie zrobili nam psikusa i też przegrali.

Po pierwszym secie odetchnęliśmy z ulgą - że kompromitacji do zera nie będzie. Wierzyć zaczęliśmy dopiero po zwycięstwie w secie trzecim. Mniej więcej od połowy czwartego, kiedy zaczęliśmy tej wielkiej bezradnej Rosji łatwo odjeżdżać, z każdą piłką cieszyliśmy się bardziej.

I po ostatnim ataku Kurka, wyskoczyliśmy w górę razem z siatkarzami.

Rację ma Kurek, mówiąc, że ten brąz pod pewnymi względami smakuje bardziej niż złoto sprzed dwóch lat. Bo choć wtedy też graliśmy w osłabionym składzie, to jednak mieliśmy geniusz Zagumnego na zagrywce, kapitalnego powracającego do drużyny Gruszkę i rozgrywającego zawody życia Bąkiewicza.

Tym razem takich pojedynczych atutów nie mieliśmy. Nawet Kurek, który został wybrany najlepiej serwującym, w meczach, które myśmy oglądali - serwował najczęściej w siatkę. Mieliśmy za to drużynę. Raz grę trzymał Kubiak, kiedy indziej Jarosz, Kurek, Nowakowski, Możdżonek, Igła albo Ruciak. Nawet Żygadło, na którym już kiedyś (razem z trenerem Castellanim) postawiliśmy kreskę - dawał radę.

Wiele było dyskusji o powierzaniu (trójka od 2005) kierowania reprezentacją siatkarzy trenerom zagranicznym. Ale fakty są bezlitosne. Lozano - srebro MŚ. Castellani - złoto ME. Anastasi - brąz LŚ i ME. Krebok, Wagner (96-98), Mazur, Bosek, Wspaniały, Gościniak (1994-2005) - pojedyncze piąte i szóste miejsca.

A czy Murek, Papke, Prus, Stelmach, Dacewicz plus Gruszka, Świderski, Zagumny to była gorsza ekipa niż te, które zdobywały medale za Lozano, Castellaniego albo teraz - Anastasiego?

Tak przy okazji - se posondujemy trenerów obcokrajowców.

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci