Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

Discovery Channel

Z cyklu czytanki Supergiganta...

mrpw

Tym razem poezja.

Wiersz znaleziony na blogu Kazimierza Marcinkiewicza, człowieka, który jeszcze trzy lata temu rządził Polską. A potem stolicą Polski. Komentarz chyba zbędny.

I znów o M... i M...

To ona sprawia

Że tyle negatywnych i pozytywnych komentarzy się pojawia

Prosta i skomplikowana

Najlepsza ta mocna i niepokonana

Oczywiście pikantności do wszystkiego trzeba dodać

I na pierwsze strony podać

Tak łatwo dziś o wypaczenie

Słów, wyznań zniekształcenie

Drugie M ludzi nie szanuje

Tylko ciągle coś nowego knuje

Za ich plecami tworzą historie, opinie niebywałe

Które często z prawdą nic wspólnego nie maja wcale?

Domysły, doniesienia

Nikt prawdy nie docenia

M nie szanuje innych ludzi życia intymnego 

A potem mówi o wystawianiu na sprzedaż przez nich samych życia prywatnego

Czy to wytłumaczenie na ich niecne grę?

I dyskusja nadal wrze

Na koniec konkluzja się pojawia: że to wszystko żenada...

Jeśli więc wszyscy to żenadą nazywają

To, czemu komentują, gazety, czy TV oglądają?

Wybór prosty nieskomplikowany. Na raz dwa trzy

Odbiorniki wyłączamy.

 

Morał z tego taki: M i M sobie zawadzają

A koniec będzie taki że oba M przetrwają:)

 

A które M Państwo zachwalają?

 

Isabel

Fakty przed Faktami

mrpw

Najpierw TVN zrobił Fakty po Faktach, żeby konkurować z Wiadomościami. Teraz zdaje się szykowane jest kolejne uderzenie - Fakty przed Faktami. Próbka obiegła wczoraj Internet (uwaga - jeśli ktoś ma wrażliwe uszy, niech nie ogląda, bo poleci mięso, porównywalne z legendarnym Zbuczynem Tomka Lisa).

Próbka próbką - mówiąc szczerze nic szokującego w niej nie znalazłem. Jeja, Kamil Durczok przeklina, ale straszne. Przyznam się Wam szczerze - ja też przeklinam. Ten drugi, co ze mną bloguje - też przeklina. A kilka tygodni temu siedzieliśmy w restauracji obok posłów jednej z partii sejmowych. Też przeklinali. Wielkie halo.

W sumie to mi nawet Durczoka trochę żal, że ktoś go na tyle nie lubi, że puścił to w eter. Ale niech każdy z tych, którzy pewnie zaczną się oburzać powie z ręką na sercu, że mu się nie zdarza kląć jak szewc albo że nie zdarza się to jego bliskim, przyjaciołom, kolegom z pracy.

To co natomiast jest absolutnie żałosne, to reakcja TVN, który próbuje zakrzyczeć rzeczywistość i ocenzurować Internet. Siedzi jakiśs gamoń w sobotę w pracy i pisze to tu, to tam, każąc wycinać. Filmik znika z youtuba, znika z dailymotion, znika z wrzuty, cenzurowane są zrzuty z ekranu na Pudelku a jak ktoś się odważy o tym napisać, to dostaje takiego maila jak autor bloga Mediafun:

Szanowny Panie,
Proszę o niezwłoczne usunięcie z serwisu www.blog.mediafun.pl materiału video umieszczonego pod linkiem http://www.blog.mediafun.pl/index.php/2009/02/13/tvn-bedzie-czyscil-internet-czyli-kolejna-aferka/
oraz uniemożliwienie dostępu do wyżej wymienionego materiału audiowizualnego. TVN S.A. nie wyraża zgody na wykorzystywanie ani rozpowszechnianie materiału, do którego dysponuje prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi .

Z poważaniem,
[nazwisko do mojej wiadomości]
Specjalista ds. Treści Multimedialnych
Departament Nowych Mediów
TVN S.A

Ciekawe, czy i do nas napiszą.

Drogi TVN-ie, sorry, fala ruszyła. Znalezienie rzeczonego filmiku średnio inteligentnemu internaucie zajmuje kilka sekund. Linki będą się pojawiać na blogach, w komentarzach, na forach, wszędzie. Założymy się, że pojawią się również w komentarzach do tej notki. My oczywiście Was do tego broń Boże nie zachęcamy, bo bardzo szanujemy opinię Specjalisty ds. Treści Multimedialnych, który jako jedyny dysponuje i prawami autorskimi, i pokrewnymi do rzeczonego klipu.

Cenzurować nie jest w stanie Premiership (bramki można co tydzień znaleźć na jakichś portugalskich i arabskich serwisach video), nie uda się również TVN-owi.

Czytanki Supergiganta: Anathem

mrpw

W Nowym Roku, nowa rubryka! Hurra!

Raz na jakiś czas - spokojnie, niezbyt często - zdarza się nam coś interesującego przeczytać. W ramach postanowień noworocznych postanowiliśmy ćwiczyć formy literackie inne niż Powerpoint i email. A więc tutaj będziemy się dzielić naszymi wrażeniami z lektur.

Nie spodziewajcie się, by "Czytanki" miały cokolwiek wspólnego ze sportem - ostatnią dobrą książkę sportową zaliczyliśmy w 1999, a o złych nie warto pisać.

Na szczęście "Czytanki" są wyraźnie oznakowane tytułem, co pozwala łatwo notkę ominąć.

***

Przeczytałem więc "Anathem" Neala Stephensona, co będzie osiągnięciem w tym roku nie pobitym, bo książka ma 900 stron plus słowniczek plus trzy dowody matematyczne (ten trzeci, o acyklicznych grafach - przyznaję, już sobie odpuściłem).

Stephenson jest tzw. pisarzem kultowym - to znaczy w ogóle mało znanym, ale mającym trzódkę wyznawców. Jego książki to do niczego niepodobny mix powieści współczesnej, science fiction, cyberpunka i HGW czego jeszcze. "Zamieć" ("SnowCrash") jest najciekawszą znaną mi wizją rzeczywistości wirtualnej - dalece ciekawszą niż to fikumiku w 2nd Life. "Cryptonomicon" - nadzwyczaj wciągającą opowieścią o hakerach, którzy chcą zbudować wyjęte spod prawa państwo-serwerownię (data haven).

Poza tym Stephenson napisał m.in. historię systemów operacyjnych ("In the beginning there was the command line..."), oraz Baroque Cycle, trzytomową sagę o Issacu Newtonie i jego kumplach z XVII wieku - nie do przebrnięcia.

Dla Anathem Stephenson stworzył całkiem nowy świat. Oraz nowy język - ze zbitek słów podobnie brzmiących, ale znaczących co innego. Tytuł to połączenie anthem (hymn) i anathema (klątwa). Legendarnych mędrców w świecie Stephensona określa się mianem saunt - połączenie saint (święty) i savant (uczony). I tak dalej.

Niektórzy wyśmiewali się z tych udziwnień, ale nie jest źle.

Rzecz dzieje się na planecie Arbre - planecie nie będącej Ziemią, ale zamieszkałej przez ludzi i całkiem do Ziemi podobnej. Kilka tysięcy lat wcześniej rozwój technologii na Arbre doprowadził do wojen światowych i innych Straszliwych Wydarzeń. Niedobitki, które przetrwały, doszły do wniosku że nad technologiami trzeba zapanować. Wszystkich mędrców i uczonych zamknięto w takich jakby naukowych klasztorach, odciętych od normalnego świata. Tam w ciszy i spokoju - choć bez dostępu do żadnych komputerów - mogą oddawać się badaniom, obliczeniom, medytacjom.

Poza ścianami klasztorów króluje komercha, cywilizacje rodzą się i podupadają - w murach świątyń mnisi-naukowcy nakręcają długowieczne zegary, śpiewają pieśni i dyskutują o filozofii. Na zewnątrz wolno im wyjść raz na Dziesięć lub raz na Sto lat - zależnie od tego, do jakiego zakonu przynależą.

Są też mnisi-Millenaryści (Tysiącaki) żyjący w wysokich twierdzach, w całkowitym odosobnieniu, kontaktujący się ze światem raz na tysiąc lat (ciągłość funkcjonowania zapewniają im dostawy noworodków). Ci posiadają podobno nieziemskie umiejętności. Ale nikt z żywych nigdy żadnego Tysiącaka nie widział...

Naszym narratorem jest 19-letni młodzian, Fraa (brat) Erasmas. W jego klasztorze zaczynają dziać się rzeczy dziwne... mistrz Erasmasa, Fraa Orolo zostaje dożywotnio wygnany poza mury świątyni z powodu tajemniczego i niewybaczalnego naruszenia reguł... a wkrótce później świeckie władze Arbre żądają od mnichów, by ci pomogli im w walce z niebezpieczeństwem zagrażającym całej planecie...

Erasmas jednak nie słucha wytycznych... rusza odnaleźć swego zaginionego mistrza.

*

Wszystko to jest całkiem malownicze - trzeba jednak uprzedzić, że Anathem jest tyleż powieścią SF, co powiastką filozoficzną. Tak zwana akcja jest dla Stephensona pretekstem do wciągania swych bohaterów w przeraźliwie długie dyskusje dotyczące semantyki, kosmologii, wolności wyboru, praprzyczyny itd. Jeśli ktoś chciałby sobie odświeżyć metaforę jaskini Platona, pogłówkować nad fenomenologią Husserla czy co tam jeszcze, to śmiało - jest tego w Anathem ze 300 stron.

Tylko, że tu akcja dzieje się na innej planecie, więc Platon nie nazywa się Platon, tylko Protas, i podobnie z wszystkimi innymi. Przykładowy cytacik:

" 'It's a typical Procian versus Halikaarnian dispute,' I said. 'Avout who follow in the way of Halikaarn, Evenedric, and Edhar seek truth in pure theorics. On the Procian/Faanian side, there is a suspicion of the whole idea of absolute truth and more of a tendency to classify the story of Cnoüs as a fairy tale. They pay lip service to Hylaea just because of what she symbolizes and because she wasn't as bad as her sister. But I don't think that they believe that the HTW is real any more than they believe that there is a Heaven."

No żesz strasznie to inteligentne, nie? Na szczęście, choć te dyskusje mają związek z akcją, to daje się je przeskakiwać i nie stracić całkiem wątku.

*

Jeśli już wszystkich zniechęciłem, to dodam że w Anathem fajnych panien właściwie nie ma. Oblubienica głównego bohatera (na Arbre mnichom wolno...),  niejaka Ala, wbrew wysiłkom autora niczym się nie wyróżnia - a jak już pojawi się apetyczna Suur (siostra) Karvall w szałowym habicie, to okazuje się być postacią epizodyczną i nieznaczącą.

No dobra. Ale jest Wielki Spisek, są tajemnicze symbole, są wojowniczy mnisi ninja i jest brawurowa akcja w kosmosie. Zaginiony Fraa Orolo to super gość. Zakończenie zmusza do powtórnej lektury ostatnich, hmmm, 200 stron - i wszystkich możliwych dyskusji w internecie, żeby to co niedopowiedziane pozbierać do kupy.

Ale najlepszy jest i tak Fraa Jad, millenarysta (czyli Tysiącak) wyciągnięty z wysokiej wieży. Co nie zdarzyło się nigdy wcześniej. Więc Erasmas - a my wraz z nim - jesteśmy w szoku. I uważamy najpierw Fraa Jada za eterycznego dziadka, myśliciela wymoczka. A ten okazuje się uber-twardzielem i w dodatku mistrzem ciętej riposty.

Zobaczcie np. jak Fraa Jad rozprawia się z zamkiem szyfrowym mającym 10.000 kombinacji:

"How did you know the code?" I asked.

"I selected a number at random," he said.

Szkoda, że tak go mało, bo to jeden z najfajniejszych bohaterów Stephensona.

Jest teoria (wyczytałem na fanowskim blogasku) że Jad to Enoch Root z Cryptonomiconu. Oh well, będę musiał chyba jeszcze raz przeczytać jedno i drugie.

Gdzie są chłopcy z tamtych lat

mrpw

A konkretnie jeden chłopiec. O ten:

Taka minizagadka - komu poświęciliśmy nasz noworoczny tekst w ramach Fruwając pod koszem. Jak ktoś zgadnie - to w nagrodę, specjalnie dla niego wkleimy najsłynniejszą akcję z udziałem bohatera felietonu. No i jego zdjęcie en face.

UPDATE: Wygrał Maro - już 20 minut po opublikowaniu notki rozpoznał Todda MacCullocha, który dzisiaj wygląda tak:

Przypomnijmy sobie akcję, dzięki której Todd przeszedł do historii koszykówki:

Wiadomości TVP: rzetelne, zawsze sprawdzone

mrpw

Rzetelne, zawsze sprawdzone.

To jest hasło promujące TVP-owskie Wiadomości. Te same Wiadomości, które nie raczyły dziś nawet poinformować swoich telewidzów o tym, że umarł Maciej Kuroń. Chyba, że po prostu coś przegapiliśmy - wówczas przeprosimy w osobnej notce.

Rzetelnie jak zawsze. Może po prostu tym razem akurat nie zdążyli tej informacji sprawdzić.

Prowadzącemu Piotrowi Kraśko oraz wydawcy dzisiejszych Wiadomości gratulujemy wyczucia chwili. Było o świętach w polskich aresztach, w Betlejem i w Oxfordzie, o pielgrzymce Benedykta XVI do Ziemi Świętej (wszak to już za 5 miesięcy!), o świątecznej politycznej poprawności, o Fundacji Św. Mikołaja, o prawdziwym św. Mikołaju - biskupie z Miry oraz o (sic!) powracającej modzie na walonki.

W dzisiejszych Wiadomościach sporo mówiono o wartościach chrześcijańskich. Mówienie nic nie kosztuje, szkoda, że za mówieniem nie poszło coś więcej.

W takich kwestiach akurat nie mamy ochoty czytać plugastw - więc pod tą notką wyjątkowo komentarze wyłączamy. Sorry - ci, którzy sobie chcieli popluć, niech plują gdzie indziej.

Resztę - przepraszamy.

Michael Jordan się żeni?

mrpw

Portale plotkarskie donoszą, że Michael Jordan się żeni. Podobno już w tygodniu. Wybranką Michaela jest podobno kubańska modelka, Yvette Prieto.

Oto bodaj jedyne zdjęcie Michaela z Yvette, zrobione latem, z lewej Charles Oakley w gustownym t-shircie.

Wcześniej Yvette była panną Julio Iglesiasa juniora.

Rozwód z Juanitą kosztował Michaela 168 milionów dolarów. Ciekawe czy tym razem spisze intercyzę.

Przerwy w dostawach Supergiganta

mrpw

Przy okazji dyskusji o tabloidyzacji zczuba, nam też się trochę dostało. Że zczubaki to przynajmniej coś pisują a u nas ostatnio aktywność bardzo siadła, przerwy trwają po kilka dni, nowe notki pojawiają się znacznie rzadziej niż kiedyś a jak już się pojawiają, to często ograniczają się do wklejenia linka zapodanego w komentarzach przez czytelników.

Cóż, jak zwykle macie 100% racji. To wszystko prawda. Kiedyś na blogu pojawiała się przynajmniej jedna notka dziennie. Czasem kilka notek. Nie było poważnego wydarzenia sportowego, które nie zostałoby na Supergigancie skomentowane. Dużo było NBA, mnóstwo Premiership, więcej baboli i przewrotek, trochę Bohaterów naszej młodości, W starym kinie i Wideoteki starego człowieka. No i Sporty debilne. Teraz jest tego mniej. Dużo mniej.

Winny się tłumaczy ale skoro przyznajemy uczciwie, że jesteśmy winni, to trochę się potłumaczymy. Przyczyn jest kilka.

Po pierwsze - w maju, kiedy urodził mi się syn, uprzedzałem, że czasu na pisanie blogaska będzie mniej. I jest go mniej.

Po drugie - od maja do sierpnia jakoś jeszcze szło. Ale we wrześniu starszy syn poszedł do szkoły. Doszły nowe obowiązki. Dawniej nie było np. problemu z tym, żeby skrobnąć notkę rano. Teraz nie ma mowy. Do pracy można się spóźnić, do szkoły - no way.

Po trzecie - praca. Supergigant to tylko (albo może aż) hobby. Przyjemność a nie obowiązek. Ale w związku z pkt. 3, czas w pracy też stał się mniej elastyczny.

Wreszcie po czwarte - ekipa tworząca bloga de facto zmniejszyła się o połowę. Ten drugi, co ze mną blogował - już w zasadzie nie bloguje. Wcześniej mobilizował się jeszcze na te momenty, kiedy ja się urlopowałem. Ostatnio już i tego nie. Trademark tego blogaska, czyli pisanie notek w pierwszej osobie liczby mnogiej - przestał mieć sens.

Efekt punktów 1-4 jaki jest - każdy widzi, za co Was przepraszam. Poprawy nie obiecuję, bo wiem że byłaby to obietnica bez pokrycia.

Ale - choć pewnie niektórzy powiedzą, że trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść - zamknięcia blogaska nie ogłaszamy. Notki będą się pojawiały rzadziej niż kiedyś - ale będą się pojawiały. Od czasu do czasu mam nadzieję, że nawet fajne notki a nie tylko dziwne wklejki z youtuba. Bo przecież sport pozostaje sportem i nadal siem wzruszam czasem (wczoraj poryczałem się po raz kolejny na Cudzie w Lake Placid). Będą wspomnienia wielkiego Małysza i komentarz do dzisiejszej formy Adama i spółki. Będzie może komentarz do cyrku wokół zatrudniania trenera siatkarzy. Będą zachwyty nad wielką Barcą. Będzie obśmiewanie nowego trenera Wolves, Kevina McHale'a, który najwyraźniej postanowił podążyć drogą Isiaha Thomasa. Będzie relacja z procesu Beenhakkera i Osucha. Czasem może nawet pobloguję na żywo - np. wraz z Wami jak za starych dobrych czasów przyszłoroczne finały NBA Celtics - Lakers. Będziemy też typować różne rzeczy w ramach kolejnych Lig Typerów.

Tyle, że wszystko pewnie trochę rzadziej niż codziennie...

Ale na wielkie imprezy (Mundial, Euro, Olimpiady, finały NBA, Małyszo-, Kubico-, Radwańskomania) będę się spinał bardziej. Przerwy w dostawach Supergiganta będą się zdarzały ale za każdym razem Supergigant will return...

Blogaskowa przerwa

mrpw

Zakończona.

Wyjechałem na długi weekend, o bloga miał dbać ten drugi, co ze mną bloguje. Niestety nie zadbał.

Za niezapowiedzianą przerwę przepraszam. Jak tylko się ogarnę - blog zacznie znowu funkcjonować normalnie.

Prezydent Obama?

mrpw

Niby nie wypada się chwalić ale props dla tego drugiego, który ze mną bloguje. Blisko dwa lata temu, kiedy o Baracku Obamie prawie nikt jeszcze w Polsce nie słyszał, popełnił profetyczną notkę zatytułowaną "Obama".

Filmiki z notki już youtube dawno powycinał ale cytaty pozostają aktualne. Ciekawe czy dziś w nocy Zmiana się dokona.

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci