Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

Discovery Channel

Nobel dla Obamy

mrpw

Najlepszy komentarz na razie znaleźliśmy na Twitterze Billa Simmonsa:

So disappointed that Tom Cruise was robbed of the Nobel Peace Prize. He settled the Cousin Sal-Jeff Ross feud! Come on.

Ciekawe, czy jak Michelle Obama będzie składała mężowi życzenia noworoczne, to czy będzie mu życzyć, żeby Nowy Rok był lepszy niż stary.

Tymczasem ten drugi...

mrpw

Blogasek zaniedbany, bo na skutek perturbacji post przeprowadzkowych chwilowo nie tylko nie mam czasu, ale i telewizora :) No, nie będę zmyślał że coś widziałem, jak nie widziałem.

Przy okazji ważkie pytanie: duże LCD. Który model? Niech ktoś podpowie pls.

Tymczasem ten drugi śle SMS-y (dobrze że choć tyle).

"Pozdrowienia z raju. Mieszkamy w chatkach na samym środku morza nurkujemy z molo romantico najlepszy hotel w życiu".

"Najlepsze nurkowanie w życiu. Było mnóstwo rekinów żółwi barakud i w ogóle"

Miejsce, w którym przebywa ten drugi, wygląda podobno tak:

Film jest dość nudny, więc dopowiem że widać tam żółwia i rekina.

Nie powiem, jest tam całkiem ładnie. Ale jednak tak trochę klaustrofobicznie.

Myśmy na przykład byli w Łebie. W ośrodku Metalurg.

Też widzieliśmy wiele ciekawych stworów. I to bez nurkowania.

Cała nadzieja w tym drugim

mrpw

Co ze mną bloguje.

Ostatnio aktywność na blogu nam spadła (full roboty przed urlopem), teraz może być jeszcze gorzej. Udaję się na zasłużony długi urlop, blog zostaje w rękach tego drugiego, co ze mną bloguje i co to się odgrażał, że skoro już nie piszemy artów, to się na poważnie bierze za blogowanie.

Na razie się nie wziął ale usprawiedliwia go przeprowadzka, wakacje, aklimatyzacja powakacyjna i takie tam. Teraz wymówek już nie będzie.

Ja się postaram czasem coś zablogować wakacyjnie ale z góry uprzedzam tych, którzy się będą awanturować, że nie będą to notki sportowe a przecież to jest blog o sporcie - notki nie będą mogły być sportowe, gdyż nie będę wiedział co się w sporcie dzieje. Może zobaczę małpę z charakterystycznym nosem, to opiszę wrażenia.

Jeśli chodzi o emocje sportowe, to życzymy przynajmniej  takich jak wczoraj przeżywali Szaranowicz i Jóźwik.

Zgaduowiczów również proszę o cierpliwość - wszystkie wyniki uzupełnię po powrocie.

PS. Jeszcze jedno zdanie dla śledzących najdłuższą relację z Marcin Gortat Camp w historii Internetu - ulubionym koszykarzem Marcina jest Shaq. Jedzenie w Stanach jest paskudne dlatego będąc w Polsce Marcin zatrzymuje się przy każdej przydrożnej karczmie. Ciekawe, prawda?

Zakłady na bwin.com! Zarejestruj się i zgarnij bonus!

Żakowski kontra Olszewski czyli o lizaniu rowa słów kilka

mrpw

Ten drugi (PW), co ze mną (MR) bloguje, wziął udział w ciekawej dyskusji nt. chamstwa w Internecie. Miałem zabrać głos już w weekend ale w związku z szykowanym na poniedziałek tekstem, postanowiłem zaczekać, żeby mieć pełniejszy ogląd.

Chwila wyjaśnienia dla tych, którzy nie śledzili konfliktu. Zaczęło się od piątkowej porannej wymiany uprzejmości pomiędzy redaktorem Żakowskim oraz redaktorem Olszewskim w Tok FM.

Prawda, że sympatycznie? Jak komuś się nie chciało słuchać, to zaraz streszczę.

Wysłuchałem uważnie całej wymiany zdań, przeczytałem wpis Olsa na blogasku (Stare media odkrywają internet i są oburzone) i myślę sobie, że trochę szkoda. Obie strony mają ewidentnie dobre intencje ale rozmawiają ze sobą z perspektywy mentora: "co ty młody człowieku wiesz o kulturze?" (poza anteną Żakowski spytał Olsa, czy jego rodzice podobnym językiem rozmawiają między sobą, czy pan naprawdę tak uważa, czy to służbowe stanowisko?) "co ty stary dziadu wiesz o internecie?" (Z pewnym zażenowaniem obserwuję, jak dziennikarze tradycyjnych mediów odkrywają istnienie wielkiego i dziwnego świata internetu. Może czytelnicy tego bloga się zrzucą na bilecik do Chin dla redaktora?). A różnice i wzajemne niezrozumienie się tylko pogłębiają.

Żakowski jako pretekst do dyskusji wybiera przypadek Doroty Świeniewicz, która zakończyła karierę po przeczytaniu obraźliwych wpisów na forach. Olszewski zamiast przyznać, że rynsztok się w Internecie zdarza - ale dotyczy każdego sportowca, ba - każdej osoby publicznej, ba - nawet osób niepublicznych (sami wielokrotnie musieliśmy na tym blogu tłumaczyć, że nie jesteśmy płatnymi pachołkami Adama Michnika) odpowiada: a u Was biją Murzynów. A Świeniewicz to nazwała kiedyś trenera kawałkiem gówna. Owszem nazwała - tylko co to ma do rzeczy?

Potem Żakowski przechodzi do jakiegoś nieszczęsnego przypadkowo wyszukanego wpisu jakiegoś gamonia o "lizaniu rowa Ukraińcom" przez jednego z najważniejszych polskich polityków. A Ols znowu odpowiada: a u Was biją Murzynów. Pan jest hipokrytą w tym momencie, bo nazwał Pan kiedyś braci Kaczyńskich braćmi jednojajowymi a w Pańskim programie jeden z gości niechcący (bo myślał, że jest poza anteną) nazwał przewodniczącego Buzka wielkim jebaką. Znowu - owszem, pewnie się Żakowski zagalopował z jednojajowymi, owszem, jebaka Buzek to głupia wpadka - tylko co to ma do rzeczonego rowa?

Z drugiej strony mamy jeszcze bardziej konstruktywnego Żakowskiego męczącego i powtarzającego tego nieszczęsnego rowa do bólu, porównującego moderatorów forów do twórców komór gazowych i producentów narkotyków (sic!) i zadającego dramatyczne pytanie: Czy pan przeprasza za rowa?

Olszewski za rowa nie przeprasza. Wygłasza za to długą statystyczną litanię o procentowej zawartości wulgaryzmów w internecie i za pomocą cyferek udowadnia (bo przecież za pomocą cyferek można udowodnić wszystko), że szamba w internecie nie ma. Pada nawet (dwukrotnie) klasyczne zdanie, znane z debat politycznych: "proszę mi nie przerywać".

Michał zamiast upierać się, że lizanie rowa to jest normalny język z przystanku autobusowego (bo nie jest - a w każdym razie nie z każdego przystanku), mógłby po prostu przyznać, że wpis rzeczywiście jest żenujący i debilny i że oczywiście zasługuje na skasowanie i na pewno prędzej czy później zostałby przez moderatora wychwycony i usunięty. I że owszem jest zażenowany tym wpisem. I że owszem - w necie jest sporo śmiecia - jak w każdym dużym organizmie. Ale że może warto bardziej skupić się na pozytywach niż wyolbrzymiać negatywy. Już taki jeden był, który twierdził, że w Internecie to tylko siedzą, piwko piją i pornole oglądają. I przecież redaktorowi Zakowskiemu raczej z nim nie po drodze.

A Żakowski zamiast odmieniać tego rowa przez wszystkie przypadki i przypisując mu większe znaczenie, niż rów posiada, mógłby spróbować słuchać argumentów i zejść z pozycji pierwszego moralizatora Rzeczpospolitej. Bo dużo więcej zła niż rzeczony komentarz o rowie, który utonąłby w powodzi internetowego śmiecia, którego rzeczywiście jest na forach sporo, czyni sam Żakowski, rowa wałkując. Założę się, że autor komentarza, z dumą opowiada kumplom - to ja napisałem o lizaniu rowa, widzicie jak namieszałem! I będzie tak pisał częściej. Lepszego prezentu nie mógł od Żakowskiego dostać.

W dwugłosie w Gazecie emocje opadły. Jest już spokojniej i lepiej, mniej pyskówki, więcej argumentów. Żakowski wprawdzie wciąż kreśli wizję internetu jako siedziby plugastwa i wszelkiego zła: Chamstwo hula w Internecie ale Olszewski wraz z tym drugim, co tu ze mną bloguje bronią się przed cenzurą w Internecie na argumenty: Cenzura nie łagodzi obyczajów w Internecie.

Sieć jest taka, jak ludzie, którzy z niej korzystają - wśród internautów zdarzają się idioci, zboczeńcy, bandyci, kaprofile. Zdarzają się - co nie znaczy, że stanowią większość. Polski Internet nie różni się w tym względzie od zachodniego. W zachodnim internecie też jest sporo śmiecia. Ale nieporównywalnie więcej jest nieśmiecia.

A na koniec jeszcze jedna refleksja. Tradycyjne media też się zmieniają. W tekście Olsa i PW Gazeta puściła następujące zdanie: Google zwraca blisko milion stron na zapytanie "chuj". Jakoś trudno mi sobie wyobrazić to kilka lat temu.

http://wyborcza.pl/1,75515,6910135,Cenzura_nie_lagodzi_obyczajow_w_internecie.htmlCe

4 czerwca

mrpw

Na jeden dzień zmieniamy logo jak wszystkie gazety i wszystkie portale w Polsce :-)

Bo 4 czerwca to magiczny dzień, kiedy wszyscy są RAZEM.

Dziękujemy Wam czytelnicy za 3 wspólne lata z tych 20 lat...

I Wy też możecie podziękować komuś, jeśli chcecie.

Wszystkiego najlepszego!

Lecz z tylu różnych dróg przez życie każdy ma prawo wybrać źle...

mrpw

Znowu z opóźnieniem, przepraszamy za te opóźnienia.

Pięć lat minęło od śmierci Jacka Kaczmarskiego (którego kiedyś tu wspominaliśmy).

I przypomniała mi się taka historia.

PRL powoli dogorywał, a my (razem z tym drugim co ze mną bloguje) rozpoczęliśmy kształcenie w pewnym warszawskim liceum z opozycyjną tradycją. Kaczmarskiego, oczywiście, wszyscy tam znali, ale mało kto słuchał. Był zbyt mainstreamowy, zbyt popularny i zbyt patetyczny. Znacznie bardziej trendy było jednak słuchanie Jacka Kleyffa, zresztą z kaset na których nie było słychać właściwie nic.

Kleyffa słuchaliśmy na zmianę z GN'R którzy też jakoś wtedy zaczynali i byli cool.

Któregoś dnia rodzice przynieśli taką dziwną kasetę. Nazywała się "Pijany poeta, czyli Jacek Kaczmarski inaczej". Nagrano ją podczas koncertu w prywatnym mieszkaniu gdzieś na Zachodzie. Kaczmarski zaczyna tam jak zwykle. Od pełnego patosu "Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego"- ale gdzieś w połowie pieśni głos mu się załamuje, przemienia w pijacki charkot, a zamiast wzniosłych strof pojawia się... Baranek

 
Oprócz Baranka jest jeszcze Celina, Inżynierowie z Petrobudowy, Bal Kreślarzy i inne piosenki Stanisława Staszewskiego, które Kaczmarski wyśpiewuje z knajacką swadą. Usłyszałem je wtedy po raz pierwszy. Domyśliłem się, że nagranie musiało być zrealizowane z ukrytego magnetofonu - przecież Bard Solidarności świadomie nie przystałby na taki skandal. Ale kaseta zaczęła krążyć. Wśród znajomych Kaczmarski znów stał się cool.

***

W noc po śmierci Jacka bracia Jarosław i Jacek Kurscy, fani i przyjaciele poety, napisali poruszające wspomnienie o Kaczmarskim, a w nim niespodziewanie znalazłem ten fragment:

W grupie monachijskich przyjaciół dał nam prywatny koncert, który utrwaliliśmy na taśmie. Czasem zdarzało się, że pomylił werset albo zapomniał słowa, natychmiast mu je podrzucaliśmy. Kiedy odstawił gitarę, z wyraźnym podnieceniem powiedział: - Kurcze, oni znają na pamięć wszystkie moje teksty!
I on, i my wiedzieliśmy, że jego poezja adresowana jest do takich jak my, młodych ludzi z kraju. Dusił się już w emigracyjnym sosie. Opowiadał, jak witał go przewodniczący Polonii w jakimś australijskim mieście: "Panie Kaczmarkiewicz, Polonia jest z Pana dumna. Pańskie nazwisko jest tu powszechnie znane". Po jednym z koncertów podeszła uduchowiona starsza Pani: "Panie Jacku, ja pana uwielbiam, bo Pan tak charczy, dyszy i pluje. Pan jest dla mnie pierwszy po Koconiu". Te anegdoty Jacek opowiedział nam podczas innego suto zakrapianego wieczoru, na którym najwyraźniej pragnął zrzucić z siebie uwierający gorset narodowego barda. Uwielbiał knajackie, a nawet obsceniczne piosenki. Wówczas było w nim coś z Witolda Gombrowicza czy Andrzeja Bobkowskiego. Śpiewał wtedy teksty Stanisława Staszewskiego, Grzesiuka, Dylana, Brassensa, oraz własne, w tym "Pijanego poetę":

Zrobiliśmy z tego koncertu unikatową, niskonakładową kasetę "Pijany poeta, czyli Jacek Kaczmarski inaczej". Podziemna polityczna poprawność zawyła, ale Jacek był zachwycony, że wreszcie udało mu się obsikać własny pomnik.

Z tamtej kasety - "Bal kreślarzy" w wykonaniu Jacka Kaczmarskiego.

I dla porównania, "Bal kreślarzy" Kazika.

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci