Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

Bohaterowie naszej młodości

Życie bez treningów i sportowych wyzwań też jest ciekawe

mrpw

Marek Plawgo zalinkował przed chwilą na swoim facebooku swoją ostatnią spowiedź, wywiad dla Życia Bytomskiego. Wywiad warto przeczytać, choć jest dość smutny i gorzki.

Po czym napisał:  

Moje marzenie o zakończeniu kariery na największej imprezie rozgrywanej w Polsce, czyli Halowych Mistrzostwach Świata w Sopocie, zweryfikowane zostało przez rozsądek. To już oficjalne - nie pojawię się więcej na bieżni.

Jakiś czas temu informowałem o tym że zakończyłem swój ostatni sezon letni, że podjąłem decyzję o zakończeniu kariery. Była to trochę niespójna informacja, gdyż zostawiłem sobie otwartą furtkę na start w hali, gdzie planowałem zakończyć ją definitywnie. Długo rozważałem wszystkie "za" i "przeciw" i zdecydowałem że nie ma co dłużej tego odwlekać. Czas stanąć na nogi. Jak się okazało, życie bez codziennych treningów i sportowych wyzwań, też jest ciekawe. A na pewno bardziej wdzięczne niż sport dla mnie w ostatnich trzech latach.


Dawni stali czytelnicy naszego blogaska wiedzą, że lubimy bardzo lekką atletykę, że trochę jest nam żal, że królowa sportu już nie jest tak popularna jak kiedyś. Staramy się oglądać wszystkie wielkie imprezy lekkoatletyczne, marzymy wtedy zawsze o sukcesach Polaków. Takich jak ten, 6 lat temu.

Panu Markowi za tamten bieg w Osace serdecznie dziękujemy. I życzymy powodzenia na nowej drodze życia.

Ta poprzednia, pomimo nękających kontuzji i pomimo braku medalu olimpijskiego, była przecież jednak bardzo udana.

Fajnie by było, gdyby znalazł się jakiś sponsor, który zorganizowałby Markowi Plawdze huczne pożegnanie. Fajnie by było, gdyby większe media niż nasz skromny blogasek czy Życie Bytomskie wyprodukowały jakiś pożegnalny tekst, zrobiły wywiad, powspominały.

Pan Marek sobie na to zasłużył.

Umarł bohater naszej młodości

mrpw

Piłkarska Brazylia z MŚ w Hiszpanii w 1982 roku to bodaj najfajniejsza drużyna piłkarska, jaką pamiętamy. Medalu na tamtym Mundialu nie zdobyli - na przeszkodzie stanęła kombinacja dwóch czynników - geniuszu Paolo Rossiego i fajtłapowatości bramkarza Valdira Peresa.

Brazylijczycy wygrywali wtedy mecz za meczem, w pięknym, genialnym, superwidowiskowym stylu, z niewiarygodną łatwością. To Polakom i im kibicowaliśmy wszyscy i kiedy zwycięskim remisem wyeliminowaliśmy Związek Radziecki, to mecz Brazylia - Włochy miał być formalnością, która doprowadzi do wymarzonego półfinału Polska - Brazylia. Brazylijczykom wystarczał tylko remis.

Ktoś wtedy nawet powiedział, że lepiej, żeby to Brazylia awansowała, bo jeśli tak się nie stanie, to znaczy, że Włosi są jeszcze lepsi.

Rossi dwukrotnie wyprowadzał Włochów na prowadzenie. Brazylia dwukrotnie wyrównywała. Ostateczny cios Paolo zadał w 74. minucie i wyeliminowanie genialnej Brazylii, kierowanej przez fenomenalnego kapitana, doktora Socratesa, stało się faktem.

To była super ekipa: Zico, Falcao, Eder, Junior, Oscar, Serginho. Ale to Socratesa podziwialiśmy najbardziej - poruszał się i prowadził piłkę z niesamowitą gracją i elegancją, miał niebywałą technikę (markowe zagranie piętką), coolerską brodę i długie włosy, przytrzymywane opaską a'la Bjoern Borg. Był zaangażowanym buntownikiem,  zafascynowanym Che Guevarą i Johnem Lennonem, nosił koszulki z napisem "Democracia" i mówił:

"The best thing that football gave me was the chance to get to know human beings. I got to meet people who suffered a lot and also those on the other side of society, who had everything, so I could see both sides of the society we live in."

A w dodatku na każdym kroku podkreślano, że jest człowiekiem wykształconym (doktor pediatrii) i bardzo inteligentnym. W piłkę zaczął grać profesjonalnie dopiero w wieku 25 lat, bo uznał, że najpierw musi skończyć studia. A jak mówił, to mówił jak nie-piłkarz:

"If Vincent van Gogh and Edgar Degas had known when they were doing their work the level of recognition that they were going to have, they would not have done them the same. You have to enjoy doing the art and not think 'will I win?'". 

Cztery lata później Brazylia znowu była genialna, Socrates znowu fenomenalny ale na drodze do medalu stanął geniusz Michela Platiniego i spółki. W 1/8 finału z Polską Socrates pewnie choć nonszalancko wykorzystał karnego, kilka dni później w ćwierćfinale z Francją, otwierając serię jedenastek, chciał to zrobić identycznie ale Joel Bats odrobił pracę domową i karnego z łatwością obronił. I choć karnego nie wykorzystał nawet sam Platini, to Brazylię dobił wtedy Luis Fernandez. Po tamtym Mundialu Socrates zakończył karierę reprezentacyjną - bez medalu Mistrzostw Świata, a w 1989 w ogóle zawiesił buty na kołku. 15 lat później powrócił na chwilę do piłki nożnej - nawet raz zagrał jako grający 50-letni trener Garforth Town, klubu ósmej ligi angielskiej.

Zastanawialiśmy się czasem, jak to jest, że facet z taką charyzmą, taką techniką, taką osobowością i inteligencją, nie został po zakończeniu kariery piłkarskiej wielkim trenerem. Nie wiedzieliśmy wtedy, że istnieje też druga, ciemna strona Socratesa. Że pali papierosy jak smok i że jest alkoholikiem.

W sierpniu trafił do szpitala z krwotokiem jelit. Wtedy jeszcze udało się go odratować. Dzisiaj lekarze byli bezradni. Przyczyną śmierci 57-letniego Socratesa był wstrząs septyczny. Nie doczekał piłkarskich Mistrzostw Świata w Brazylii w 2014 i igrzysk w Rio w 2016, po których tak wiele sobie obiecywał.

"This is a big opportunity for the country to show what Brazil is really like - loads of people still think the capital is Buenos Aires. Brazil is like a new-born country because of the mixture of races and people - everyone who visits Brazil falls in love with the place, which is why we have such a mix. It also means we have a lot of creativity, but it is far from the ideal country that we could have. We could have better infrastructure, but it will come.

Nie zdążył napisać książki poświęconej Mundialowi 2014. Pozostały wspomnienia, filmiki na youtubie i szóstka dzieci:

"When I named one of my sons Fidel, my mother said 'that's a bit of a strong name to give a child'. 'Mother,' I said, 'look at what you did to me'."

Odszedł piłkarz naprawdę nietuzinkowy.

When I'm dead, who cares? I don't

mrpw

Gdyby żył, na początku września skończyłby 65 lat. Wyprzedzał swoje czasy, ale niestety dokładnie 20 lat temu zmarł, jako 45-latek.

20 lat - kupa czasu, pół mojego życia, praktycznie całe dorosłe. Freddiego nie ma, show must go on. Podobno trwają prace nad... wspólną płytą ŚP. Freddiego Mercurego i ŚP. Michaela Jacksona - obaj panowie mieli wspólnie nagrywać pod koniec lat 80-tych i coś z tej wspólnej pracy zostało.

Wydawnictwo ma trafić do sklepów w przyszłym roku. My tam wolimy oryginalne utwory Freddiego. Zastanawialiśmy się, który przypomnieć dzisiaj i pomyśleliśmy, że skoro to już 20 lat, to może właśnie ten najdłuższy, który pewnie z racji na swoją długość jest przypominany dosyć rzadko. A przecież też jest genialny.

As I sit here and play my Spanish guitar...

mrpw

W listopadzie 2009 dał koncert na Torwarze ale ja niestety dużo wcześniej kupiłem na weekend listopadowy bilety do Stambułu. Co się odwlecze, to nie uciecze - obiecywałem sobie, że przy okazji następnej wizyty w Polsce na pewno pójdę na jego koncert i zobaczę na żywo "Parisienne Walkways" i jedną z najpiękniejszych solówek gitarowych ever.

Nie zobaczę. Gary Moore umarł dziś rano. Miał 58 lat. Zmarł we śnie, podczas wakacji w Hiszpanii, na Costa del Sol...

A może zginął z rąk paragwajskich lewicowców?

mrpw

Umarł Leslie Nielsen. Umarł we śnie, w wyniku komplikacji po zapaleniu płuc, miał 84 lata. Żył długo, intensywnie (miał 4 żony), ale przede wszystkim wesoło. Na youtubie znaleźliśmy fragment serialu "Police Squad", zatytułowany "typically Nielsen". Rzeczywiście typowy.

Reprezentował specyficzne, dość debilne poczucie humoru, nie każdy takie lubi. Krytycy często na filmach z udziałem Leslie Nielsena wieszali psy, ja większość uwielbiałem. Serie Airplane, Naga broń, czy nawet Scary Movie z końca kariery (i rola prezydenta USA) to absolutne klasyki gatunku. Dlatego nie szukajcie tu nostalgicznych nekrologów. Leslie miał wesołe życie, więc powinniśmy go wesoło wspominać. Zresztą on sam wiedział najlepiej, jak radzić sobie z informacją o śmierci kogoś bliskiego.

Fragmenty, które wkleiliśmy pochodzą z mniej znanego szerszej publiczności serialu Police Squad, który poprzedził serię Naga broń. Jeśli ktoś jej jeszcze nie widział, a lubi ten typ poczucia humoru - to szczerze polecamy. Na upartego poszczególne odcinki poszatkowane na trzy dziesięciominutowe części można znaleźć nawet na youtubie. A wśród nich takie kwiatki jak "He's got a signed Picasso":

Filmy ze schyłku kariery Lesliego (Spanish Movie, Stan Helsing, Superhero Movie, Big Fat Important Movie) zbierały już na tyle fatalne recenzje, że nawet ich nie oglądaliśmy. Może teraz będzie dobra okazja, żeby nadrobić zaległości, bo przecież czwarte Scary Movie nam się podobało. Zwłaszcza rola Shaqa.

Od jakiegoś czasu pojawiały się plotki na temat czwartej odsłony Nagiej broni. Pojawiły się nawet pierwsze pomysły na tytuł: Naked Gun 4: This is Really It. Naked Gun 4: The Second Final Insult. Naked Gun 4: Rhythm of Evil. Wczoraj plany pewnie też umarły.

Leslie Nielsen udzielił jednego z ostatnich wywiadów BBC - podczas wizyty w Anglii, jakieś pół roku temu. Ujawnił wtedy m.in., skąd się wziął jego talent komediowy: "I've always been part of comedy. One of the things about our family was that if we were reasonably funny with each other, particularly my two brothers and myself, when my father was upset with something you'd want to make sure in some way you made him laugh. Because when he didn't laugh, you were in trouble!"


Był wtedy jeszcze w świetnej formie i w świetnym humorze i nie chciał słyszeć o emeryturze. Pierwszego autografu, jaki dał, nie pamiętał - ale twierdził, że człowiek, który go o niego poprosił popełnił na pewno straszny błąd. Całego wywiadu można posłuchać tutaj.

Cóż, wypada chyba wszystkim życzyć tyle humoru, radości i pogody ducha, ile przez ostatnie 84 lata było udziałem Lesliego.

Czy mnie jeszcze pamiętasz?

mrpw

Za siedmioma górami, za siedmioma morzami, hen, hen, daleko, w Brazylii, odbył się w ostatni weekend mecz Corinthians - Cruzeiro. Był bezbramkowy remis, aż w ostatniej minucie wpadł na pole karne pewien znany Wam wszystkim Pan z numerem 9, dał się przewrócić, czy może raczej sam się przewrócił, po czym nie bacząc na protesty zawodników Cruzeiro (w którym przecież rozpoczynał karierę piłkarską) dokończył dzieła z 11 metrów.

Niektórzy uważają, że był tylko jeden prawdziwy Ronaldo. Stary człowiek wciąż może. Już szron na głowie, już nie to zdrowie. Nie ta sylwetka (kibice Corinthians ostatnio zorganizowali demonstrację w intencji jego schudnięcia), nie ta finezja. Ale cwaniactwo pozostało.

Umarł Maciej Kozłowski

mrpw

Świetny aktor, mądry i przyzwoity człowiek. Miał 53 lata.

Chorował na wirusowe zapalenie wątroby typu C. W listopadzie był gościem "Tomasz Lis na Żywo". Całą rozmowę można obejrzeć tutaj (wywiad z Kozłowskim zaczyna się mniej więcej w połowie trzeciego segmentu).

Mówił wtedy tak:

"Doszedłem już do takiego etapu przyjaźni z moją chorobą, że przeszliśmy na ty. Ostatnio przytoczyłem Salvadora Dalego, który jak dowiedział się, że ma raka, to powiedział: "O mój Boże, biedny rak." W ten sam sposób traktuję tę moją chorobę. Wcześniej czy później ja tę wojnę wygram - to jest tylko kwestia czasu. Bo uważam, że w ostatecznym rachunku liczy się może nie samo zwycięstwo, bo na to czasami nie mamy wplywu. Ale liczy się walka."

"Zawsze chciałem, żeby ktoś nakręcił film "Wspomnienia jaśka". To by były wspomnienia jaśka, który się kładzie pod głowę przed snem i człowiek się temu jaśkowi wypłakuje. Bo niby wszyscy go rozumieją ale tak naprawdę to tylko z tym jaśkiem można tak do końca szczerze porozmawiać. I to on przyjmuje do  siebie te wszystkie łzy i te wszystkie nasze uśmiechy."


"Dając nowe życie dajemy też nową śmierć, bo rodzimy się i musimy umrzeć - to jest jedyna rzecz, którą musimy."

Fajter dyrektorem

mrpw

Wpisaliśmy w googla nowego dyrektora redakcji sportowej TVP, bohatera naszej młodości.

Wyskoczył profil na serwisie SolarisTalent. Dobrze napisany profil:

Istotnym czynnikiem udanego wydarzenia artystycznego jest dobór odpowiedniej osoby prowadzącej. To właśnie konferansjer zadba o miłą atmosferę, sprawi, że Państwo będą aktywnie uczestniczyć w danym wydarzeniu i postara się by należało ono do wyjątkowych.

Włodzimierz Szaranowicz. Dziennikarz i komentator sportowy od dawna związany z Telewizją Polską, a wcześniej z Polskim Radiem. Absolwent warszawskiej AWF. W młodości grał w koszykówkę w AZS Warszawa, ale wypadek przekreślił jego sportową karierę. Zajął się więc dziennikarstwem.

Jest komentatorem niezwykle wszechstronnym. Specjalizuje się w koszykówce i lidze NBA oraz lekkiej atletyce, boksie i w narciarstwie klasycznym ze szczególnym uwzględnieniem skoków narciarskich. W swojej karierze dziennikarza i sprawozdawcy był na 10 Igrzyskach Olimpijskich. Włodzimierz Szaranowicz prowadzi również wraz z Jolantą Fajkowską i innymi program "Pytanie na śniadanie" w TVP 2.

Włodzimierz Szaranowicz występował też jako sprawozdawca w teleturnieju telewizyjnym Jasło - Iława w roku 1985 w Jaśle. Dwukrotny laureat Telekamer (1999 i 2000) w kategorii dziennikarz sportowy.

Ciekawe, czy dyrektor Szaranowicz będzie chałturzył na imprezach, czy uzna, że nie wypada.

Tymczasem na nonsensopedii znaleźliśmy ulubionych zawodników pana Włodka:

Andreas / Andersz Kjutel, Kytel, Kitel, Kutel, Kłettel a ostatnio nawet Fjutel, w zależności od kantoru w Szwajcarii

Rołar/Ruar/Rułar/Roar Ljokelsoj/Ljukkelsoej/Ljekelsej/Ljukelsoj/Ljokkesej/Likelsoj/Jokkelsoj/Jokklesej

Larsz Bysztel / Bysztoel / Bisztul / Bustel

Cimi / Zimmi Amman

Wolfgang Loicol / Loicyl / Loic / Wolfi

Węsę/Winsę/Wencenc Deką/Deską/Dekomp Sewła/Sewa/Sawła

I na koniec jeszcze ulubione powiedzionka Szaranowicza:

fajter, tajming, nonejm, nołbady, laki tołcz, laki laser, filing, biomaszyna, regres, progres, laki luzer, niemiecka "fizjoterapeutystka" Nicole, norweski komentator Arne Szaje, równowieśnik, Meeentalnieeee..!! , hil sajz, tim spirit, ustał!, uffff, ojj!!, uuuuu-łaaaaa!

Nowemy dyrektorowi życzymy żeby dyrektorował równie barwnie, jak wcześniej komentował.

Pamiętacie Paragona?

mrpw

Obiecaliśmy jakiś czas temu notkę o kultowym serialu "Do przerwy 0:1".

To jeden z ukochanych seriali mojego dzieciństwa więc postanowiłem pokazać go mojemu synowi. Obejrzeliśmy odcinek po odcinku będąc na wakacjach, film nic a nic się nie zestarzał, wciąż wciąga, wciąż wzrusza, synek też był zachwycony, zażyczył sobie książki.

Po tylu latach wciąż wielkie wrażenie robi gra aktorów. I to nie tylko pamiętanych jeszcze z czasów dzieciństwa Nalberczaka i Wilhelmiego, nie tylko świetnych dzieciaków - naturszczyków (Mandżaro, Perełka, Królewicz, no i Paragon) ale i mnóstwo epizodów z młodymi aktorami, którzy potem porobili mniejsze lub większe kariery. Jerzy Turek jako plutonowy. Stefan Friedman jako mechanik. Ryszard Pietruski jako jeden z przestępców. Barbara Sołtysik jako pielęgniarka. Zofia Czerwińska jako "laborantka z tranzystorem". I wreszcie Marian Opania jako robol w szpitalu.

Pogooglałem i dowiedziałem się też, że słynne "legalnie panie Wacku" nie jest mówione głosem Paragona. Że Mariana Tchórznickiego, który (świetnie) zagrał Paragona, wsparła głosem niejaka Krystyna Chimanienko, która potem w Rzeczpospolitej Babskiej zagrała kapral Czesławę Kowalik.

Ale najciekawszy był tekst sprzed roku z Tygodnika Powszechnego, opisujący poserialowe perypetie rzeczonego Paragona, Mańka Tchórznickiego, dziś 54-latka. Z dorosłego życia ówczesnych bohaterów seriali młodzieżowych, znane są przede wszystkim losy bohaterów Podróży za jeden uśmiech i Stawiam na Tolka Banana - te pozytywne Filipa Łobodzińskiego i te trochę mniej pozytywne Henryka Gołębiowskiego. Tymczasem pogmatwane życie Paragona to gotowy materiał na scenariusz filmowy.

Dawny Paragon mówi dzisiaj: Moje życie zostało skopane i przypomina dziurawą szmaciankę. Stoczył się - robił lewe interesy, zniszczył sobie zdrowie i życie osobiste, w pewnym momencie ważył 186 kilo, dziś leczy się z alkoholizmu. Zajmowałem się wszystkim, co nielegalne. Nie wiem, jakim cudem nie trafiłem do więzienia. - mówi dzisiaj. Dla ludzi związanych z piłką wciąż jest Paragonem - zna wszystkich piłkarskich działaczy i sędziów, przyjaźnił się nawet z Ryszardem F., pseudonim Fryzjer (który pomagał mu wyjść z alkoholizmu), ma stałe miejsce na trybunach warszawskiej Legii ale na stadion już nie przychodzi (Powód jest śmieszny: nie mieściłem się w foteliku na trybunach. Jeszcze pięć lat temu ważyłem prawie 200 kilo.)

Paragon chcialby odnowić relację z kumplami z filmu. Janusz Smoliński „Perełka”, Mirosław Domański „Mandżaro”, Jerzy Porębski "Królewicz" - google na ich temat milczy. Nasza-klasa, skąd pochodzą zdjęcia Paragona - również. Ciekawe jak potoczyły się ich losy... Sam Marian Tchórznicki mówi: Jeszcze nie umieram i mam czas na naprawienie błędów. Mój „Paragon” też przegrywał do przerwy 0:1. Wygram moją drugą połowę.

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci