Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

Wideoteka starego człowieka

You'll drink the night away and forget about everything...

mrpw

Kilka dni temu umarł Gerry Rafferty, autor "Baker Street", jednej z ukochanych piosenek naszego dzieciństwa.

Rafferty napisał Baker Street w 1978, do historii przeszła solówka na saksofonie, która przyczyniła się do boomu sprzedażowego saksofonów (tzw. Baker Street Phenomenon) a po latach zainspirowała Slasha do solówki gitarowej otwierającej Sweet Child O'Mine.

Przy okazji dowiedzieliśmy się, że Rafferty - jeszcze jako lider grupy Stealer's Wheel, był autorem jeszcze jednego wielkiego przeboju - Stuck in the Middle With You, przypomnianego i na nowo rozsławionego po latach przez Quentina Tarantino, w słynnej scenie z Michaelem Madsenem, uchem i benzyną z Reservoir Dogs.

Paradoksalnie dopiero po śmierci Rafferty'ego wsłuchaliśmy się w tekst "Baker Street". Poczytaliśmy też o nim samym. Nie była to miła lektura.

Sama piosenka to smutna opowieść o samotności, o mieście bez duszy, o alienacji, no i o obowiązkowym zabijaniu smutków alkoholem. Rafferty był wówczas po trzyletnim konflikcie z wytwórniami płytowymi, przez który po rozstaniu ze Stealer's Wheel, nie mógł nagrywać nic nowego:

"Everybody was suing each other, so I spent a lot of time on the overnight train from Glasgow to London for meetings with lawyers. I knew a guy who lived in a little flat off Baker Street. We'd sit and chat or play guitar there through the night."


Baker Street szybko stała się wielkim przebojem, ale i przekleństwem Gerry'ego. Rafferty nigdy później nie nagrał nic, co choćby zbliżyłoby się popularnością do Baker Street. Jak sam mówił:

"Bob Dylan once said that fame was a curse. I think that, from an early stage in my career, I was aware there were many, many pitfalls of so-called celebrity. Once you have entered into that world you can no longer be the observer in life and I have always valued that highly. You become the observed."

Rafferty uciekał przed blaskiem jupiterów w alkohol. Miał za co pić, bo tantiemy z Baker Street co roku zasilały jego konto o 80 tys. funtów. Po pijaku awanturował się na lotniskach i w restauracjach, demolował hotele. Jego żona, Carla, wytrzymała do 1990: “There was no hope. I would never have left him if there’d been a glimmer of a chance of him recovering.”

Wątroba Gerry'ego wytrzymała dłużej, ale w ostatni wtorek też powiedziała dosyć.

PS. Niewesołe teksty o Raffertym można poczytać w The Independent i Guardianie.

W przedszkolu naszym nie jest źle, kiedy się grzecznym jest...

mrpw

Stali czytelnicy naszego blogaska wiedzą, że uwielbiamy Jacka Kaczmarskiego. Za wiele rzeczy go uwielbiamy, ale chyba najbardziej za to, że jest ponadczasowy. W jego pieśniach napisanych wiele lat temu, w zupełnie innych okolicznościach i z zupełnie innymi podtekstami można dziś odnaleźć zupełnie nową aktualność, nową rzeczywistość i zupełnie nowe podteksty.

Zawsze jak nawiązujemy do bieżących wydarzeń politycznych, to nam się od Was, drodzy czytelnicy dostaje. Ale przecież niczego nie sugerujemy - wszak każdy może znaleźć w tej piosence Kaczmarskiego takie przedszkole, taką panią i takie czuczuczu, jakie będzie chciał.

Szczególnie, gdy się śpi...

Don't Let the Rain Go Down On Me

mrpw

Byliśmy wczoraj na koncercie Eltona Johna.

Zawsze zastanawialiśmy się, jak czuli się fani podczas festiwalu Woodstock. Nie tyle muzycznie, co klimatycznie. Teraz już wiemy. Też wczoraj chcieliśmy wrzeszczeć "No Rain! No Rain!".

W związku z zawodami pływackimi syna (wpisowe 50 zł, ale chwila kiedy w wyścigu na 25 m kraulem, płynąc ze starszymi od siebie, dopływa do mety jako pierwszy - bezcenna), spóźniliśmy się ponad pół godziny. Może i dobrze, bo największą ulewę przeczekaliśmy na basenie i potem w samochodzie.

Nie załapaliśmy się niestety na Goodbye Yellow Brick Road i Daniel (przeglądaliśmy setlistę i chyba były). Wpadliśmy akurat na Rocket Man - dobrze trafiliśmy. Wydłużona, chyba ponaddziesięciominutowa wersja, z solówkami fortepianowymi, rozruszała zmokniętą i przerzedzoną przez ulewę publiczność. I choć błyskawicznie też przemokliśmy do ostatniej nitki, a w butach po marszu przez murawę stadionu, która wyglądała jak podczas pamiętnego meczu Niemcy - Polska w 1974, chlupotała woda - to i tak było wesoło.

Potem były same hity - I Guess That's Why They Call It the Blues, Sorry Seems To Be the Hardest Word i Sacrifice. Kołyszące się przemoknięte postaci w żółtych i niebieskich pelerynach, średnia wiekowa chyba w okolicach 40-tki, ale pomimo strug deszczu - wyglądało na to, że większość bawi się dobrze.

Hit za hitem. Candle in the Wind (bez zapowiadanej w mediach smoleńskiej dedykacji), Sad Songs. Druga fala ulewy przyszła podczas (sic!) Don't Let the Sun Go Down on Me. Na końcówkę koncertu schroniliśmy się już pod parasolem piwnego sponsora koncertu, który - nie wiemy, czy w związku z pogodą - piwa nawet sprzedawać nie próbował.

Na koniec Elton znowu roztańczył publikę brawurowym wykonaniem I'm Still Standing i Crocodile Rock (choć trudno było zmusić ludzi do chóralnego odśpiewania refrenowego la-lalalalala-lalalalala-lalalalala). Widać było, że jest mu szczerze żal przemokniętej publiczności - powiedział, zresztą - jesteście cudowni, że pomimo tej koszmarnej, koszmarnej pogody - zostaliście do końca.

Bisy też dały radę - 9-letni syn był miło zaskoczony Circle of Life i fragmentami Króla Lwa na telebimie, myśmy też się ucieszyli - bo na koniec przyszło ulubione Your Song a byliśmy pewni, że było na początku.

Elton John ma 63 lata, skurczybyk. Ponad 250 milionów sprzedanych płyt. Głos wciąż jak dzwon, muzyka - nawet jeśli niektórzy powiedzą, że niespecjalnie wymagająca - nam (i milionom fanów) pasuje. I - czy to się komuś podoba, czy nie - od czterdziestu lat na topie.

Respect.

Tako się zachwyca Shaq

mrpw

Chmurką się zachwyca waniliową.

Shaq wystąpił w teledysku. I to bynajmniej nie w hiphopowym teledysku - zero klimatów typu "kobe how my ass taste".

Utwór nosi tytuł "Vanilla Twilight", zespół - Owl City. Zespół synthpopowy, cokolwiek to znaczy. Inspirowany europejskim disco i muzyką elektroniczną. Jedna z piętnastu nadziei muzycznych roku 2010.

Prawda, że całkiem przyjemny?

Za wikipedią: "Vanilla Twilight" is about Adam Young's high school girlfriend, who moved away. He sings of lost love, the happy and painful memories that come with it, and moving on. The video was directed by Steve Hoover and was filmed on location in Pittsburgh. The music video raised speculation that the song contained a secondary meaning regarding the Christian concept of the rapture. A number of viewers of the video speculated that the cloud resembled the second coming of Jesus, Pittsburgh resembled the world, and the citizens resembled those who are prepread to acquire salvation and be called up to heaven.

Strasznie nam się ten Shaq uduchowił.

USA for Haiti, czyli We are the World 25 lat później

mrpw

25 lat temu pokochaliśmy We Are The World by USA for Africa.

Minęło 20 lat, cel znowu jest szczytny, muzyka trochę się zmieniła, ale nam się i tak podoba:

Nagranie miało miejsce 1 lutego, wzięło w nim udział 85 artystów. Premiera teledysku odbyła się przy okazji otwarcia igrzysk w Vancouver.

Śpiewają po kolei (za wikipedią)

A w chórkach m.in. Jeff Bridges.


Żeby zatrzeć nienajlepsze wrażenia muzyczne

mrpw

Po poprzedniej notce...

To będzie kawałek, w którym każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie.

Kupiliśmy najnowszą płytę Maleńczuka. Niektórzy będą pewni psioczyć, że to już nie jest ten homotwistowy Maleńczuk. My nowego Maleńczuka kupujemy w 100%. I polecamy. Pure entertainment.

Enjoy:

Zestaw disco tak od sasa, do lasa, że aż idealny.

Wesołych!

mrpw

Supergigant udaje się powoli na wigilijną kolację.

I życząc spokojnych świąt i nocnej ciszy, pozostawia Was wraz z najpiękniejszą piosenką świąteczną ever...

Syn mojego ojca

mrpw

Dawno nie wrzucaliśmy żadnych nowych starych hitów a przypomniało nam się coś, co akurat na tego blogaska pasuje idealnie. Zespół nazywa się Chicory Tip i jest zespołem w zasadzie jednego przeboju. Oto i przebój, Son of My Father, numer 1 brytyjskich list przebojów w czasach, kiedy ten drugi, co ze mną bloguje, miał 3 miesiące a ja byłem w brzuchu. Starsi na pewno pamiętają solo na syntezatorze, które zaczyna się po 1.08.

Człowiek uczy się całe życie. Poguglaliśmy i okazało się, że twórcami hita byli Giorgio Moroder (muzyka) i Pete Belotte (słowa), piosenka oryginalnie została nagrana po włosku i nosiła tytuł Tu sei mio padre.

Ciekawe, prawda?

Wieczór z poezją

mrpw

Na początek piosenka, która nam się nasunęła. I chyba idealnie pasuje.

A teraz wiersz. Znowu opublikowany na blogasku byłego premiera. Isabel się najwyraźniej rozkręca.

Podsumowanie... czysta obserwacja i inspiracja

Czymś zwyczajnym się zachłysnęli

I do dziś nie ochłonęli

Nowe sytuacje, przypadki i dziwne zdarzeń sploty   

Dały im temat na pierwsze strony

Piszą o czymś szalenie normalnym

Ale wymyślają jak uczynić to antyintelektualnym

Czymś uchwytnym,

i poczytnym

Dziennikarze się rozpisali

Swoje komentarze na portalach dali

Ośmieszają,

Hipokryzję popierają

I... Jaki cel w tym maja?

Media nośnik informacji

Ogromne źródło manipulacji

Tylko nieliczni się odważa

I manipulacji się nie dadzą

Media w Polsce otwartymi się staja

A mimo wszystko tolerancji nie pochwalają?!

Dlaczego stereotypowe myślenie wiedzie prym?

Bo jest łatwiejsze? Tylko, w czym?

Byle pretekst znajdują

i człowieka im nieuległego „szykanują”

Nawet prywatnym ludziom się dostaje

Stacja film bez ich zgody nadaje

Dziennikarze znów opinie wygłaszają

I osobę, której kompletnie nie znają oceniają

 

Morał 1

Sensacja sensacje goni

I nikt się przed tym nie obroni

Dziennikarze cos pisać jednak musza

Bo inaczej ich z pracy wyrzuca J

 

Morał 2

Walki z mediami nie ma co prowadzić

Bo tylko na zdrowiu można stracić

 

Morał 3

Każdy o tym dobrze wie, że nie znając osobiście sytuacji

Że na media skazany jest

 

Więcej o mediach pisać nie będę i nie musze

na inny temat skieruje ma poetycka dusze

zmykam

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci