Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

Z archiwów "Fruwając pod koszem"

mrpw

Kiedyś obiecaliśmy, że co jakiś czas bedziemy wklejać na blogaska swoje stare teksty z cyklu Fruwając pod koszem. Obiecanki, cacanki, zapału starczyło nam na wklejenie jednego tekstu - tego premierowego.

Ale że co się odwlecze, to nie uciecze, notka o Ronie Arteście jest dobrym pretekstem, żeby nowy cykl grzebania w archiwach rozpocząć. Dawno, dawno temu, napisaliśmy felieton o Arteście. Konkretnie ponad 7 lat temu, 3 lutego 2003.

Od tego czasu wiele się wydarzyło (rok później Artest zagrał w Meczu Gwiazd i został wybrany najlepszym obrońcą, a na początku kolejnego sezonu wziął udział w jednej z najsłynniejszych bijatyk w historii NBA), ale tekst trochę aktualności zachował. Zwróćcie uwagę na trochę  jeszcze wówczas niepozornego (choć oczekiwania już były wielkie), osiemnastoletniego bohatera rubryki Bohater tygodnia.

Gniewny człowiek

MICHAŁ RUTKOWSKI, PAWEŁ WUJEC

Straszne chuligaństwo zapanowało w NBA ostatnimi czasy. Rasheed Wallace z Portland pauzował siedem meczów za awanturę z sędzią. Taką samą karę dostał trener Utah Jerry Sloan za popchnięcie arbitra. Trener Indiany Isiah Thomas został zawieszony na dwa mecze za udział w bójce w meczu z Toronto. Na największego łobuza w lidze wyrasta jednak obrońca Indiana Pacers Ron Artest.

Artest to jeden z tych graczy, których najbardziej szanują nie kibice, ale rywale i trenerzy. Do NBA trafił w 1999 roku. Dwa i pół roku spędził bez rozgłosu w Chicago Bulls, w połowie zeszłego sezonu przeszedł do Pacers. Już wtedy miał opinię świetnego obrońcy, ale dopiero w Indianapolis jego talent do uprzykrzania życia boiskowym przeciwnikom ujawnił się w pełnej krasie.

Artest stał się niespodziewanie najlepszym (obok Jermaine'a O'Neala) graczem najlepszej drużyny Konferencji Wschodniej. W całej NBA nie ma chyba zawodnika grającego z większą pasją. Jego specjalnością jest wyłączanie z gry najlepszego strzelca rywali. I czyni to na tyle dobrze, że na dziennikarskiej giełdzie jest faworytem do zdobycia tytułu najlepiej broniącego gracza NBA (Defensive Player of the Year).

Granica między pasją, ambicją i zaangażowaniem a wariackimi zachowaniami jest jednak w przypadku Rona Artesta bardzo nieostra. Nasz bohater nie umie panować nad swoimi nerwami. Jest liderem NBA pod względem liczby brutalnych przewinień (flagrant fouls), a coraz częściej zdarzają mu się szalone ataki furii.

Kilka tygodni temu, po przegranym meczu z New York Knicks, wyrwał filmującemu go kamerzyście wartą 100 tys. dol. kamerę cyfrową i rozbił na kawałki, rzucając nią z całej siły o podłogę. Ostatni incydent miał miejsce podczas meczu w Miami. Artest wepchnął w trybuny Carona Butlera (skończyło się kontuzją), prowokował nieprzyjaznymi gestami rezerwowych Heat, napyskował trenerowi Patowi Rileyowi, a po celnych rzutach wolnych pod koniec meczu pogroził rozjuszonym kibicom klubu z Florydy i zaprezentował im środkowy palec lewej dłoni. Władze NBA ukarały Artesta odsunięciem od najbliższych czterech meczów Indiany.

Część dziennikarzy twierdzi, że współodpowiedzialnym za ekscesy Artesta jest trener Thomas, który kształtuje drużynę Indiany na podobieństwo "Bad Boys" z Detroit (zespołu, który w 1989 i 1990 roku dwukrotnie sięgnął po tytuł mistrzowski NBA, a jego kluczowym graczem był... Thomas). "Złymi chłopcami" w Detroit byli Bill Laimbeer i Dennis Rodman. W Indiana Pacers do tej roli najlepiej nadaje się szalony Artest, więc trener Thomas - zamiast uspokajać i edukować - zachęca go do agresywnych zachowań.

Wydaje się jednak, że te zarzuty nie mają wiele wspólnego z prawdą. Artest, syn boksera, od małego sprawiał problemy wychowawcze. Wychowywał się z siedmiorgiem rodzeństwa w biednej rodzinie na przedmieściach Nowego Jorku. Rodzice ciągle się kłócili, ojcu zdarzało się bić matkę. Maluch nauczył się rozwiązywać swoje konflikty w podobny sposób. Kiedyś na stołówce, kiedy jego kolega chciał wepchnąć się do kolejki, Artest złapał go za szyję i zaczął dusić.

Kiedy Ron miał osiem lat, rodzice zaprowadzili go do psychologa, żeby ten znalazł jakiś inny sposób na rozładowywanie gniewu przyszłego gracza Indiany. Po kilku wizytach i długich rozmowach pan doktor znalazł panaceum: koszykówka. I tak mały Artest zaczął wyładowywać swoją złość na parkiecie.

Dla Artesta nie ma mniej ważnych meczów. Latem 2001 Michael Jordan, przygotowując kolejny powrót do NBA, rozgrywał serię meczów sparingowych. I, jak to ma w zwyczaju, nieustannie obrażał broniących go zawodników. Raz trafiło na Artesta, któremu Jordan wytknął fatalną sytuację finansową (Ron był wówczas prawie bankrutem). W następnej akcji Artest brutalnie odepchnął Jordana, łamiąc mu żebra. Niewiele brakowało, a z powrotu Michaela do koszykówki nic by nie wyszło.

Co ciekawe, od tamtego czasu Jordan jest jednym z największych fanów Artesta.

Kronika towarzyska

Tracy'emu McGrady'emu urodziła się córeczka. W związku z tym lider Orlando opuścił jeden mecz. Trener Doc Rivers pochwalił się, że on umiał lepiej od McGrady'ego godzić boiskowe obowiązki z życiem prywatnym - cała czwórka jego dzieci urodziła się latem.

Nieśmiertelny

Michael Jordan jeszcze nie pożegnał się oficjalnie z NBA po raz trzeci, a media już piszą scenariusze czwartej części sagi MJ. Michael miałby rzekomo wziąć sobie rok wolnego, po czym przeszedłby z Waszyngtonu do nowo powstającego klubu w Charlotte (Północna Karolina - to tam na uniwersytecie Jordan rozpoczynał swoją wielką karierę). Jordan zaprzecza, ale kto by mu tam wierzył?

Zwłaszcza że na boisku czterdziestoletni Jordan radzi sobie wcale nie najgorzej. W sobotę zagrał najlepiej w tym sezonie - w meczu przeciw New Orleans Hornets zdobył 45 punktów (skuteczność z gry - 55 proc.). Wizards wygrali, mimo że w ich składzie zabrakło kontuzjowanych Jerry'ego Stackhouse'a i Larry'ego Hughesa.

Bohater tygodnia

LeBron James, 18-letni uczeń liceum w Akron w stanie Ohio, to pewny numer 1 w najbliższym drafcie do NBA. Zdaniem niektórych ekspertów to największy talent koszykarski od czasów Michaela Jordana. James już jest bardzo sławny, więc kiedy pojawił się w sklepie z odzieżą sportową, właściciel dał mu w prezencie dwie koszule warte - bagatela - 850 dolarów. Wdzięczny LeBron pozwolił się obfotografować.

Niestety, przyjmowanie drogich prezentów przez uczniów jest w amatorskiej lidze szkolnej niedozwolone, więc LeBron został zdyskwalifikowany i w barwach swojej szkoły już nie zagra. Swoją drogą to zabawne - komisja nie znalazła niczego niestosownego w tym, że LeBron jeździ kupionym na kredyt, wartym 75 tys. dolarów hummerem, ale ukarała go za dwie koszulki.

Niezłe numery

Detroit Pistons - Boston Celtics 118:66. Celtowie przegrali (na własnym boisku) 52 punktami i była to ich największa klęska w historii. Gdyby nie dramatyczny finisz, różnica byłaby jeszcze większa - w pewnym momencie Detroit prowadziło już 60 punktami.

Złota myśl

Ron Artest o swoim ewentualnym udziale w meczu gwiazd: "Niech lepiej mnie nie wybierają. Nie zdobędę wielu punktów, ale i tak łatwo zdominuję ten mecz. Będę bronił, i to ostro. Będę faulował. Będę brutalny. Wszyscy będą w szoku: co on wyprawia?".

Komentarze (16)

Dodaj komentarz
  • Gość: [jamro] *.as.kn.pl

    Czy gdzieś Wasze archiwalne teksty są dostępne? Bardzo chętnie bym poprzeglądał, bo to była doskonała robota Panowie :)

  • mrpw

    jamro: tylko w płatnym archiwum na WYborcza.pl ale raz na jakiś czas je promocyjnie otwierają - może na urodziny Gazety to zrobią? :-)

  • Gość: [ormo] 82.160.111.*

    A mam taka prosbe... Czy z archiwym Fruwajac pod koszem moglibyscie zamiscic teks to parze Shaq/Kobe?:)

  • Gość: [zaqwsx] *.adsl.inetia.pl

    @jamro, przy odrobinie samozaparcia stare fruwając można znaleźć też chyba na archive.org (z tego co pamiętam głównie z lat 2002, 2001, dawno tam nie zaglądałem może już nie ma)

  • andrzej_kotarski

    Fajny komentarz szczegolnie przepowiadajacy przybycie Krola Jamesa.

  • mrpw

    ormo: ale ktory? takich tekstów bylo chyba kilkanaście ;-)

  • Gość: [ormo] 82.160.111.*

    Chodzi mi o teksty z czasow, gdy tak powiem "zyli w zgodzie":) Wiem, ze bylo ich kilka wiec prosze o wybranie najlepszego:)

  • Gość *.chello.pl

    smiesznie się to czyta z perspektywy czasu - dzis Celtowie są mocni, LeBrown gwiazdą, a Atrest.. Artest taki sam. ;)

  • Gość: [pbos] *.adsl.inetia.pl

    Faktycznie, z perspektywy świetnie było to odświeżyć. A oto mój komentarz do zakończonego właśnie meczu:

    "Czegoś takiego dawno nie wiedziałem! 3 gości 20+ pkt. i postawa w defensywnie, która wystarczyłaby na pokonanie 90% ligi dzisiaj. Cały mecz w zasadzie szło kosz za kosz, małe przewagi w obie strony. Ale to, co dziś wyrabiał Mr. History to czary jakieś. Maszynka do zdobywania punktów. Pieprzona maszynka do punktów, bez kitu. Wszystko trafiał, w Q2 i Q4 z 7 akcji pod rząd, nie ważne kto krył. Mecz jednak bardzo pomógł wygrać Moon, to on odwalił większość roboty na boisku. Ci, którzy mówili, że Bullsi są za słabi by wygrać tę serię są głupcami. Bullsi nie są za słabi, to Cavs są tak mocni. Po tym co wiedziałem naprawdę nie wiem czy ktoś ich powstrzyma. Dwóm graczom wyszedł mecz, po drugiej stronie 6-ściu zagrało bardzo dobrze. ale w tym wypadku 2 jest większe niż 6. I 2 większe niż zero."

  • Gość: [El..y] 195.116.91.*

    A Utah wyrównało mając na centrze totalną dziurę. Williams niewiarygodnie kreował grę I nawet bronili jak nie Jazz . Do tego w 3 kwarcie zaczął rzucać Korver a że końcówkę Deron miał kapitalną no to wygrali mecz. Choć już na początku 4 kwarty wyglądali jak stare JAzz zagubione wypuszczające z rąk wygrany mecz ale jednak w tym roku Deron dojrzał zaczyna grać jak lider i w tej chwili chyba ma najlepsze panowanie nad piłką
    AK 47 ma wrócić na mecze w Utah. Więc może Utah wcale nie stoi na przegranej pozycji w tej rywalizacji

  • Gość: [saian] 83.238.13.*

    Heh, teraz porażka Celtów różnicą 52 punktów jest niewyobrażalna :-)

  • Gość: [sagamore] *.cplus.com.pl

    taaa teraz to Detroit to chłopcy do bicia heheh..i love this game:]

  • Gość: [maciek] 80.87.36.*

    @Ely

    nawet Boozer nie stał w obronie jak kołek. Fesenko grał lepiej przeciwko Nene niż Okur. Sędziowanie tylko było troszkę przesadzone w obie strony, bardzo skrupulatne.

    Kiedyś Chicago wygrywało mecze, bo miel Wiadomo Kogo. Teraz kibice tego zespołu muszą oglądać jak niszczy ich Nowy Wiadomo Kto.
    Choć musze przyznać, że różnica w skuteczności ogromna - Cavs 56% i Bulls 44% a i tak zdecydowała ostatnia kwarta i popisy LBJ. Może 1 mecz wygrają u siebie.

  • Gość 195.116.63.*

    jeśli chodzi o archiwalne teksty "Fruwając pod koszem" to bardzo chętnie przeczytałbym jeszcze raz o Jeffie Hornacek'u z Utah Jazz, to jeden z moich ulubionych a nigdzie nie umiem go znaleźć, więc jakby pojawił się na Supergigancie to Panowie byłbym bardzo wdzięczny

  • mrpw

    195: dobry pomysł, przypomnij proszę nam 3 maja, uczcimy w ten sposób 47. urodziny Jeffa :-)

  • pepis21

    Była kiedyś propozycja aby robić cd z wszystkimi tekstami "Fruwając pod Koszem" i to wcale głupi pomysł nie jest a ucieszył by chyba wszystkich fanów FpK :)

Dodaj komentarz

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci