Menu

Supergigant

Założony w 2006. NBA, piłka nożna i inne błyskotliwe obserwacje sportowe. Obecnie aktualizowany od wielkiego dzwonu.

NBA: Finał naszych marzeń

mrpw

Nasz guru, Bill Simmons z ESPN, lubuje się w publikowaniu swoich artykułów sprzed lat. Z pewnością to prostsze niż pisanie nowych tekstów.

Ktoś na forum wspomniał pewien nasz felieton sprzed 5 lat, ktoś inny poprosił o całe archiwum. Wzmiankowanego tekstu nie możemy po prostu zalinkować bo spoczywa głęboko w archiwum.

A zatem go wklejamy. W końcu teraz też finały za pasem, więc jest na czasie. Bardzośmy ten tekst lubili jak go pisaliśmy.

Felieton powstał w 2001 roku, przed finałami Lakers - Sixers.

Finał naszych marzeń Zacięta walka pomiędzy Milwaukee Bucks i Philadelphią 76ers nie ma większego znaczenia - zwycięzca i tak przegra w finale z Los Angeles Lakers. Zajmijmy się więc pojedynkiem, który byłby na pewno dużo ciekawszy.

Wyobraźmy sobie, że naprzeciwko Lakers z 2001 roku stają Chicago Bulls z 1996 roku. Rekordowy bilans w historii (72-10), Jordan rok po powrocie do NBA we wspaniałej formie, przez play off idą jak burza. Ale czy poradzą sobie z dominującymi w play off 2001 Lakersami? Pewne jest, że to finał finałów. Dziś nasza relacja z tej konfrontacji. Zacznijmy od analizy, pozycja po pozycji.
Rozgrywający: Ron Harper (2001) vs. Ron Harper (1996). Co prawda Harper '01 jest kontuzjowany, ale w finałach zaciska zęby i wychodzi w pierwszej piątce. "Nikt nie zna Rona Harpera lepiej niż ja" - mówi. Obaj Harperowie grają podobnie, ale za Harperem '96 przemawia młodość. Przewaga: Bulls.

Rzucający obrońca: Kobe Bryant vs. Michael Jordan. Kobe to młodość, dynamizm i zadarty nos, ale też doskonała gra w obronie, odwaga w decydujących momentach, pewność siebie cechująca wielkich graczy. Jordan ma wszystkie umiejętności Kobe wzbogacone o doświadczenie, spokój, boiskowy spryt. Może nie jest już tak szybki i skoczny, ale jest mądrzejszy. Przewaga: Bulls.

Niski skrzydłowy: Rick Fox vs. Scottie Pippen. Nie ma porównania. Pippen '96 potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność za losy meczu, potrafi być liderem. Fox to boiskowy rzemieślnik. Przewaga: Bulls.

Silny skrzydłowy: Horace Grant vs. Dennis Rodman. Rodman lepiej broni. Grant groźniejszy w ataku, ma dobry rzut z wyskoku. Rodman jest mocniejszy psychicznie. Będzie próbował prowokować Granta. Równowaga.

Center: Shaquille O'Neal vs. Luc Longley. Bez komentarza. Przewaga: Lakers. Wszystko, co LA traci na pozostałych pozycjach, odzyskuje tutaj.

Ławka: Derek Fisher, Brian Shaw, Robert Horry vs. Toni Kukoc, Jud Buechler, Steve Kerr, Bill Wennington. Trójka z LA to coś więcej niż rzemieślnicy. Fisher - świetny obrońca, dobry rozgrywający, a od dwóch miesięcy również objawienie strzeleckie. Shaw potrafi odwrócić losy meczu, trafiając seryjnie za 3 pkt. Horry'emu zdarzają się spotkania wybitne, kiedy rzuca trójkę za trójką, zbiera, podaje, broni. W Bulls najlepszym zmiennikiem jest Kukoc, ale często w meczach zupełnie znika. Skutecznym strzelcem jest Kerr, ale nic ponadto. Przewaga: Lakers.

Trener: Phil Jackson (2001) vs. Phil Jackson (1996). Jax '01 zna wszystkie sztuczki Jaxa '96. Za młodszym Jacksonem przemawia fakt, że nie jest jeszcze tak zmanierowany i zepsuty przez zdobycie siedmiu tytułów. Równowaga.

Mecz 1. Lepszy bilans w sezonie zasadniczym mieli Bulls, i to oni grają z przewagą własnego boiska. Jednak pierwszy mecz w Chicago upływa pod znakiem przewagi Lakers - w United Center wygrywają 110:101. Shaq (47 pkt., 24 zbiórki, 8 bloków) miażdży Longleya, Kobe (32 pkt.) dzielnie go wspomaga, a Jordan ma akurat słabszy dzień (22 pkt.). Bulls - Lakers 0:1.

Mecz 2. Shaq znowu rzuca swoje 44 pkt., ale trener Jackson '96 zmienia ustawienie w obronie i Bryanta kryje Pippen, praktycznie wyłączając go z gry. Kobe trafia tylko dwukrotnie na 34 próby. Rodman opowiada wrażliwemu Grantowi, co sądzi o jego rodzinie, doprowadzając skrzydłowego z LA do płaczu, a potem do szału. Sędziowie wyrzucają Granta z boiska, a Rodman króluje pod tablicami, zbierając 29 piłek. Rozluźniony Jordan, który nie musi kryć Kobe, szaleje, rzuca o oczko więcej od Shaqa. Byki wygrywają 112:99 i jest remis 1:1.

Mecz 3. Jackson '01, zirytowany wybrykami Rodmana, montuje dla swych zawodników specjalną kasetę wideo, w której miksuje ujęcia Rodmana z kadrami z filmów pornograficznych, a trenera Jacksona '96 - z urywkami dokumentów o indiańskich szamanach... Przekaz jest prosty: przegrywacie z takimi wariatami, zboczeńcami, ćpunami? Lakersi, podbudowani też powrotem do własnej hali, zaczynają fantastycznie, prowadząc po pierwszej kwarcie 34:17. Bryant trafia dosłownie z każdej pozycji. Jordan budzi się w drugiej kwarcie, w której zdobywa z rzędu 16 pkt. dla Byków. W ostatnich minutach mecz jest nadzwyczaj zacięty - dochodzi do dogrywki, potem drugiej, trzeciej... Pojedynek strzelecki wygrywa Kobe - zdobywa 66 pkt. Za mało. Zwłaszcza że przy rzucie równo z syreną kończącą trzecią dogrywkę zostaje zablokowany przez Rodmana. Jordan zdobywa 48 pkt., w tym dwa zwycięskie. 138:136 dla Byków, które odzyskują przewagę własnego boiska. Po meczu Jordan pytany o wyczyn Kobe mówi: "Do hali Staples Center zstąpił dzisiaj Bóg, przebrany za Kobe Bryanta".

Mecz 4. To już być albo nie być dla Lakers. Shaq dominuje jak nigdy w historii. Na nic zdają się wysiłki Longleya, Wenningtona i Rodmana. Już w połowie trzeciej kwarty O'Neal ma 29 pkt., 16 zbiórek, 12 bloków i 5 asyst. Słabiutki występ Jordana, którego znakomicie kryje Bryant - tylko 9 pkt. W czwartej kwarcie gwiazdy LA mogą już odpocząć, bo Lakers miażdżą przeciwnika 132:71.

Mecz 5. Byki są rozbite po fatalnym poprzednim meczu. Pippen nie istnieje, Rodman wyrzucony z boiska za kłótnie z sędziami. Znakomity mecz rozgrywa Fisher (22 pkt., 12 asyst, 0 strat). Odnalazł się Jordan (44 pkt.) i wynik meczu prawie do końca pozostaje niewiadomą. Jednak prawdziwym bohaterem jest Shaq. Wysiłki trenera od rzutów wolnych zostały nagrodzone - często faulowany O'Neal trafia wszystkie 18 osobistych (!!!). W tym te dwa najważniejsze - na cztery sekundy przed końcem. Odpowiedź Jordana niecelna. Lakersi wygrywają 99:96. Rywalizacja przenosi się do Chicago przy prowadzeniu LA 3:2.

Mecz 6. Pokerowa zagrywka Jacksona '01. Jordan jest podwajany przy każdym kontakcie z piłką. Pippena kryje wyższy od niego Horry, który zastąpił w pierwszej piątce Foxa. Gwiazdy Byków pudłują niemiłosiernie. Po trzeciej kwarcie wydaje się, że jest już po wszystkim. Lakers prowadzą różnicą 14 pkt. Trener Jackson '96 sadza na ławce Jordana i Pippena, wprowadza rezerwowych. A ci grają fantastycznie. Buechler czterokrotnie z rzędu trafia za 3 pkt. Z dystansu trafiają też Kerr i Kukoc. Kiedy gracze z pierwszej piątki wracają na boisko, różnica wynosi już tylko 4 pkt. Na minutę przed końcem jest remis i piłkę mają Byki. Jordan pudłuje, piłkę zbiera Rodman i jest faulowany. Trafia dwa osobiste i Chicago prowadzi. Odpowiedź Lakers niecelna, znów zbiórka Rodmana, faul - i celne osobiste... Bulls wygrywają ostatnią kwartę 35:18 i cały mecz 101:98.

Mecz 7. Prowadzenie zmienia się 48 razy. Obaj trenerzy - Jax '96 i Jax '01 zostają wyrzuceni z boiska za kłótnie z sędziami. W czwartej kwarcie, po szóstym faulu, na ławkę wędrują Pippen i Shaq. Na 11 s przed końcem, po celnym rzucie Jordana, Byki prowadzą 97:94, ale Kobe doprowadza do dogrywki rzutem za 3 pkt. W niej, na 10 s przed końcem, Kobe trafia z faulem, dorzuca osobistego i Lakers prowadzą 106:105. Czas dla Byków. Harper '96 podaje do Jordana, ten kozłuje, robi zwód - jeden, drugi, przy nim Kobe, trzy sekundy do końca, dwie, jeszcze jeden zwód, jedna sekunda, wyskok, rzut...

Wielką fetę kibiców Bulls zakłóca tylko jeden mały incydent. To Rodman spełnia swoją groźbę, że po rozegraniu ostatniego meczu w karierze rozbierze się do naga.

Komentarze (18)

Dodaj komentarz
  • Forn8

    kurde, a liczylem na Lakers ;]

  • Gość: [Borro] 212.160.138.*

    Rewelka - pamiętam ten feljeton z GW, świetny pomysł!!!!

    PS. Coś w temacie MŚ 2006, na dole tej str:
    www.excely.com/world-cup-2006.html?sheet
    super niezbędnik kibica czyli "World Cup 2006 Tournament Calendar"

  • Gość: [aeniman] *.206.113.182.telsat.wroc.pl

    Heh, 132-71, Jordan 9 pkt, Shaq osiągnięcia na poziomie Wilta, Kobe 2/34... Troszkę przesadzone, ale pomysł świetny :)

    Pozdrawiam

  • Gość: [Rumar] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Zle wyciete zdjecie Jordana powoduje, ze Lakresi w tych finalach graja w koszulkach Utah Jazz;]

  • perfumy_kosmetyki

    czego sie tu dziwić?

  • yanoo_pl

    buahahhaha, o mamo! uśmiałem się do łez :D genialne :D Shaq 18 osobowych :D brawo! brawo! i jeszcze raz brawo! odgrzewany kotlet, ale i tak wyborny :)

  • Gość: [wąski] *.acn.waw.pl

    "Ktoś na forum wspomniał pewien nasz felieton sprzed 5 lat" ;] aż łezka się w oku kręci...

  • Gość: [mates] *.pro-internet.pl

    pamietam z wyborczej, az sie lezka w oku kreci...

  • Gość: [Kot] *.chello.pl

    Rewelka. Panowie - szcunek, bardzo ajny pomysł i realizacja. Pozdrawiam.

  • Gość: [ArekTM] *.icpnet.pl

    pamietam jak na treningu ( w I klasie liceum)podawalismy sobie ten "artykol" z rak do rak - fajne czasy to byly :) :)

  • Gość: [Czarnuch9] 195.116.227.*

    fajny artykuł!!!ale widac ze to fantastyka...MJ 9pkt!!! 19 uwierze, 9 nigdy:)

  • pedro33

    ten felieton jest niesamowity. czytam go srednio 2 razy w miesiacu i zawsze usmiecham sie tak jakbym czytal go pierwszy raz. Mimo iz nie jestem fanem LA ani Jordana to klase uznaję. Zapewne bylby to finał finałów choc rownie dobrze mozna podac sklad LA z 89/90 roku. Felieton rewelacja zwlaszcza dla pokolenia "Hej, Hej tu NBA" do ktorego sie zaliczam.
    pozdrawiam

  • Gość: [jose] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Czytam ten artykul co jakis czas, juz od paru lat. Jest doskonały. Dzis Jordan, Pippen i Rodman sa juz dziadkami, kariera Kobe i Shaqa powoli dobiega konca. Tamte czasy to byl zupelnie inny poziom rywalizacji i emocji niz teraz (LbJ, Wade, CP3). Tęsknie za tamtym NBA.
    pozdrawiam wszystkich fanów "Hej hej tu NBA"

  • Gość: [Drexler] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Jose, zgadzam sie z Toba w 100 proc, to były niesamowite czasy. Czasami mi sie wydaje, ze się poprostu zestarzałem ale jak czytam takie komentarze jak Twoje to znowu zaczynam myślec ze kiedys ta NBA był poprostu bardziej emocjonujaca. A może wszyscy sie zestarzeliśmy...

  • dave10

    Drexler - niestety starzejemy sie:) Kumpel z Chicago wyslal mi ostatnio koszulke Bullsow - Kukoc 7. Jak ja dostalem to lezka w oku sie zakrecila a moja Druga Polowa mowi - ze pierwszy raz o facecie slyszy:)

  • maciek.trzewikowski

    nigdy nie myślałem że jestem z pokolenia hej hej tu nba:) a jestem w 100 %.jestem wdzięczny za to że mogłem w tvp oglądać 1sze porażki jordana z detroitw playoffach a potem jego triumfy i wielokrotne udowadnianie że nic nie jest niemożliwe

  • Gość: [novic23] 212.122.223.*

    a ja właśnie przypomniałem sobie o tym artykule i musiałem go przeczytać;-))) chyba jeden z najlepszych Waszych artykułów panowie. a może to po prostu taki podmuch najpiękniejszego okresu w dziejach NBA..... Pozdrowienia dla wszystkich z pokolenia: "hej hej, tu NBA".

  • Gość: [Mikrobs] *.ultra.waw.pl

    Czytam ten tekst raz na jakiś czas i wydarzenia w nim opisane zagościły już w mojej świadomości na tyle mocno, że mam wrażenie jakoby te finały się kiedyś odbyły.

Dodaj komentarz

© Supergigant
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci