Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

Londyn 2012

Jeden na 38 milionów

mrpw

Zrobiliśmy sobie proste ćwiczenie. Wzięliśmy na tapetę wszystkie kraje Europy i policzyliśmy, ile (póki co) przypada obywateli danego kraju na jeden medal. Innymi słowy - które kraje są najbardziej skuteczne w konwersji mieszkańców danego kraju na medale. Oczywiście ćwiczenie jest obarczone różnymi niedoskonałościami - w niektórych konkurencjach można zdobyć np. tylko jeden medal na kraj. Poza tym z definicji uprzywilejowane są małe kraje, bo wystarczy, że zdobędą choćby jeden medal i już są wysoko (vide Słowenia). A dużym krajom jest z definicji trudniej. Ale jakąś prawidłowość dostrzec można. Niezbyt z naszej perspektywy miłą prawidłowość.

Ćwiczenie zrobiliśmy sobie teraz, kiedy igrzyska zbliżają się do półmetka, powtórzymy je jeszcze na zakończenie igrzysk.

Dla Polaków równanie jest proste - jeden medal przypada na razie na 38 milionów obywateli. Gorzej od nas wypadają tylko Turcy (o ile oczywiście zakwalifikować ich do Europy). 72 miliony mieszkańców nie przełożyło się póki co na ani jeden medal. Medali nie mają na razie również Portugalia (10,6 mln), Austria (8,3 mln), Szwajcaria (7,5 mln), Bułgaria (6,6 mln), Finlandia (5,3 mln), Chorwacja, Irlandia (po 4 mln z groszami), Albania (3,6), Łotwa, Macedonia (po 2 mln) i Estonia (1,3).

Jeśli zaś chodzi o europejską klasyfikację obejmującą medalistów, to jesteśmy na ostatnim miejscu. Cała nadzieja w wioślarzach, lekkoatletach i kajakarzach.

23. Polska 38 mln
22. Hiszpania 23 mln
21. Grecja 11 mln
20. Belgia 10,5 mln
19. Serbia 10,1 mln
18. Rosja 8,3 mln
17. Ukraina 7,7 mln
16. Włochy 5,4 mln
15. Kazachstan 5,1 mln
14. Białoruś 4,8 mln
13. Niemcy 4,8 mln
12. Wlk. Brytania 4,6 mln
11. Szwecja 4,6 mln
10. Mołdawia 4,3 mln
9. Francja 4,0 mln
8. Rumunia 4,7 mln
7. Litwa 3,5 mln
6. Dania 2,7 mln
5. Holandia 2,7 mln
4. Norwegia 2,4 mln
3. Węgry 2,0 mln
2. Słowacja 1,8 mln
1. Słowenia 1,0 mln

Cóż, mamy nadzieję, że po dzisiejszym dniu będzie przynajmniej ciut lepiej. 1 medal na 19 milionów. Albo nawet na 12,6 mln.

Międzynarodowe Mistrzostwa Chin

mrpw

Ciekawe, czy Jan Tomaszewski kibicuje polskiemu tenisowi stołowemu. I co miałby do powiedzenia na ten temat. I czy nie wstyd mu za to, że też jest polskim olimpijczykiem?

Najpierw obejrzeliśmy mecz naszej Natalii Partyki z Holenderką o holendersko brzmiącym nazwisku Li Jie. Pojedynek Polki, Li Qian z Japonką. I Polaka, Wang Zengyi, walczącego z Hiszpanem, He Zhiwenem.

Potem przejrzeliśmy składy poszczególnych reprezentacji w tenisie stołowym. Liderki poszczególnych reprezentacji. Good news jest taki, że nie jesteśmy jedyni.

Niemcy: Wu Jiaduo.

Holandia: Li Jiao i Li Jie.

Austria: Liu Jia i Li Qiangbing.

Hiszpania: Shen Yanfei.

Wielka Brytania: Na Liu.

Australia: Jian Fang

Brazylia: Gui Lin.

Francja: Li Xue.

Fajnie, że świat się otwiera i w ogóle. Każdy z powyższych przypadków należałoby pewnie przeanalizować z osobna. Być może wszyscy ci Chińczycy są już zasymilowani ze swoimi nowymi ojczyznami.

Ale trochę mamy wątpliwości, czy to wszystko ma jakikolwiek sens, zwłaszcza w kontekście olimpijskim?

PS. Aha, Natalia Partyka tym bardziej rulez.

Polacy, (akurat tym razem naprawdę) nic się nie stało

mrpw

1. Uff. Polscy siatkarze są jednak śmiertelnikami.

2. Mówiąc szczerze - nie można było już tego słuchać i patrzeć na to, co wyprawiały codziennie media od początku igrzysk: Jedziemy po złoto. Zdobędziemy złoto. To silniejsza drużyna od ekipy Wagnera. Ależ oni zmiażdżą tych biednych Włochów. Ależ oni tych Bułgarów zmasakrują. Ależ są mocni, nie sposób ich pokonać. Kogo dzisiaj rozbiją?

3. Stali czytelnicy tego bloga wiedzą, że chyba nic nie denerwuje nas bardziej niż sztuczne medialne dmuchanie balonika. Polacy - owszem - w wielkim stylu wygrali Ligę Światową. Przełamali klątwę Brazylii. Wcześniej w pięknym stylu wywalczyli kwalifikację olimpijską podczas Pucharu Świata. Zdobywali medale na ME, LŚ i PŚ. Ale po pierwsze złoto sięgnęli dopiero w Lidze Światowej, której niektórzy z rywali ewidentnie nie potraktowali w 100% serio. Owszem - są (nadal są) jednymi z faworytów igrzysk. Ale z pewnością nie są pewniakami do złota.

4. Jak można męczyć w nieskończoność tę złotą mantrę przy pierwszym i przy drugim meczu? Mamy najpierw 5 meczów w grupie, potem ćwierćfinał, półfinał i dopiero ewentualnie mecz o złoto. W sumie 8 meczów. Najpierw - wyjdźmy z grupy. Potem - wygrajmy mecz o czwórkę. Na spekulowanie o złocie przyjdzie czas najwcześniej 10 sierpnia po południu, po ewentualnych półfinałach. I też: najpierw trzeba do tych półfinałów awansować.

5. Wróciliśmy na ziemię. Z tego punktu widzenia dzisiejsza porażka nawet nas cieszy. Owszem, przegraliśmy. So what? Przed nami trzy teoretycznie najłatwiejsze mecze grupowe. Z Argentyną, Wielką Brytanią i Australią trzeba po prostu wygrać po 3-0 i czekać spokojnie na wynik konfrontacji pomiędzy Bułgarią i Włochami. Jeśli wygrają Włosi - możemy nawet wrócić na pierwsze miejsce w grupie. Zaznaczmy sobie spokojnie w kalendarzu datę: poniedziałek, 6 sierpnia - o 15.45, niedługo po naszym (wygranym) meczu z Australią. Po czwartym secie z Włochami (25-14) i trzecim dziś z Bułgarią (25-13) nie musimy się raczej martwić o bilans małych punktów.

6. Z drugiej grupy wyjdą prawdopodobnie Brazylia (aktualny mistrz świata), USA (aktualny mistrz olimpijski), Rosja (aktualny zwycięzca Pucharu Świata) i Serbia (aktualny mistrz Europy). Z którą z tych drużyn najbardziej chcielibyśmy zagrać w ćwierćfinale? Nie mam pojęcia. Z każdą możemy wygrać. I pewnie z każdą możemy też, przy gorszej dyspozycji dnia (vide dzisiejszy mecz z Bułgarami), przegrać. Totolotek. Żeby wejść do czwórki - z jedną z tych drużyn będzie trzeba wygrać. I absolutnie nic się w tej dziedzinie od wczoraj nie zmieniło.

7. Nie przejmuję się też dlatego, że psychologicznie na pewno ważniejszy był pierwszy (dość łatwo wygrany) mecz z Włochami. Bo pierwszy, bo to kolejny przełamany kompleks, bo z Włochami na dużych imprezach ostatnio zazwyczaj przegrywaliśmy (igrzyska, ME, LŚ) albo straszliwie się męczyliśmy (PŚ).

8. Jeśli mecz kryzysowy miał się przydarzyć, to chwała Bogu, że przydarzył się właśnie teraz a nie w środę, kiedy rozgrywane będą ćwierćfinały. W Pucharze Świata przegraliśmy z Iranem. W Lidze Światowej - z Finlandią.

9. Bułgarzy byli dziś lepsi. Kapitalnie wchodziła im zagrywka, Sokołow miał dzień konia, ręka im nie zadrżała w decydujących momentach drugiego seta, kiedy Polacy wybronili bodaj 6 setboli. I nie zadrżała w kluczowych momentach czwartego seta, kiedy wyszli na dwupunktowe prowadzenie i potem grali już punkt za punkt. Ale to Polacy będą lepsi w przekroju całego turnieju, założymy się?

10. Nie ma co załamywać rąk, trzeba się cieszyć wczorajszym kapitalnym występem naszych siatkarzy plażowych. Tę dyscyplinę oglądaliśmy w polskim wykonaniu akurat po raz pierwszy w życiu - ale Polacy wygrali podobno z parą numer 1 na świecie. I tak jak ich halowi koledzy po fachu, zachowali - pomimo wcześniejszej porażki z Łotyszami - szansę na pierwsze miejsce w grupie. Czego i jednym, i drugim życzymy.

11. Balonik pękł, ciśnienie zejdzie. Może media zajmą się pompowaniem innych polskich "pewniaków" do złota. Agnieszka Radwańska? Jak to odpadła w pierwszej rundzie? Sylwia Gruchała? Rańda i jego banda? Wioślarska ósemka? Jak to, jak wyżej? Aż strach pomyśleć, co się będzie działo przed sobotnim strzelaniem Sylwii Bogackiej, zwłascza jeśli do soboty (co jest bardzo prawdopodobne) nasz dorobek medalowy się nie powiększy.

12. A'propos dorobku medalowego - nie wygląda to dobrze. Mniej nas załamują porażki, bardziej styl, regularność i ich pierwszorundowość. Szermierze przegrywają regularnie swoje pierwsze pojedynki. Judocy - poza jednym wyjątkiem (człowiekiem, który trafił na igrzyska dzięki wypadkowi kolegi) - również. Nikt z tenisistów stołowych nie awansował do szesnastki. Zawiodła selekcja - Chińczycy i Chinki adoptowani przez inne federacje okazali się lepsi. Do wczoraj mogliśmy się pocieszać, że w klasyfikacji medalowej wyprzedzamy Niemców. Not anymore. Dwa złote medale ma już Kazachstan. Trzy (a w sumie 4) - Korea Płn. Rumunia - złoto i dwa srebra. Węgrzy - złoto, srebro i brąz. Ukraina - złoto i dwa brązy. Gruzja i Litwa - po złotym medalu (widzieliście wczoraj tę genialną piętnastoletnią żabkarkę?) Możemy się oczywiście pocieszać - medali nie mają np. Hiszpanie a ich piłkarze sensacyjnie odpadli z rozgrywek. Co nie zmienia faktu, że sportowo chętnie byśmy się z Hiszpanami zamienili.

I jak tu nie kochać igrzysk olimpijskich?

mrpw

1. Pierwszy raz w życiu obejrzałem zawody strzeleckie. Było warto.

2. Pani Bogacka - nerwy ze stali. Przez cały finał prowadziła. W ósmej kolejce spadła na drugie miejsce. W dziewiątej na trzecie. I kiedy wszyscy drżeliśmy, żeby tylko obroniła brąz, ona w ostatniej kolejce ustrzeliła 10,8. Nie kumamy za bardzo strzelectwa ale to oznacza chyba strzał idealny, w sam środek. W finale 10,8 zostało ustrzelone jeszcze bodaj tylko 2-3 razy.

3. Marudy będą oczywiście marudzić. Że wcale nie wygrała srebra, tylko że przegrała złoto. Nie znamy się na strzelectwie ale z tego, co przeczytaliśmy, Polka raczej nie była wymieniana w gronie faworytów. Za wczorajszym Skarbem Kibica PS: Nasz typ - poza dziesiątką. My marudzić nie zamierzamy. Cieszymy się ze srebra.

4. Jedna Renata Mauer już na kilka dni przed igrzyskami zapowiadała niespodziankę.

5. Polka rozdzieliła dwie Chinki. Złota medalistka jest też rekordzistką świata. W finale chyba trafiła same dziesiątki. Polka długo utrzymywała nad nią tę minimalną przewagę - 2-3 dziesiątych. Pękła w ósmej kolejce.

6. Z wczorajszego wywiadu Bogackiej dla PS:

Zgodzi się pani, że to Niemki i Chinki są kandydatkami do złota?

Sylwia Bogacka: Mogą być to także Czeszki czy Amerykanki. My też powalczymy. Jednak w strzelectwie bardziej trzeba wygrać z samym sobą niż z przeciwnikiem.

(...)

Odczuwa pani już stres związany z sobotnim występem?

Sylwia Bogacka: Stres to może nieodpowiednie słowo, bo źle się kojarzy. To bardziej adrenalina związana ze startem. Ona musi być, bo działa motywująco. Jeżeli jej zabraknie, to występ będzie nieudany.

Adrenalina przed dziesiątym strzałem musiała być mega.

7. Wczorajsza ceremonia otwarcia - najlepsza ever. Chóry dziecięce na stadionie olimpijskim, na irlandzkim Giant's Causeway, w szkockim zamku i na walijskiej plaży. Kenneth Branagh. Szekspir. Pandemonium. Hymn piżamowy. Bond. Królowa ze spadochronem. Jaś Fasola i Rydwany ognia. The Very Best of British Music. Beckham w motorówce. Dzieci zapalające znicz. Najpiękniejszy znicz ever.

8. To będą bardzo fajne dwa tygodnie.

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci