Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

W starym kinie

Fajny film przedwczoraj widziałem

mrpw

Co jakiś czas pojawiają się na naszym blogasku notki filmowo - telewizyjne, teraz akurat uznaliśmy, że zdecydowanie warto.

Część z Was na pewno zna ten serial, pozostałym zdecydowanie polecam. The Shield - u nas chodził przez jakiś czas - chyba na C+ i AXN - jako Świat Glin.

Serial nie jest najnowszy. Pierwszy sezon wyemitowano w 2002, ostatni - po siedmiu sezonach - w 2008. Kilka lat temu obejrzałem pierwsze dwa sezony, potem dokupiłem dwa kolejne, ale jakoś tak się złożyło, że do oglądania wróciłem dopiero w tym roku. I wtedy już domówiłem całość.

Ciężki, mocny, brutalny, policyjny, momentami dołujący serial. Wciska w fotel, nie zostawia obojętnym. Chyba jeszcze nie spotkaliśmy serialu, w którym każda z głównych postaci byłaby tak niejednoznaczna, na swój sposób jednocześnie aż tak pozytywna i negatywna. Brzydzimy się nimi, ale jednocześnie im kibicujemy. Wzajemna lojalność i przyjaźń wciąż mieszają się z kłamstwem i zdradą. Przyjaciół się zdradza, z wrogami wchodzi w sojusze - jeśli cel nadrzędny tego wymaga. Każdy ma jakieś zasady, które prędzej czy później złamie. Każdy ma wartości, którym się prędzej czy później sprzeniewierzy.

Wszystkie główne postacie - wybitnie castingowane, pewnie także dlatego, że aktorzy stosunkowo nieznani - stają się bohaterami, których grają, nawet bardziej niż sobą samym.

Złapałem się na tym, że po zakończeniu ostatniego odcinka, kiedy oglądałem filmik z fety po ostatnim klapsie, miałem wrażenie, że role się odwróciły i że teraz to Vic Mackey gra Michaela Chiklisa, Shane Vendrell - Waltona Gogginsa a Dutch Wagenbach - Jaya Karnesa. A David Aceveda w skórzanej kurteczce zupełnie nie był sobą.

To dosyć rzadki przypadek, że (prawie, wyjątkiem jest może sezon szósty) każdy kolejny sezon jest chyba lepszy od poprzedniego. Już zakończenie pierwszego odcinka zostawia widza w przekonaniu, że czegoś takiego jeszcze w telewizji chyba nie widział. Więcej nie piszemy, nie spoilerujemy. W każdym razie wszystko zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem pętla się zacieśnia i nawet jeśli czasem się rozluźni, to wiemy, że wszystko zmierza do nieuchronnego końca. I że nie da się tu nijak wymyślić happy endu.

A'propos zakończenia - często jest tak, że mamy do czynienia z dobrym serialem, ale scenarzyści kompletnie nie mają pomysłu na to, jak to kontynuować, na przemian rozplątują i zaplątują zakończone już wątki, wprowadzają na siłę nowych bohaterów, którzy niewiele wnoszą, wreszcie kompletnie nie wiedzą, jak całość spuentować i zakończyć. Jeśli ktoś oglądał Prison Break, to pewnie wie, o czym piszę. Z The Shield jest inaczej - pojawienie się najpierw Glenn Close (sezon czwarty), a potem Foresta Whitakera (sezon piąty, być może najlepszy) - bardzo popychają serial do przodu. A półtoragodzinne Show Finale dowozi na każdym wymiarze. To prawdopodobnie najlepsze, bo najbardziej nieuchronne i poruszające Finale, jakie znamy.

"Wow. I feel like I’ve been emotionally pistol-whipped. In a good way." - napisał ktoś na swoim blogu po obejrzeniu ostatniego odcinka.

I jeszcze last, but not least - muzyka. Twórcy serialu powyciągali kawałki, często zupełnie nieznane (przynajmniej dla nas) i zrobili z soundtracku i jego wkomponowania w fabułę majstersztyk absolutny. I hip hop, i muzyka lat 80-tych (Dutch), i ostry rock (zakończenie pierwszego odcinka), i alternative (zakończenie drugiego sezonu), i blues (piosenka Johnny Casha w pierwszym odcinku Sezonu 6) i wreszcie nienznany nam diamencik na zakończenie serialu, "Long Time Ago..." Concrete Blonde, idealnie podumowujący całość i najważniejsze wątki za pomocą kilkunastu kluczowych scen. Wklejamy, bo wbrew pozorom nie spoileruje.:

PS. I jeszcze jedno - sorry, ale Michael Chiklis powinien sobie darować granie w Fantastycznej Czwórce. Vic Mackey nie ma szans być w takiej roli wiarygodny.

I po Oscarach

mrpw

"Hurt Locker" pokonał "Avatara", Kathryn Bigelow pokonała Jamesa Camerona. "Hurt Locker" jeszcze nie widzieliśmy, więc się nie wypowiadamy, BTW - to chyba pierwszy przypadek od lat, żeby najlepszy wg Akademii film nie trafił w ogóle na ekrany polskich kin, tylko bezpośrednio na DVD i ekrany Canal +. A'propos "Hurt Locker" - Frank Isola z New York Daily News napisał po werdykcie Akademii:

"And all this time I thought "The Hurt Locker" was a place where Eddy Curry kept his belongings at Madison Square Garden."

Oscara za rolę drugoplanową dostał też Christoph Waltz, czyli pułkownik Landa - wszyscy stali czytelnicy naszego blogaska wiedzą, że innego werdyktu sobie nie wyobrażaliśmy.

Ale my chcieliśmy wyrazić swoją radość z Oscara dla Sandry Bullock. Po pierwsze dlatego, że bardzo lubimy Sandrę Bullock - jeszcze od czasów Speed i While You Were Sleeping. Po drugie dlatego, że Sandra jest pierwszą aktorką, która dostała równocześnie Oscara i Malinę za najgorszą rolę główną. Po trzecie dlatego, że jako jedna z nielicznych - swoją Malinę odebrała osobiście. I wreszcie po czwarte dlatego, że Oscara dostała za rolę w filmie sportowym - a jak wiecie - uwielbiamy filmy sportowe.

Film nosi tytuł Blind Side i opowiada historię Michaela Ohera, czarnoskórej gwiazdy futbolu amerykańskiego, wcześniej bezdomnego przygarniętego przez bogatą rodzinę amerykańską. I Sandra, i cały film zbierają świetne recenzje, ale informacji, kiedy premiera w Polsce, nie udało nam się znaleźć. W reszcie Europy wchodzi pod koniec marca.

Ohera zagrał niejaki Quinton Aaron, ale niewiele brakowało, a zobaczylibyśmy w tej roli Glena "Big Baby" Davisa, mistrza NBA z Boston Celtics. Davis (wówczas debiutant w Bostonie) brał udział w castingu do filmu w 2007, przeszedł eliminacje, awansował do finału i znalazł się w trójce kandydatów do obsadzenia roli Ohera. Niestety - na drodze do wielkiej kariery filmowej stanęły obozy treningowe i przygotowania do trudnego sezonu zasadniczego: “I never flew out because I didn’t have time. I was playing, it was at the beginning of the season. That would’ve been tough. I would’ve had to shoot during the summer time, and that was a really important time.”

Davis nie żałuje - ma dziś o jeden tytuł mistrza NBA więcej niż Charles Barkley, Patrick Ewing i John Stockton razem wzięci. Na Oscary jeszcze przyjdzie czas: “Basketball is my first love and winning a ring means a lot. Then acting is my second love, so hopefully that will come down the line and hopefully I can get a motion picture award. Like tonight, I can play a game and then win an Oscar.”

Film roku 2010

mrpw

Daniel-san powraca.

Stali czytelnicy tego blogaska wiedzą, że uwielbiamy filmy sportowe. Co uważniejsi czytelnicy pamiętają, że za prototyp filmu sportowego uważamy film Karate Kid. Wyobraźcie więc sobie, jaki jest najbardziej oczekiwany film roku 2010.

Wielbiciel Karate Kida, Bill Simmons, napisał kiedyś tak:

"If they ever made a "Return of the Karate Kid" movie -- with a grown-up LaRusso opening a karate studio to compete with Cobra Kai, then getting picked on by his own students and eventually pulling Miyagi out of a nursing home to help him survive -- I would be the first person in line."

Odtwórca roli Miyagiego, Noriyugi Pat Morita zmarł w zeszłym roku, odtwórca roli LaRusso, Ralph Macchio, dziś już blisko 50-latek, grywa epizody w Brzyduli. Scenariusz Simmonsa nie miał szans się ziścić.

Ale w sieci pojawił się właśnie trailer remake'u Karate Kida. W roli Daniela La Russo / Ralpha Macchio jedenastoletni Jaden Smith, syn Willa Smitha. Młody Smith zagrał już (fantastycznie) m.in. we W pogoni za szczęściem (wraz z ojcem). I Dniu, w którym zatrzymała się Ziemia (nie widzieliśmy).

W roli pana Miyagi / Noriyugi Pata Mority - podstarzały Jackie Chan. W roli Kalifornii - Chiny. Nie wiemy tylko kto wystąpi w roli Elizabeth Shue.

Producentem filmu jest sam Will Smith. Z trailera wygląda na to, że poza zmianą lokalizacji, najważniejsze wątki pozostają bez zmian. W oryginale film miał się nazywać Kung Fu Kid ale widocznie uznali, że trzeba widzom zadanie ułatwić.

Wiele osób napisze, że to skok na kasę, że psucie wspomnień dzieciństwa. Ja tam się cieszę. W zeszłym roku przypomniałem sobie z synem wszystkie części Karate Kida (poza czwartą kobiecą, z Hillary Swank w roli Daniel-sana). No i niestety druga i trzecia część (z grubym i kompletnie niewiarygodnym Daniel-sanem) to totalne dno a i oryginał nieco trąci myszką.

Jest nadzieja, że Will Smith legendę odświeży.

Rocky Balboa nam się podobał.

PS. A ortodoksyjnym wielbicielom Karate Kida dedykujemy poradę Billa Simmonsa:

"When you're watching this movie with buddies, remember this tip: Every time Daniel-San and Mr. Miyagi have a scene together, crack jokes in the Miyagi voice like, "Daniel-San, take off your shirt, Miyagi show you special massage trick."

(Guaranteed laughs for the entire room. It gets contagious. Pretty soon, everyone will be narrating things like "You know, Daniel-San, you built a little like Miyagi's first wife." Never gets old. I'm tellin' you, everyone will think you're a comedic genius. Just trust me on this.)"

Najlepszy Tarantino

mrpw

Od jakiegoś czasu zbieramy się do napisania notki nt. Bękartów wojny. Tyle, że czasu nie ma a nie chcieliśmy tego zbyć zwykłym "superowy film".

A zatem do rzeczy. Tylko uwaga - będą spoilery, więc jak ktoś nie widział, to niech nie czyta. Zobaczyć trzeba.

1. Uważamy, że to jeden z najlepszych filmów Tarantino, o ile nie najlepszy. Owszem - Pulp Fiction było przełomowe. Owszem - Kill Billa pewnie fajniej się oglądało. Ale Bękarty wojny są pierwszym filmem od lat (w ogóle - nie tylko chodzi o filmy Tarantino), który tak bardzo zapadł w pamięć, o którym tak bardzo chce się gadać, który tak bardzo wstrząsnął.

2. Znamy osoby, którym film się nie podobał. Jesteśmy pewni, że takie osoby są również wśród czytelników naszego bloga i że na pewno nas zmłotkują w komentarzach. Rozumiemy, dlaczego może się nie podobać. Rozumiemy, że można tej stylistyki, tej poetyki, tej narracji nie kupować. Rozumiemy, że żonglerka konwencjami i gatunkami w takim kontekście może razić. Ale my tę stylistykę bardzo kupujemy i wciąż jesteśmy pod wrażeniem.

3. Jak zwykle u Tarantino muzyka wybitna. Reżyser chciał, żeby sam Mistrz zrobił mu nową muzykę pod ten film, ale się nie udało. Morricone był już związany kontraktem na muzykę do nowego filmu Giuseppe Tornatore. Więc Tarantino muzykę wybrał sam. Wybrał jak zwykle genialnie. I wybrał wyciągając gdzieś z czeluści kawałki fantastyczne, z filmów, które pewnie mało kto widział, jak ten z napisów końcowych, oryginalnie wykorzystany w filmie Allonsanfan.

4. Dlaczego Ingloriuous Basterds a nie Inglorious Bastards? Bo tak. "That's just the way you say it: Basterds. That's the Tarantino way of spelling it."

5. Hans Landa. Miał go grać Leonardo DiCaprio. Ciekawe, prawda?

6. Tarantino po napisaniu roli Landy, stwierdził ostatecznie (dzięki Bogu, bo Christian Waltz był wybitny), że musi to zagrać aktor niemieckojęzyczny. Z jednej strony myślał sobie Tarantino: to najlepsza rola, jaką kiedykolwiek napisałem, lepsza niż Butch, Marcellus, Vincent Vega, Bill, Bride i wiele innych. Z drugiej strony myślał sobie Tarantino: ale tej roli nie da się zagrać. Dało się. Christoph Waltz MUSI dostać za to Oscara. Musi.

7. Co jest niesamowitego w postaci Landy? Wszystko. Ale przede wszystkim to, że jednocześnie budzi totalnie skrajne i sprzeczne ze sobą emocje. Obrzydzenie i podziw. i Pogardę i szacunek. Nienawiść i sympatię. Wybitnie inteligentny. Skrajnie zły. Pewnie to miał na myśli Tarantino, myśląc, że tego się nie da zagrać.

8. Tarantino potrafi uczynić dzieło sztuki z dłużyzny. Pierwsza scena jakby żywcem wzięta z filmów Sergio Leone. Kilkunastominutowa rozmowa Landy z francuskim chłopem, niby o niczym, niby lekka, a wszystko podchodzi do gardła. Rozmowa Shoshanny z Landą w restauracji. Mleko. Apfelstrudel. Bita śmietana. Papieros w ciastku. Dwudziestominutowa scena w oberży. Nietypowy akcent. Pojawienie się gestapowca. Gra w "zgaduję kim jestem". I znowu - niby nic się nie dzieje a napięcie cały czas rośnie. I rośnie. I rośnie.

9. Brad Pitt rządzi. Briefing o skalpach przejdzie do historii kina. Już przeszedł.

10. Tarantino pisał scenariusz Bękartów przez 10 lat. Warto było czekać. Once Upon a Time in a Nazi occupied France. Western w okupowanej Francji. A może raczej southern. Początkowo film miał być podzielony na części. Na trzy części.

11. Największy problem miał Tarantino z zakończeniem. I rzeczywiście - ostatnia scena chyba najsłabsza w całym filmie. Ale scena wcześniejsza - fenomenalna. Kto mógł wpaść na pomysł zabicia Hitlera w filmie? Tylko Tarantino.

12. Cameos, cameos. W filmie dwukrotnie pojawia się narrator. Raz - kiedy opowiada o wyczynach Hugo Stiglitza. Drugi raz - kiedy tłumaczy łatwopalność celuloidu. W roli narratora - Samuel L. Jackson. Ciekawe, prawda?

13. Cameos, cameos. Druga postać, która pojawia się w filmie jedynie oralnie - to Harvey Keitel. To zwierzchnik bękartów, ten, z którym Landa negocjuje warunki ułaskawienia. Ciekawe, prawda?

14. Cameos, cameos. Mike Myers, zagrał generała Eda Fenecha, architekta planu zamachu na Hitlera i całą nazistowską wierchuszkę. Tylko Tarantino mógł do takiej roli zatrudnić Shreka, Wayne'a ze Świata Wayne'a i Austina Powersa w jednej osobie. Tylko Tarantino.

15. Cameos, cameos. Tarantino nie byłby sobą, gdyby nie zagrał w swoim filmie. Zagrał dwukrotnie. Pierwszego oskalpowanego nazistę oraz amerykańskiego żołnierza, który w filmie "Duma Narodu" krzyczy "I implore you, we must destroy that tower!". Ciekawe, prawda?

16. Trzy ciekawostki w jednej. Żyda Niedźwiedzia miał zagrać Adam Sandler. Zagrał Eli Roth. Eli to reżyser horrorów (Cabin Fever i oba Hostele). Eli wyreżyserował też film w filmie, czyli "Dumę Narodu". Ciekawe, prawda?

17. No dobra, jeszcze jedna ciekawostka. Martin Wuttke, który zagrał w Bękartach Hitlera, 6 lat wcześniej, w filmie Rosenstrasse, zagrał Goebbelsa. Ciekawe, prawda?

18. Tragikomedia. Scena, w której bękarty próbują mówić po włosku przejdzie do historii komedii. Arrivederci. ARRIVEDERCI

19. Jak już się ukaże, zakupimy wszelkie możliwe nośniki. Z wersji kinowej Tarantino wyciął np. sceny z panią Himmelstein, starą Żydówką z Bostonu. Zagrała ją Cloris Leachman, którą najbardziej zapamiętaliśmy jako Frau Blucher z Młodego Frankensteina.

20. Widać, że Tarantino nie próżnował, pracując za młodu w tej wypożyczalni. Oglądał te filmy, zapamiętywał. I teraz dzięki temu, że odgrzebuje jakieś stare kawałki muzyczne, my wynajdujemy sobie na youtubie filmy i scenki, na które pewnie byśmy nigdy nie natrafili. Takie jak ta finałowa z filmu Il Mercenario (aka Professional Gun) - absolutny majstersztyk (choć znamy tylko tę jedną scenę i nie mówimy po włosku) z filmu o najemniku z Polski, niejakim Kowalskim. Filmu nigdzie się kupić nie da ale kiedyś obejrzymy i opowiemy. W roli Clinta Eastwooda tym razem Franco Nero. W roli Henry Fondy - Jack Palance. Enjoy:

21. 2014: Kill Bill 3. W międzyczasie jeszcze jeden film. Pamiętacie scenę z pierwszego Kill Billa, kiedy świadkiem zabójstwa Vernity Green przez Beatrix Kiddo jest malutka córeczka Vernity? Tarantino już wtedy myślał o trzecim Kill Billu. Córka Vernity będzie chciała się zemścić. Myśleć o trzeciej części za 10 lat, podczas kręcenia pierwszej? Tylko Tarantino.

20 lat minęło...

mrpw

Dzisiaj ważna rocznica. Trochę jestem sentymentalny i muszę powiedzieć, że jak sobie przypomniałem ten filmik sprzed 20 lat, nawet z tymi ciężkawymi, typowymi dla Kronik Filmowych metaforami (długo bardzo długo było pod górę albo w Polsce bardziej potrzebny jest stół operacyjny - prawda, albo zastawiony - też prawda) i porównaniami, to miejscami wciąż ciary przechodzą...

Ale to są fajne ciary...

Najsłynniejszy głos na świecie nie żyje

mrpw

Najsłynniejszy, choć założymy się, że większość z nas nie kojarzy tego nazwiska: Don LaFontaine. Z twarzy podobny zupełnie do nikogo.

Ale ten głos kojarzycie na pewno.

LaFontaine podłożył głos do ponad 5 tys. trailerów filmowych, telewizyjnych i komputerowych oraz reklamówek. Zrewolucjonizował stylistykę trailerów - wcześniej ograniczały się one głównie do wylistowania nazwisk i tytułów. Zdarzało mu się nagrywać kilkadziesiąt trailerów dziennie. Jeździł od studia do studia i zatrudnił kierowcę, żeby zaoszczędzić czas, który musiałby poświęcić na parkowanie.

Słynnym trademarkiem Dona było rozpoczynanie trailera od "In a world...". Jak sam mówił: "We have to very rapidly establish the world we are transporting them to. That's very easily done by saying, 'In a world where ... violence rules.' 'In a world where ... men are slaves and women are the conquerors.' You very rapidly set the scene."

Bywał parodiowany...

...bywało, że parodiował sam siebie.

Miał ksywkę The Voice of God. W swojej branży był gwiazdą największą.

 
Zmarł w wieku 68 lat na chorobę płuc.
 
A tak przy okazji - na pewno nie macie pojęcia jak wygląda polski The Voice of God. Oto Tomasz Knapik:
 

Polskie drogi

mrpw

Na początek oryginał:

A teraz nowa wersja:

Wzruszające, nieprawdaż?

Ciekawe jak z poszanowaniem praw autorskich spadkobierców - czy rodzina kompozytora ś.p. Andrzeja Kurylewicza wyraziła zgodę, czy też załatwiono to tak jak zwykle

Sons of Portland!!!

mrpw

Powracamy do naszych trochę zaniedbanych pobocznych działów. Na początek W starym kinie. Przypomnijmy sobie klasyk:

A teraz zobaczcie, jak kapitalnie przerobił to blog Balls Don't Lie, zainspirowany fotką Jarretta Jacka z Blazers:

- Sons of Portland! I am Jarrett Jack.

- But Jarrett Jack is over six feet tall!

- Yes, I've heard. 6'3". Scores points by the hundreds. And if HE were here, he'd consume the Clippers with fireballs from his eyes, and bolts of lightning from his arse.

[Blazers laugh]
I AM Jarrett Jack! And I see a whole team of my Blazers, here, in defiance of the Western Conference powers. You've come to play as free men, and free men you are. But what will you do with that freedom? Will you make the playoffs?

- Against the Nuggets, Warriors and Rockets? No, we'll run, and we'll live.

- Aye, try and you may lose, run, and you'll live ... at least a while. And then dying in your beds, many years from now, would you be willin' to trade ALL the days, from this day to that, for one chance, just one chance, to come back here and tell the West that they may take our rebounds, but they'll never take ... OUR PLAYOFFS!!!!!

[Blazers cheer]

Zczuba nie zna się na kinie

mrpw

Ten tytuł to oczywiście nadużycie. Może i można zczuba podyskutować o wyższości Antonioniego nad Fellinim czy Bergmana nad Herzogiem. Ale jedno wiemy na pewno - zczuba na pewno nie zna się na filmach sportowych.

Zczuba popełniło ranking najgorszych sportowych filmów ever. Lista jest zrobiona trochę na kolanie (Eddie i Hooligans), trochę przypadkowo i na siłę (obecność głupkowatych filmów, w których rolę sportowców odgrywają małpy), pojawiają się tu filmy, które zapewne widziało tylko zczuba (6 dni Strusia) ale to jeszcze nie jest problem. Problem z tym, że w liście widać absolutny brak zrozumienia tematu. Poruszyło nas to tym bardziej, że akurat filmy sportowe uwielbiamy, kupujemy każdy, który się pojawi na DVD, prawie na każdym się wzruszamy. Jeśli istniej coś takiego, jak koneser kina sportowego, to z pewnością czymś takim jesteśmy.

Wyobrażacie sobie listę najgorszych filmów gangsterskich, na której znalazłyby się wszystkie części Ojca chrzestnego i Dawno temu w Ameryce? Albo listę najgorszych filmów sf, na której królowałyby Gwiezdne wojny i Star Trek? Tutaj mamy do czynienia z taką właśnie listą. Listą, na której pojawiły się klasyki gatunku - Rocky i Karate Kid.

Zacznijmy od definicji filmu sportowego. Film sportowy to nie jest film, w którym sport / sportowiec jest tłem. Film sportowy to film, w którym sportowiec i określona dyscyplina sportu są głównymi bohaterami a rywalizacja sportowa jest główną osią i kulminacyjnym punktem scenariusza.

Filmy sportowe dzielimy na:

- filmy piłkarskie (np. Gol, Gol 2, Bend it Like Beckham, Ucieczka do zwycięstwa)

- filmy hokejowe (np. Miracle, Mighty Ducks, D2, D3, Mystery Alaska, Youngblood, Slap Shot)

- filmy baseballowe (np. Field of Dreams, Bull Durham, For Love of the Game, Baseballista)

- filmy futbolowo – amerykańskie (np. Friday Night Lights, Piosenka Briana, Rudy, Remember the Titans, Varsity Blues, a także – choć nie do końca, o czym później – Jerry Maguire)

- filmy koszykówkowe (np. Hoosiers aka Best Shot, Trener, Love & A Basketball, Droga do sławy)

- filmy bokserskie (np. Rocky, Rocky II, Rocky III, Rocky IV, Rocky V – choć ten film zdaniem Billa Simmonsa nigdy nie został nakręcony oraz Rocky Balboa, Cinderella Man ale już Million Dollar Baby czy Wściekły byk – nie, o czym później)

- filmy walki (np. Karate Kid, Karate Kid II, Karate Kid IV ale także np. Najlepsi z najlepszych)

- filmy lekkoatletyczne (np. Rydwany ognia, Prefontaine)

- filmy bilardowe (np. Bilardzista, Kolor pieniędzy)

- filmy końsko – wyścigowe (np. Niepokonany Seabiscuit, ale i Zebra z klasą)

- filmy golfowe (np. Tin Cup, Legend of Bagger Vance, Greatest Game Ever Played)

- filmy wyścigowe (np. disnejowskie Cars, Days of Thunder)

Itd. itp. Były też pojedyncze strzały:

- zapaśniczy (Vision Quest)

- krykietowy (Lagaan)

- kolarski (American Flyers)

- łyżwiarski (Cutting Edge)

- żeglarski (Wiatr)

- szachowy (Searching for Bobby Fisher)

- bobslejowy (Cool Runnings)

- a nawet zbijakowy (Dodgeball)

Co charakteryzuje filmy sportowe? Totalna przewidywalność. Hollywoodzkość. Kiczowatość. Słodkość. Filmy sportowe wzruszają do łez, mimo że każdy głupi od początku wie, jak to się skończy.

Typowa fabuła filmu sportowego jest następująca: główny bohater, totalny underdog – czasem młody i zielony leszcz nieudacznik (Karate Kid), czasem starzejący się – kiedyś mistrz, dziś nieudacznik (Rocky Balboa) – rozpoczyna walkę o zwycięstwo z absolutnym mistrzem, megawymiataczem, nie mając żadnych szans. Czasem (sporty zespołowe - Hoosiers, Miracle ale i Dodgeball) bohaterem jest cała drużyna. Czasem - trener. Przeciwnik głównego bohatera rozgrywa niezgodnie z przepisami – oszukuje, spiskuje, fauluje, zadaje ciosy poniżej pasa, itp. Jest tępy ale zazwyczaj dwa razy większy i silniejszy od naszego bohatera. Lekceważy go, szydzi, przez co jeszcze bardziej nas irytuje. Wzbudza naszą odrazę. Typowym czarny charakter – absolutny skurwiel. W fabułę bywa wpleciony wątek miłosny – nasz bohater walczy nie tylko o zwycięstwo i o honor ale również o serce wybranki (Talia Shire w Rockym, Elizabeth Shue w Karate Kidzie)... Finałowy pojedynek wygląda zazwyczaj tak: nasz bohater przegrywa z kretesem, dostaje totalny łomot, nie ma żadnych szans aż tu nagle następuje (często po wzruszającej przemowie motywującej trenera albo po spojrzeniu na kogoś bliskiego na trybunach) niesamowity twist, nasz bohater odrabia straty, w końcówce wyrównuje a w ostatniej sekundzie zadaje decydujący cios. Często jest to właśnie ten cios, który wcześniej na treningach mu nie wychodził. Nasz bohater wygrywa, my płaczemy ze wzruszenia. Czarny charakter często doznaje olśnienia, staje się dobry i gratuluje naszemu bohaterowi. Nie ma zaskoczenia, nie ma suspensu. Wszystko kończy się happy endem czyli dokładnie tak jak się miało skończyć.

Anyway – rywalizacja sportowa musi być osią fabuły. Jej punktem kulminacyjnym – musi być finałowy pojedynek. Zdarzają się filmy, w których sport jest tłem dla głównego wątku. Ale to nie są filmy sportowe. Million Dollar Baby – wybitny film Clinta Eastwooda, którego bohaterką jest młoda pięściarka – jest w rzeczywistości głosem w dyskusji o eutanazji. Wściekły byk – wielki film Martina Scorsese’a, opowiadający historię boksera – Jake’a LaMotty – jest w rzeczywistości opowieścią o pogrążaniu się w szaleństwie. Główny bohater akurat jest bokserem – ale mógłby przecież równie dobrze być (i raz nawet był) taksówkarzem. Jeśli zaś chodzi o Jerrego Maguire – to komedia romantyczna, której bohater jest z zawodu agentem sportowym a dopiero bohater drugoplanowy - futbolistą, który przechodzi mniej więcej historię taką jak opisana w akapicie powyżej (dlatego od biedy można go zakwalifikować do kategorii). Filmem sportowym nie jest również Forget Paris, komedia romantyczna, której bohater – Billy Crystal – jest sędzią NBA, ani Królowa – choć Tony Blair pojawia się tam przez chwilę w koszulce Newcastle.

Rocky i Karate Kid – to klasyki gatunku. Fabuła przebiega dokładnie według prawideł opisanych wcześniej. Wszystko jest takie jak być powinno, wszystko jest na swoim miejscu. Oczywiście możemy sobie dyskutować, że po prostu mamy inny gust od zczubaków. Pogooglaliśmy więc i znaleźliśmy kilka rankingów najlepszych filmów sportowych ever. Entertainment Weekly stawia Rocky’ego na miejscu czwartym. CNN – na trzecim. ESPN Page 2 – na drugim. I wreszcie AOL – na pierwszym. Rocky dostał Oscara za najlepszy film. Rocky rządzi. Rocky jest super. Rocky II też jest super. Rocky III – z kapitalnym Mr. T – też jest super. Rocky IV – z Dolphem Lundgrenem w roli Ivana Drago (klasyk jeśli chodzi o czarnego bohatera) – rządzi. Kryzysowy był tylko Rocky V ale już zeszłoroczny Rocky Balboa znowu jest super (czy zczuba go w ogóle widziało???). ESPNowski ranking najlepszych cytatów z filmów sportowych – i co jest na pierwszym miejscu? Klasyczne "EJDRIEEEEEN!!!"

Na szóstym – pamiętne „Sweep the leg” z Karate Kida. Karate Kid aż tak wysoko się w rankingach nie pojawia ale wszyscy się zgadzają, że to klasyk. Największy światowy guru filmów sportowych, Bill Simmons, pisze tak:

„For my money, the "Karate Kid" franchise lived and died with the immortal Ralph Macchio as Daniel LaRusso, and it remains the most memorable Sports Movie Trilogy of all-time.”

Przypomnieliśmy sobie końcową scenę. Wzrusza jak kiedyś.

Z ostatniej chwili: zczuba popełniło listę najlepszych filmów sportowych ever. Nasze podejrzenia się potwierdziły. Zczuba zupełnie nie zna się na filmach sportowych. Fan z DeNiro? Żaden film sportowy, tylko thriller (co z tego, że z baseballem w tle) – zresztą thriller, w którym nie ma ani pół thrilla. Mean Machine i zero wzmianki o nieporównywalnie lepszym oryginale – Longest Yard??? Czeski Non plus ultras (przyznajemy – nie widzieliśmy), który na imdb.com ma średnią ocen 4.4??? A gdzie Bull Durham i Pole marzeń z Costnerem, gdzie cudne Hoosiers z Hackmanem (nigdy nie zapomnimy sceny rzucania wolnych stylem podjajecznym), pojawiające się w czołówkach każdego szanującego się rankingu??? Gdzie Miracle - Cud w Lake Placid?

PS. Święty Mikołaj był w tym roku bardzo hojny. Gol i Gol 2. Boska interwencja. We Are Marshall. Friday Night Lights. Glory Road. Kończymy, idziemy oglądać.

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci