Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

Prawie jak w Desperate Housewives

mrpw

Uwaga, notka z magla rodem. Kto nie chce, niech nie czyta, a jak przeczyta, to niech potem nie marudzi w komentarzach, że to plociuchowanie. Ale za to przynajmniej plociuchowanie z pogranicza NBA.

Na początek przyjrzyjmy się tegorocznym niezłym numerom Tony'ego Parkera:

18,6 punktów - najlepiej od 3 lat.

3,3 zbiórki - najlepiej od 4 lat.

7,6 asyst - najlepiej w karierze.

2,0 przechwyty - najlepiej w karierze.

52,4% z gry - najlepiej od 5 lat.

81,0% z wolnych - najlepiej w karierze.

9-1 bilans Spurs - najlepszy w NBA (ex aequo z Hornets).

4-0 bilans Spurs na wyjeździe - najlepszy w NBA.

Pierwsze 10 meczów zapowiada jeden z najlepszych sezonów w karierze Tony'ego Parkera. Przynajmniej na parkiecie.

Bo - jak się okazuje - najlepsze numery kręcił Tony Parker poza parkietem.

Do tej pani powyżej za chwilę powrócimy.

Bomba wybuchła wczoraj, kiedy Eva Longoria złożyła papiery rozwodowe i 15 godzin temu napisała na swoim facebooku:

"It is with great sadness that after 7 years together, Tony and I have decided to divorce. We love each other deeply and pray for each other’s happiness."

Jeszcze miesiąc temu zachwycaliśmy się nową wakacyjną rezydencją państwa Parkerów, nad Jeziorem Genewskim. W najdroższym i najbardziej ekskluzywnym apartamentowcu w całej Szwajcarii, Du Parc Kempinski Private Residences w samym sercu Alp - jak twierdzili oboje zakochani - z najpiękniejszym widokiem z okna, jaki widzieli w życiu. Jeśli ktoś jest zainteresowany - na pewno zostanie zaraz wystawiony na sprzedaż.

Jeszcze dwa tygodnie temu, kiedy Tony przedłużał kontrakt ze Spurs do 2015 roku (50 mln dolarów za 4 lata), deklarował, że największy wpływ na jego decyzję miała żona, która uwielbia San Antonio i chce tam mieszkać do końca kariery Tony'ego. Potem oboje mieli się przeprowadzić do Francji i razem zestarzeć. Eva: "I feel at home when I go to France. So for me to actually be there is always a joy. I have been learning a lot of French and I cook a lot of French food."


Nawet tydzień temu nic nie zapowiadało katastrofy a Eva ekscytowała się na swoim facebooku: "wow you guys! we are over 1 million fans on Facebook! thank u all very much! i love you guys!!!"

Po czym znalazła w komórce Tony'ego setki lubieżnych smsów. Zarówno odebranych, jak i wysłanych. Tony przyznał, że nie skończyło się na smsach. Wszystko wskazuje na to, że autorką i adresatką smsów była ta pani:

Też ładna. To Erin Barry, rówieśniczka Evy (35 lat, najwyraźniej 27-letni Tony woli starsze). Zbieżność nazwisk nieprzypadkowa, Erin jest żoną ex-kolegi Tony'ego z drużyny, Brenta Barry, od roku na emeryturze. Obie pary nawet się ze sobą kumplowały. Wspólne kolacyjki, wspólne wyjazdy, wspólnie pozowane zdjęcia i takie tam.

Grunt to mieć takich kumpli jak Tony. Cytując klasyka: "Bo ty gnoju świętości nie umiesz uszanować, a żona przyjaciela jest święta, rozumiesz? (...) Żony są w domach, a kurwy za płotem i trzeba być człowiekiem, a nie ścierką!"

Państwo Barry też są już podobno w trakcie rozwodu (być może Brent też odczytał smsy), ale ponieważ Erin nie jest gwiazdą Hollywood, media tego aż tak nie śledzą. Teraz pewnie zaczną.

Brent Barry był pierwszym chłopcem Erin. Dwa lata temu jedna z lokalnych gazet pisała o niej jako o przykładnej housewife: "For Erin Barry, home is where you live right now. Married to San Antonio Spurs guard Brent Barry, she’s followed her husband as his basketball career has placed him on five different teams in 11 years. With each new city, she’s determined to cultivate the sort of stability that makes their lives more grounded, less nomadic. She makes their home the sort of heaven that, once you walk in the door, you know you’re home, no matter which city happens to be on the other side of that threshold."


Erin z nostalgią wspominała wtedy początki ich znajomości. Oboje chodzili do sąsiadujących ze sobą liceów katolickich. Brent zaprosił Erin do kina: “We went to a movie, National Lampoon’s Christmas Vacation — that tells you how long ago it was! I remember looking at him in the theater, and at that moment, Cupid drew back his bow. I was 16 years old and I just knew he was the one I wanted to be with. That was it.” Potem poszli razem na mecz koszykówki, gdzie się okazało, że Erin nie ma pojęcia, kto to taki Rick Barry - legenda NBA, mistrz NBA, król strzelców, ośmiokrotny uczestnik Meczu Gwiazd, uznany za jednego z 50 najlepszych koszykarzy w historii, prywatnie ojciec Brenta.

Erin wydawała się idealną amerykańską Housewife, na pewno nie Desperate. Zakochaną w  mężu, wierną i oddaną. Podkreślała, że spotkanie Brenta to najlepsze, co mogło jej się przydarzyć: He still makes me laugh, and he makes me feel special. We get the biggest kick out of each other; I just enjoy his company. After all these years, he’s my best friend. I want to be with him all the time.”


Realizowała się w akcjach charytatywnych i w zajmowaniu się domem: I’ve created a place where we’re happy to be home. I love to cook, and I’m good with uncomplicated dishes. I have to follow a recipe — I can’t make it up as I go or just throw a bunch of things together and have it taste good. Brent loves Italian food, and I try to make a lot of his favorites. When Brent is home, we always eat as a family.

Nie mamy pojęcia kiedy i w jakich okolicznościach doszło do metamorfozy. Jak to się stało, że schludnie odziana katoliczka, idealna pani domu, przykładna matka i żona, zamieniła się w Gotową na wszystko roznegliżowaną kipiącą seksem romansującą femme fatale. Kiedy Erin Barry stała się Desperate Housewife.

Kilka lat temu jeden z koszykarskich blogów, nieistniejący już yaysports, dostał od państwa Barrych pocztówkę bożonarodzeniową:

Autorzy bloga skomentowali to wówczas tak: "What a nice family they are. Before you ask, we have no idea what that PS is about. There’s no way we would even imagine having a hot, torrid affair ripped right from the scripts for Desperate Housewives with Erin Barry. We wouldn’t even think about it. We swear."

Minęło kilka lat i słowo stało się ciałem. Gorący romans z Erin Barry, wyrwany żywcem z kart scenariusza Gotowych na wszystko.

Komentarze (83)

Dodaj komentarz
  • Gość: [hello] *.chello.pl

    beka, ale takie zycie

  • Gość: [yaro] *.scansafe.net

    no tak, moze Erin nie musi nakladac kilogramow tapety zeby dobrze wygladac z rana. a Eva jak rozne pudelki donosily bardzo musi ;)

  • Gość: [The Truth] *.adsl.inetia.pl

    Babol z kategorii jakiej jeszcze nie widzieliscie,czyli : d) chciwy,glupi kolega (coc wciaz najlepszy kopacz w Manchesterze) partaczacy trud legendarnego partnera.

    www.youtube.com/watch?v=RSibXcefKMc

  • Gość: [M.J.] *.olsztyn.mm.pl

    Życie napisało im absurdalny scenariusz. Tak to jest jak chłop szuka drugiej dziury ...
    Oj Tony Tony! Daj mi tel. do Evy, już ja z nią popiszę w smsach o kryzysie kubańskim!

    spacejam.blox.pl

  • franc85

    Parker jest chyba fanem serii MILF:) ,a generalnie myslalem ,ze ona jest glupsza od niego,a tu prosze ,jednak jest na odwrot

  • drake77

    Jemu się znudziła Eva, jej znudził się Brent. Wiem, że trudno w to uwierzyć ale nawet Eva Longoria może się znudzić.

  • Gość: [Tito_WWA] 212.180.172.*

    Najlepiej kiedyś powiedział Chris Rock a propos tego serialu, że powinni zmienić jego nazwę z Desperate Housewives na Ungrateful Bitches. To samo można powiedzieć o pani (jeszcze) Barry.

  • sagam0re

    Tony spieprzył sprawę..jak widać stare powiedzonko "nie wie co się ma aż do czasu kiedy się tego nii straci " obowiązuje i Parker się o tym teraz przekona :] Ciekawi mnie jak to wpłynie na jego meczowe staty hyhyhy

  • Gość: [saian] 83.238.13.*

    W wielkim skrócie.. Parker i Barry coś jak John Terry i Wayne Bridge?

  • mrpw

    saian: identycznie nam się skojarzyło, niestety Barry już zakończył karierę, więc nie sprawdzimy, czy podaliby sobie ręce

  • Gość 83.2.218.*

    szkoda tylko, że 'legendarny ronaldo' takiej akcji nie wykonał podczas mś, kiedy taki gol mógłby pchnąc portugalczyków runde dalej, a hiszpanie nakryli go wtedy czpką i z dziecinną łatwością wybili mu piłkę z głowy. w meczu towarzyskim wziął rewanSZ, hahaha ;)

    ronaldo - legendarna gwiazda legendarnych meczów o legendarne Nic.





  • pajakk

    ^^^ wszystko prawda, ale akurat do jakości gola przyczepić się nie wolno (fakt, mecz o nic, ale jakoś tłumu takich goli nie widuję i w sparingach). Aha, i gol powinien być uznany.

  • Gość: [The Truth] *.adsl.inetia.pl

    Na MS Portugalia grala 9-0-1 wiec Ronaldo mogl co najwyzej pomarzyc o grze 1vs1 i otwartej przestrzeni.Choc dla ulomnych taktycznie laikow to szczegol oczywiscie.
    A laduje po 30-40 goli w LM i 1-2 lidze swiata co sezon to rzeczywiscie gole o nic :)))

    Rooney jest przeciez lepszy,jak na Najlepszego przecinkowego Pilkarza Swiata :)))))

  • Gość: [darko23] 87.204.202.*

    mialem go za miekką pipke a tu prosze !
    Tony Rulez
    mógł jeszcze zrobic żone Bryanta
    to by był szacunek !

  • Gość: [letrel] *.ethz.ch

    Alez prorocze slowa w komentarzu do pocztowki... Kazda kobieta ma w sobie cos z suki;)

  • Gość: [czarny_eminem] *.toya.net.pl

    Longoria, nie Longoria. Efekt Coolidge'a.

  • Gość: [pbos] *.adsl.inetia.pl

    Uwielbiam takie notki, więc żałuję bardzo, że jest taka krótka i tak mało news'ów tu dostarczyliście. Ale mam nadzieję, że więcej info będzie w z biegiem dni, miesięcy:

  • Gość 178.73.49.*

    A ja z innej beczki. Jakiś czas temu pytałem Was, drodzy prowadzący bloga, czy jeszcze macie przyjemnośc z prowadzenia bloga (i dzięki za szybka odpowiedź). Nie wiem na ile moje pytanie przyczyniło sie do zmiany, ale w każdym razie jestem pod wrażeniem. Fajnie, że powróciliście (tak to odbieram), mam nadzieję, że na trwałe. Trzymam kciuki, żeby byl na to czas, bo fajnie sie odprężyć przy supergigancie. Dzięki.

  • Gość: [Xvideos ] *.nat.umts.dynamic.eranet.pl

    @darko23
    Wyciagnij ręce z majtek moje dziecie ;)jak już sobie zrobisz "żonę" ;)

  • Gość: [Xvideos] *.nat.umts.dynamic.eranet.pl

    The Truth z każdym kolejnym postem comingoutuje swoje pragnienia.
    Szykuje się LEGENDARNE wyjście? :D

  • Gość 81.219.71.*

    Truth, nie odpowiedziałeś.
    Dalej tak twierdzisz, czy wycofujesz się i uważasz, że James wybrał źle?

    Cytaty:
    "Miami bedzie roznosic wszystkich jak gowno po polu,to bedziemy czytac ze James jest slaby,bo Wade jest prawie tak samo dobry :)"
    i:
    "Od legendarnych zawodnikow oczekuje sie legendarnych zachowan a nie przecietnosci.W Miami moze zdobyc 5 albo i 10 tytulow z rzedu,czy znajdzie sie wtedy osiol co powie,ze podjal zla decyzje?"

  • boobr8

    Frajer. Bo inaczej nie umiem nazwać faceta który ryzykuje wieloletni związek tylko po to aby pobaraszkować z inną kobietą, do tego żoną znajomego gościa. Do Parkera miałem uczucia obojętne ale teraz można stwierdzić że jest po prostu głupi. Kolejny z wielu powodów aby nie przepadać za Spursami.

  • Gość: [db] *.sukcesnet.pl

    czy to pieniądze tak myślenie zmieniają? potrzeba adrenaliny-jakby mało jej jeszcze miał.. Człowiek sam pamięta: żona/dziewczyna kumpla rzecz święta... ale jakoś nerwowo się rozgląda jak się słyszy takie historie i to coraz częściej.. ciekawe czy coś mu Greg lub Tim powiedział.

  • Gość: [The Truth] *.adsl.inetia.pl

    @ , James wybral dobrze olewajac Cavs,Knicks czy Nets.Ale zdaje sie mogl wybrac duzo lepiej wybierajac Chicago.Pewnie nie chcial byc w kolko porownywany do Jordana,co mozna zrozumiec.W Chicago mialby pozycje bezapelacyjnego lidera ,lepszych role-players i wyglodniala organizacje.
    Heat uchodza za undersized i najstarszy team w lidze.Darujmy sobie bajki o tym,ze koledzy za niego wygraja mistrzostwo gdy on bedzie rzucal z 24% skutecznoscia w kluczowym meczu serii.Na razie wychodzi na to,ze musi miec te swoje "bostonskie "30,8,6 i modlic sie by mniejsza dwojka z Heat zabrala swoje penisy na mecz.

  • Gość: [zakochany w Evie] 62.148.83.*

    Tony Parker to wór psiego gówna za to odwalił!!!!

  • Gość: [gonzzo] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Bardzo dziękuję za notkę, bo szczerze pisząc nie chciało mi się szukać co to były za nie dające się pogodzić różnice, a teraz wiem :) notka dogłębna, zdjęcia piękne (jak i kobiety na nich przedstawione).
    a wszystkim młodym - niedoświadczonym życzę udanego życia małżeńskiego i braku okazji żeby chodzić na boki (co może też świadczyć nie tylko o Waszej doskonałości moralnej, ale i np. o zasobności portfela).
    PS. widzieliście kiedyś groupie w akcji? bo ja widziałem jak się czaiły po meczu w Paryżu '06 na zawodników (nota bene) SAS. to nie jest tak, że łaskawie dziewczynie pozwolisz się zdobyć. Groupie zrobi wszystko (naprawdę wszystko), żeby się do kogoś zbliżyć. Nie zdążysz powiedzieć 'nie', a ona już będzie naga (i jej koleżanka też), a ty będziesz bez spodni :-) i to nie są dziewczyny z III ligii. To są młode, baaaardzo zgrabne, 'gotowe na wszystko' i wszystko dające - kobiety.
    Oczywiście Pani ex-Barry nie stawiam na tym poziomie.

  • Gość: [gold] *.aerostrada.com.pl

    @gonzo
    głupiś boś dzieciak, najlepsze są milfy, właśnie takie między 30 a 40, są wtedy u szczytu swoich możliwości
    @mrwp
    dzięki za notkę, i to na pewno nie był poziom pudelka czy innego gówna

  • Gość: [gonzzo] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    FYI: moja żona ma 35 lat ;-)
    FYI (2): ja też

    i proszę nie pisz więcej do mnie głupiś boś dzieciak.

  • Gość: [gonzzo] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Panowie MRPW: przydałaby się notka podsumowująca karierę Grega Odena. Jest szansa na najkrótszą notkę w historii.

  • Gość: [Tito_WWA] 212.180.172.*

    A ja panowie MRPW proponuje jakiś konkursik na wytypowanie piątek All-Star. Dzisiaj ruszyło głosowanie i będzie możliwe jeszcze tylko 66 dni :)

  • franc85

    @ gonzzo
    A to byla jakas kariera Grega Odena ,bo chyba ja przegapilem:)

  • Gość: [aldi] 90.156.17.*

    A właśnie miałem pisać, że można by podsumować draft Odena i Duranta - bo było wtedy o nich sporo pisania i spekulacji , że niby Durant to przyszłość a Oden teraźniejszość... cóż...a tu info o tym, że Oden to przeszłość.
    Ciekawe czy ktoś z Portland położy głowę. Mogli mieć Durantulę a mają figę z makiem.
    Sam Bowie Drugi ?

  • Gość: [czarny_eminem] *.toya.net.pl

    soundtrack do dyskusji www.youtube.com/watch?v=_VW_Ij89_s4

  • Gość: [mig] *.mpwik.lublin.pl

    Pani Barry ładna ? Kwestia gustu ... jak dla mnie anoreksja. Eva chyba jeszcze nie. I chyba obie bez tapety wyglądają normalnie.
    No cóż, Tonemu włączył się samiec zdobywca - żona już jest, nie muszę się o nią starać, a testosteron każe zaliczyć następną samicę. I tu dochodzimy do definicji dojrzałości - jeżeli rozum potrafi utrzymać instynkt na wodzy, to chłopiec staje się mężczyzną, zaczyna myśleć głową, a nie główką.
    A więc Parker to jeszcze dzieciak. Ale przecież nie on jeden ...

  • el_horse

    wesbrook vs lowry
    www.youtube.com/watch?v=moqPV6nsDj4&feature=player_embedded

    marcus johnson (w niemczech)
    www.youtube.com/watch?v=mhk7gUpr3zY&feature=player_embedded

  • Gość: [Skrzypson] *.internetdsl.tpnet.pl

    rozwodzi się też Steve Nash - white men can't jump :)

  • Gość: [plinard] *.net144.okay.pl

    2010 Asian Games Quarterfinal
    Uzbekistan Vs Qatar
    91 minuta meczu 0-0
    www.youtube.com/watch?v=fyNdt9yVugk&feature=player_embedded

  • Gość: [gazer] 188.33.184.*

    Plinard, a teraz wroc na glowna strone bloga, przewin w dol mniej wiecej do polowy strony i zastanow se czy nie widzisz czegos znajomego.

  • sagam0re

    hhehhe jak widać buraki pokazują się też po sezonie :D

  • Gość: [maciek] 80.87.36.*

    co do statów. Gdzieś ostatnio czytałem dlaczego Rooney miał sezon życia....bo się zakochał, miał dużo adrenaliny i powodów do imponowania swojej męskości.
    To tłumaczy db sezon Parkera, nie contract year, a nowa dupcia.

  • Gość: [gonzzo] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    i tlumaczy dobra gre (choc przeciez nie legendarna ;-) ) MJ-a ktoremu doliczono sie 6 kochanek na raz...

    i jeszcze co do Grega O. mozna napisac mniej wiecej tak:
    1 (propozycja). RIP kariero zGrega,
    2. kariera Odena dołączyła do przodkow w Valhalli (niekumatym wyjaśniam: Oden-Odyn),
    3. Sam&Greg (prawie) jak Bonnie&Clyde. Najlepsi zawsze koncza kariere mlodo.

    oczywiscie nie ma sensu nic wiecej pisac. sam tytul wystarczy. Co zyskacie? nie napracujecie sie wiele. zamkniecie paszczeki tym co pisza ze nie ma nic o nba. zamkniecie paszczeki tym co pisza ze nowy dzien/ stara notka.


    same korzysci.

  • Gość: [ossa] *.b-ras3.mvw.galway.eircom.net

    Parker to ten sam typ co Ashley Cole z Chelsea. W domu żona z pierwszej dziesiątki FHM, a ci do wyrka z jakimiś, co najwyżej średnimi, dupeczkami wskakują. A kolesie z SAS nic pewnie Tonemu nie powiedzą, zainwestują tylko w monitoring i odbędą poważne rozmowy z żonami. Będzie też na kogo zwalić jak im się noga w PO powinie.

  • mimik000

    Przeczuwałem już coś, jak była jakaś gala EMA czy coś takiego i prowadząca była przedstawiana jako Eva Longoria, a nie Longoria-Parker(takiego nazwiska używała Eva po ślubie).

  • Gość: [tomaaas] 188.33.221.*

    całe szczescie intercyza. może tony do koca życia nie bedzie spłacał evy. np alimenty za obnizony standard zycia evy :-)

  • Gość: [ossa] *.b-ras3.mvw.galway.eircom.net

    Mam zajebisty pomysł.

    A może zrobić specjalny program, może podczas AllStarWeekendi nazwać go ESPN "The Apologies". Tak z godzinkę międzi Skills Challenge, a konkursem wsadów. Prowadzić by mogła Oprah i może ktoś ze środowiska sportowego...o może Barkley:-). Do tego można by wprowadzić konwencję z czymś w rodzaju jury (jak w "mam talent"), w której zasiadali by ludzie znani z doświadczeniem w podobnej materii. O w jury zasiedliby wszyscy z ekipy "Mody na sukces", Ci mają doświadczenia w zdradzaniu co niemiara (wszyscy, wszystkich ze wszystkimi i wszystkim). Taco Bell zrobiło by jakąś okolicznościową reklamę z motywem rodzinnym, no sam miód. Oprah i jej smutne pytania do płaczącego Tonego, rozmowy z przyjaciółkami Evy z planu, jak to bardzo by chciały znowu zobaczyć ją uśmiechniętą o boku Tonego. Można by nawet zrobić videokonferencje z państwen Rooney i państwem Terry (jeżeli wszystko oczywiście wróciłoby do normy). Colleen opowiadała by jaka sielanka u nich panuje po tych wszystkich skandalach, Wayne mówiłby że w tej chwili liczy się dla niego tylko syn, Colleen i Manchester United. I do tego jeszcze stosowna oprawa muzyczna, np.: Bryan Adams i "everything I do, I do For you" live, oczywiście. WOW LBJ pękł by z zadrości, a słynne "I'm back" Jordana, wyglądało by przy tym jak wiejska potańcówka, przy wiedeńskim balu noworocznym. :-))))))

  • Gość 83.2.218.*

    @ ossa
    "w domu żona z pierwszej dziesiątki FHM, a on ze średnimi" - nie wiem, co to jest FHM, ale co ma piernik do wiatraka ? moze sobie być nawet z pierwszej dziesiątki wszechczasów, a jesli jest słaba w łózku, nie ma temperamentu, otwartości i pomysłowości, to jej wartość seksualna jest okładkowo-papierowa i tu już nie chodzi, ze jakaś brzydota może być o niebo bardziej atrakcyjna, ale że atrakcyjniejsza może być nawet lala z sekszopu, a na pewno tańsza.
    poza tym, nawet jeśli w łózku, na stole kuchennym, albo w budce telefonicznej niczego jej nie brak, to ile możne jeść ten sam zestaw obiadowy, no bez jaj, monogamia jest wbrew ludzkiej naturze, zboczeniem nielichym jest.

  • Gość: [czarny_eminem] *.toya.net.pl

    dla tych co jeszcze nie widzieli: prezes lato rozładuje każdą atmosferę www.youtube.com/watch?v=Rtn9bjVMNPg

  • Gość: [ossa] *.b-ras3.mvw.galway.eircom.net


    @Gość: , 83.2.218.21*


    Jezeli kobieta mu nie odpowiadala to po co wogole sie z nia zenil. Z tego co wiem to byli razem ponad rok przed slubem i nie wierze ze z seksem czekali do nocy poslubnej. Jezeli wczesniej bylo ok to co nagle sie pozmienialo? Otoz pozmienialo sie Parkerowi, pomyslal sobie: fajnie jest bzyknac jakas inna samice, a ze okazja sie trafila wiec why not. Ozenil sie z jeda z najpiekniejszych kobiet swiata (z tych znanych), do ktorej przez 5 lat zastrzezen nie mial i nagle sobie zdal sprawe ze jest cieka w lozku? To tak jakby w Bostonie doszli do wniosku, ze trzy ostatnie lata byly bledem, zwolnili Riversa i zatrudnili D'Antoniego bo ofensywa da im tytu. Dla mnie koles, pomimo tego ze jest swietnym koszykarzem, jako facet jest zerem, tak samo jak Cole, Terry, Rooney i kazdy inny, ktory zaczyna szukac bokow. Chwila frajdy spowodowala, ze sporo osob ma teraz niezly zgryz z Barrym i jego dziecmi na czele.

    A co do roznorodnosci jadlospisu: malzenstwo to nie McDonalds, zeby sobie z zestawami kombinowac, albo sie zenisz i jestes wierny, albo sie nie zen i idz sobie nowa suczke upolowac. Proste.

  • Gość 83.2.218.*

    @ ossa

    nie sprowadzaj wszystkiego do seksu :]
    może się z nią ożenił, bo mu odpowiadała przede wszystkim towarzysko, komunikacyjnie i prestiżowo [ oboje zresztą na tym małżeństwie skorzystali ], a z seksem od początku było tak sobie.

    nie wierzę, ze ta tutaj, to pierwsza kochanka, jaką ma/miał w trakcie małżeństwa. 5 lat z jedną kobietą, to tylko pantofle albo impotenci wytrzymują. I to nie ma nic wspólnego z uczuciami, można kochać jakąs kobietę do niemożliwości, ale jednocześnie z upodobaniem 'bzykać inne samice", bo sfera uczuć i sfera seksu są bardzo ściśle oddzielone od siebie, i tylko ludzie próbują siebie nawzajem zaaresztować "bzykasz inną/ego, znaczy się mnie nie kochasz" - pomieszanie z popląteniem :]

    "dla mnie koleś jest zerem" - dlaczego ? byłeś kiedyś w pięcioletnim związku ? poczułeś, jak smakuje [czy raczej : nie smakuje ] seks po tylu latach z tą samą kobietą ? masz takie doświadczenia ? jesli nie masz, to pisz mu na berdyczów. jesli masz, to i tak nie możesz go oceniać, bo to, że tobie nadal taki seks pachnie nie jest żadnym wyznaczkiem moralnej wyższości; poza tym, wczesniej pisałeś, że problem jest taki, że on zdradził miss dla jakiejś-średniej-laski, i tego zrozumiec nie mogłes, więc teraz wprowadzanie we wszystko kwestii odpowiedzialności moralnej ["małżeństwo to nie mc Donalds"] trochę ni w 5 ni w 9 jest :]

    bzdurny przykład z bostonem - rozwód po 5 latach małżeństwa nie oznacza, a przynajmniej - wcale nie musi oznaczac, ze te 5 lat było do d,py, równie dobrze oznaczac może, że 4 lata były świetne, ale w 5 roku tak się posypało i pos,rało, że trzeba to kończyć, póki jeszcze się nie pozabijaliśmy i mamy do siebie ostatnie resztki szacunku, bo skleić się już nic z tego nie da.

    poza tym, jak mu nie pasowało/przestało mu pasować, to miał się do końca życia katować w imię jakiejś nieodpowiedzialnie złożonej przysięgi przed notariuszem ? miał się wykastrować, żeby sprostać jakimś regułom moralnym zaprzeczającym prawom natury ? to juz by o bzika zahaczało :]

    dlatego gra teraz lepiej. bo seks sprawia mu znów przyjemność :]









  • Gość 81.219.71.*

    Zaiste LEGENDARNY wpis.
    Brawo 83!

  • czatula.pl

    Mix pomysłów i klimatów w tym wpisie, ale różnorodność jest podstawą rozwoju. Ah ta Erin. Co my byśmy bez niej zrobili.

  • da_markos

    @ 83...

    nie uwazasz, ze przykladanie reki do rozpadu cudzego malzenstwa to egoizm do granic mozliwosci?? malo oryginalnie to zabrzmi, ale cierpia na tym najbardziej dzieci. Przedkladanie wlasnych przyjemnosci nad cierpienie innego czlowieka nie jest chyba ok.
    tylko nie pisz utartych sloganow, ze kazdy facet to "samiec" bla bla bla. tym sie roznimy od zwierzat, ze gdy bardzo chcemy to potrafimy powstrzymac nasze instynkty.... przynajmniej czesc z nas

  • Gość: [tata wiesia] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Panowie nie ważne czy ładna, czy brzydka, ważne żeby obca była. Pewnie z 90% facetów chodzi na panienki, i dalej kocha szanowne małżonki, to czysta fizjologia. Parker jest frajerem i kretynem, zamiast zapłacić prostytutce, a po robocie podziękować i żegnaj, to ten się władował w romans z żoną kumpla, debil !!!

  • Gość 83.2.218.*

    @ markos
    dzieci najbardziej cierpią, jak się tatuś z mamusią męczą ze sobą, nie odzywaja się do siebie, omijają, okazują sobie jawną obojętność, a jesli już rozmawiają, to się kłócą i rzucają talerzami, a nie daj losie dochodzi do rękoczynów. rozstanie się rodziców, dopóki jeszcze są w stanie zachowywać się wobec siebie z choćby minimalną dozą sympatii i szacunku, jest, w takich okolicznościach, wyjściem najlepszym i świadczy o dojrzałości obu stron.

    a co do "przykładania ręki", to obie strony zdaje się romansowały, nikt nikogo nie upił, nie nafaszerował prochami, nie wziął przemoca, szantażem etc. skoro tak, to nie za bardzo czuję kontekst w jakim pisałeś :)

    'tym się różnimy od zwierząt..." - z pewnością, tylko nikt nie ma prawa nikogo zmuszac do heroizmu. mamy jedno życie i jeden błąd nie może go określać, zwłaszcza błąd odwracalny.

  • j.anthony_fru

    @ 83

    cyt. "sfera uczuć i sfera seksu są bardzo ściśle oddzielone od siebie, i tylko ludzie próbują siebie nawzajem zaaresztować"

    Fajnie ma / będzie mieć w życiu Twoja kobieta.

    K: Kochanie, idę przespać się z Markiem!
    83: Tylko wróć na kolację, Słonko. Ja tu sobie z popiszę na Supergigancie, bo widzę kolejny legendarny komentarz by TheTruth!

    :-)

  • killy

    @j.anthony_fru: Znakomity wpis. Ustrzeliles sedno sprawy.
    Bo kazdy moze sie wymadrzac siedzac za kompem, ale gdy przychodzi do stosowania tego w zyciu - bywa roznie. Dlatego z wpisow 83 (fragmentami celnych, ale w puentach co najmniej odwaznych) wnioskuje, ze albo sa ze swoja partnerka swingersami, albo jest singlem i prawi bajki Ezopa, albo w kwestii "sfera uczuc i sfera seksu bla bla bla" prawi moraly przed kompem, ale nie stosuje ich w realu do prawdziwej kobiety. Bo zakladajac, ze nie ma podwojnych standardow dla siebie i partnerki ("ja moge na panny, ale Ty sprobuj jeszcze raz spojrzec tak na tego kelnera") za tejze partnerki bierna akceptacja, to rzecz wyglada pewnikiem jak Twoim podsumowaniu.
    Bywa i tak :)

  • Gość 83.2.218.*

    hehe :)

    u ciebie będzie inaczej.
    A : kochanie, cała jesteś w skowronkach, co się stało takiego ?
    K : oh, anthony, byłam dzisiaj cały dzień w parku i karmiłam łabędzie, a potem długo spacerowałam w pięknym słońcu i - z tego szczęścia nagłego i niezrozumiałego - kupiłam ci po drodze nowy krawat.
    A : o, jak wspaniale, że tak miło spędziłaś czas, jestem zachwycony !
    K : ja też !
    A : o, jaka z nas wspaniała para !
    K : o jaka !

    quiz dla obserwatorów : czy pani K mówi prawdę, czy ściemnia swojego starego, aż dym z uszu idzie ? :]

    pytanie do pana A : lepiej znać nagą prawdę i umieć z nią żyć, czy nosić poroże jak stąd do Rio i bałamutnie wierzyć, ze moja kobieta jak żona cezara jest ?

    powiedzmy uczciwie, do związków kobieta-mężczyzna, takich prawdziwych - ful uczciwości - nadaje się minimalny procent ludzi, reszta woli być okłamywana albo unosi się oburzeniem z powodu własnych ambicji, zupełnie niezrozumiałych, bo wynikających z infantylizmu, takiego właśnie jak wymaganie od partnera wierności po paru latach pożycia, najczęściej sprzężone z niezadowalającą własną postawę łóżkową, a w gros przypadków także z zaniedbaniem własnej atrakcyjności.

  • Gość 83.2.218.*

    @ killy

    Imo : to, czy takie zachowania praktykuję, czy nie - nie narusza w żadnym stopniu słuszności tego, co piszę.

    poza tym, do tanga zawsze trzeba dwojga - żeby taki model funkcjonował trzeba jeszcze odpowiedniej kobiety, która ma podobną filozofię postępowania.

    bardzo wielu rozwodów można byłoby uniknąć, gdyby ludzie inaczej pojmowali pewne sprawy, gdyby umieli rozgraniczyć uczucia i fizjologię. ale to trudne jest, bo kultura, etyka, moralnośc chrześcijaska przeorała świadomośc społeczną do kości - postawiono tezy, dogmaty i szlus : tak ma być i już i sie nad tym nie zastanawiasz, tylko akceptujesz, przyjmujesz to jako pewnik i oczywistą oczywistość. jesteś po prostu uwiązany za nogę do kręgu kulturowego w jakim zostałeś wychowany. nie jesteś moralny, albo amoralnym jesteś po prostu produktem, który nie ma własnej tożsamości, tylko narzuconą :]

    zgadzam się, nie każdy umie poza nią wyjśc, nawet jesli zrozumie o co chodzi, i nawet słuszność przyzna, to mózg ma już tak wyprany, że nie będzie w stanie zaakceptować tgo w praktyce.

    o dziwo !, prędzej zaakceptuje kłamstwo :]

  • da_markos

    @ 83...

    anthony i killy maja racje - musisz byc swingersem albo singlem.

    "Imo : to, czy takie zachowania praktykuję, czy nie - nie narusza w żadnym stopniu słuszności tego, co piszę. "
    Panie - jak w coś wierzysz to wcielasz to w zycie. koniec kropka. inaczej stajesz sie kolejnym onetowym filozofem, lwem klawiatury.

    @mrpw
    no to panowie uruchomiliscie lawine teologicznych i moralnych wynurzen wszystkich odwiedzajacych tego bloga :) - kto by pomyslal....

  • Gość: [gonzzo] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    wszyscy mogą? to babcia też!

    @83
    1. 'dzieci najbardziej cierpią, jak się tatuś z mamusią męczą ze sobą'

    to zależy kto jakie podręczniki czyta i jakich 'autorytetów' słucha :-) ja tam słyszałem, że najgorzej jak dzieci są pozbawione ojca lub matki (i, o zgrozo, nie słyszałem tego od sutannowego)

    2. 'moralnośc chrześcijaska'

    nie wiem dlaczego wszędzie musisz do tego mieszać chrześcijaństwo. nawet przy założeniu, że wiki nie jest najlepszym źródłem wiedzy można (stamtąd) dowiedzieć się, że drobne figo-fago na boku jest traktowane jako nietaktowne i u żydów, muzułmanów, ale było też u Greków i Rzymian (które to kraje dla europejczyków są, czy też powinny być, źródłem kultury i etyki). Co więcej, niespecjalnie ciepło odnoszą się do zdrady hindusi i buddyści (co prawda głównie w ramach idei, że nie należy przywiązywać się do tego co ziemskie/ podążać za ziemskimi przyjemnościami).
    Jedynie chyba poganie odnoszą się OK do numerków na boku.

    Czy możemy więc przyjąć, że 'zdrada' nie jest pojęciem stricte chrześcijańskim i nie tylko moralność chrześcijańska przeorała świadomość społeczną ludzi? Czyli od następnego razu Francuzika- kogucika możemy pisać o moralności bezprzymiotnikowej?

    @ da_markos, anthony i killy: gdyby był swingersem to by się pochwalił :-))))

  • Gość 83.2.218.*

    @ markos

    swingersi wymieniają się partnerami albo organizują wielokąty, w których razem uczestniczą; do tego, o czym ja piszę, to ma się baaaaardzo z grubsza, o ile w ogóle się ma.

    "jak w coś wierzysz..." - znów odpowiadasz nie odnosząc się do tego, o czym ja pisałem :]
    jesli nie praktykuję własnych teorii, to możesz mnie nazwać hipokrytą, obłudnikiem, tchórzem, ale nadal, na takiej podstawie, nie możesz odebrać moim poglądom ani grama z ich słuszności, o ile bazując na zdrowym rozsądku dojdziesz/my do wniosku, że są one zasadne.

    zauważyłeś, że ja ani słowem nie wspomniałem o tym, że np. ty musisz być pantoflem i rogaczem, który sam siebie okłamuje, że żona/dziewczyna go nie zdradza, chociaż nie zdradza rzadko która i jako ten pantofel ukryty próbuje moje poglądy zdezawuzować ? :) skupiłem się na teorii, wymianie poglądów. byłoby miło, jakbyś ty oraz wy zachował/liście podobny stosunek do mnie, bo póki co wrażenie można odnieść takie, ze raczej was obraża i irytuje, to co ja piszę niż mnie demskuje wasza dociekliwość :)





  • Gość 83.2.218.*

    @ gonzo

    od dorosłych, którzy mieli takie przejścia w dzieciństwie słyszy się częsciej, że najgorsze było właśnie to znoszenie zimnej, albo i gorącej, wojny między rodzicami, jako obserwator niż np spotykanie się co drugi weekend z rodzicem, który odszedł i dostrzeganie, ze matkę i ojca stać jeszcze na uśmiech dla siebie, mimo że na wspólne mieszkanie już nie bardzo.

    my akurat nie żyjemy i nie wychowujemy się w kulturze hinduskiej, ani nie mamy łebskich patentów na moralność w stylu wielożeństwa, o ile sobie dobrze przypominam, a etyka chrześcijańska nie tyle uważa otwartośc seksualną za "nietakt", ile czyni z niej śmiertelny grzech i przewinę, co może kosztować delikwenta zbawienie.

    ty możesz zdradę uczynić grzechem uniwersalnym, bardzo proszę :)

  • j.anthony_fru

    @83

    pytanie do pana A : lepiej znać nagą prawdę i umieć z nią żyć, czy nosić poroże jak stąd do Rio i bałamutnie wierzyć, ze moja kobieta jak żona cezara jest ? ()

    Twoje pytanie z góry zakłada istnienie tylko takiej sytuacji, w której ludzie w związkach się nawzajem zdradzają (nazwijmy rzeczy po imieniu). De facto pytasz o to, czy chciałbym wiedzieć, że moja kobieta ma kogoś na boku, czy też wolę żyć w słodkiej nieświadomości. Sprytna figura retoryczna - jakbym nie odpowiedział, mogę iść tylko w tę stronę :-)

    Odpowiadam - wolę taki związek, w którym ludzie się nawzajem szanują. Także w ten sposób, że świadomie rezygnują z cielesnych uciech na boku na rzecz swojego związku.

    powiedzmy uczciwie, do związków kobieta-mężczyzna, takich prawdziwych - ful uczciwości - nadaje się minimalny procent ludzi ()
    nie zdradza rzadko która

    Na czym opierasz powyższe stwierdzenia? Jakieś wyniki, dane, badania? Czy to Twoja obserwacja?

    jesli nie praktykuję własnych teorii, to możesz mnie nazwać hipokrytą, obłudnikiem, tchórzem, ale nadal, na takiej podstawie, nie możesz odebrać moim poglądom ani grama z ich słuszności, o ile bazując na zdrowym rozsądku dojdziesz/my do wniosku, że są one zasadne.

    Zgadzam się z powyższym w 100%. Na podstawie tej i innych Twoich wypowiedzi obstawiam, że jesteś hipokrytą, obłudnikiem, tchórzem. Nie dezawuując tym samym Twoich poglądów :-)



  • Gość: [gonzzo] 217.116.110.*

    Zebysmy sie dobrze zrozumieli 83, nie mam zamiaru Cie nawracac na jedynie sluszna wiare (;-)), ale... lekcji z chrzescjanstwa nie odrobiles :-) moglbym probowac klarowac to wspierajac sie cytatami, ale generalnie chrzescijanstwo zaklada, ze ludzie zgrzeszyli i potrzebowali pomocy, bo w porownaniu z doskonaloscia Boga nie mieli szans (czyli szans na zbawienie). Stad Jezus jako odkupiciel wszystkich ludzi, ktorzy przez wiare dochodza do zbawienia. Oczywiscie u katolikow wieksza uwage zwraca sie na uczynki (tu moglby pasc stosowny cytat :-) ), a w protestantyzmie tylko na wiare, ale fakt jest jeden: co do zasady za seks pozamalzenski nie grozi z automatu pieklo :-) jesli bylbys bez skazy to nie potrzebowalbys ofiary JCh (oczywiscie zakladajac, ze B istnieje).

  • Gość: [gonzzo] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    a tak w ogole to uwazam ze kartagina powinna zostac zburzona... eeee, to znaczy uwazam ze zamiast pieprzyc kto z kim powinien sie pieprzyc a komu nie wypada, nie wolno, to lepiej wziac sie do roboty :-D mozna z zona lub nie ;-)

  • killy

    @83: Przypinanie latki "moralno-chrzescijanskiej" formy jest w kontekscie moich/naszych slow pojsciem na skroty przez poletko tej dyskusji. Wydaje sie sobie osoba na tyle inteligentna, oczytana i przy okazji wyksztalcona, ze do spokoju egzystencji wystarcza mi moralnosc moja wlasna. Nie musze podpierac sie w tym aspekcie opiniami (ba, doktrynami wrecz) sutanniarzy czy innych grup spolecznych. Po wpisach anthony'ego fru, da_markosa czy gonzza spodziewam sie, ze oni podobniez. Tym samym, retoryka o domniemanym byciu "zakladnikiem formy" bezposredniego otoczenia, kregu kulturowego czy religijnego - jest po prostu wysoce nietrafiona.

    Polemizuje(my) tu z Toba z innego powodu. "Sluszne" to, co mowisz - w znaczeniu szowinistyczno-obiektywnym - moze i jest. Kto by tak nie chcial:) Ale rozbija sie to o sciane absurdu w znaczeniu zyciowym; przesiane przez tak banalne kompromisy, jak chocby zestarzenie sie u czyjegos boku (podobno jest sympatyczniej niz samemu) czy wychowanie potomka swego wspolnie z matka jego miast przerwania tego procesu na tegoz potomka, powiedzmy, 11. urodziny (bo doszedles do wniosku, ze ciazowe rozstepy to slaby wynalazek, a sasiadka, sekeretarka, siostra malzonki, Szwedka czy inna Amerykanka --- okazala sie wieksza lozkowa bestia).

    Totez idealizujesz, 83. Skok w bok za kazdym razem, gdy ma sie ochote - to brzmi fajnie w gadkach w szatni po w-f-ie. Tylko, ze broniac tego stanowiska na powaznie, przypominasz osobe mowiaca o przepisach na zyciowe szczescie, ktora bazujac na tym, co sprawdzily sie w SIMS'ach. Teoretycznie fenomenalna sprawa. I ja odpowiadam na to: "wolę taki związek, w którym ludzie się nawzajem szanują. Także w ten sposób, że świadomie rezygnują z cielesnych uciech na boku na rzecz swojego związku." Oczywiscie, ze to trudne, by utrzymac w ryzach tego, ktorego 2Pac nazywal "thug in my pants". Ale sa w zyciu wartosci, dla ktorych warto, i sa na swiecie kobiety, ktore odplacaja sie tym samym.

    Twoje teorie sa przepisem, ktory przez jakis czas daje zycie fajne i lozkowo urozmaicone. Ale konczy sie zestarzeniem w samotnosci. Fair enough, jak konsekwencje ponosisz na koniec tylko Ty. Gorzej, jak kogos prawdziwie i gleboko zranisz (np. jakas niewiaste), a dzieciaki pewnego dnia moga stracic ochote, by sie do Ciebie odzywac. Bylo o tym pare ksiazek i filmow, moze jak popytasz znajomych, to ktos potwierdzi, ze to nie literacka/filmowa fickja.

    Zupelnie poza tym - mowiac o dzieciakach z rozeszlych duetow, ewidentnie bazujesz na wlasnych widzimisiach. A to chyba nie takie proste, jak starasz sie udowodnic.

  • Gość: [tata wiesia] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Ha ha ha, przeczytałem kolejne wpisy pryszczatych małolatów, to nawet zabawne jak ludzie są naiwni, ha ha ha. Przynajmniej 90% facetów chodzi na boki, i to jest FAKT, nie mnie oceniać czy to dobrze, ale tak jest !!!

    Do j.anthony_fru : Albo jesteś kobietą, i dlatego takie głupoty wypisujesz, albo masz 15 lat i jesteś straszliwie zakochany w koleżance z klasy, i wydaje ci się, że nigdy jej nie okłamiesz. Tymczasem to nie takie proste, zdziwił byś się poważnie jak ludzie potrafią być zakłamani.

    ps. Oczywiście wiem, że są faceci którzy tego nie robią, ale jestem po 30, i wielu takich nie spotkałem (a nie jestem z plebsu).

  • j.anthony_fru

    @Tata Wiesia

    Przynajmniej 90% facetów chodzi na boki, i to jest FAKT, nie mnie oceniać czy to dobrze, ale tak jest !!!

    Jakbyś mógł mnie jeszcze jakoś przekonać i poinformować, na czym opierasz swoje wywody, to byłbym wdzięczny. Bo na razie to tylko Twoje stwierdzenie, żaden fakt (chyba, że "Fakt").

    Do j.anthony_fru : Albo jesteś kobietą, i dlatego takie głupoty wypisujesz, albo masz 15 lat i jesteś straszliwie zakochany w koleżance z klasy, i wydaje ci się, że nigdy jej nie okłamiesz. Tymczasem to nie takie proste, zdziwił byś się poważnie jak ludzie potrafią być zakłamani.

    Kobietą nie jestem, 15 lat też niestety nie mam, a czasem bym chciał :-) Bliżej mi do 30 niż do 15 - to tak żeby rozwiać ew. wątpliwości.

    Nie mówię, że ludzie się nawzajem nie okłamują. To oczywiste, że tak jest. Uważam jedynie, że istnieją związki (wbrew przyjętej przez niektórych tu opinii), w których ludzie starają się razem przetrwać gorsze chwile, bez wskakiwania obcym do łóżek. Takie, w których warto podjąć trud i świadomie odrzucić mnóstwo pokus, które się pojawiają.

    Bo nie oszukujmy się - potencjalnych okazji do tego by się zabawić zdarza się mnóstwo. Sądzę, że sztuką i wielką wartością wtedy jest odmówić sobie chwili zapomnienia na rzecz wspólnej przyszłości z jedną osobą.

    Nie podaję żadnych liczb, procentów i wykresów - bo i ogólnej wiedzy w temacie nie mam żadnej. To co piszę, odzwierciedla tylko i wyłącznie mój punkt widzenia.

    Jeśli uważasz, że wszyscy dookoła się zdradzają, a to co piszę to głupoty, trudno. To już Twój problem - nie mój :-)

    PS. Nigdy nie sądziłem, że wdam się w taką dyskusję w tym miejscu. Wtf, Mrpw? :-)

  • Gość: [mig] *.mpwik.lublin.pl

    Tak Was czytam i nasuwa mi się wniosek:
    Każdy mierzy innego własną miarą ... wszak to złodzieje najczęściej mówią, że wszyscy kradną ...

    Pozdrawiam i życzę udanego tygodnia

  • Gość 83.2.218.*

    @ anthony
    'świadomie rezygnują z uciech cielesnych' - i ty uwazasz, ze taki związek może być szczęśliwy ? to jest idealizm, drogi panie :) spotkałem "parę" osób w takich związkach, po przysłowiowych "5 latach" - seks w nich, jak sami twierdzą, przypomina jakieś kazirodcze praktykanctwo. moze są tacy dla których tak wygląda szczęście... kto wie ;)
    teoria idealnego związku twoja i moja jest inna, ot po prostu.

    "obstawiam, że jesteś hipokrytą" - to z pewnością uczyni moje poglądy mniej zasadnymi :)

    @ gonzo
    a co to ma wspólnego z etyką chrześcijańską, która ma niebagatelny wpływ, albo i decydujący, na nasze postrzeganie tzw wierności małżeńskiej ?

    @ killy
    nie chodzi o "opinie", tylko o to, że od małego wychowujesz się w pewnej kulturze. nasiąkasz nią. jeśli uważasz, ze swoje poglądy z nią zbieżne, przypadkiem hehe, wziąłeś sobie z siebie, to fajnie, ale pozwól, że ci nie uwierzę.

    "znaczenie życiowe" polega na kłamstwie w imię właśnie tych tchórzliwostek, o których wspominasz, tych "szklanek wody na starość". Ewentualnie na rozejściu się. a wszystko dlatego, że wszelkie próby spętania zdrowej natury skończyć muszą się fiaskiem.

    spoko, "ciązowe rozstępy" mogą ci nie przeszkadzac, seks jako obowiązek z którego dawno wyparowała namiętność też nie musi, możesz zagłuszać się troską o potomka. ale badź świadom tego, że kłamiesz. a jesli nie zdradzasz w takich okolicznościach, to nie dlatego, ze jesteś moralny, tylko obowiązkowy. nie zdradzasz nie z powodu miłości, ale z powodu narzuconej sobie dyscypliny. szczerze mówiąc uwłacza to partnerowi/ce bardziej niż jest godne pochwały.

    o to właśnie chodzi, że "skokiem w bok" jest w tym kręgu kulturowym, w chrześcijańskiej etyce, a mnie chodzi o to, że takie rzeczy ludzie w związkach powinni akceptować, a przynajmniej nauczyć się, że dopóki są sobie wierni uczuciowo, dopóty danie upustu potrzebom czysto fizjologicznych, instynktom nie psuje tego, a jest wręcz zabiegiem higienicznym, odpręzającym, służącym ich dalszemu pożyciu - chodzi o rodzielenie sacrum od profanum. jesli chcesz powiedzieć, ze to trudne w realizacji, to ja się zgodzę, bo - jak mówię - etyka jaką tutaj ludziom narzucono potępia takie zachowania.nie jest to dla każdego, a jest dla b.niewielu. ale to oni zyć będą dobrze, a cała reszta będzie się męczyć albo kłamać sobie dzień po dniu, aż wreszcie stracą do siebie całkowocie szacunek, a paranoja podejrzeń ich zniszczy. amen :)

    "kończy się zestarzeniem w samotności' - założenie, że wszyscy są kłamcami i nie ma ani jednej osoby podobnie postrzegającej życie jest nadużyciem. poza tym, to co dla ijednych jest trucizną, dla innych może być ambrozją :)

    możesz twierdzić, że to moje "widzimisia" - proszę bardzo. ja to samo mogę twierdzić o twoich poglądach/opiniach. I pat. I koniec. I klincz. ale to ty taki klincz inicjiujesz, używając podobnych stwierdzeń, a klinczuje zawsze ten, kto jest bliski osunięcia się na liny :)

  • Gość 83.2.218.*

    "wszak to złodzieje najczęsciej mówią, ze wszyscy kradną" @ mig

    :)

    że "wszyscy kradną", to chyba najczęsciej mówią nie złodzieje, jednak, a ci, którym żal d,pę ściska, że inni się obłowili, a im zabrakło sprytu i odwagi :)

  • Gość: [gonzzo] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    jeszcze tylko jedno: nie uwazam osoby ktora nie praktykuje skokow w bok, ale uwaza je za OK za hipokryte.
    tak jak ktos kto uwaza ze obowiazuje zasada vae victis nie musi poderznac gardla przeciwnikowi ;-)

  • Gość: [mig] *.mpwik.lublin.pl

    @ 83

    czy naprawdę nie dopuszczasz myśli, że są ludzie, którzy są szczęśliwi w swoich wieloletnich związkach, którym nie obowiązkowość, ale uczucie do innej osoby dyktuje wierność, którzy wciąż odnajdują we wspólnym seksie radość, którzy ufają swojemu małżonkowi i nie popadają w "paranoję podejrzeń" ?

    Odpowiem Ci - są tacy ludzie, i jest ich wielu. Ty piszesz o ludziach, których połączył konwenans, wpadka, społeczna lub rodzinna presja, pochopna decyzja. Nie przeczę, że są tacy ludzie i po kilku latach orientują się, że są obcy dla siebie, nie chcą być razem. Ale, do diaska, nie generalizuj ! Są też ludzie, których połączyło UCZUCIE, które być może z biegiem lat ewoluuje, ale nie słabnie. Zgadza się, początkowa namiętność słabnie, fizyczność traci na atrakcyjności, ale czy seks powszednieje ? Tylko tym, którzy, co postulujesz, rozdzielają seks od uczucia.
    A właśnie - rozdzielenie sacrum od profanum. Jeżeli niezdradzanie żony w imię obowiązkowości jest dla niej uwłaczające, to jakiej roli chcesz sprowadzić kobietę(y), z którymi chcesz zaspokoić swoją, jak piszesz, potrzebę fizjologiczną podczas skoku w bok ? Czegoś więcej niż, proszę mi wybaczyć, worka na spermę ? I to niby nie jest uwłaczające ?
    Z Twoich wywodów wyziera emocjonalna sierota, która nie zaznała uczucia, lub przeciwnie - została głęboko zraniona, i całemu światu próbuje udowodnić, że ludzie są jak zwierzęta, niezdolni do uczuć wyższych. Tylko instynkt i popędy. Podszyte katolickimi zabobonami
    "najczęsciej mówią nie złodzieje, jednak, a ci, którym żal d,pę ściska, że inni się obłowili, a im zabrakło sprytu i odwagi :) " - i znowu to założenie, że wszyscy chcą kraść ...

  • j.anthony_fru

    @83

    'świadomie rezygnują z uciech cielesnych' - i ty uwazasz, ze taki związek może być szczęśliwy ? to jest idealizm, drogi panie :)

    Uprzejma prośba o uczciwe cytowanie i nie wyrywanie wypowiedzi z kontekstu. Napisałem: 'świadomie rezygnują z uciech cielesnych na boku'.

    "obstawiam, że jesteś hipokrytą" - to z pewnością uczyni moje poglądy mniej zasadnymi :)

    To Twoja opinia, nie moja :-)

    Ja tylko zastanawiam się, z jakiego powodu tak bardzo bronisz swojego stanowiska w tej dyskusji, skoro przyznałeś, że sam się do niego w życiu nie stosujesz. Swoista dychotomia, nieprawdaż? :-)

  • Gość: [tata wiesia] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    @mig


    "są tacy ludzie, i jest ich wielu" buahahahaha, znam wiele par które się bardzo kochają, ale nie znam żadnej, gdzie po kilku latach seks byłby radochą dla obu stron. Zdarzają się wierni faceci, ale są oni PIEKŁEM dla swoich partnerek, wiem o tym doskonale bo moja matka jest ginekologiem, a fotel to konfesjonał. Te biedne kobiety uprawiają seks z partnerami takimi jak TY, udają że jest bosko, ale tak naprawde nie jest im do śmiechu.

    Dodam że nie są to pary z przypadku, jak sugerujesz. Te kobiety robią to właśnie z wielkiej miłości, żeby partner czuł się kochany.

    "czegoś więcej niż, proszę mi wybaczyć, worka na spermę ?" Normalny ty jesteś ? Jarają cie takie teksty ?
    Kochanka godząc się na taki układ, wie że spotykasz się z nią dla seksu, ale nie zapominaj że ona myśli tak samo o tobie.
    Prostytutki mają głęboko w dupie, do czego je tam sobie sprowadzasz, taka praca.

  • Gość: [Filip] 217.149.44.*

    @ tata wiesia

    Mógłbyś to jakoś wytłumaczyć:
    "Zdarzają się wierni faceci, ale są oni PIEKŁEM dla swoich partnerek (...)"

  • Gość: [tata wiesia] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    @Filip

    Chyba jasno było napisane ?

    Czego nie rozumiesz, bo nie bardzo wiem o co ci chodzi.

  • Gość 83.2.218.*

    @ mig
    uczuciem nie nakarmisz zmysłów. po pewnym czasie związek wyprany z namiętności seksualnej ewoluuje w stronę więzi przyjacielskiej, partnerskiej, żeby nie powiedzieć : siostrzano-braterskiej. a ciało ma swoje potrzeby. i co dalej ? nie przeczę, że mogą być tacy, co się w ogole pozbawili seksualności w takich okolicznościach, ale większość nadal ma ochotę i szuka okazji albo je wykorzystuje. gdyby ci ludzie nie byli od małego tłamszeni etyką pod tytułem ; bzyknięcie się na boku niweczy najgłębszą nawet więź duchowo-towarzyską, a rozumieli swoją ludzką fizjologię i szanowali potrzeby, to wiele fajnych związków by przetrwało.

    "UCZUCIE", a seks z innych kompletnie ośrodków pochodzą. to nawet nie trzeba być emocjonalnie superdojrzałym, zeby to zrozumieć i zrozumieć jak sprzeczne potrafią być wobec siebie te dwa porządki, wystarczy być nieułomnym i nie na poziomie przedszkolaka.

    jasne, nie przeczę - niektórzy lubią całe życie jeść kanapkę z salcesonem na śniadanie. tak się przyzwyczaili, ze robią to już mechanicznie i nawet nie zastanawiają się, czy im smakuje. tylko postuluję, by rozdzielić osoby świadome i ciągle zywe, potrzebujące od takich własnie zombie, którzy w imię "szklanki wody na starość", czy "dobra" dzieci czy po prostu zwykłego rutyniarstwa tkwią w tak beznadziejnych okowach - zachodzi podejrzenie, że tak samo jak seks traktują uczucia, a ściślej - ich brak w stosunku do partnera.

    dajżesz spokój z tym 'workiem'... seks może być czymś ciekawszym niż wypuszczeniem z siebie zalegającego płynu. po 5-10 latach małżeństwa trudno u ucztę zmysłów, o eskcytację, o prawdziwą frajdę z seksu. to jest fizjologiczna potrzeba, ale na określonym rusztowaniu zmysłowości ufundowana przecież.
    a bajki z mchu i paproci, że "ja i żona po 5-10-15 latach nadal rzucamy się na siebie jak zwierzaki" opowiadać można na spotkaniach oazowych.

    twoje personalne wycieczki pomijam. normalna reakcja kogoś, kto jest tak niepewny własnych poglądów i zachowań, że musi zdezawuować drugą osobę, żeby je zachować w jednym kawałku.

    @ anthony
    po przysłowiowych "5 latach małżeństwa" uciechy cielesne istnieją TYLKO na boku :]

    chcesz być błyskotliwy na upartego...
    'obstawiam, że jesteś hipokrytą' ? kto to napisał ?
    a moje słowa, ze "możesz mnie sobie za takiego uznawać, jesli jest ci do czegoś potrzebne" były prostą reakcją na twoją kompletnie nie mieszczącą się w granicach racjonalnego dyskursu próbę naznaczenia mnie, bez znajomości kto zacz i skąd wywodzi swoje poglądy, obłudą w celu odebranie moim opiniom sensu i logiki.

    w którym miejscu się zatem do czegoś przyznałem ?

    przetłumaczę ci z polskiego na nasze, prostym językiem, to co pisałem : NAWET gdyby, HIPOTETYCZNIE, przyjąc, że jest tak jak sobie WYMYŚLIŁEŚ i 'nie stosuję się do tego, co piszę", to w żadnym stopniu nie unieważniałoby to racjonalności, sensu i słuszności moich poglądów. kropka

    zanim odpiszesz, z łaski swojej, otwórz słownik albo wklep w gugla słowa "nawet', "hipotetycznie" i termin "wymysliłeś sobie" i sprawdź ich znaczenie. drugi raz tłumaczyć nie będę, ani na twoje dziecinne prowokacje odpowiadać, po prostu je oleję :]

  • j.anthony_fru

    @83
    1. Wstawki typu:

    *chcesz być błyskotliwy na upartego
    *dziecinne prowokacje

    pozwolę sobie skomentować, cytując Ciebie:

    twoje personalne wycieczki pomijam. normalna reakcja kogoś, kto jest tak niepewny własnych poglądów i zachowań, że musi zdezawuować drugą osobę, żeby je zachować w jednym kawałku.

    2. po przysłowiowych "5 latach małżeństwa" uciechy cielesne istnieją TYLKO na boku :]

    To TYLKO Twoja opinia. Ja - i wiele innych osób - posiadam inną. That's all.

    3. 'obstawiam, że jesteś hipokrytą' ? kto to napisał ?

    Ja to napisałem. Zresztą, podtrzymuję swoje zdanie - nadal obstawiam, że jesteś hipokrytą.

    Piszesz o swoich poglądach w sposób bardzo zdecydowany, konsekwentny, nie znoszący sprzeciwu. Widać, że jesteś w 100% przekonany o słuszności swoich racji. Stąd wnioskuję, że i w życiu powinieneś stosować się do zasad, które nam tu przedstawiasz (któż nie chce postępować w życiu tak, jak to uznaje za słuszne i właściwe?). Inaczej z jakiego powodu tak zdecydowanie broniłbyś swojego stanowiska? (to nie pytanie retoryczne).

    Jeśli tak jest i nie masz nic przeciwko temu, żeby np. Twoja partnerka urozmaicała sobie pożycie na boku, przy Twojej akceptacji i pełnym zrozumieniu - no to jestem w błędzie. Oceniłem Cię jako hipokrytę pochopnie, przepraszam.

    Jeśli tak nie jest i nie stosujesz się do swoich zasad, o których nam piszesz, że są bez grama wątpliwości słuszne - no to jesteś hipokrytą, powiedzmy to sobie szczerze.

    Pisałeś, że stosowanie tych zasad w życiu nijak ma się do ich słuszności - z tym się zgadzam, bez dwóch zdań (powtarzam to zresztą). Nie o to mi zresztą w powyższym chodzi.

    Tak na dobrą sprawę nurtuje mnie jedno - czy bronisz swoich poglądów, bo żyjesz zgodnie z nimi, czy uprawiasz tu retoryczną sztukę dla sztuki, prywatnie zaś prezentujesz postawę, którą tu jednoznacznie negatywnie oceniłeś?



  • Gość 83.2.218.*

    @ anthony
    możesz sobie pozwolic, tylko konteksty ci się pomerdały...
    ja to drugie pisałem jako odpowiedź na ww personalne wycieczki, a to pierwsze - do ciebie, o tym, ze próbujesz mi wmawiać/sugerować coś czego nie powiedziałem.

    aha, więc kiedy ja coś pisze, to jest to "TYLKO moja opinia", a kiedy ty piszesz, to za tobą stoi "wiele innych osób". uważasz, ze możesz pisać tak nieschludnie i nielogicznie, a ja tego nie wyłapię i ci nie wytknę ?

    Możesz sobie o mnie sądzić, co chcesz. są to tylko twoje domysły i jako takie nie mają żadnej wartości dowodowej. służa ci wyłącznie po to,żeby za ich pomocą próbować podwyższać wartość własnego zdania i zmniejszać wartość zdania mojego.

    ciekawi mnie : po co wprowadzasz wątek mojego HIPOTETYCZNEGO zastosowywania się do tego, co piszę, albo niestosowania się ?

    czy moje prowadzenie się, moja zgodnośc teorii z praktyką jest przedmiotem rozmowy ? Nie.

    dlaczego zamieniasz ogólny wątek w grzebanie, jakkolwiek czysto hipotetyczne i oparte na twoim widzimisię, w mojej prywatności ?
    czemu to ma służyć w odniesieniu do zasadniczego wątku ?

    czy moje bycie albo nie-bycie obłudnikiem zmienia merytoryczne znaczenie samych poglądów jakie głoszę ? bzdura - nie zmienia niczego, najwyżej może mnie osobiście uwiarygodnić albo przeciwnie. ale o zasadności poglądów nie rozstrzyga. czy trzeba osobiście wyrwać komuś paznokcie, żeby uznać,że torturowanie terrorystów w celu ocalenia życia niewinnych ludzi jest zasadne ? do tego sprowadzasz całą rzecz.

    "pisałeś, że stosowanie tych zasad w zyciu nijak ma się do ich słuszności" - owszem, moga być najsłuszniejsze na świecie, ale nie musi ich stosować akurat ten kto je głosi i to nie zmieni ich słuszności.
    jak z koszykówką : można znać tysiąc nowych moves, ale nie być dość sprawnym atletycznie, zeby je móc samemu wykonywać, ale móc je propagować i uczyć ich innych, którzy dzięki odpowiedniej sprawności i motoryce będą potrafili z nich zrobić użytek.
    mam nadzieję, ze teraz rzecz się wyjasniła.

    niech cię to nurtuje dalej - mnie jakoś wcale nie ciekawi, czy ty jesteś hipokrytą, choć miałbym takie same prawo podejrzewać ciebie o obłudę, jak ty mnie. ale mnie by to cokolwiek obrażało, gdybym stosował takie chwyty i zastanawiał się poważnie nad czymś czego i tak dociec nie zdołam, a poza tym - co mnie zero interesuje, w sytuacji, gdy rozmowa dotyczy nie czyjejś prywatności, a ogólnych zasad. jak ktoś mówi, że zbiórka w koszykówce jest wazniejsza od asysty, to mnie nie obchodzi, czy on tak pisze, bo kiepsko podaje i ma nędzną court vision, interesuje mnie sama teza. motywacje piszącego są bez znaczenia.








  • j.anthony_fru

    @83

    ciekawi mnie : po co wprowadzasz wątek mojego HIPOTETYCZNEGO zastosowywania się do tego, co piszę, albo niestosowania się ?

    Ponownie odpowiem, cytując Ciebie:

    czy moje bycie albo nie-bycie obłudnikiem zmienia merytoryczne znaczenie samych poglądów jakie głoszę ? bzdura - nie zmienia niczego, najwyżej może mnie osobiście uwiarygodnić albo przeciwnie.

    Mi właśnie o tę wiarygodność chodzi. Z powodów, o których już pisałem - prezentujesz swoje poglądy w sposób tak zdecydowany i momentami radykalny (w zestawieniu z ogólnie przyjętymi normami), że normalnie, po ludzku, zastanawia mnie, czy sam stosujesz się do tego, o czym piszesz.

    Merytorycznie wartość samych argumentów przez to się nie zmienia - racja (inną rzeczą jest, że z większością się nie zgadzam).

    Przy najwyższej jednak klasy argumentach merytorycznych dyskusja - w mojej ocenie - nie ma sensu, jeśli dyskutant publicznie dyskredytuje / krytykuje pewne postawy, poglądy, zachowania, które w rzeczywistości wyznaje i praktykuje.

  • j.anthony_fru

    @83

    ciekawi mnie : po co wprowadzasz wątek mojego HIPOTETYCZNEGO zastosowywania się do tego, co piszę, albo niestosowania się ?

    Ponownie odpowiem, cytując Ciebie:

    czy moje bycie albo nie-bycie obłudnikiem zmienia merytoryczne znaczenie samych poglądów jakie głoszę ? bzdura - nie zmienia niczego, najwyżej może mnie osobiście uwiarygodnić albo przeciwnie.

    Mi właśnie o tę wiarygodność chodzi. Z powodów, o których już pisałem - prezentujesz swoje poglądy w sposób tak zdecydowany i momentami radykalny (w zestawieniu z ogólnie przyjętymi normami), że normalnie, po ludzku, zastanawia mnie, czy sam stosujesz się do tego, o czym piszesz.
    Merytorycznie wartość samych argumentów przez to się nie zmienia - racja (inną rzeczą jest, że z większością się nie zgadzam).
    Przy najwyższej jednak klasy argumentach merytorycznych dyskusja - w mojej ocenie - nie ma sensu, jeśli dyskutant publicznie dyskredytuje / krytykuje pewne postawy, poglądy, zachowania, które w rzeczywistości wyznaje i praktykuje.

  • Gość 83.2.218.*

    tyle ględzenia po to, żebyś się nagle zgodził, że w ważkości argumentacji nie sposób obniżyć za pomocą prób dyskredytowania dyskutanta... uff :)

    a jesli piszesz o wiarygodności, to się nie zgadzam z tym, co sądzisz.
    mnie jakoś nie przeszkadza, ani nawet specjalnie nie interesuje, twoja praktyka, nie dociekam, czy jesteś obłudnikiem - powtórzę : nie dostrzegam w jakim punkcie miałoby to zmienić logikę, czy też brak logiki, twoich wywodów, twojej argumentacji.

    2 rzecz, jak dociec prawdy o drugim człowieku ? chodzić za nim 24 na dobę i śledzić jego ruchy ? prześwietlić całą jego przeszłość dzień po dniu, tydzień po tygodniu ? przecież to niepoważne. a bez tego nie sposób perfekcyjnie, ani nawet w przybliżeniu, ocenić stopnia zgodności praktyki z głoszonymi poglądami. wszystko bowiem z czegoś wynika, w wyniku czegoś powstaje - jest czegoś następstwem.

    jak ustalić tzw "wiarygodność osobistą" w inny sposób

    poprzez prymitywną deklarację ? podnieśc dwa paluszki i wyrecytować "ja, niżej podpisany, oświadczam, ze praktykuję to, co głoszę" ? i jaka będzie wiarygodnośc takiego oświadczenia ? jak to sprawdzisz ? weźmiesz na wiarę ? bądźmy przez moment powazni...

    a ty co robisz ?

    wykorzystujesz, że ja własnie nie zamierzam się "uwiarygodniać" w tak kompletnie idiotyczny i nie prowadzący do żadnego uwiarygodnienia sposób i nazywasz mnie "obłudnikiem" - ofk, w sugestii, ze tobie "na takiego wyglądam". dobre sobie :)

    jakbym podniósł dwa paluszki i z przejęciem napisał "tak, praktykuję to, co głoszę", to byś mi tak, pstryk ! - uwierzył ? byłbym "wiarygodny osobiście" ? czy raczej byś napisał, że "jakoś ci nie ufam" ?

    więc skoro nie sposób ustalić w przekonujący, czyli - weryfikowalny, sposób tzw. osobistej wiarygodności, to po co wprowadzasz tę kategorię do merytorycznej rozmowy ?

    możesz na to pytanie, w świetle powyższych moich wywodów o niemożności ustalenia takowej, odpowiedzieć ? jaki to ma sens, jaką wartość ?

Dodaj komentarz

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci