Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

Euro2012

Co zapamiętamy z Euro 2012

mrpw

Piątek 8 czerwca
Zasunięty dach
Wrzutkę Błaszczykowskiego
Główkę Lewandowskiego
Euforię w przerwie
Wejście Tytonia
Zmiany Smudy
Zmiany Loewa
Bombę Błaszczykowskiego
Natalię Siwiec
Pierwszy mecz o wszystko od lat
Jiracka
Hiszpańskie "Polskaniol" w Gdańsku
Fields of Athenry
Urwanie chmury w Doniecku
Comeback Szewczenki
Sędziego bramkowego Anglia - Ukraina
Nożyce Zlatana
Wolny Pirlo
Podcinkę Pirlo
Młynek Gomeza
Wolej Khediry
Gatki Bendtnera
Piętkę Welbecka
Przewrotkę Balotellego
Tors Balotellego
Plastry Balotellego
Brata Balotellego
Mamę Balotellego
Nocne wypady Balotellego
Złość Buffona
Opalenicę
Gniewino
Wieliczkę
Most Poniatowskiego
Plac Defilad
Fryzury Ronaldo
Słupki Ronaldo
Bramki Ronaldo
Skupienie Ronaldo
Smutek Ronaldo
Butnych Niemców przed
Smutnych Niemców po
Tiki takę
Tsubasę Iniesty
Główkę Xabiego Alonso
Karnego Fabregasa
Główkę Silvy
Sprint Alby
Uśmiech Torresa
Wejście Maty
Geniusz Casillasa
Somos un equipo de leyenda

Biało czerwone flagi na samochodach
Biało czerwone flagi na lusterkach
Biało czerwoną flagę na Narodowym
Dziękujemy we wszystkich językach Europy

Udało się. To było najlepsze Euro ever.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy

mrpw

Cholernie szybko minęły te trzy tygodnie. Sympatyczny obrazek, który znaleźliśmy na whoateallthepies pewnie się jeszcze troszkę wzbogaci. Ale tylko troszkę.

Obejrzałem na żywo pięć meczów: Polska - Grecja, Hiszpania - Włochy (kto by wtedy przewidział, że to preludium wielkiego finału?), ćwierćfinały Portugalia - Czechy i Niemcy - Grecja oraz czwartkowy półfinał Niemcy - Włochy (najlepszy mecz tego Euro). Ten drugi, co ze mną bloguje był na warszawskim ćwierćfinale i półfinale i wcześniej na Polska - Rosja. Kosztowało to majątek (choć wszystko udało się kupić normalnie na stronie UEFA - kupiłem na allegro aplikację "przypominacz", która smsowała, kiedy na platformie resale'owej pojawiały się interesujące mnie bilety) ale było warto. Nie zapomnę tych wrażeń do końca życia.

I na koniec niezapomniany moment, kiedy po półfinale na murawie została rozłożona wielka biało - czerwona flaga i obok napis dziękujemy w 16 językach uczestników Euro - ciary i łzy w oczach. I duma, że się udało.

Nawet politycy zniknęli z mediów a jak już się wypowiadali, to raczej o piłce nożnej niż o tym, jak bardzo się nawzajem nienawidzą, co było bardzo przyjemnym efektem ubocznym Euro. Piłkarsko się nie udało, jak zwykle. Co nie zmienia faktu, że 16 października pewnie znowu damy się uwieść pompowaniu balonika, pognamy znowu na Stadion Narodowy i będziemy zdzierać gardło. Drodzy kibole, nie taki ten Janusz drętwy, jak go malujecie. W przeciwieństwie do drużyny Smudy, pikniki dały radę. Nawet jeśli byli to tacy kibicowscy nuworysze jak jeden z moich kolegów, który siedząc na trybunie Stadionu Narodowego, będąc bodaj pierwszy czy drugi raz w życiu na meczu, po czerwonej kartce dla Szczęsnego, bardzo się zdenerwował, że Grek będzie strzelał karnego do pustej bramki...

Warszawa miała trochę pecha do kibiców przyjezdnych - najpierw malutko Greków i nieprzyjemne incydenty z Rosjanami, potem mało Portugalczyków, mało Włochów. Czechów na ćwierćfinale sporo, Niemców na półfinale mnóstwo, przeszliśmy się Nowym Światem i Krakowskim ale atmosfery takiej, jak w Gdańsku i Poznaniu przy okazji meczów Hiszpanów, Irlandczyków i Chorwatów nie było. Niemcy raczej siedzieli po knajpach, jedli i popijali spokojnie piwo. Butni i pewni swego. Jak się okazało - do czasu.

Ale znowu okazało się, że daliśmy radę. Stadiony - fantastyczne. Narodowy to dziś najbardziej niesamowity, chyba najlepszy stadion na świecie. PGE Arena - jeden z najpiękniejszych. Drogi - nie zjeździłem całej Polski ale do Gdańska i z powrotem jechało się super. Do Poznania podobno również. Logistyka spoko. Wszystko dobrze oznakowane, na każdym kroku woluntariusze oferujący pomoc. Straszenie armageddonem i paraliżem miast - przesadzone. Korki były chyba nawet mniejsze niż zazwyczaj. Z parkowaniem też spoko - w Gdańsku udało nam się dwa razy przy samym Długim Targu, w Warszawie - w okolicach Placu Trzech Krzyży. Podróż na stadion przebiegała sprawnie i błyskiem. No i przyjezdnych kibiców przyjęliśmy fantastycznie, bawili się na pewno o niebo lepiej niż 4 lata temu w Austrii i Szwajcarii. Przy piwie za 2 Euro. Albo ze sklepu za 50 eurocentów...

Motywem przewodnim kampanii promocyjnej wokół Euro było hasło "Wszyscy jesteśmy gospodarzami." I chyba byliśmy.


PS. Przypominamy, że trwa konkurs na najciekawsze zdjęcia z kibicowania na 5 stadionie (wysyłamy je na mrpw@gazeta.pl), z niewystarczająco atrakcyjnymi - zdaniem większości z Was - nagrodami. Tym niemniej, kilka zestawów kibica jeszcze nam zostało, więc jak ktoś chce - niech wyśle co ciekawsze efekty tegoż kibicowania. Termin upływa jutro.

PS2. Jutro już naprawdę koniec. W ćwierćfinałach i półfinałach ci, którym kibicowaliśmy, zazwyczaj przegrywali. Ciekawe, jak będzie jutro. No i ciekawe, jakie są Wasze preferencje.

Niezbyt wybitny facet, wybitny reprezentant

mrpw

Rozśmieszył mnie pomysł wykluczania Jana Tomaszewskiego z Klubu Wybitnego Reprezentanta Polski. Najwyraźniej PZPN nawet jeśli chce dobrze, to wychodzi im jak zwykle. Czyli bez sensu.

Jan Tomaszewski nie jest bohaterem mojej bajki. Uważam go za pajaca i chama. Jego niektóre poglądy i wypowiedzi są (moim zdaniem) żenujące. Problem w tym, że bycie pajacem i chamem naprawdę nijak się mają do tego, czy ktoś był (bądź jest) wybitnym reprezentantem, czy nie.

Oddajmy głos PZPN-owi.

Członkami Klubu zostają piłkarze, którzy w pierwszej reprezentacji rozegrali minimum 60 meczów międzypaństwowych. Członkami honorowymi klubu mogą ponadto zostać kadrowicze, którzy nie rozegrali wymaganego minimum spotkań, jednak wyróżnili się szczególnymi osiągnięciami sportowymi oraz postawą poza boiskiem.

Jan Tomaszewski rozegrał w kadrze 63 mecze (63>60, przyp. mrpw). Jest bohaterem jednego z najważniejszych i najbardziej legendarnych meczów w historii polskiej piłki. Jest uczestnikiem i gwiazdą Mistrzostw Świata.

I to, że był potem działaczem PRON, że rzuca porównaniami prosto z rynsztoka, że gada głupstwa, naprawdę jego kariery piłkarskiej nie przekreśla.

Przecież w Klubie Wybitnego Reprezentanta są i inne osoby umoczone w korupcję, znane z problemów z alkoholem, z przemytem papierosów, z jazdą po alkoholu, czy z bójek z policją. Kiedy ich zaczniemy wykluczać?

I skoro jedynym warunkiem członkostwa w klubie jest rozegranie w kadrze 63 meczów, to chyba będzie musiał PZPN 4 z meczów Tomaszewskiego anulować. Proponuję zacząć od tego na Wembley.

PS. Tomaszewski sam zrezygnował z Klubu Wybitnego Reprezentanta. Problem w tym, że chyba on też nie ma do tego prawa. Skoro zostaje się takim członkiem z automatu, po rozegraniu 60 meczów, to się chyba nie da. Na pzpnowskiej stronie wciąż widnieje.

Największe sukcesy osiągali niestety polscy trenerzy

mrpw

Mówi Antoni Piechniczek. I powtarza za nim Grzegorz Lato.

Tako rzecze Pan Antoni:

"Na Mistrzostwach Świata i igrzyskach olimpijskich zdobyliśmy pięć medali. Dwa razy byliśmy na trzecim miejscu na Mistrzostwach Świata, zdobyliśmy dwa srebrne i jeden złoty medal olimpijski. I za każdym razem robili to polscy trenerzy. I dobrze nam na tym wychodziło."

Jest to bodaj najbardziej kretyński argument za zatrudnieniem rodzimego szkoleniowca, jaki słyszeliśmy w życiu. Zwłaszcza, jeśli wiemy, jak wielu trenerów z zagranicy przewinęło się przez polską reprezentację.

Pogrzebałem w google i mam dla pana Antoniego złą informację. Największe klęski w historii polskiej piłki nożnej są również dziełem polskich trenerów.

Polska najniżej w historii w rankingu FIFA: marzec 2012. Trener Polak (choć mający też obywatelstwo niemieckie!) Franc Smuda.

Polska najniżej w historii w rankingu Elo: 1956, 1998. Trenerzy Polacy Ryszard Koncewicz i Janusz Wójcik.

Najdłuższa seria porażek reprezentacji Polski: 6. Trener Polak Józef Kałuża.

Najwyższa porażka w historii Polski: 1948, z Danią 0-8. Trener Polak Wacław Kuchar.

Co więcej - wygooglaliśmy 13 najwyższych porażek w historii reprezentacji. Trenerzy? Sami Polacy. Ba, nawet pan Antoni się załapał.

Polska - Jugosławia 3-9, trener Józef Kałuża
Polska - Jugosławia 1-7, trener Wacław Kuchar
Polska - Węgry 2-8, trener Mieczysław Szymkowiak
Polska - Węgry 0-6, trener Ryszard Koncewicz
Polska - ZSRR 1-7, trener Czesław Krug
Polska - Hiszpania 0-6, trener Franc Smuda
Polska - Węgry 0-5, trener Adam Obrubański
Polska - Włochy 1-6, trener Wiesław Motoczyński
Polska - NRD 0-5, trener Ryszard Koncewicz
Polska - Meksyk 0-5, trener Antoni Piechniczek
Polska - Szwecja 0-5, trener Andrzej Strejlau
Polska - Japonia 0-5, trener Władysław Stachurski

Z kim gramy najbliższy mecz? Z Estonią. Jedyny trener, który nie umiał z naszą reprezentacją pokonać Estonii - oczywiście Polak, Tadeusz Synowiec w 1925.

Przy okazji - jedyny trener, który odpadł w pucharowej rywalizacji polskiej drużyny z estońską - Polak, Maciej Skorża.

Jedyny (chyba) selekcjoner, który przegrał swoje wszystkie mecze z reprezentacją Polski - Polak, Stefan Majewski. Choć nie jesteśmy pewni, czy nie spotkało to również Lesława Ćmikiewicza (Polak).

Jedyny selekcjoner, pod wodzą którego reprezentacja nie umiała strzelić ani jednej bramki - jak wyżej, Majewski.

Z kim gramy w eliminacjach do Mundialu? Między innymi z San Marino. Selekcjoner, za którego Polska wygrała z San Marino najniżej? Tylko 1-0? Po bramce strzelonej w 70. min. ręką? Andrzej Strejlau, Polak.

I dla porównania:

Największa wygrana w historii Polski: 2009, 10-0 z San Marino. Trener niePolak.

Jedyny w historii awans do Mistrzostw Europy: trener niePolak.

Panie Antoni, fakty mówią same za siebie. Wystarczy tylko odpowiednio dobrać fakty.

Zawsze i wszędzie policja (...) będzie

mrpw

Takie coś znaleźliśmy:

Można? Ano można.

Tego typu scenki widywaliśmy podczas Euro wielokrotnie. Zero chamstwa, zero buractwa, zero agresji. Uśmiech i sielanka, obie strony łagodne jak baranki. Fun. Wspólna inspekcja policji polskiej i niemieckiej na Długim Targu w Gdańsku. Czescy i portugalscy kibice robiący sobie zdjęcia z polskimi policjantami. Nikt nikogo nie wyzywa, nie bluzga, nie pluje, nie rzuca kamieniami.

Ciekawe, co na ten filmik powiedzieliby kibole - wszak stosunek do policji jest jedynym, co w stanie zjednoczyć kiboli klubów, które na codzień się nienawidzą. A tytułowa przyśpiewka rozbrzmiewa przy każdej interakcji z policją.

Z innej beczki - dziś ostatni mecz ćwierćfinałowy, chyba najbardziej nieprzewidywalny. Trafiliśmy na kapitalny trailer. Ciary gwarantowane.

Komu kibicujecie?

Nie takie te 24 drużyny straszne jak je malują

mrpw

Sami się trochę daliśmy wpuścić w pułapkę myślenia, jaki to tragiczny pomysł, żeby w Euro zagrały 24 drużyny.

Bo za 4 lata formuła zostanie rozszerzona, dojdzie dodatkowe 8 drużyn, co siłą rzeczy wprowadzi nam do Euro ośmioro przeciętniaków i nieudaczników, osłabi fazę grupową, zlikwiduje na poziomie losowania możliwość zaistnienia grupy śmierci i wpuści na Euro fajtłapy w rodzaju Gruzinów, Węgrów, Estończyków, Albańczyków, itp. Fuj.

Pomysł krytykuje solidarnie cała redakcja gazeta.pl, załamuje się zczuba, krytyka przelewa się też w komentarzach czytelników i na facebooku. Michał Szadkowski napisał dziś tekst "Jak popsuć dobry turniej" a w nim m..in. snuje straszne wizje turnieju za 4 lata:

Zaproszenie do mistrzostw Europy ośmiu zespołów więcej - gdybyśmy przyjęli wyłącznie kryteria sportowe - zalet nie ma żadnych. Pierwsza faza, dziś pełna szlagierów, zmuszająca najpotężniejsze zespoły do wysiłku, zamieniłaby się w czas, gdy duzi łomoczą słabych i jeszcze słabszych. 

Cóż, zdaje się, że zapominamy trochę, że naszą polską ocenę fazy grupowej tegorocznego Euro zaburzyła polska grupa. Myśmy się nią emocjonowali bo była polska ale z punktu widzenia reszty Europy mecze Rosja - Grecja czy Polska - Czechy raczej nie rozpalały serc milionów kibiców. Z punktu widzenia reszty Europy przynajmniej co czwarty mecz fazy grupowej był do niczego. W dodatku nagromadzenie w polskiej grupie drużyn najsłabszych w każdym koszyku (co dobitnie udowodniły wczorajszy i przedwczorajszy ćwierćfinał) sprawiło zagęszczenie faworytów w pozostałych grupach.

Co zmieni dodanie do zestawu kolejnych ośmiu drużyn? Zczuba prosi o podanie choćby jednego powodu, dla którego warto Euro o te osiem drużyn rozszerzać. Myśmy znaleźli przynajmniej osiem takich powodów.

1. Turcja z Emre, Sahinem i Altintopem, trzecia drużyna Euro 2008.
2. Czarnogóra z Marko Vuciniciem: w eliminacjach dwukrotnie remisowała z Anglią.
3. Słowacja z Hamsikiem i Skrtelem: na ostatnim Mundialu wyeliminowała Włochów.
4. Bośnia i Hercegowina, której atak tworzą supersnajperzy Dżeko i Ibisević.
5. Norwegia z Riise, Pedersenem i Hangelandem: w ostatnich eliminacjach pokonała Portugalię
6. Szwajcaria z Djourou, Senderosem i Barnettą: na ostatnim Mundialu pokonała Hiszpanię.
7. Serbia z Ivanoviciem, Kolarovem, Suboticiem i Vidiciem
8. Młodziutka Belgia z Courtouis, Vermalenem, Kompanym, Fellainim, Hazardem i Lukaku

Potencjalnych powodów jest oczywiście znacznie więcej. Perspektywa obecności na Euro za 4 lata jakiejś drużyny z Wysp (może Szkocja, może Irlandia Płn., może Walia) też nas nie załamuje - przynajmniej przywiozą ze sobą fantastycznych kibiców. Podobnie inne drużyny z Bałkanów.

Będą gwiazdy? Będą - będzie ich nawet więcej, vide powyższe zestawienie. Będą szlagiery? Będą. Mecz Anglia - Irlandia Płn. (tudzież Irlandia, Szkocja) jest takim zawsze. A może Serbia - Czarnogóra? Norwegia - Szwecja? Czechy - Słowacja? Będą słabeusze? Jakiś się pewnie trafi, tak samo jak trafiał się dotychczas (Irlandia, Łotwa, czy niestety Polska). Będą nie-szlagiery? Będą. Ale czy potencjalny nie-szlagier, mecz pomiędzy Belgią i Czarnogórą będzie się naprawdę tak bardzo różnił od meczu Irlandii z Chorwacją? A mecz Słowacji ze Szwajcarią - od naszego szlagieru Polska - Czechy?

Mecze legendarne też się będą zdarzały, bo i kto powiedział, że nie może do takiego dojść z udziałem teoretycznie słabszych drużyn. Turcja - Czechy w 2008. Jugosławia - Słowenia w 2000. A w eliminacjach do tegorocznego Euro m.in.: Szkocja - Czechy, Holandia - Węgry, Irlandia - Rosja, Turcja - Belgia a nawet... Portugalia - Cypr (4-4). A mecz Norwegia - Polska w eliminacjach do MŚ w Korei i Japonii?

Grupa śmierci? Może po prostu ją trochę inaczej zdefiniujemy. Bo zestaw typu Anglia, Francja, Szwecja, Belgia (założymy się, że za 4 lata Belgowie będą wymiatać) wciąż taką grupą śmierci pozostanie.

Last but not least, jeszcze jeden argument za: znacząco rośnie szansa, że do rozgrywek awansuje Polska.

Zobaczycie - za 4 lata będziecie ten pomysł błogosławić. Gdzie tam za 4 lata - zatęsknicie za nim już za tydzień, kiedy po finale w Kijowie zapanuje futbolowa pustka. Już widać i czuć, że będziemy mieć meganiedosyt po tym Euro. Za 4 lata będzie o 20 meczów więcej a turniej potrwa tydzień dłużej.

I bardzo dobrze.

Najlepsze. Euro. Ever

mrpw

Kapitalne Euro nam się trafiło. Jedyne takie, bodaj najlepsze w historii. Jest naprawdę wiele powodów, dla których powinniśmy tegoroczne Euro pokochać. Myśmy wyliczyli dziesięć takich. I śpieszmy się kochać to Euro, bo już za 10 dni odejdzie. A dni polskich pozostało już tylko 3.

1. Euro pełne bramek (zero meczów bezbramkowych!), emocji, stojące póki co na niezmiennie wysokim poziomie. Bez słabych meczów, bez nudy. Z pięknymi bramkami. Bomba Błaszczykowskiego. Nożyce Zlatana. Piętka Welbecka. Przewrotka Balotellego. Z dużą liczbą bramek. I bez poważniejszych baboli bramkarskich (może trochę Cech, może trochę bramkarz Ukrainy z Anglią - ale tam wcześniej był podwójny rykoszet po obrońcach, co go trochę usprawiedliwia).

2. Euro grane fair, z niewielką ilością fauli (tylko dwie czerwone kartki, tylko jeden rzut karny - wszystko w meczu otwarcia) i błędów sędziowskich (tu oczywiście obraz zaburza nieszczęsna nieuznana bramka dla Ukrainy, choć już mało kto zauważa, że w sumie to dobrze się stało, bo strzelec bramki był w momencie podania na ewidentnym spalonym).

3. Euro pełne smaczków patriotycznych. Z największymi polskimi emocjami od trzydziestu lat. Z jednym z najbardziej dramatycznych polskich meczów ever (Polska - Grecja: euforia, załamanie, rozpacz, ulga - tylko mecz Polska - Austria przed czterema laty miał porównywalną dramaturgię). Z najbardziej podnoszącym na duchu i przywracającym wiarę w naszych polskim meczem na wielkiej imprezie od meczu Polska - ZSRR 30 lat temu. Z najpiękniejszą od lat polską bramką w meczu o stawkę (Błaszczykowski!). Z dziesiątkami tysięcy flag na samochodach. Z roztańczonymi i rozśpiewanymi polskimi biało - czerwonymi ulicami. Z rekordami oglądalności w telewizji. Z dziesiątkami tysięcy ludzi w fanzonach. Z ludźmi, którzy nigdy wcześniej nie interesowali się piłką ani nigdy później się nią nie zainteresują. To Euro porwało naprawdę prawie wszystkich. Szkoda tylko, że w sobotę nie było happy endu.

4. Euro pełne smaczków kibicowskich. Z Fields of Athenry, dzięki któremu cała Polska pokochała kibiców Irlandii. Z oberwaniem chmury na stadionie w Doniecku. Z hiszpańską fiestą na ulicach Gdańska. Z Chorwatami i Hiszpanami bawiącymi się razem i skandującymi Due - Due (piłkarze ich nie posłuchali). I z jednym tylko niefajnym incydentem kibolskim przy okazji meczu Polska - Rosja. Aż żal, że do Polski nie zdążyli gromadnie zjechać barwni i weseli kibice szwedzcy, duńscy i holenderscy. Ale to jeszcze nie koniec - dziś pewnie w Warszawie zabawią się Portugalczycy, jutro w Gdańsku - Niemcy, w środę w Warszawie - Niemcy i Anglicy albo Włosi. BTW - wkrótce obiecany konkurs w tej tematyce, póki co tylko zajawka, czyli zdjęcie, które zrobiłem w poniedziałek w Gdańsku.

5. Euro pełne smaczków sportowych. Z dzielnymi, walczącymi do końca Chorwatami i Ukraińcami. Z przepięknym comebackiem Ukrainy w meczu ze Szwecją, którym tak cudnie pożegnał się z reprezentacją Szewczenko. Z narzekaniem na CR7 i jego fenomenalnym występem przeciwko Holandii. Z mękami Hiszpanów z Włochami i Chorwatami, zakończonymi jednak wygraniem grupy. Z brodatym Olofem Mellbergiem, grającym mecz życia z Anglią. Z szaleństwami Balotellego. Ze spokojem Mario Gomeza. Z gaciami Bendtnera. Z powracającym po odbyciu kary Rooneyem, strzelającym najbrzydszą bramkę w karierze. Z Grecją, grającą jak zawsze i wygrywającą jak 8 lat temu.

6. Euro pełne dramaturgii. Z kapitalnym wejściem Tytonia. Z wybitą piłką zmierzającą do bramki po strzale Błaszczykowskiego bodaj przez Kadleca w 93. minucie meczu Polska - Czechy (nam nic by to nie dało, ale uratowałoby Rosję przed śmiercią). Z Duńczykami, odrabiającymi straty w meczu z Portugalią, żeby przegrać 2-3. Ze Szwedami odrabiającymi straty z Anglią, prawie wyrzucając Anglików z turnieju. Z miną Rooneya siedzącego wtedy na trybunach. Z fantastyczną zmianą Walcotta. No i z tą nieuznaną bramką dla Ukrainy. Z zawodzącym Ronaldo i z jego comebackiem przeciwko Holendrom. No i z dramatem Holandii.

7. Euro pełne dumy, że yes we can. Ze Stadionem Narodowym - kiedy tam wszedłem na mecz otwarcia: wow. W ciągu ostatnich kilku lat zwiedziłem wiele stadionów świata (czasem mecz, czasem tylko tour). Wembley, Anfield, Emirates, Stamford Bridge, Old Trafford w Anglii. Camp Nou i Bernabeu w Hiszpanii. San Siro w Mediolanie. Stadion Fenerbahce w Stambule. ?La Bombonera. Aviva Stadium w Dublinie. Nie - nie mamy się czego wstydzić. Stadion Narodowy jest dziś jednym z najlepszych stadionów na świecie, naprawdę (ze słynnych nie widziałem tylko tych niemieckich). PGE Arena - jeden z najpiękniejszych, obok Aviva Stadium w Dublinie. Euro z fajnymi drogami. Byłem przeszczęśliwy, kiedy do Gdańska przejechałem z Warszawy w 3 i pół godziny. Wiem, że do Poznania też mknie się błyskiem. Euro z polskimi kibicami, restauratorami, taksówkarzami, kelnerami fantastycznie przyjmującymi przybyszów z Hiszpanii, Irlandii, Chorwacji, Włoch, Czech (tak, wiem, że z Rosjanami mogłoby być lepiej). Cholernie się cieszę, że to się wszystko dzieje za mojego życia, że to widzę, chłonę, jestem tego świadkiem. Były momenty, że miałem łzy w oczach, całkiem sporo takich momentów, naprawdę. Wiem, że to okazja niepowtarzalna, że jest mało prawdopodobne, że dożyję kolejnej imprezy w Polsce na taką skalę (przy całym szacunku dla siatkarskich MŚ).

8. Euro na wysokim i wyrównanym poziomie. Do turnieju awansowali wszyscy z wielkiej ósemki (Niemcy, Hiszpania, Holandia, Włochy, Francja, Anglia, Rosja, Portugalia - 4 lata temu na Euro nie było Anglików, 2 lata temu na Mundialu - Rosjan), szóstka spośród nich zagra w ćwierćfinałach. Nie było drużyn przypadkowych (Łotwa, anyone?). Nawet odstające od rywali Polska i Irlandia miały swoje przebłyski (Polska - na początku meczu z Grecją, w drugiej połowie z Rosją, Irlandia - z Chorwacją, czy z Włochami).

9. Euro przeżywane osobiście. Byłem z synem na meczu otwarcia. Na Hiszpania - Włochy. Dziś idziemy na ćwierćfinał. W przyszłym tygodniu - na półfinał. Byłem na ulicach Gdańska w dwa dni meczowe. Amazing, przeżycie naprawdę niezapomniane. Przez kilka miesięcy przed Euro miałem wykupioną na allegro usługę powiadamiacz SMS, który kiedy tylko na platformie biletowej UEFA? pojawiały się w odsprzedaży jakieś bilety, na które się zapisałem, przysyłał mi SMSa. Wydałem majątek ale było warto. Jeśli macie jeszcze możliwość, żeby zobaczyć na żywo ćwierćfinał dziś lub jutro, żeby podskoczyć w okolice fanzony i zobaczyć jak się bawią Portugalczycy, Niemcy - to się nie wahajcie. Więcej takich okazji nie będzie (BTW - Adam Nurkiewicz, dzięki za zdjęcie).

10. Ostatnie takie Euro. Za 4 lata nie odbędzie się w Polsce. Bo siłą rzeczy, przy 24 drużynach, pojawią się jakieś drużyny mniej lub bardziej przypadkowe (Armenia? Estonia? Albania? Izrael? Węgry?). Bo więcej będzie meczów do jednej bramki. Bo nie będzie grupy śmierci (wielka ósemka pewnie się zmieści w dwóch pierwszych koszykach). Bo nie będzie Szewczenki, Zlatana, Pirlo, Terrego i wielu innych.

I jeszcze kilka wyróżnień po fazie grupowej:

MVP: Andres Iniesta

Najlepszy rezerwowy: Theo Walcott?

Najlepszy debiutant: Alan Dżagojew / Mario Mandżukić

Największy postęp: Petr Jiracek

Najlepszy bramkarz: Iker Casillas

Najlepszy trener: Joachim Loew

Najlepszy obrońca: Mats Hummels

Najlepszy mecz: Anglia - Szwecja

Najpiękniejsza bramka: Zlatan, Zlatan, Zlatan.

Dziś zacznie się faza grupowa pucharowa, emocji będzie pewnie jeszcze więcej. Może zobaczymy jakąś serię jedenastek na polskim stadionie?

Cieszmy się tym Euro, póki trwa.

Supergigant Power Ranking Euro 2012

mrpw

Skończyła się faza grupowa najlepszego Euro ever. Euro bez meczów bezbramkowych. Euro pełnego emocji w każdym meczu. Stali czytelnicy naszego bloga być może pamiętają, że Supergigantowe Power Rankingi miały zawsze patrona. Power Ranking po fazie grupowej też takiego ma. Po cytatach go poznacie.

16. Irlandia. If it turns out that my best wasn’t good enough, at least I won’t look back and say that I was afraid to try.
15. Polska. If you quit ONCE it becomes a habit. Never quit!
14. Rosja. Heart is what separates the good from the great.
13. Holandia. To be successful you have to be selfish, or else you never achieve. And once you get to your highest level, then you have to be unselfish.
12. Grecja. Talent wins games, but teamwork and intelligence wins championships.
11. Czechy. Always turn a negative situation into a positive situation.
10. Dania. Never say never, because limits, like fears, are often just an illusion.
9. Chorwacja. If you run into a wall, don't turn around and give up. Figure out how to climb it, go through it, or work around it.
8. Szwecja. I’ve never lost a game I just ran out of time.
7. Ukraina. Even when I'm old and grey, I won't be able to play it, but I'll still love the game.
6. Francja.
You have to expect things of yourself before you can do them.
5. Włochy. If you do the work you get rewarded.
4. Anglia. I've failed over and over and over again in my life and that is why I succeed.
3. Portugalia. There is no "i" in team but there is in win.
2. Hiszpania. Just play. Have fun. Enjoy the game.
1. Niemcy. One thing I believe to the fullest is that if you think and achieve as a team, the individual accolades will take care of themselves. 

Teraz Harry!

mrpw

Uwaga: notka z gatunku science - fiction. Ale cóż innego nam po wczorajszym wieczorze pozostało...

Media spekulują póki co o dwójce kandydatów na następcę Franca. Są i żarty, że wolny jest Pep Guardiola ale poważnie padają póki co dwa nazwiska: Piotr Nowak i Maciej Skorża. Cóż, jeśli poważnie traktować powiedzenie, że trener jest tak dobry, jak jego ostatnie dokonania, to przy całym szacunku - lepiej już byłoby pozostawić na stanowisku Smudę.

Zacznijmy od Nowaka. Tak się szczęśliwie złożyło, że w ostatnią środę stracił robotę w drużynie Philadelphia Union. Jest do wzięcia praktycznie od zaraz. Nieco mniej szczęśliwe są okoliczności tego zwolnienia. Philadelphia (2 zwycięstwa, 2 remisy, 7 porażek) zajmuje przedostatnie miejsce w konferencji wschodniej MLS. Nowak wyczuł pismo nosem i próbował się dogadać ze szkockim Hearts of Midlothian (6. drużyna ligi szkockiej). Przecieki, że Nowak wysyłał swoje CV do Szkocji pojawiły się w mediach, co chyba przypieczętowało los Nowaka w Philadelphii (CEO Philadelphii, Nick Sakiewicz: No employer, no manager likes to read that his most important guy or most important asset is out looking for employment.

Nie twierdzę, że Nowak jest złym kandydatem na selekcjonera reprezentacji Polski, bo tego po prostu nie wiem. Pamiętam, że w przeszłości miał sukcesy, że był kiedyś kapitanem reprezentacji, potem coś wygrywał w MLS - najpierw jako zawodnik, potem jako trener, że zdobył mistrzostwo USA z DC United, że był asystentem trenera reprezentacji USA.

Problem w tym, że dziś głównym kandydatem na selekcjonera reprezentacji 38-milionowego kraju jest facet, który właśnie stracił pracę w lidze MLS, który nie wygrał 9 z ostatnich 11 meczów i który jest tak zdesperowany, że wysyła CV do Szkocji. Nie do Celticu, nie do Rangersów, tylko do Hearts of Midlothian, średniaków ze Szkocji.

Skorża? Jego bilans ostatnich meczów jest jeszcze bardziej imponujący. Nie umiał wygrać 7 z 8 meczów w końcówce sezonu i w popisowy sposób oddał Mistrzostwo Polski. Kompromitacja była tak bolesna, że kierownictwo klubu wolało mu zapłacić milion złotych odprawy, niż męczyć się z nim przez kolejny rok.

I znów - jestem przerażony, że faceta, który w takich okolicznościach przegrywa mistrzostwo i któremu zapłacono milion złotych, żeby się od niego uwolnić bierze się poważnie jako kandydata na selekcjonera kadry w 38-milionowym kraju.

Tymczasem w cieniu emocji Euro 2012 w Tottenhamie zwolniono trenera, który do naszej reprezentacji pasowałby jak ulał. W polskich mediach mało kto to zauważył, może poza Michałem Okońskim, największym fanem Tottenhamu w Polsce i wybitnym znawcą Premier League. Ale jak się czyta, co o specyficznych talentach Harry'ego Redknappa pisali w przeszłości Okoński albo Rafał Stec, trudno oprzeć się wrażeniu, że to dla Polaków (zapomnijmy na razie o kwestiach finansowych - czy nas na niego stać) kandydat wymarzony.

Stec: swój chłop tak swojski, że wręcz najswojszszy, głęboko rozumiejący duszę angielskiego kopacza z krwi i kości jej królewskiej mości, dla lepszej komunikacji z szatnią pozujący na skończonego troglodytę, w lidze angielskiej radzący sobie tym ładniej, im uparciej manifestuje pogardę dla fetyszu nowoczesnego futbolu, czyli taktyki. Uwierzą w niego piłkarze, dziennikarze, kibice. Każdy dostaje takiego Smudę, na jakiego zasłużył.

Stec kiedy indziej: Redknapp laptopa nie dotyka - nie rozprasza się współpracą z kalkulatorem, który ustępuje mu mocą obliczeniową, woli prowokować wyznaniami, że nie umiałby go użyć. (...) trenera Tottenhamu wyróżnia nade wszystko pęd do maksymalnego upraszczania zagadnień futbolowych, sprzeciw wobec udawania, że ganianie za piłką jest dyscypliną naukową, miłość do zawodników, którym zostawia wolność i na boisku, i poza boiskiem. (...) Redknapp oddycha futbolem, ale nie trwoni czasu na analizy, jak gra przeciwnik - wszak wszystkiego dowie się, gdy stanie przy linii bocznej, a przeciwnik zacznie grać. Redknapp nie miesza w głowach piłkarzy, nie truje im, gdzie mają biegać - niech biegają tam, gdzie lubią. 

Okoński: Chłopek roztropek, kombinator, brat-łata dla stojących za nim murem dziennikarzy. (...) Ale może trzeba skończyć ciągiem wspomnień, które jeszcze bardziej komplikują ten obraz? Niezapomnianymi wieczorami w Lidze Mistrzów, zwycięstwami z Interem i Milanem, hat-trickiem Bale’a na San Siro? Triumfem nad Arsenalem na Emirates? Zwycięstwami nad innymi odwiecznymi rywalami? A może pamiętnym 9:1 z Wigan, którego menedżer, Roberto Martinez, ponoć również jest brany pod uwagę jako następca Redknappa? Najpiękniejszym futbolem w Premier League, jak powtarzali wszyscy eksperci zaledwie parę miesięcy temu? Czy to przypadek, że jego nazwisko wymieniano nie tylko w kontekście pracy z reprezentacją Anglii, ale również z Chelsea?

Okoński kiedy indziej: Redknapp jest przez piłkarzy uwielbiany równie mocno, jak przez media. (...) Wiele razy dał dowody tego, że świetnie czyta grę i umie w porę zareagować na niekorzystny rozwój wydarzeń. Innymi słowy: nawet jeśli nie jest szczególarzem w stylu Mourinho czy Beniteza, Harry Redknapp jest świetnym taktykiem, tylko swojej wiedzy taktycznej nie wyraża językiem, do którego przywykliśmy podczas lektury Zonal Marking. 

Jest przynajmniej pięć powodów, dla których Harry pasowałby do Polaków idealnie.

1. Redknapp jest wolny. A wszystkie atrakcyjne posady w Premier League są już pozajmowane. Ferguson, Wenger, Mancini - wiadomo. Właśnie przedłużył kontrakt DiMatteo. Dalglisha w Liverpoolu zastąpił Brendan Rodgers ze Swansea. Posadę Rodgersa zajął już Michael Laudrup. Redknapp mógłby oczywiście odczekać, jakaś posada w Premier League się prędzej czy później zwolni. Ale raczej będzie to jakaś drużyna, broniąca się przed spadkiem. Po kilku latach walki o puchary, po bojach z Interem i Milanem, nie będzie to kop w górę.

2. Redknapp marzył o posadzie selekcjonera reprezentacji Anglii ale jej nie dostał. Chętnie udowodni, że niesłusznie. Wbrew logice, wbrew głosom ekspertów, wbrew poparciu samych piłkarzy angielskich, trenerem Anglii został Roy Hodgson, który siłą rzeczy poprowadzi Anglików w eliminacjach do Mundialu w Brazylii. Redknapp deklarował, że nie ma żalu, ale nikt tych deklaracji nie brał serio. Prawda, że fajnie byłoby mieć 16 października na ławce na Stadionie Narodowym, podczas meczu z Anglią megazmotywowanego faceta, który pała żądzą rewanżu? Może nawet zgodziłby się nas w związku z tym pracować za nieco mniejszą kasę?

3. Redknapp zna naszych najważniejszych rywali w walce o Mundial w Brazylii, reprezentację Anglii i jej piłkarzy jak nikt inny. Prawdopodobnie zna ich lepiej niż sam trener Hodgson. Zna ich zalety i wady, zna siły i słabości. Wie o nich wszystko, co poniektórych sam wychował - w Tottenhamie, czy wcześniej pracując w West Hamie, Portsmouth i Southampton. Raz jeszcze cytując Michała Okońskiego: pracuje na tyle długo, że zdążył poznać – to dobre określenie, użyte przez Leo Beenhakkera na temat Bogusława Kaczmarka, a przywołane przez Michała Szadkowskiego – nie tylko każdego angielskiego piłkarza, ale także jego żonę i psa.

4. Redknapp to swojski chłop, nowa lepsza, bardziej profesjonalna wersja Franca Smudy. Wiadomo, że piłkarze życzyliby sobie, żeby Franc został. Wiadomo, że nie zostanie. Harry - tak jak Franc - też nie jest geniuszem taktyki, fanem statystyk, maniakiem komputerowych analiz. Ale podopieczni daliby się za niego pokroić, jest mistrzem w wydobywaniu ze swoich podopiecznych 150-200% ich możliwości. Bariery językowej też by nie było - Perquis czy Obraniak może i mają problemy z językiem polskim ale po angielsku chyba rozumieją. Boenisz i Polański również. A Ireneusz Jeleń już chyba zakończył karierę reprezentacyjną.

5. Redknapp to trener z najwyższej piłkarskiej półki. Pupilek mediów na Wyspach. Angielskie tabloidy oszalałyby na punkcie naszej reprezentacji. Wyobraźmy sobie nagłówki przed meczem październikowym. I te przed decydującym o awansie do Brazylii, 15 października 2013 na Wembley. Harry wielokrotnie udowodnił, że potrafi prowadzić drużyny przeciętne, wcale nie naszpikowane gwiazdami, drużyny, w których w najlepszym razie (Tottenham) gwiazdy są otoczone solidnymi rzemieślnikami. Z West Hamem zajął piąte miejsce w lidze i wygrał Puchar Intertoto. Z Portsmouth awansował do Premier League i zdobył Puchar Anglii. Tottenham objął po zdobyciu przez nich 2 pkt. w 8 meczach, utrzymał się w lidze a potem wprowadził Spurs do Ligi Mistrzów.

Że nierealny bo za drogi? W kontekście ewentualnej pracy z reprezentacją Anglii mówiło się o kwotach na poziomie 3-4 mln dolarów rocznie. Dużo? Bardzo dużo. Zwłaszcza, kiedy ma się na plecach rzeszę dyżurnych krytyków, jak Tomasz Hajto, którzy uważają, że nawet 850 tys. zł to za dużo. Ile było słów oburzenia, że Leo Beenhakker zarobił u nas przez ponad 3 lata blisko 3 mln Euro.

Problem w tym, że tyle wynoszą zarobki klasowych selekcjonerów. Hodgson ostatecznie zadowolił się 3 mln funtów rocznie. Capello - 8,5 mln funtów. Trapattoni w Irlandii zarabia 1,25 mln funtów. Sven Goran Eriksson - zarabiał 2 mln funtów w Wybrzeżu Kości Słoniowej, w kraju w którym średnia zarobków wynosi bodaj kilka dolarów miesięcznie. Bert Van Marwijk w Holandii - 1,5 mln funtów. Joachim Loew - blisko 2 mln. Hiddink czy Advocaat w Rosji to już inna półka cenowa - 5-7 mln funtów.

Nie może być tak, żeby 38-milionowego kraju nie było stać na zatrudnienie trenera za 1,5-2 mln funtów. I kto wie - może to jest poziom płacowy, który Redknapp już byłby skłonny zaakceptować.

Złota myśl po meczu

mrpw

Nieoceniony Tomasz Hajto na swoim blogasku na Eurosporcie:

Pierwszy raz w historii naszej reprezentacji wstydziłem się nawet za jego polszczyznę. Pęknął czar Smudy , potrzebne są zmiany.

Tak się wstydził za polszczyznę, że aż pęknął.

W innych częściach wpisu z polszczyzną jest już nieco lepiej ale merytorycznie notka trzyma równy poziom:

Boli mnie to, że za dwa zdobyte punkty zarobił 850 tysięcy złotych. Jest to dla mnie skandal. 

Smuda (...) nie wytrzymał ciśnienia. Dzisiaj zużył chyba wszystkie pampersy, o których wspominał w wywiadach.

PS. Wbrew pozorom, wbrew sfrustrowanym wpisom facebookowym, wbrew powszechnemu marudzeniu, Euro 2012 się dla nas jeszcze nie skończyło. Zagraliśmy wczoraj źle, sen się skończył, obudziliśmy się, odpadliśmy zasłużenie ale niedowiarków zapraszam jutro na pełen Irlandczyków poznański rynek albo wypełnioną Hiszpanami gdańską Starówkę. Na ćwierćfinał przyjadą do Warszawy dziesiątki tysięcy Czechów i Portugalczyków albo Duńczyków. Będzie się działo, będzie cudnie.

Żeby tylko nie pęknąć.

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci